30 lat pracował jako dziennikarz. Nagle i niespodziewanie życie napisało inny scenariusz. Marcin Brodowski, który jeszcze do niedawna szefował redakcji wrocławskich Faktów dziś prowadzi pogrzeby. Został Mistrzem Świeckich Ceremonii Pogrzebowych. O swojej pracy i misji, której się podjął opowiada w rozmowie z Agnieszką Góralczyk.
Ile lat pracowałeś jako dziennikarz?
MB: Przez blisko 30 lat byłem związany z TVP we Wrocławiu. Pracowałem tam nie tylko jako dziennikarz i prowadzący programy. Przez ostatnie lata byłem szefem redakcji programów informacyjnych. Mam też mały epizod związany z kierowaniem całym ośrodkiem wrocławskiej telewizji publicznej, można powiedzieć, że przeszedłem tam całą zawodową drogę.
To była Twoja pasja, a jednak…życie napisało inny scenariusz?
MB: To prawda, nie ja ten scenariusz napisałem. Niemal dokładnie rok temu zostałem zwolniony. Co ciekawe zwalniała mnie koleżanka, którą znam od samego początku mojej obecności w telewizji. Choć nie usłyszałem oficjalnego powodu to domyślam się dlaczego do tego doszło. Chodziło o nagłaśnianie nieprawidłowości związanych z pomocą dla powodzian na ziemi kłodzkiej oraz we wrocławskim magistracie.
Nie szkoda Ci?
MB: Teraz już nie, choć rok temu było mi bardzo szkoda. Przede wszystkim tęsknię za zespołem, który udało mi się tam stworzyć. To wspaniali ludzie. Miks młodości i doświadczenia. Jestem już w innym miejscu, teraz myślę, że dobrze się stało. Zmiana pomogła mi w rozwoju, dostałem nowej energii, znowu czuję ekscytację z wykonywanej pracy, a to było coś czego w telewizji po tylu latach pracy już mi brakowało.
Zostałeś Mistrzem Ceremonii Pogrzebowych. Świeckich. Jak narodził się pomysł na taką ścieżkę zawodową?
MB: Nie wiem czy mi uwierzysz ale zaręczam, że to szczera prawda. Moja partnerka miała sen, w którym byłem mistrzem ceremonii. Gdy mi o tym powiedziała to stwierdziłem, że to szaleństwo. Wszystko jednak przemyślałem i uznałem, że to świetny pomysł.



Jakie cechy powinna posiadać osoba, która zostaje Mistrzem Ceremonii Pogrzebowych?
MB: Nie wiem jak to jest u innych. Wiem, że mi pomaga moje doświadczenie telewizyjne. Jest mi łatwiej bo potrafię rozmawiać z ludźmi, zbierać informacje, mam doświadczenie w wystąpieniach publicznych. Najważniejsza jest jednak empatia i traktowanie tego zajęcia nie tylko jak zwykłej pracy ale też jak misji. Moim zadaniem, jest przeprowadzenie rodziny przez proces pożegnania, wzięcia także na siebie odpowiedzialności za jeden z najważniejszych momentów w życiu rodzin. Nie bez znaczenia jest odporność psychiczna na częsty kontakt z ludzką tragedią.
Można nim zostać ot tak, czy trzeba przechodzić specjalne kursy? Jak długo trwają i czego się podczas nich uczy?
MB: Poprowadzić pogrzeb może każdy, nie trzeba do tego ukończenia żadnego kursu choć oczywiście są takie. Ja jednak żadnego nie ukończyłem. Poprosiłem doświadczoną Mistrzynię Świeckich Ceremonii Pogrzebowych o indywidualne szkolenie. Bardziej chodziło mi o techniczne tajniki tego zawodu. Choć świecki pogrzeb poprowadzić może każdy pytanie jest jednak czy każdy się do tego nadaje?
Jak wygląda świecka ceremonia pogrzebowa, bo chyba bardzo różni się od kościelnej prawda?
MB: To są dwa światy. Przede wszystkim pragnę podkreślić, że moją intencją nie jest walka z Kościołem. Osoba wierząca, praktykująca, ceniąca Kościół jako instytucję nigdy nie wybierze pogrzebu świeckiego i to jest w porządku. Ja chcę zapewnić możliwość wyboru tym, którzy nie wierzą ale też tym którzy są wierzący ale nie chcą na swoim pogrzebie duchownych. Ceremonia świecka powstaje przed wszystkim na bazie wspomnień o osobie zmarłej. Mówi się o jej życiu, relacjach, wartościach. Odtwarza się ulubioną muzykę, mówi się wiersze lub czyta prozę. Ja szukam takich tekstów, które nawiązują do życia tej osoby, którą żegnam. Każdy pogrzeb jest inny bo nie ma dwóch takich samych ludzi.
Ile takich ceremonii już poprowadziłeś i jak one wyglądały?
MB: W branży jestem zaledwie od kilku miesięcy, a za mną jest już kilkadziesiąt poprowadzonych ceremonii pogrzebowych. Z każdym miesiącem mam więcej pracy. Zdarzało mi się już pokonać kilkaset kilometrów w jedną stronę. Każda ceremonia jest inna, tu nie ma żadnych schematów. Ogranicza nas tylko to, by nikogo nie urazić i nie obrażać uczuć religijnych innych osób. A co jeśli Ci powiem, że na pogrzebie można posłuchać disco polo albo ostrego rocka, opowiedzieć dowcip, wyświetlić film lub zdjęcia?
Jakie życzenia mają ludzie, rodziny zmarłych odnośnie pochówków?
MB: Przede wszystkim rodzinom zależy na tym by opowiedzieć historię ich bliskich, by uczestnicy ceremonii dowiedzieli się kim była osoba, którą żegnamy. To ona ma być w centrum pożegnania. Nie tradycja, nie zwyczaj, nie ustalone z góry reguły. Oczekują pomocy w zamknięciu pewnego etapu w ich życiu, nie po to by zapomnieć leczy by spróbować żyć dalej. Czasem jestem proszony by odczytać przygotowany przez nich list, odtworzyć konkretny utwór.
Ceremonie prowadzisz tylko we Wrocławiu?
MB: We Wrocławiu pracuję tylko wtedy, gdy prosi mnie o to konkretna rodzina. Tutejsze zakłady pogrzebowe współpracują ze swoimi zaufanymi Mistrzami Ceremonii. Pracuję w całej Polsce, nie tylko na Dolnym Śląsku i bardzo ta forma mi odpowiada. Poznaję nowych ludzi i nowe miejsca.
Ile kosztuje usługa Mistrza Ceremonii Pogrzebowej?
MB: Nie mogę podać jednej konkretnej kwoty. W moim przypadku decydują koszty dojazdu i zakres usługi. Należy się jednak przygotować na wydatek od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Warto tu dodać, że ksiądz również nie poprowadzi pogrzebu za darmo. Na pogrzebie kościelnym często trzeba opłacić też organistę czy kościelnego. Te kwoty często przewyższają wynagrodzenie Mistrza Ceremonii.
Takie formy ostatniego pożegnania są już popularne, czy coraz bardziej zyskują na popularności?
MB: W kwestii świadomości ludzi jest jeszcze wiele do zrobienia. Wielu o świeckim pogrzebie jeszcze nie słyszało, dla innych to nowość, dla jeszcze innych temat kontrowersyjny. Za pośrednictwem moich profili w mediach społecznościowych staram się edukować i propagować ideę świeckiego pogrzebu. Łącznie na moich profilach obserwuje mnie 27 000 osób i grono to stale się powiększa. Widzę ogromny głód wiedzy i stopniowy wzrost zainteresowania. Każdego dnia odpowiadam na kolejne pytania. Traktuję to jako część mojej pracy. Widzę też, że z upływem czasu mam coraz więcej pracy. Jestem przekonany, że ta forma pożegnania będzie coraz bardziej popularna.
Dziękuję za rozmowę.

Fot. Grzegorz Gołębiowski











