Podczas swojej artystycznej drogi stała na jednej scenie z wybitnymi muzykami, takimi jak m.in.: Mike Russell – amerykański gitarzysta i zdobywca statuetki Grammy; Jennifer Batten – gitarzystka Michaela Jacksona; Jacek Jaguś – gitarzysta bluesowy, a także z Brianem Fentressem czy Gabrielem Fleszarem. Jazz zaś zawsze był dla niej ukojeniem, czymś, co pozwala oswoić chaos. I właśnie m.in. o muzyce jazzowej, miłości do niej i drodze na szczyt, Agnieszka Góralczyk rozmawia z Patrycją Kamolą, polską wokalistką jazzową i estradową, kompozytorką oraz autorką tekstów, znaną ze swojego wszechstronnego wykształcenia muzycznego i pedagogicznego.
Mówią o Pani artystka wszechstronna, która porusza się doskonale w obszarach jazzu, popu oraz muzyki estradowej – ale z tego wszystkiego najbardziej kocha Pani…?
PK: Trudno mi wskazać jeden styl, który kocham najbardziej, bo każdy z nich jest dla mnie ważnym etapem mojej działalności artystycznej. Jazz dał mi fundament – wrażliwość, swobodę i muzyczną świadomość, którą rozwijałam zarówno w czasie studiów Wokalistyki jazzowej na Akademii Muzycznej im. K. Szymanowskiego w Katowicach, jak i w trakcie moich pierwszych projektów koncertowych. Z czasem naturalnie pojawiła się przestrzeń muzyki popularnej i estradowej, które pozwoliły mi odnaleźć się w realiach dzisiejszego rynku muzycznego. Dziś najbliższa jest mi właśnie ta przestrzeń, w której te światy się przenikają. Moja droga wydawnicza dobrze odzwierciedla tę ewolucję – debiutancki album „Czekając na miłość” z 2016 r. osadzony był w stylistyce jazzowej, natomiast moja druga płyta „Nadejdzie lepszy czas” z 2019 r. skierowała się w stronę bardziej radiowego brzmienia. EP-ka „Jestem” z 2020 r. stanowiła połączenie jazzu i muzyki popularnej, a najnowszy album „Strofki o miłości i codzienności” można traktować jako mój powrót do jazzowych korzeni. Z kolei najnowsze single zapowiadające kolejną płytę wpisują się w estetykę muzyki radiowej z elementami elektroniki, co jest dla mnie kolejnym etapem poszukiwań brzmieniowych.
Skąd czerpie Pani inspirację do łączenia jazzu z elementami muzyki pop czy poezji śpiewanej?
PK: Inspiracje czerpię z życia i z emocji, które nie zawsze da się zamknąć w jednym gatunku. Jazz daje mi przestrzeń i wolność interpretacji, muzyka popularna – bezpośredniość, a poezja śpiewana – wrażliwość na słowo. Łączenie tych światów przychodzi więc bardzo intuicyjnie, bo każdy z nich odpowiada za inną potrzebą wyrażania siebie. Inspiracją jest też dla mnie samo napięcie między tymi światami i to, co powstaje na ich styku. Ciekawe jest to, że każdy z tych gatunków mówi trochę innym językiem. A ja po prostu próbuję je połączyć w jedną, spójną opowieść.
Jak ocenia Pani dzisiejszą polską scenę jazzową?
PK: Myślę, że dzisiejsza polska scena jazzowa jest w bardzo ciekawym momencie. Z jednej strony mamy ogromny szacunek do tradycji i do jazzowych Mistrzów, a z drugiej – silne młode pokolenie, które odważnie sięga po nowe środki wyrazu. Młodzi artyści jazzowi nie boją się eksperymentować, łączyć jazzu z innymi gatunkami i mówić własnym językiem. Dzięki temu jazz żyje, rozwija się i dociera do coraz szerszego grona odbiorców.
Który z twórców wywarł na Pani największe wrażenie i jest dla Pani muzycznym autorytetem?
PK: Zawsze trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie mam tylko jednego autorytetu. Każdy z nich wniósł coś innego do mojego muzycznego świata. Jedni ukształtowali moją wrażliwość, inni sposób interpretacji czy podejście do sceny. Lubię myśleć o tym jako o mozaice wpływów, które razem tworzą moją własną tożsamość. Inspiruję się wieloma artystami, zarówno z kręgu jazzu, jak i muzyki bardziej popularnej. Nie zamykam się na jedno nazwisko – to raczej suma tych wpływów buduje mnie jako artystkę.

Głos to Pani narzędzie pracy jako logopedy i wokalistki – jak dba Pani o higienę głosu podczas intensywnych tras koncertowych?
PK: Głos to rzeczywiście ważny aspekt mojej pracy, dlatego podchodzę do niego świadomie, a moje wykształcenie logopedyczne bardzo mi w tym pomaga. Z biegiem czasu nauczyłam się słuchać swojego ciała i głosu. Rozgrzewka przed koncertem i świadoma emisja głosu pozwalają mi utrzymać formę nawet przy intensywnym trybie pracy. Jako logopeda wiem, jak łatwo o przeciążenie narządu głosu, dlatego staram się pracować głosem mądrze, a nie tylko intensywnie.
W Pani twórczości często pojawia się motyw nadziei. Czy w dzisiejszych, szybkich czasach jazz wciąż może być dla ludzi „plastrem na duszę”?
PK: Dla mnie, muzyka jazzowa zawsze była miejscem ukojenia, czymś, co pozwala oswoić chaos. W dzisiejszych czasach, kiedy wszystko dzieje się natychmiast, taka muzyka daje coś bardzo rzadkiego: chwilę prawdziwego kontaktu ze sobą, wsłuchania – nie tylko w muzykę, ale też w siebie. Jeśli pojawia się w tym nadzieja, to dlatego, że jazz daje przestrzeń na oddech i emocje. Im szybciej żyjemy, tym bardziej potrzebujemy czegoś, co nas zatrzyma. Jazz dokładnie to robi.
Jak wspomina Pani współpracę z Brianem Fentressem – amerykańskim wokalistą zwanym „Ambasadorem Muzyki Gospel w Polsce”?
PK: Współpracę z Brianem Fentressem wspominam bardzo inspirująco. Poznaliśmy się podczas warsztatów muzyki gospel, zakończonych koncertem w Zielonej Górze z udziałem chóru Uniwersytetu Zielonogórskiego. Później miałam również okazję pracować z nim w trakcie studiów na Uniwersytecie Zielonogórskim. To było dla mnie niezwykle cenne doświadczenie, nie tylko muzyczne, ale też kulturowe. Spotkanie z inną tradycją, językiem i wrażliwością artystyczną bardzo mnie rozwinęło. Była to także ważna lekcja muzyki wywodzącej się z afroamerykańskiej tradycji – jej głębokiej ekspresji, autentyczności i siły.
A z Gabrielem Fleszarem- idolem młodzieży lat 90-tych?
PK: Gabriela Fleszara wspominam bardzo dobrze, a współpraca z nim była dla mnie artystyczną przygodą. Zagraliśmy razem szereg koncertów w różnych częściach Polski w ramach mojego autorskiego projektu muzycznego, co pozwoliło nam stworzyć spójną scenicznie energię i muzyczny dialog. Zwieńczeniem tej współpracy było nagranie mojej autorskiej piosenki „Rozbitkowie”, do której powstał również teledysk z naszym udziałem, dostępny na moim kanale na YouTube. Ta współpraca stała się dla mnie również ważnym impulsem twórczym – zainspirowała mnie do poszukiwań w nieco innym kierunku niż wcześniej. Po mojej debiutanckiej, jazzowej płycie „Czekając na miłość” zaczęłam tworzyć utwory bliższe stylistyce muzyki popularnej i radiowej. Ten etap naturalnie ewoluował i zaowocował wydaniem przeze mnie kolejnej, w pełni autorskiej płyty „Nadejdzie lepszy czas”, a także powstaniem kilku singli, które promuję w przestrzeni internetowej poprzez teledyski. Obecnie nasze drogi z Gabrielem wciąż od czasu do czasu się przecinają, ponieważ spotykamy się jako artyści podczas różnych wydarzeń i koncertów, szczególnie na Dolnym Śląsku, co zawsze jest bardzo miłym powrotem do naszej współpracy.

Z którym artystą chciałaby Pani wystąpić na scenie w duecie?
PK: Choć wciąż czuję w sobie młodzieńczą energię, to scena towarzyszy mi już od ponad 15 lat, dając mi możliwość spotkań i współpracy z wybitnymi artystami. Podczas swojej artystycznej drogi miałam już przyjemność stać na jednej scenie z wybitnymi muzykami, takimi jak m.in.: Mike Russell – amerykański gitarzysta i zdobywca statuetki Grammy; Jennifer Batten – gitarzystka Michaela Jacksona; Jacek Jaguś – gitarzysta bluesowy, a także z Brianem Fentressem czy Gabrielem Fleszarem. Każde z tych spotkań było dla mnie przede wszystkim cenną lekcją scenicznej świadomości. Równie ważnym elementem mojej drogi artystycznej były występy na festiwalach jazzowych, takich jak: Międzynarodowy Festiwal Jazzowy „Krokus Jazz Festival” czy „Róże Jazz Festiwal”, gdzie miałam okazję dzielić scenę z wieloma znakomitymi osobowościami świata muzyki. Gdybym jednak miała wskazać artystów, z którymi szczególnie chciałabym stworzyć duet, to w obszarze jazzu byłaby to Dee Dee Bridgewater – artystka o niezwykłej charyzmie i ekspresji scenicznej, z którą mam wrażenie, łączy mnie podobna energia sceniczna. Natomiast w świecie muzyki popularnej niezwykle bliska jest mi wrażliwość Alicii Keys.
Zajmuje się Pani również działalnością społeczną, a za swoje działania na rzecz dzieci, w 2017 r. została Pani odznaczona honorowym medalem „Przyjaciel Dziecka” – dlaczego wybrała Pani działalność społeczną?
PK: Na co dzień pracuję z dziećmi i młodzieżą jako pedagog wokalny i trener emisji głosu, dlatego działalność społeczna jest dla mnie naturalnym przedłużeniem mojej pracy zawodowej. Nie postrzegam jej jedynie w kategoriach pomocy, ale raczej jako pewnego rodzaju misję i odpowiedzialność, a także możliwość realnego wpływania na rozwój młodych ludzi, wspierania ich i towarzyszenia im w ważnych momentach życia. W 2017 r. zostałam uhonorowana medalem „Przyjaciel Dziecka”, co było dla mnie szczególnym wyróżnieniem i jednocześnie potwierdzeniem, że ta droga ma głęboki sens. Największą jednak nagrodą są dla mnie zawsze relacje, zaufanie i momenty, w których widzę, że moja obecność naprawdę może coś w czyimś życiu zmienić.
Dziękuję za rozmowę
Foto: Hanna Derecka












