Strona główna / Wywiady / Monika Górska: Każda lalka to mały cud

Monika Górska: Każda lalka to mały cud

W szkole podstawowej ręcznie uszyła swoją pierwszą szmacianą lalkę. Pamięta, że miała czarne włosy z wełny i oczy z guzików, ale nie pamięta w co była ubrana. Nazwała ją Zuzia, bo już wtedy wyobrażała ją sobie jako lalkę z piosenki „Zuzia lalka nieduża”. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Monika Górska znana jako Moni-niteczka podkreśla, że szycie nigdy nie było dla niej tylko hobby. To część jej życia, wspomnień i drogi, którą do dziś idzie.

Jak zaczęła się Pani przygoda z szyciem i rękodziełem ? Czy szkoła odzieżowa była naturalnym krokiem czy pasja zrodziła się zupełnie spontanicznie?    

MG: W szkole podstawowej, na zajęciach ZPT, ręcznie uszyłam swoją pierwszą szmacianą lalkę. Pamiętam, że miała czarne włosy z wełny i oczy z guzików. Nie pamiętam już, w co była ubrana, ale pamiętam jedno — nazwałam ją Zuzia, bo już wtedy wyobrażałam ją sobie z piosenki „Zuzia lalka nieduża” Długo potrafiłam bawić się lalkami. Obcinałam im włosy, dlatego tato był przekonany, że zostanę fryzjerką. A ja wybrałam szkołę odzieżową. Bardzo lubiłam rewie mody. Już w pierwszej klasie potrafiłam uszyć żakiet ze spodniami i suknię wieczorową, w której sama uczestniczyłam w pokazie. Chodziłam też jako modelka u swoich koleżanek, prezentując ich kolekcje. Do dziś mam gdzieś nagrane kasety z tamtych dwóch lat uczestniczenia w pokazie — tak, prawdziwe kasety… To były piękne czasy. Jestem wdzięczna mojej instruktorce, która widziała we mnie potencjał. Potrafiła mnie zmobilizować. Powiedziała kiedyś, że albo bardziej się postaram, albo pójdę na inne praktyki tylko nitki obcinać. Zależało mi, więc walczyłam o swoje miejsce. Może właśnie dlatego do dziś nie rozstaję się z igłą i nitką, a tym bardziej z maszyną do szycia. Nawet wtedy, gdy nie miałam własnej maszyny. Kiedyś nie było tak łatwo jak dziś — teraz dzieci dostają maszyny do szycia pod choinkę, zanim jeszcze dobrze poznają, do czego służą. A dla mnie maszyna była czymś wyjątkowym — marzeniem, pasją i częścią mojego świata. Na mój własny świat do dziś mówię: „szycie to moje życie”. Już jako dzieci kształtowaliśmy swoją kreatywność — na podwórkach, w szkołach, w domach, u cioci krawcowej czy przy mamie dziergającej wieczorami na drutach. To właśnie wtedy rodziła się wyobraźnia i pasja tworzenia. Odkąd pierwszy raz dotknęłam igły i nitki, ogarnęła mnie fascynacja. Zwykły kawałek materiału potrafił w moich oczach zamienić się w coś wyjątkowego. Później, jako nastolatka, nie mając jeszcze maszyny do szycia, uszyłam sobie ręcznie długą spódnicę. Dziś myślę, że była w niej nie tylko nitka i materiał, ale też upór, marzenia i ogromna potrzeba tworzenia. Szycie nigdy nie było dla mnie tylko hobby. To część mojego życia, wspomnień i drogi, którą idę do dziś.                                                                                             

Skąd czerpie Pani inspiracje do tworzenia swoich unikatowych projektów, zwłaszcza spersonalizowanych lalek i maskotek ? I dlaczego właśnie lalki, pluszaki i zabawki?

MG: Nawiązując do pierwszego pytania, tak samo odpowiem na drugie. Lalka Zuzia, stworzona przeze mnie w szkole podstawowej, zagościła w moim sercu na bardzo długie lata. Teraz, będąc dorosłą kobietą, żoną i mamą, odkurzyłam wspomnienia oraz sentyment z dzieciństwa. Będąc krawcową, szyjąc różne projekty i podejmując coraz to nowe wyzwania, coraz bardziej zbliżałam swoje serce do artystycznej drogi. To właśnie ją pamiętałam z dzieciństwa — czułam ją gdzieś głęboko na dnie swojej duszy. Krawcowa? Lalki? Dlaczego nie… Dziś już wiem, co wybrało moje serce. Musiałam przejść bardzo długą drogę szyciową, żeby odnaleźć samą siebie. A może raczej — to wszystko było we mnie od zawsze, tylko zostało solidnie odkurzone. Wszystkie moje lalki personalne tworzę od ręki. Nie korzystam z gotowych projektów ani wykrojów. Jestem samoukiem, jeśli chodzi o malowanie twarzy, ale właśnie dzięki temu każda lalka ma własny charakter i duszę. Mogę powiedzieć, że jestem twórczynią własnych wykrojów lalek i maskotek. Tutaj bardzo przydało mi się doświadczenie oraz wiedza zdobyta w szkole odzieżowej, która rozwinęła we mnie jeszcze więcej umiejętności. Moją największą inspiracją jest świat lalkarski. W tym świecie miałam już okazję poznać kilka wybitnych polskich artystek, których twórczość ogromnie podziwiam. Dzięki temu jeszcze mocniej utwierdziłam się w przekonaniu, że tworzę z serca.

Jak wygląda proces twórczy od szkicu do gotowej lalki? Który etap jest najbardziej wymagający a który sprawia najwięcej radości?                                        

MG:  Na ten temat mogłabym mówić dniami i nocami. Sam proces powstawania lalki jest bardzo długi. Na samym początku trzeba zadbać o swój spokój, żeby mogło narodzić się coś nowego — mieć tę tzw. wenę, która nie zawsze przychodzi od razu. U mnie wygląda to tak, że jeśli ma to być lalka personalizowana, wzoruję się na zdjęciach wysłanych przez klienta. Ustalamy, w co lalka ma być ubrana, jak wygląda osoba, na której podobieństwo mam ją stworzyć, jaki ma mieć kolor włosów i oczu oraz mniej więcej jakiej będzie wysokości. Każdą lalkę tworzę od podstaw. Dla każdej buduję konstrukcję korpusu i głowy, ręcznie doszywam włosy — czasem je obcinam, cieniuję… jeszcze tylko ich nie farbowałam (śmiech). Tak samo jest z malowaniem twarzy — patrzę na zdjęcie i maluję tak, jak czuję. Jestem samoukiem i wszystko, co wychodzi spod moich rąk za pierwszym razem, zostaje ze mną. Niczego nie wyrzucam do kosza. Ubranka oczywiście szyję sama — w końcu to mój wyuczony zawód. W głowie od razu pojawiają się wykroje, pomysły, dodatki i małe gadżety, które sprawiają mi ogromną radość. Tak naprawdę cieszy mnie cały proces tworzenia lalki — od pierwszej myśli, aż po ostatni detal. Ostatnio zaczęłam pracować nową techniką. Wszystko zaczyna się od odrobiny wełny. Gdy rzeźbię igłą, zaczyna pojawiać się twarz — wyraz twarzy, mała dusza. Kształtuję głowy i tułowie moich lalek za pomocą filcowania igłą. Potem przykrywam je tkaniną, maluję lub haftuję oczy, rumienię policzki i nadaję kształt małym ustom. Praca w każdej technice wymaga ogromnej precyzji i cierpliwości. To nie jest zwykłe rzemiosło. To sposób, by miłość we mnie nabrała kształtu. Każda lalka jest jak mały cud. Każda ma swój własny charakter, własnego ducha. Zrobić lalkę — to ożywić duszę.

Prowadzi Pani nie tylko pracownię, ale i warsztaty. Czy przekazanie swojej wiedzy i uczenia innych szycia jest dla Pani równie ważne co własne rękodzieło?

MG: Oczywiście, że tak! Byłam jeszcze dzieckiem, kiedy zaczynałam od zwykłej igły z nitką. Dopiero później, gdy poszłam do szkoły odzieżowej, mama kupiła mi moją pierwszą używaną maszynę do szycia, którą mam do dziś zachowaną na pamiątkę. Połączenie rękodzieła z czasów szkoły podstawowej i późniejszej szkoły odzieżowej stworzyło cały mój kreatywny świat.

Na moje warsztaty trafiają dzieci, młodzież, a czasami także osoby dorosłe. Ucząc dzieci, wszystko wychodzi bardzo naturalnie — wykroje rysujemy od ręki albo od razu wykrajamy z materiału. Nie skupiam się jedynie na samym szyciu. Najważniejsze jest dla mnie otwieranie w nich pewności siebie, rozwijanie wyobraźni, uczenie cierpliwości i odwagi do decydowania o własnym stylu.

Chcę pokazać im mój świat z dzieciństwa — świat bez internetu, bez gotowych wykrojów i gotowych odpowiedzi. Świat, w którym najważniejsza była wyobraźnia, kreatywność i ogromna satysfakcja z tworzenia czegoś własnymi rękami. Jestem instruktorem zawodu. Uczę również szycia na maszynie uczestników WTZ. To dodaje mi pewności siebie. Sama uczę się większej cierpliwości. Szycie na maszynie czy szycie ręczne, jest terapią rozwojową i wyciszającą niepokojące emocje. Tym bardziej kiedy ktoś moją pasję ode mnie poczuje. Bo szycie i tworzenie to nie tylko nauka zawodu. To sposób wyrażania siebie, swoich emocji i własnej duszy.    

Ma Pani swój ulubiony, niezastąpiony model maszyny do szycia, bez którego praca w pracowni by stanęła?                                                

MG: Wszystkie maszyny, które mam w pracowni, są dla mnie ważne. Każda z nich pełni swoją rolę i bez każdej z osobna nie powstałaby całość. Bez stebnówki niczego bym nie uszyła, bez overlocka nie obrzuciła materiału, a bez hafciarki nie stworzyłabym haftów i drobnych detali. Wszystkie razem tworzą jeden spójny świat mojej pracy. Mogę jedynie podkreślić, że najczęściej używaną maszyną jest stebnówka — to właśnie ona towarzyszy mi przy większości projektów i jest podstawą mojego szycia.    

Maskotki Moni-niteczki to produkt głównie dla dzieci, czy również dla dorosłych i kolekcjonerów?

MG: Wszystko zależy od zlecenia. Lalki personalizowane były zamawiane zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych na różne okazje, pełne emocji i wyjątkowych znaczeń. Teraz jednak, pracując nad nową techniką, jaką jest lalka artystyczna, coraz bardziej odkrywam kierunek, w którym chcę podążać. To już nie jest tylko sama lalka. To dzieło, w którym poświęcam jeszcze więcej uwagi detalom, precyzji wykonania, stylowi i dopracowaniu każdego najmniejszego elementu.

Tak jak obraz ma wartość dla artysty i kolekcjonera, tak samo pragnę, aby moje lalki artystyczne były wyjątkowymi, niepowtarzalnymi pracami, które mają swoją duszę, charakter i wartość.

Chcę tworzyć lalki nie tylko do przytulania, ale również dla kolekcjonerów — małe dzieła sztuki, które opowiadają historię i budzą emocje.                                                        

Szyje Pani nie tylko lalki, ale tez ubranka dla nich ? Zdarza się, że ktoś zamawia same ubranka bez lalek?            

MG: Cały proces tworzenia lalek od początku do końca to moja własna wizja. Sama projektuję i wykonuję każdy etap pracy. Dzięki wyuczonym umiejętnościom krawieckim tworzę również ubranka dla lalek, dopasowane do ich charakteru i stylu. Jeśli ktoś chciałby dokupić dodatkowe ubranka do lalki, którą stworzyłam, z przyjemnością mogłabym je uszyć. Do tej pory jednak nie szyłam samych ubranek dla innych lalek. Zawsze były one częścią moich autorskich projektów. 

Z czego powstają lalki, zabawki maskotki? Z jakich materiałów?   

MG: Maskotki szyję z gładkich, dzianinowych materiałów. Do tworzenia ciała lalek wykorzystuję trykot szwajcarski, który doskonale nadaje się do formowania postaci i podkreślania detali. Wszystkie używane przeze mnie dzianiny i tkaniny posiadają odpowiednie certyfikaty, dzięki czemu są bezpieczne i wysokiej jakości.      

W dobie masowej produkcji coraz częściej doceniamy rękodzieło?  

MG: W dobie masowej produkcji coraz częściej doceniamy rękodzieło za jego niepowtarzalność, wyjątkowość i serce włożone w każdy detal. Choć nadal nie każdy dostrzega, ile pracy i czasu kryje się za tworzeniem handmade, myślę, że częściowo wynika to także z nas samych. Z rękodzielników. Często nie potrafimy jeszcze odpowiednio wyceniać swojej pracy i być konsekwentni wobec wartości produktu stworzonego z sercem. Niepotrzebnie tłumaczymy się z czasu poświęconego na wykonanie czy długiego procesu tworzenia, a przy tym zaniżamy swoje ceny. A przecież coraz więcej osób szuka rzeczy tworzonych z pasją, duszą i autentycznością.  

Personalizowana zabawka staje się coraz bardziej popularna?      

MG: Personalizowana zabawka staje się coraz bardziej popularna, ponieważ daje poczucie wyjątkowości i tworzy piękną, osobistą pamiątkę. Coraz więcej osób szuka rzeczy niepowtarzalnych, tworzonych specjalnie dla jednej osoby, z myślą o jej historii, charakterze czy wspomnieniach.  

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *