Strona główna / Wywiady / Zdjęciami maluje swój świat

Zdjęciami maluje swój świat

„Fotografia i filmowanie zawsze były dla mnie czystą przyjemnością — czymś, co robiłem z potrzeby serca, a nie z obowiązku. Bałem się, że jeśli zamienię pasję w pracę, to coś, co „mogę” robić, stanie się czymś, co „muszę” robić” – mówi Patryk Sołtys, który jako dziecko dzięki babci pokochał fotografię. Kocha też rodzinny Radków, o którym mówi, że miasto jak i jego okolice są jak galeria sztuki pod gołym niebem, a wszystko co piękne, zostało tu zebrane w jednym miejscu. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Patryk Sołtys opowiada m.in. o niezwykłych kadrach pól i lasów, a także o swoim marzeniu stworzenia czegoś, co zostanie z mieszkańcami ukochanych stron na zawsze.

Jaki jest świat i ukochany Radków na Pana zdjęciach?

PS: Na swoich zdjęciach staram się pokazywać świat z własnej perspektywy — tak, jak sam postrzegam rzeczywistość, krajobraz i charakter miejsca. Radków i okolice są dla mnie przestrzenią pełną form, światła i nastroju. Lubię pokazywać je zarówno z poziomu człowieka, stojąc blisko ziemi, jak i z lotu ptaka, wykorzystując ujęcia z drona. Każda z tych perspektyw opowiada trochę inną historię, a razem pozwalają zobaczyć ten region szerzej — nie tylko jako konkretne miejsce na mapie, ale jako przestrzeń z własnym klimatem i emocją.

default

Pamięta Pan moment, w którym hobby przerodziło się w profesjonalną pasję i własną markę?

PS: To był raczej proces niż jeden konkretny moment. Kilka razy myślałem o tym, żeby zbudować wokół swojej pasji własną markę, ale długo się przed tym zatrzymywałem. Fotografia i filmowanie zawsze były dla mnie czystą przyjemnością — czymś, co robiłem z potrzeby serca, a nie z obowiązku. Bałem się, że jeśli zamienię pasję w pracę, to coś, co „mogę” robić, stanie się czymś, co „muszę” robić. Dlatego długo szukałem takiego kierunku, który nie odbierze mi radości tworzenia. Sprawdzałem różne obszary i zastanawiałem się, co da mi nie tylko rozwój zawodowy, ale też prawdziwą satysfakcję. Niedawno odkryłem, że właśnie reklama, promocja miejsc, firm i obiektów jest czymś, co naprawdę mnie napędza. Pokazywanie ich w atrakcyjny, przemyślany i filmowy sposób sprawia mi ogromną frajdę. Wtedy poczułem, że jestem gotowy, żeby pójść krok dalej i zbudować własną markę.

Jakie były Pana początki – od czego wszystko się zaczęło?

PS: Początek był dość emocjonalny, zwłaszcza gdy patrzę na to z perspektywy czasu. Jako ośmiolatek dostałem od mojej kochanej babci pierwszy aparat na kliszę. Wtedy do każdego zdjęcia podchodziło się inaczej, bo liczba klatek była ograniczona i każde naciśnięcie spustu migawki miało większą wagę. Jako dziecko traktowałem ten aparat jeszcze trochę jako coś „rodzinnego”, bardziej na potrzeby rodziców, ale myślę, że właśnie wtedy coś zaczęło we mnie kiełkować. Później przewijały się różne aparaty i cały czas mnie do tego ciągnęło. Na początku bardziej chodziło o łapanie chwil niż świadome fotografowanie widoków czy miejsc. Prawdziwy przełom przyszedł zupełnie przypadkiem. Pamiętam, że miałem odłożone pieniądze na wymarzony zestaw głośników do komputera. Długo na nie odkładałem i kiedy w końcu pojechałem z tatą do sklepu, okazało się, że już ich nie ma. Byłem rozżalony, ale przechodząc obok stoiska z aparatami, zobaczyłem lustrzankę. W jednej chwili pomysł z głośnikami zupełnie zgasł. Pod wpływem impulsu kupiłem aparat — i tak naprawdę od tego wszystko się zaczęło. Potem przyszły kolejne wydatki na sprzęt, chodzenie po lasach, szukanie kadrów, uczenie się światła i miejsc. Zupełnie w tym utonąłem, ale w najlepszym możliwym sensie.

Co w gminie Radków i okolicach jest najbardziej fotogeniczne – góry, architektura czy może ludzie?

PS: Ludzi fotografuję bardzo rzadko — to nie jest kierunek, który szczególnie mnie przyciąga. Zdecydowanie bliższe są mi krajobrazy, przestrzeń i natura. Uwielbiam wracać do miejsc, które znam niemal na pamięć, bo za każdym razem potrafią pokazać się inaczej. Wystarczy inne światło, mgła, pora roku albo nastrój danego dnia i nagle znany widok znów potrafi zaskoczyć.

Mam ogromną słabość do pól i lasów. To są miejsca, w których mógłbym siedzieć godzinami. Czuję tam, jak mały jest człowiek wobec ogromu przestrzeni, gór i całego majestatu okolicy. Z takich miejsc najlepiej widać, że Radków i jego okolice mają w sobie coś bardzo prawdziwego — spokój, surowość i piękno, którego nie trzeba sztucznie poprawiać.

default

Są takie miejsca w okolicach Radkowa, które wyglądają najlepiej w obiektywie, a nie są jeszcze oblegane przez turystów?

PS: Wbrew pozorom takich miejsc jest bardzo dużo. Wystarczy zejść z utartych szlaków, skręcić w polną drogę, odejść kawałek od najbardziej oczywistych punktów i nagle zaczyna się dostrzegać, jak wyjątkowa jest ta okolica. Często największe wrażenie robią nie te miejsca, które są najczęściej fotografowane, ale te ciche, zwyczajne na pierwszy rzut oka — pola, leśne ścieżki, punkty z widokiem na góry, fragmenty krajobrazu mijane na co dzień. To właśnie tam można znaleźć kadry, które nie są powieleniem tego, co wszyscy już widzieli. Dla mnie najciekawsze jest odkrywanie takich miejsc po swojemu.

default

Jaką wiadomość o swoim regionie chce Pan przekazać światu poprzez produkcje filmowe?

PS: Chciałbym, żeby każdy mógł choć trochę poczuć to, co ja czuję, kiedy tu jestem. To jest moje miejsce na ziemi — przestrzeń, w której czuję się naprawdę dobrze i do której mam ogromny sentyment. Najbardziej fascynuje mnie to, jak wiele można tutaj zobaczyć na stosunkowo niewielkim obszarze. Góry, lasy, pola, zalew, zamki, punkty widokowe — wszystko jest blisko siebie, a jednocześnie każde z tych miejsc ma zupełnie inny charakter. Dla mnie ta okolica ma wręcz baśniowy klimat. Czasem mam wrażenie, że Radków i okolice są jak galeria sztuki pod gołym niebem. Wszystko, co piękne, zostało tu zebrane w jednym miejscu. I właśnie to chciałbym pokazywać światu — że ten region nie jest tylko punktem na mapie, ale miejscem, które naprawdę można poczuć.

Skąd płyną do Pana inspiracje do nowych ujęć – z natury, światowych trendów, a może podpowiada je intuicja?

PS: Nie śledzę szczególnie trendów i nie próbuję tworzyć pod konkretny schemat. Wszystko, co robię, wynika raczej z tego, co w danym momencie czuję i jak odbieram miejsce, w którym jestem. Dużą rolę odgrywa intuicja, nastrój i spontaniczność. Czasem wystarczy światło, mgła, układ chmur albo zwykły impuls, żeby zatrzymać się w danym miejscu i zrobić ujęcie. Nie planuję wszystkiego na siłę, bo w fotografii i filmie najbardziej lubię moment, w którym rzeczywistość sama zaczyna podpowiadać kadr.

Góry Stołowe są kapryśne pod względem pogody — ile razy wrócił Pan z pleneru bez ani jednego zdjęcia?

PS: Chyba nigdy nie było takiej sytuacji, żebym wrócił zupełnie z niczym. Tak naprawdę uważam, że nie ma złej pogody na zdjęcia — jest tylko inny rodzaj opowieści. W deszczowy dzień można skupić się na kroplach spływających po drzewach, mokrych fakturach i melancholijnym klimacie. We mgle można wyciągnąć z kadru tylko to, co znajduje się na najbliższym planie, zostawiając resztę w bezkresnej bieli. Taka pogoda często nie przeszkadza, tylko zmusza do patrzenia inaczej. Rzadko ruszam w teren z bardzo konkretnym zamiarem. Zazwyczaj korzystam z tego, co daje mi otoczenie. Nauczyłem się, że kiedy nie stawiam sobie sztywnych oczekiwań, dużo łatwiej wrócić zadowolonym — bo zamiast szukać jednego zaplanowanego kadru, zaczynam dostrzegać to, co naprawdę dzieje się wokół.

Radków i jego najbliższe otoczenie wciąż jeszcze mogą Pana zaskoczyć?

PS: Zdecydowanie tak — i robią to cały czas. Myślę, że właśnie dzięki temu fotografowanie tych miejsc nadal sprawia mi tak ogromną radość. Nawet jeśli znam jakąś lokalizację bardzo dobrze, to ona nigdy nie jest dokładnie taka sama. Świat cały czas się zmienia. Zmienia się światło, pogoda, pora roku, układ chmur, mgła, kolory, a nawet mój własny nastrój. Dlatego każde ujęcie jest w pewnym sensie jednorazowe. Za chwilę, w tym samym miejscu, ten sam widok może wyglądać już zupełnie inaczej. I właśnie ta ulotność sprawia, że chce się wracać.

Drony mocno zmieniły perspektywę w fotografii krajobrazowej?

PS: Ogromnie ją zmieniły, a właściwie — rozszerzyły. Dzięki dronom wiele kadrów, które kiedyś mogłem sobie tylko wyobrażać z miejsc niedostępnych, stało się realnych. Nagle można spojrzeć na krajobraz z zupełnie innej strony, zobaczyć układ pól, lasów, gór czy zabudowań w sposób, którego z poziomu ziemi nie da się dostrzec. Latam zarówno klasycznym dronem, jak i dronami FPV. Każdy z nich ma inną specyfikę i wymaga od operatora innych umiejętności, ale razem dają ogromne możliwości twórcze. Klasyczny dron pozwala spokojnie budować szerokie, majestatyczne kadry, a FPV daje dynamikę, ruch i wrażenie prawdziwego lotu. To jednak temat, do którego trzeba podchodzić bardzo odpowiedzialnie. Bezpieczne i świadome latanie jest najważniejsze. Dron, mimo zaawansowanej technologii, nadal jest tylko sprzętem, który może zawieść albo zostać źle użyty. Dlatego dobry kadr nigdy nie może być ważniejszy od czyjegoś bezpieczeństwa, spokoju czy prywatności.

Wschód słońca na Szczelińcu czy zachód nad Zalewem w Radkowie?

PS: To chyba jedno z najtrudniejszych pytań, bo w praktyce nigdy nie stawiam sobie takiego wyboru. Zazwyczaj kieruję się intuicją i tym, czego w danej chwili potrzebuję — czasem światła, czasem ciszy, czasem przestrzeni, a czasem po prostu samotnego spaceru z aparatem. Ale jeśli mam odpowiedzieć zupełnie szczerze, to wybrałbym coś trzeciego: spokój wśród pól, w miejscach mało uczęszczanych. To właśnie tam najłatwiej mi się zatrzymać, odciąć od wszystkiego i naprawdę poczuć krajobraz. Szczeliniec i Zalew są piękne, ale pola i ciche, mniej oczywiste miejsca mają dla mnie szczególną wartość.

Co jest Pana największym zawodowym marzeniem?

PS: Moim największym zawodowym marzeniem jest stworzyć coś, co mnie przeżyje. Coś, co będzie zapisem na lata — nie tylko obrazem miejsca czy chwili, ale również śladem mojego sposobu patrzenia na świat. Chciałbym, żeby kiedyś, gdy mnie już nie będzie, ktoś mógł trafić na moją twórczość, zatrzymać się przy niej i poczuć, że ma ona dla niego jakieś znaczenie. Że nie była tylko zdjęciem, filmem czy kolejną produkcją, ale czymś, co potrafi poruszyć, zatrzymać albo zostawić po sobie emocję. Dla mnie to byłby największy sukces — stworzyć obrazy, które zostaną dłużej niż ja i będą dalej opowiadać swoją historię.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *