Jest pasjonatem tańca inspirowanego Michaelem Jacksonem, gra na fletni Pana i pisze książki. Jest jednym z najmłodszych twórców fantastyki w Polsce. Stworzył m.in. postać Ślimaczka Piotra, niezwykłego podróżnika, którego pokochały dzieci. Jest też marzycielem, który swoje marzenia przekuwa z rzeczywistość. Mateusz Cetnarski, w rozmowie z Agnieszką Góralczyk opowiada m.in. o tym jak pisanie stało się pasją, o miłości do fantastyki i kuzynach, dzięki którym narodził się ślimaczek co zwiedza świat.
Jak to jest być jednym z najmłodszych twórców fantastyki w Polsce?
MC: Przyznam szczerze, że to dość trudne pytanie, na które nie jestem w stanie dokładnie odpowiedzieć. Być może dlatego, że przywykłem do tego, czym się zajmuję i praca pisarza stała się moją codziennością. Zbyt często się nad tym nie zastanawiam – cały możliwy czas staram się poświęcać jak najlepszemu wykonywaniu swoich obowiązków: od pisania kolejnych książek, poprzez ich wydawanie i organizację spotkań autorskich. Natomiast największe emocje związane z byciem młodym pisarzem towarzyszyły mi podczas wydawania pierwszych trzech książek: “Bright. W Otchłani Kłamstw”, kiedy miałem 15 lat i kolejno “Feel alive” oraz “Bright. Upadek”. Był to moment, kiedy udało mi się spełnić marzenia, do których dążyłem przez bardzo długi czas. Ponadto na bieżąco uczyłem się nowych rzeczy, które w kolejnych latach pozwoliły mi lepiej wykonywać pracę i co najważniejsze, popełniać coraz mniej błędów. Mimo wszystko do tej pory zdarza się, że kiedy myślę o tym, czuję ekscytację i spełnienie. Najbardziej cieszy mnie fakt, że moja przygoda z pisaniem chociażby częściowo przyczynia się do motywowania młodzieży do rozwijania pasji.
Jak polską fantastykę widzi młode pokolenie – Pana pokolenie?
MC: Ciężko jest mi wypowiadać się za innych w kwestii upodobań literackich, natomiast z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że postrzegam fantastykę jako odskocznię od rzeczywistego świata. Osobiście pozwala mi ona na przetransportowanie się do świata wyobraźni, gdzie wszystko jest możliwe. Od wczesnych klas podstawówki był to mój ulubiony gatunek literacki, głównie przez wzgląd na niesamowite światy, które otaczały bohaterów, dynamiczną akcję i pełne fantazji wydarzenia. Kiedy prowadzę spotkania autorskie i opowiadam uczniom o moich książkach fantasy, zauważam, że ich uwagę najbardziej przykuwa tajemniczość związana z wydarzeniami, które dzieją się w wyimaginowanym świecie. “Bright. W Otchłani Kłamstw” i “Bright. Upadek” starałem się pisać w ten sposób, żeby zawierały w sobie jak najwięcej dynamizmu, zwrotów akcji i były pełne dialogów między bohaterami, które znakomicie napędzają akcję. W ten sposób chciałem stworzyć coś, co chociaż w małym stopniu będzie przypominać wciągającą grę komputerową lub serial. Po reakcjach uczestników na spotkaniach, dostrzegam, że był to dobry wybór – przez wzgląd na te aspekty wielu decyduje się sięgnąć po książkę.
Pisze Pan fantasy, książki motywacyjne i książki dla dzieci – ale najlepiej czuje się Pan pisząc?
MC: Hmm… Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każdy z gatunków jest inny… wyjątkowy. Ale szczerze powiedziawszy nie czuję potrzeby kategoryzowania książek na poszczególne rodzaje w kontekście pisania. Zawsze staram się tworzyć to, co czuję. Więc kiedy mam ochotę na nieco magii, wybieram fantastykę, jeśli chcę przekazać wnioski z mojego doświadczenia, które mogą w jakimś stopniu pomóc innym, wybieram książkę motywacyjną, a kiedy czuję potrzebę stworzenia czegoś dla najmłodszych, w tym dla moich kuzynów – wybieram bajki.
Pierwsza część „Przygód Ślimaczka Piotra” została uznana za najlepszą bajkę 2024 r. w konkursie dla samowydawców – jak narodził się ten znany dziś dzieciom ślimaczek?
MC: Zacznę od tego, że nagroda przyznana I części “Przygód Ślimaczka Piotra”, była dla mnie niespodziewanym, acz miłym zaskoczeniem. Wydając tę książkę nie myślałem w kategoriach zdobywania nagród, ponieważ stworzyłem ją dla moich wspaniałych kuzynów: Emilki, Janka, Tosi i Tymka. Przytoczę tutaj fragment z podziękowań, w których wspomniałem o tym jak wszystko się zaczęło: “Bardzo, ale to bardzo chcę podziękować moim młodym kuzynom: Tymusiowi i Tosi oraz Jasiowi i Emilce, ponieważ to oni zainspirowali mnie do stworzenia tych opowieści o Ślimaczku Piotrku. Szczególnie dziękuję Emilce oraz Jasiowi, którzy pewnego wieczoru poprosili mnie o napisanie książki… Wspólnie wybierali zwierzątka, które towarzyszą Piotrkowi w jego przygodzie zatytułowanej „Ślimaczek Piotr i bursztyn znad Bałtyku”. I właśnie tak, po około trzech godzinach tworzenia, powstała moja pierwsza bajka, która potem zainspirowała mnie do napisania kolejnych opowieści.” A później…? Cóż… nie trzeba było długo czekać, żeby moi kuzyni poprosili mnie o napisanie kolejnych opowieści o Ślimaczku Piotrze, podczas tworzenia których dawali mi fantastyczne pomysły. Mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie oni, książki o dzielnym podróżniku i poszukiwaczu skarbów raczej by nie powstały.
Spotyka się Pan z czytelnikami w szkołach i bibliotekach w całej Polsce, promując czytelnictwo i realizację pasji – jakie pytania najczęściej zadają czytelnicy podczas spotkań autorskich?
MC: Najczęstszymi pytaniami są chyba te, które odnoszą się do powstawania kolejnych książek. Uczestnicy spotkań pytają czy, a jeśli tak, to kiedy zostanie wydana trzecia część “Bright” oraz czy jest szansa na powstanie kolejnych przygód o Ślimaczku Piotrze. Zainteresowanych podczas prelekcji, jak i tutaj, uspokajam: książki z obu serii już powstają i jest bardzo duża szansa, że jedna z nich ukaże się już tej jesieni… Poza tym czytelnicy często pytają o fabułę książek i o bohaterów, którzy się w nich pojawiają, a także jak napisać i wydać książkę.
Skąd czerpał Pan inspirację do stworzenia postaci Sary Bright i świata Loftwergu?
MC: Powiem szczerze: w pierwszej części “Bright” wszystkie pomysły, które pojawiały mi się w głowie wykorzystywałem na bieżąco. Chciałem całkowicie oddać się opowieści, która kreowała się w mojej wyobraźni. Na początku nie było konkretnego planu na ciąg dalszy opowieści ani jej zakończenie. Liczyły się założenia twórcze, czyli dynamiczna i wartka akcja oraz mnogość dialogów, które chciałem wykorzystać, by od pierwszych stron wkręcić czytelnika w fabułę. Dopiero na dalszym etapie pisania postanowiłem nadać historii większej głębi, którą starałem się poszerzać z każdym rozdziałem. Seria “Bright” od samego początku miała tworzyć jakby książkowy serial, gdzie finalny sens opowieści czytelnik pozna dopiero na samym końcu trzeciej, ostatniej części. Mam nadzieję, że jest to widoczne na przykładzie postaci Sary, której charakter diametralnie zmienia się na przestrzeni części. W tomie I możemy ją poznać głównie poprzez jej zachowania i decyzje, natomiast w kolejnej części stawiałem na bezpośrednie wgłębienie się w jej duszę. A jeżeli chodzi o inspirację samą w sobie: nie miałem żadnej konkretnej. Aczkolwiek muszę zaznaczyć, że podczas tworzenia siły dodawały mi muzyka i życiorys Michaela Jacksona, moi najbliżsi, a także czytelnicy oczekujący na kontynuację przygód Sary Bright.
Dlaczego zdecydował się Pan na przeskok gatunkowy – od fantasy („Bright”), przez bajki dla dzieci („Przygody Ślimaczka Piotra”), aż po motywację („Feel Alive”)?
MC: Piszę dokładnie to, co czuję i uważam za słuszne. Pisanie nigdy nie było i w dalszym ciągu nie jest moją pracą. To pasja. I mam ogromną nadzieję, że już zawsze nią pozostanie.
W książce „Feel Alive” pokazuje Pan, jak przekuć pasję w korzyści. Jaką ma Pan radę dla młodych ludzi, którzy boją się realizować swoje marzenia?
MC: Według mnie to temat bardzo rozległy i ciężko odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Uważam, że pasje i marzenia są rzeczami, które w dużej mierze definiują naszą osobowość. Nie ma sensu prowadzić swojego życia i podejmować decyzji przez wzgląd na innych. Wiadomo, ciężko jest czasem wyjść przed szereg, szczególnie z nietypowymi zainteresowaniami, bo może się to spotkać z nieprzychylnymi opiniami znajomych. Wtedy jednak powstaje pytanie: czy tych ludzi faktycznie można nazwać przyjaciółmi, skoro nie można przy nich wyrazić prawdziwego “siebie”? Na spotkaniach autorskich często powtarzam, że nikt za nas nie osiągnie sukcesu, którym potem sami chcemy się cieszyć. A więc z marzeniami jest podobnie: jeśli sami nie podejmiemy próby, aby je spełnić, może w końcu być za późno. Jeśli jednak miałbym wyszczególnić jedną konkretną radę dla wszystkich, którzy obawiają się pójść za głosem serca, brzmiałaby ona następująco: NIGDY się nie poddawajcie i ZAWSZE bądźcie sobą. A jeżeli ktoś się obawia, że marzenie nie spełni się w 100%, podpowiem: to nie o to w tym wszystkim chodzi. Rozwijając pasje w jakimś stopniu na pewno uda się osiągnąć cel. Ale najważniejsze będzie poczucie, że podjęliście próbę i daliście z siebie wszystko. I to będzie największa nagroda, nawet jeśli cel nie w całości został spełniony.
Jakie są Pana dalsze plany literackie? Fani którego gatunku mogą najszybciej spodziewać się czytelniczej niespodzianki?
MC: Pierwsza w kolejce jest trzecia, a zarazem ostatnia część przygód Sary Bright. Planuję wydać ją jeszcze w tym roku. A potem? Cóż… Na czytelników serii “Bright” będzie też czekała pewna niespodzianka, ale o tym nie mogę jeszcze powiedzieć… A poza “Bright” przymierzam się do napisania kolejnej odsłony “Przygód Ślimaczka Piotra”. Jednak moje dalsze plany literackie będą jeszcze przez chwilę musiały pozostać tajemnicą…
Oprócz pisania ma Pan też dwie inne pasje: jest Pan pasjonatem tańca inspirowanego Michaelem Jacksonem i gry na pewnym nietypowym instrumencie. Proszę o nich opowiedzieć.
MC: Co do gry na instrumencie: jest nim fletnia Pana, na której zdarza mi się od czasu do czasu zagrać. Do rozwijania tej pasji zainspirowali mnie Indianie, którzy śpiewali, tańczyli i grali na promenadzie w jednej z nadmorskich miejscowości. Wtedy też, a było to ponad 10 lat temu, kupiłem swoją pierwszą fletnię i regularnie uczyłem się na niej gry. Jeżeli chodzi o Michaela Jacksona: jestem jego fanem od piątej klasy podstawówki i od tamtej pory nie ma dnia, żebym nie posłuchał choć jednej jego piosenki. A pasja tańca pojawiła się w siódmej klasie, kiedy to postanowiłem zatańczyć do trzech piosenek Króla Popu na pikniku szkolnym. I właściwie od tamtej pory rozwijam to zainteresowanie. Dla mnie piosenki Jacksona to coś więcej niż tylko muzyka; w końcu dzięki nim mam motywację do pisania.
Również na spotkaniach autorskich prezentuję taniec do piosenek Michaela Jacksona, żeby pokazać, że ciężka praca i wiara w spełnienie celów przynosi efekty i warto próbować podążać za marzeniami. Zresztą jest to jeden z ciekawszych elementów prelekcji – w końcu nieczęsto zdarza się, żeby pisarz tańczył do piosenek Jacksona, prawda?

Dziękuję za rozmowę











