Bez króliczków, jajeczek czekoladowych, omiatania górnego rogu pokoju na górze, polędwicy w pięciu smakach i mazurka przekładanego dubajską czekoladą też można cudownie przeżyć święta. Jak? Postawmy na zielone! W zielone idźmy, zieleni do głowy nawpuszczajmy, dajmy sobie chwilę na niedojrzałość (może lenistwo? może bezmyślność?). Zajmijmy się, jeśli już musimy coś układać, poukładaniem w naszych wnętrzach. A świat? Świat poczeka. I odpuśćmy sobie i światu, na kilka dni chociaż.
Nie jestem szczególnie religijna, moje życie wieczne wyobrażam sobie od jakiegoś czasu, kiedy w ogóle zaczęłam je sobie wyobrażać, jako reinkarnacje, a czasem jako niebyt. Ale nie ukrywam, że w okolicach chrześcijańskiej wielkiej nocy, czuję zew nowego rozdania, powiew nowości, czy to z wiosną czy zielonością związane, a może z odrodzeniem właśnie przemyślenie o nas, o tym co mogłoby się zadziać inaczej i lepiej. Nasiąkłam, jak my wszyscy religijną symboliką odrodzenia, ja Europejka wychowana z dużym kraju w północnej Europie i wcale nie uważam, że to źle. Tego roku także marzy mi się, aby wszystkich w biegu zatrzymać i utulić, a także pozamykać sklepy i zakazać wielkanocnego zdobienia miast i wsi.
Mieszkam na Dolnym Śląsku, w jednym z miast przeczołganych przez przeobrażania gospodarcze lat 90. Kilka tygodniu temu wracałam wieczorową porą z zumby i oczom moim ukazało się świecąca bombka wielkości kontenera na śmieci i migoczące gałązki (choinkowe ???) na latarni. Byłam naprawdę zdziwiona, chciałam robić zdjęcia i pisać do władz, że dlaczego, o rety, zapomniano zdjąć bożonarodzeniowych dekoracji?! Jechałam tamtędy nazajutrz i okazało się, że to nie bombka gigant tylko pisanka gigant migocząca, a na latarni bazie migoczące. No pewnie, że kiczowate i raczej wg mojej estetyki dość brzydkie. Dlaczego o tym piszę? Bo dosyć mam od drugiego listopada choinek w sklepach, ale z marketingiem wielkich sieci handlowych trudno walczyć. Ale na nasze otoczenie warto mieć wpływ. Jestem za wiosennymi żonkilami i tulipankami w domach i trawą, pączkami zielonymi się cieszmy, ale dlaczego szpecimy naszą przestrzeń? W świąteczny czas razi mnie też sklepobylstwo (nadmierne w sklepach przebywanie i kupowanie- Boże czego?) i mania pobratymców dzielenia czasu na przed i po świętach. Wszystkie usługi od paznokci, włosów i stomatologa, czyszczenia dywanów i uszu powinny być wykonane przed świętami, bowiem narodziny tego najważniejszego trzeba przywitać w rzęsach, w lokach i szponach z króliczkami najlepiej i zaplombowanymi zębami. Zbojkotujmy też sprzątanie i gotowanie, przerastające nasze siły. Czy naprawdę nasza rodzina będzie bardziej zaangażowana w rozmowę wiedząc, że usunęliśmy zakurzenie z szaf i zakamarków? Otóż nie! Ważniejsze będzie mówienie nie tylko o sobie, zadawanie pytań i szczere zainteresowanie, co u innych słychać.
Ja wiem, że sytuacja na świecie naprawdę jest niepokojąca, ale uwierzcie mi kochani, po świętach bynajmniej końca świata nie przewidujemy. Zatem raczej zatrzymajmy się w biegu i po prostu bądźmy, czyż życie właśnie nie jest byciem po prostu?
My kobiety bądźmy nie na wynos w te święta, jak pięknie ujęła to terapeutka Katarzyna Miller. Zatem spróbujmy się nie malować, albo malować mniej , spróbujemy nie wyglądać, nie uśmiechać się (no chyba, że z autentycznej radości), spróbujmy nie myśleć w co się ubrać i iść za radą mojego męża, który od lat ubiera się w to co ma na wierzchu, półki, krzesła itp. Ha, pójdę dalej nie bądźmy dyplomatkami, nie starajmy się zadowolić wszystkich przy stole, dyskutujmy, jeśli się nie zgadzamy. Nie zaciskajmy ust i pośladków. Nie czujmy odpowiedzialności za nastrój wszystkich domowników czy gości.
I niech nam odpuszczanie sobie i innym pozostanie tej wiosny z nami.
Starająca się odpuszczać
Aldona Ziółkowska-Bielewicz
Coach, ekolożka, feministka, edukatorka, mama i żona









