Strona główna / Wywiady / Ogień, ziemia i pasja tworzą ceramiczne cuda

Ogień, ziemia i pasja tworzą ceramiczne cuda

Jestem po prostu Panią Kubeczek. Panią, która żyje trochę w świecie fantazji i chce każdego do niego zaprosić kiedy w codziennej gonitwie sięgamy po ulubiony kubek i mamy słodką chwilę dla siebie przy herbacie czy kawie” mówi o sobie Marta Pawlak, w sieci znana jako Ms. Mugee, artystka, która tworzy przedmioty z sercem, a każda jej praca przechodzi próbę ognia w piecu o temperaturze 900 stopni. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Marta Pawlak opowiada m.in. o inspiracjach czerpanych z gór i lasów, glinie, która ma duszę i…pięknej katastrofie, do której doszło w jej pracowni.

Jak narodziła się miłość do ceramiki?

MP: Pomysł na zajęcie się rzemiosłem narodził się w kafejce internetowej. Dziś dla wielu jest to niezrozumiałe pojęcie, co oznacza, że to było daaawno temu. Studiując filozofię potrzebowałam czegoś co mnie uziemi, a nic tak nie uziemia jak materia. Znalazłam więc Uniwersytet Ludowy Rzemiosła Artystycznego w Woli Sękowej i to właśnie tam spotkałam się z gliną. Tak się złożyło, że oprócz wykształcenia filozoficznego mam również wykształcenie rzemieślnicze. Duch i materia, cóż więcej trzeba do poznania?

Skąd wzięła się nazwa projektu i co kryje się za Pani alter ego „Ms.Mugee”?

MP: Długo zastanawiałam się nad nazwą marki. W zamyśle chciałam mieć taką, która mogłaby z powodzeniem funkcjonować na rynku zagranicznym, a jednocześnie żeby miała ciepły i przyjazny wydźwięk. Tak powstała Ms.Mugee od angielskiego słowa „mug”, czyli kubek. Jestem po prostu Panią Kubeczek. Panią, która żyje trochę w świecie fantazji i chce każdego do niego zaprosić kiedy w codziennej gonitwie sięgamy po ulubiony kubek i mamy słodką chwilę dla siebie przy herbacie czy kawie.

Pani prace to często „mariaż idei, materii i żywiołów” – jak radzi sobie Pani z nieprzewidywalnością ognia i pieca ceramicznego?

MP: Przyznam, że nieprzewidywalność nie jest moją ulubioną cechą rzeczywistości…radziłam sobie z nią w kontekście mojej pracy przez wiele lat głęboko oddychając, kiedy moje prace nie wychodziły tak jak się spodziewałam. Dziś moje doświadczenie pozwala w znacznym stopniu ograniczać ten czynnik.

Skąd czerpie Pani pomysły na tak wyraziste i oryginalne formy, jak np. naczynia z motywem kaczki?

MP: Wiele moich prac jest wykonywana na zamówienie, jak wspomniana kaczucha, dlatego nieustającą inspiracją dla mnie są moi odbiorcy. To oni motywują mnie do działania i pokonywania swoich ograniczeń przez zaufanie do mnie i wiarę w moje możliwości.

Zdarzają się niespodzianki lub zabawne wpadki podczas eksperymentów z nowymi szkliwami lub formami?

MP: Zabawnych raczej sobie nie przypominam. Ewentualne niespodzianki podzieliła bym na katastrofalne lub zachwycające. Moją największą katastrofą było gdy za sprawą grawitacji i źle zamontowanych wkrętów runęły mi trzy półki z płynnymi szkliwami i jakieś 40 litrów szkliwa wylało mi się na podłogę z wiader. To była piękna katastrofa.

Co jest dla Pani największym wyzwaniem technicznym w pracy z gliną?

MP: Dla mnie największym wyzwaniem jest obcowanie z materią, czyli właśnie z gliną. Mam poczucie, że forma, którą jej nadaję jest wypadkową mojej pracy i właściwości gliny. To znajomość materiału i umiejętność obchodzenia się z nim determinuje końcowy efekt. Jest to najtrudniejszy i najpiękniejszy aspekt rzemiosła. Na początku prawie się nie rozumiecie, a po latach mistrz i materia splatają się w jedno tworząc dzieło będące wypadkową ich wspólnego tańca.

Często tworzy Pani w otoczeniu natury, na przykład w Górach Kruczych czy Karkonoszachjak te krajobrazy wpływają na formę i kolorystykę prac?

MP: Natura jest dla mnie niesamowitym i niegasnącym źródłem inspiracji. Jej majestat, przedwieczność, a jednocześnie siła, która daje spokój i ukojenie wprawiają mnie w zachwyt. Chciałabym, aby moje prace budziły choć w niewielkim stopniu te emocje. Na przykład będąc na spacerze w Dolinie Miłości obserwowałam drzewa i właśnie tam zaprojektowałam kubek pokryty korzeniami. Jadąc samochodem po spowitych mgłą Karkonoszach wymyśliłam serię mglistą. Mogłabym wiele wymieniać. Położenie wspaniałej Perły Zachodu, to biały zestaw filiżanka i talerzyk…

Uczestniczyła Pani w transgranicznym projekcie polsko-czeskim – jak ocenia Pani współpracę artystyczną ponad granicami?

MP: Jestem zauroczona naszymi sąsiadami. Pojechałam na wernisaż rozpoczynający polsko- czeski festiwal otwartych pracowni i spotkałam się z tamtejszymi artystami. Było to spotkanie niesamowicie ciepłe, radosne i bardzo na luzie. Mam wielki niedosyt. Dość powiedzieć, że postanowiłam uczyć się języka czeskiego, żeby móc w pełni korzystać ze wspólnej wymiany myśli i spostrzeżeń.

Wykańcza Pani swoje prace nietypowymi elementami, np. popielnice leśnym korzeniem sosny impregnowanym woskiem pszczelim. Jak łączy Pani surowe elementy natury z delikatną strukturą wypalonej gliny?

MP: Wytworem przenikliwego intelektu czyli na śrubkę (śmiech). Proste rozwiązania są najlepsze.

Organizuje Pani kameralne warsztaty w Kamiennej Górze z herbatą, domowym ciastem i muzyką w tle. Jak ważna jest dla Pani domowa, ciepła atmosfera, w przeciwieństwie do masowych, komercyjnych kursów?

MP: Dla mnie spotkanie z drugim człowiekiem to celebracja życia. Moje warsztaty to nie tylko technikalia, to też atmosfera, w której każdy czuje się zaopiekowany. Staram się tworzyć przestrzeń do rozmów i bycia razem. Dzięki temu, że grupa jest niewielka mogę z każdym porozmawiać i usłyszeć jego wizję, pomóc w realizacji pomysłu, dać narzędzia i podpowiedzi w bardzo zindywidualizowanej formie. Z jednej strony tworzymy grupę z podobną pozytywną energia z drugiej tworzymy unikatowe rzeczy. Czy pracuje z dziećmi, czy z dorosłymi zawsze ważna jest dla mnie jednostka i jej poczucie bycia wysłuchanym. Bardzo angażuje się w prowadzenie warsztatów. Od dwudziestu lat jest to moją pasją. Ten upływ czasu i doświadczenie pokazują mi, że dobrze prowadzone zajęcia z rzemiosła niesamowicie potrafią dowartościować uczestników, wpływają na ich poczucie sprawczości, własnej wartości, pewności siebie. Odpowiadając na pytanie atmosfera jest dla mnie niezwykle ważna.

Otwieranie pieca po wypale to moment prawdy. Czy zdarzyło się Pani kiedyś wyciągnąć coś, co uznała Pani za absolutną katastrofę, a klienci natychmiast się w tym zakochali?

MP: Tak. Zdarzyło mi się też tak, że to ja byłam zachwycona swoja pracą, a odbiorcy niekoniecznie (śmiech). Prawda potrafi przybierać różne odcienie, a już spotkanie artystyczne na linii odbiorca- artefakt jest zupełnie zindywidualizowane. Co jest ponad tym subiektywizmem to jakość. Na nią zdecydowanie stawiam w swojej pracy ponieważ najpierw jestem rzemieślnikiem, a artystą bywam.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *