Strona główna / Wywiady / Wsłuchaj się w Echo Rodu

Wsłuchaj się w Echo Rodu

„Jesteśmy naszym rodem, wszystkim, co było przed nami: ziemią, z której wyrośliśmy, i słońcem, którego żar w nas płonie. Przodkami, których twarze nosimy. Jesteśmy echem tego wszystkiego w „tu i teraz” – zbiorem pamięci, doświadczeń i mocy tych, którzy byli tu przed nami” mówią Anna i Ivan Plugatariovowie tworzący zespół Echo Rodu. W ich twórczości pierwotne słowiańskie pieśni, dudniąca lira korbowa i gusła spotykają się z pulsującymi rytmami współczesnej elektroniki. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, muzycy zabierają czytelników w rytualną podróż w czasie, snując opowieść o muzyce i marzeniach.

Wasza muzyka niesie głosy i dźwięki rzadkich, zapomnianych instrumentów, takich jak słowiańska harfa (gusli), lira korbowa i bębny, które dopełniają tę unikalną symfonię – opowiedzcie o nich.

ER: Śpiew i te instrumenty są sercem naszego zespołu. Właśnie dzięki nim i przez nie płynie cała nasza rodowa pamięć. W pieśni Anny drzemie bojkowskie dziedzictwo – wyrosła na dźwiękach pieśni swojej mamy i babci, pieśni, która niesie historię i esencję południowo-wschodniego pogranicza. Jeśli chodzi o instrumenty – można sobie łatwo wyobrazić, a raczej przypomnieć, jak przez wieki gusli, piszczałka i lira korbowa towarzyszyły naszym przodkom w ważnych momentach życia. Wypełniały powietrze drganiami podczas świąt, umilały pracę i pomagały w kontemplacji. Lubimy myśleć, że ten dreszcz, który czujemy, gdy słyszymy choćby śpiew gusli – naszej słowiańskiej harfy – jest pamięcią, której umysł już nie pamięta, ale która budzi się w komórkach całego ciała. Kto wie, czy to jeszcze biologia, czy już coś więcej…

Nazwa zespołu brzmi bardzo mistycznie. Co dla Was oznacza „Echo Rodu”?

ER: Ta nazwa ma wiele warstw i wciąż odkrywamy ich nowe znaczenia. Każda z nich wpływa na nasze życie, kształtuje nas i przemienia. Jeśli mielibyśmy wybrać jedno wyjaśnienie „Echa Rodu”, byłoby to dosłowne znaczenie tych słów – jesteśmy naszym rodem, wszystkim, co było przed nami: ziemią, z której wyrośliśmy, i słońcem, którego żar w nas płonie. Przodkami, których twarze nosimy. Jesteśmy echem tego wszystkiego w „tu i teraz” – zbiorem pamięci, doświadczeń i mocy tych, którzy byli tu przed nami. To bardzo mocno przekłada się na nasze inspiracje i muzykę, którą gramy. Inspirujemy się dawnym brzmieniem, obrzędowością oraz sposobem postrzegania świata. Stąd bierze się folkowa część naszej twórczości – wynikająca z czucia i doświadczenia ziemi, na której żyjemy. Często potocznie mówimy, że gramy muzykę słowiańską, ale bliżej nam do czegoś bardziej pierwotnego niż historycznego odtwarzania dawnych form. Nasze inspiracje sięgają do opowieści tej części świata – przebywając na jej łonie, opowiadamy na swój sposób to, co nam przekazuje.  Historycznie inspirujemy się również ludami przedsłowiańskimi, które żyły tutaj przed nami. Wielkim natchnieniem są dla nas kultury łużycka i trypolska. Jednocześnie nie odrzucamy miejsca i czasu, w którym jesteśmy. Każda kultura nieustannie ewoluuje, a folklor żyje i powstaje bez przerwy. Wszystko, co dzieje się i wybrzmiewa w naszym „domu”, również nas dotyczy. Stąd właśnie druga część naszej twórczości – niosąca echo nowoczesnej elektroniki. Czujemy, że to połączenie naturalnie wynika z tego, co dzieje się wokół nas.

Wspominacie o inspiracji górską naturą – o rezonansie górskiej natury. Czy konkretne miejsca mają wpływ na Wasze kompozycje?

ER: Tak, naszym domem są Bieszczady. Żyjemy na zboczu góry, blisko lasu, wśród dzikich zwierząt – przede wszystkim naszych umiłowanych jeleni. Niemal wszystkie utwory powstały tutaj, a te pojedyncze, które przyszły do nas w innych okolicznościach, i tak były później dopieszczane w domu: w górach, lasach, na łąkach, przy rzekach, wodospadach i jeziorach. Te góry naprawdę śpiewają, a my tylko słuchamy i odtwarzamy tę pieśń.

Jakie ludowe tradycje lub wierzenia słowiańskie najbardziej inspirują Waszą twórczość?

ER: Wszystkie! Wiele naszych pieśni tematycznych czy obrzędowych powstało właśnie w momencie przeżywania danego obrzędu. „Gorej” to dzień lejącego żarem lata, a „PrzeŻyto” – noc Jesiennych Dziadów. Nie ma świąt w kole roku, które byłyby nam obojętne lub mniej inspirujące. Jeszcze nie o wszystkim zaśpiewaliśmy, ale wynika to wyłącznie z ograniczeń czasowych.

Zdradzimy, że nowe wydawnictwa, które planujemy, będą bardzo mocno związane z obrzędowością. Chcemy stworzyć muzyczną – a nawet nie tylko muzyczną – podróż, która przeprowadzałaby przez wszystkie pory roku, otwierając i zamykając koło.

Gusli to instrument rzadko spotykany w Polsce. Jak przebiegała nauka gry na nim i dlaczego zdecydowaliście się na takie brzmienie?

Ivan: Racja – często zdarza się, że ludzie pytają o mój instrument i są nim bardzo zaskoczeni. Gusli nie są zbyt popularne w Polsce, ale… nie dla mnie. Na Ukrainie, skąd pochodzę, jest to dosyć pospolity instrument, który spotykałem przez całe życie – kilka zabawkowych egzemplarzy mieliśmy nawet w przedszkolu, inne były u przyjaciół i rodziny. Kiedy olśniło nas, że tworzymy „Echo Rodu”, wykorzystanie tego instrumentu było dla mnie czymś bardzo naturalnym. Początkowo myślałem, że będę grał na lirze korbowej, bo zawsze o tym marzyłem, ale okazało się, że znaleźliśmy już osobę, która na niej gra. Wcześniej byłem gitarzystą, więc przyjęcie roli guślarza – osoby grającej na guslach – było bardzo logiczne. To również instrument strunowy. I był to strzał w dziesiątkę – bardzo poczułem ten instrument i dziś muzycznie czuję się na swoim miejscu. Nauka okazała się trochę trudniejsza, niż się spodziewałem, ale instrument jest dosyć prosty, więc dałem radę. Wcześniej byłem już multiinstrumentalistą, kompozytorem i producentem muzycznym, więc ze zrozumieniem jego roli i tego, co można na nim tworzyć, nie miałem problemu – wszystko wydawało się bardzo naturalne i organiczne. Do opanowania pozostała jedynie technika gry.

Wasze koncerty to nie tylko muzyka, ale też wizualna podróż. Co jest dla Was najważniejsze w przekazie scenicznym?

Ania: Dla nas sztuka jest całościowym doświadczeniem – od dźwięku, przez ruch, dotyk, zapach i obraz, aż po wiele innych wymiarów doświadczenia. To komponowanie czasoprzestrzeni, która ma moc wciągania odbiorcy w równoległą rzeczywistość. Pragniemy tworzyć wydarzenia, które dają wgląd w miejsce poza czasem – tam, gdzie łączymy się z naszym rodem i rodowodem, a moc pierwszej iskry życia może przepływać w pełni. Kluczem w tej kompozycji jest bezkompromisowa naturalność i powrót z plastikowej izolacji do ziemi: lniane tkaniny, poroża, zioła, dymiące smużki z łąki, haftowane ręczniki pełne zaklęć, kryształy oraz inne artefakty przyrody. Mogłabym wiele opowiadać o ich niezwykłych właściwościach, ale w skrócie: każdy z elementów nie istnieje dla samej estetyki, lecz niesie w sobie historię i symbolikę zaklętą w darach ziemi. A to wszystko jest jedynie tłem dla naszej „czarodziejki naczelnej” – muzyki.

Jak widzicie rozwój muzyki folkowej i etno w Polsce?

ER: Mamy wrażenie, że budzi się ogromna potrzeba powrotu do korzeni i autentyczności. Widzimy to szczególnie podczas koncertów – pojawia się coraz więcej młodych ludzi, rodzin i dzieci. Muzyka folkowa i ethno w Polsce bardzo mocno się rozwija, co wcale nas nie dziwi. Ta ziemia jest pełna dawnych opowieści, melodii i symboli, które nadal są żywe. Tu Przyroda wciąż „mówi” tym samym językiem, którym mówiła 1000 lat temu. I z niego wyrasta też nasza muzyka. Bardzo cieszy nas to, że coraz więcej artystów wraca dziś do tradycji – jedni rekonstruują dawne brzmienia i obrzędy, inni przepuszczają je przez własną wrażliwość i współczesne środki wyrazu. Dzięki temu nasz folk naprawdę żyje i rozwija się w wielu kierunkach, a mu mamy czego posłuchać w trasie.

Gdybyście mogli zagrać koncert w dowolnym, najbardziej nietypowym miejscu na ziemi, gdzie by to było?

ER: Uwielbiamy grać pod gołym niebem i na trawie – tam czujemy się najlepiej. Jednak najważniejsi w naszych spotkaniach są ludzie, nie miejsce. Rodzi się w nas mnóstwo wizji i pomysłów na rozwijanie naszych wydarzeń tak, aby to połączenie było jeszcze bliższe. Chodzi o spotkanie we wspólnocie, w której każdy ma swoje miejsce i rolę.

Wbrew pozorom nie czujemy się najlepiej w formule „artysta–widz”. Naszym marzeniem jest stworzenie nie koncertu, lecz obrzędu, w którym każdy obecny naprawdę jest i współtworzy go razem z nami. Dlatego na ten moment bardziej interesuje nas pytanie „jak”, niż „gdzie”.

Koncertujecie na festiwalach promujących zdrowy tryb życia, ekologię i kulturę ludową. Tylko na takich wydarzeniach można Was usłyszeć?

ER: Zdecydowanie nie! Chociaż te tematy są nam bardzo bliskie – dlatego bywamy na takich festiwalach dość często – pojawiamy się na bardzo różnorodnych wydarzeniach. Co roku odwiedzamy festiwal „Trzy Światy” w Bieszczadach, graliśmy też na „Brasswood Fest” w Trójmieście, a także regularnie występujemy podczas wydarzeń organizowanych przez różne miejscowości i domy kultury.

Jakie macie plany koncertowe i wydawnicze na ten rok?

ER: Zapowiada się bardzo intensywne lato, pełne bajecznych wydarzeń. Po raz pierwszy zagramy za granicą – w Norwegii i Czechach – co bardzo nas cieszy, ponieważ miłość do „naszej” ziemi dopełnia miłość do podróżowania i odkrywania całego jej piękna. Plany wydawnicze są natomiast dużo mniej precyzyjne. W krótkim czasie wydaliśmy dwie płyty i był to dla nas bardzo intensywny okres. Teraz chcemy tworzyć bez narzuconej sobie presji i dać muzyce czas, żeby naturalnie dojrzewała. Mamy ogrom pomysłów, kilka tekstów i melodii, które spokojnie dopieszczamy. Nie zamykamy się w konkretnych ramach czasowych, ponieważ najpierw chcemy poczuć, że to naprawdę „to”. Możliwe, że jeszcze do końca roku pojawi się kilka nowych utworów. Jesienią planujemy jedyną trasę klubową w sezonie 2026/2027. Zagramy 12 koncertów: sześć wspólnie z naszym przyjacielem Paprodziadem i sześć jako Echo Rodu. Szczegóły będziemy publikować na naszej stronie internetowej i w mediach społecznościowych, gdzie tworzymy EchoRodowy zakątek internetu. Każdego gorejąco zapraszamy! Zdrawiamy czytelników oraz redakcję, niechaj się darzy!

Dziękuję za rozmowę

Zobacz również:

Bolków: Przebudzenie przodków – Echo Rodu i Paprodziad na zamku

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *