Strona główna / Wywiady / Kobieta, która rządzi w przestworzach

Kobieta, która rządzi w przestworzach

Została prezesem Aeroklubu Polskiego. Po raz pierwszy w ponad stuletniej historii tej organizacji stanowisko to objęła kobieta. Jest także pierwszą kobietą stojącą na czele Komisji Śmigłowcowej FAI (CIG) od 1905 roku. Serafina Ogończyk-Mąkowska w rozmowie z Agnieszką Góralczyk opowiada m.in. o swoich planach na najbliższe miesiące, pasji jaką stało się lotnictwo i nauce hebrajskiego w Tel Awiwie.

Została Pani Prezesem Aeroklubu Polskiego – jakie będą Pani priorytety na tym stanowisku?

SOM: Najważniejszym zadaniem jest dziś przywrócenie stabilności instytucjonalnej Aeroklubu Polskiego oraz odbudowa zaufania do organizacji – zarówno w środowisku lotniczym, jak i w relacjach z partnerami. Instytucja o ponadstuletniej tradycji powinna funkcjonować w sposób przewidywalny, transparentny i profesjonalny, bez animozji personalnych. Niezwykle istotnym obszarem jest konsolidacja środowiska lotniczego. Aeroklub Polski powinien stać się platformą współpracy wszystkich środowisk związanych z lotnictwem sportowym i rekreacyjnym. Potrzebujemy wspólnych działań, wspólnego głosu w sprawach lotniczych, sportowych, większej aktywności w obszarze inicjatyw legislacyjnych. Wspólne projekty infrastrukturalne czy wspólne mechanizmy zakupowe, które mogą realnie obniżać koszty funkcjonowania organizacji. Środowisko lotnicze w Polsce jest silne swoim potencjałem, doświadczeniem i tradycją, ale aby ten potencjał był widoczny na zewnątrz, musimy działać razem. Zjednoczone środowisko będzie partnerem, którego głos będzie słyszalny – i z którym trzeba się liczyć.

Jakie wyzwania stoją dziś przed polskim lotnictwem sportowym?

SOM: Wyzwaniem jest zmiana pokoleniowa. W świecie dynamicznie rozwijających się technologii musimy znaleźć sposób, by zainteresować lotnictwem młodych ludzi i pokazać im, że jest to dziedzina oferująca niezwykłe możliwości rozwoju. Musimy pokazywać naszych mistrzów, nasze sukcesy.

Skąd wzięła się Pani pasja do śmigłowców i lotnictwa?

SOM: Do lotnictwa trafiłam jako osoba dorosła, co sprawiło, że była to decyzja w pełni świadoma. Najpierw pojawiły się samoloty i środowisko lotnicze, które poznawałam z czasem coraz bliżej. Śmigłowce stały się kolejnym etapem tej drogi. Tak jak w życiu uczymy się kolejnych rzeczy – najpierw jednych, potem następnych – tak po samolotach naturalnie przyszła kolej na śmigłowce. Poznałam środowisko pilotów śmigłowcowych, pasjonatów lotnictwa, z którymi wspólnie uczestniczyliśmy w zawodach i wydarzeniach lotniczych. To doświadczenie pozwoliło mi zobaczyć tę dziedzinę z bardzo praktycznej strony i jeszcze bardziej się nią zainteresować. Towarzyszyła temu również chęć zdobywania profesjonalnej wiedzy lotniczej. Ukończyłam studia podyplomowe z zakresu bezpieczeństwa lotniczego w Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie oraz studia Master of Business Administration in Aviation na Uczelni Łazarskiego. Moja aktywność w strukturach międzynarodowych FAI pozwala mi spojrzeć na rozwój lotnictwa sportowego w szerszej  perspektywie.

Kobiety w polskim lotnictwie – czy wciąż jest to świat zdominowany przez mężczyzn?

SOM: Lotnictwo przez wiele lat było rzeczywiście środowiskiem zdominowanym przez mężczyzn, ale ta rzeczywistość stopniowo się zmienia. Coraz więcej kobiet pojawia się zarówno w kokpitach statków powietrznych, jak i w strukturach zarządzania lotnictwem. W pewnym sensie nową epokę symbolicznie otwiera również mój wybór na Prezesa Aeroklubu Polskiego – po raz pierwszy w ponad stuletniej historii tej organizacji stanowisko to objęła kobieta. Podobnie w strukturach międzynarodowych – jestem także pierwszą kobietą stojącą na czele Komisji Śmigłowcowej FAI (CIG) od 1905 roku.

Najważniejsze jest jednak to, że w lotnictwie ostatecznie zawsze decydują kompetencje, odpowiedzialność i dyscyplina. A te – niezależnie od płci – są po prostu warunkiem koniecznym w tej dziedzinie.

W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że „marzenia z definicji są nierealne”. Dlaczego?

SOM: Bo w chwili, gdy marzenie staje się rzeczywistością, przestaje być marzeniem. Staje się projektem, planem i pracą do wykonania. Lotnictwo bardzo szybko uczy przekładania marzeń na konkretne działania – trening, procedury i odpowiedzialne decyzje. Bez tego żadna maszyna nie wzbiłaby się w powietrze.

Jakie są największe różnice w podejściu do sportów lotniczych między Polską, a resztą świata?

SOM: W wielu krajach sport lotniczy traktowany jest jako element szerszej strategii państwa – zarówno w kontekście edukacji technicznej młodzieży, jak i budowania kompetencji lotniczych społeczeństwa. W Polsce mamy ogromne tradycje i wybitne osiągnięcia sportowe, ale potrzebujemy bardziej systemowego podejścia do wspierania infrastruktury i szkolenia młodych pilotów.

Jak radzi sobie Pani z kryzysami?

SOM: Lotnictwo uczy jednej podstawowej zasady – emocje muszą ustąpić miejsca procedurze. W powietrzu nie ma miejsca na chaos. Jest analiza sytuacji, decyzja i działanie. Ta logika bardzo dobrze sprawdza się również w zarządzaniu organizacją. W sytuacjach kryzysowych najważniejsze jest zachowanie spokoju i koncentracja na rozwiązaniu problemu, a nie na samym problemie. Zawsze staram się patrzeć na kryzys również jako na moment weryfikacji i szansę na ulepszenie. W lotnictwie każdy incydent analizuje się właśnie po to, aby wyciągnąć wnioski i w przyszłości działać lepiej i bezpieczniej. W zarządzaniu jest podobnie – kryzys bywa trudny, ale często ujawnia rzeczy, które wymagają naprawy lub modernizacji. Jeśli podejdzie się do niego racjonalnie, może stać się szansą, impulsem do rozwoju, a nie problemem do przetrwania.

Który element Aeroklubu Polskiego wymaga dziś najszybszej naprawy?

SOM: Najważniejsze jest uporządkowanie modelu zarządzania i przywrócenie przejrzystości funkcjonowania organizacji. Aeroklub Polski powinien być instytucją stabilną, profesjonalną i przewidywalną. To fundament, bez którego trudno mówić o dalszym rozwoju sportów lotniczych.

Jak przyciągnąć młodzież do lotnictwa w dobie symulatorów i e-sportu?

SOM: Nie powinniśmy konkurować z technologią – powinniśmy ją wykorzystać. Nowoczesne symulatory czy narzędzia cyfrowe mogą być doskonałym wstępem do prawdziwego lotnictwa. A kiedy ktoś raz poczuje, czym jest prawdziwy lot – żaden symulator nie jest już w stanie tego zastąpić.

Jak widzi Pani rolę kobiet w strukturach decyzyjnych sportu?

SOM: Widzę ją jako naturalny element nowoczesnych organizacji. Sport potrzebuje różnorodności doświadczeń, kompetencji i sposobów myślenia. Równowaga w strukturach decyzyjnych zawsze wzmacnia organizację, bo pozwala patrzeć na problemy i wyzwania z różnych perspektyw. Jednocześnie uważam, że powinno się to odbywać organicznie – w oparciu o kompetencje, doświadczenie i zdolność do podejmowania odpowiedzialnych decyzji, a nie w wyniku administracyjnych parytetów czy sztucznych mechanizmów. W lotnictwie – podobnie jak w sporcie – najważniejsze są profesjonalizm, odpowiedzialność i umiejętność działania pod presją. Te cechy nie mają płci.

Jak udaje się Pani zachować równowagę między życiem zawodowym, a prywatnym?

SOM: Najlepszym sposobem jest robienie rzeczy, które mają sens. Jeżeli praca jest jednocześnie pasją i formą działania na rzecz środowiska, zmęczenie oczywiście się pojawia, ale rzadko prowadzi do wypalenia. Warto też podkreślić, że cała moja działalność na rzecz lotnictwa ma charakter wolontaryjny – co dla wielu osób bywa trudne do zrozumienia. W środowisku lotniczym bardzo wiele rzeczy robi się po prostu dlatego, że się w nie wierzy i chce się coś realnie zmienić lub zbudować. Nie ukrywam jednak, że z tym balansem bywa różnie. Zdarza się, że potrafię spędzić kilkanaście godzin dziennie pracując nad sprawami związanymi z lotnictwem – organizacją wydarzeń, sprawami środowiskowymi czy projektami rozwojowymi. W takich momentach na wiele innych rzeczy zwyczajnie brakuje czasu. Lotnictwo uczy jednak jeszcze jednej ważnej rzeczy – pokory wobec rzeczywistości i dystansu do samego siebie. Dzięki temu nawet przy bardzo intensywnym tempie pracy łatwiej zachować równowagę psychiczną i pamiętać, że najważniejsze jest robienie rzeczy, które mają realny sens.

Dlaczego studiowała Pani hebrajski w Tel Awiwie?

SOM: Zawsze interesowały mnie języki i kultury, które pozwalają wyjść poza własną perspektywę. Hebrajski jest językiem o niezwykłej historii i bardzo specyficznej strukturze – jego nauka to w pewnym sensie także nauka innego sposobu myślenia. Studia w Tel Awiwie były dla mnie ważnym doświadczeniem intelektualnym i kulturowym. Kontakt z innym środowiskiem akademickim, inną tradycją i sposobem prowadzenia dyskusji bardzo poszerza horyzonty. Ciekawym elementem jest także sama konstrukcja języka. Hebrajski zapisuje się i czyta od prawej do lewej strony, co zmusza mózg do pracy w nieco innym trybie niż w przypadku języków europejskich. W praktyce oznacza to aktywizowanie innych obszarów poznawczych i rozwijanie większej elastyczności myślenia. Tego typu doświadczenia bardzo pobudzają kreatywność i sprzyjają myśleniu „out of the box”, zamiast odtwórczego powielania schematów. Myślę, że stąd moja wieloperspektywiczność – zdolność patrzenia na problemy z różnych stron – jest to niezwykle cenne zarówno w życiu zawodowym, jak i w działalności publicznej, szczególnie w sytuacjach trudnych.

Dziękuję za rozmowę

Foto: użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *