Strona główna / Wywiady / Dźwięki, które wirują prawdą

Dźwięki, które wirują prawdą

„Nie jesteśmy perfekcyjni. Perfekcja to fikcja produkcji. Człowiek to emocje, które potrafią gdzieś zapędzić, „zabrudzić” frazę, załamać głos – mówi Maja Karteczka na temat współpracy z gwiazdami polskiej sceny muzycznej. Kocha soul, blues i jazz. Jest pasjonatką slow life’u i woli las od zgiełku miasta i telewizora. Agnieszce Góralczyk, pochodząca z Wałbrzycha wokalistka i songwriterka opowiedziała m.in. o debiutanckiej płycie, miłości do zwierząt i kopalnianym sercu.

W 2024 r. wydała Pani swoją pierwszą płytę”Brudnodźwięki”. Co kryje się pod tą nazwą. Zarówno jeżeli chodzi o klimat muzyczny jak i teksty?

MK: „Brudnodźwięki” to moje określenie dla mnóstwa muzycznych motywów, pomysłów, które gromadzę w telefonowym dyktafonie. One były zaczątkami piosenek, które znajdują się na płycie. Ale inny powód to też pewne niedoczyszczenie piosenek w produkcji. Wolałam zostawić pewne nierówności, nawet minimalne nieczystości, żeby dać znać słuchaczowi, że wysyłam prawdziwy przekaz. Jest to też w kontrze do laboratoryjnych „idealnych” produkcji, które zalewają mainstream.

Pani styl to blues, soul i R&B z domieszką jazzu. Czy to gatunki, które najlepiej oddają Pani wrażliwość?

MK: Chyba wszystkie po równo i każdy inną część wrażliwości: blues i R&B to wszystkie blue notes, które dobrze współgrają z pewnym „nerwem”, soul to czyste emocje, a jazz to wyzwanie też intelektualne.

Utwór „Kopalniane serce” jest wymieniany jako jeden z ważniejszych na płycie. Co oznacza dla Pani ten utwór i jak brzmieniowo nawiązuje do wałbrzyskich korzeni?

MK: Hmm, jeden z siedmiu najważniejszych (na płycie jest siedem utworów). 

A tak serio: „Kopalniane serce” powstało z inspiracji wypowiedzią pewnego polityka, która brzmiała mniej więcej tak: w chwili zamknięcia ostatniej działającej kopalni, Wałbrzyskie serce przestało bić. Ta wypowiedź z jednej strony doskonale obrazowała stan miasta w tamtych czasach, ale też czułam potrzebę pewnej kontry, znalezienia ciągu dalszego tej wałbrzyskiej historii, która przecież wciąż się toczy. Brzmienie tej piosenki jest dość surowe, w tle powtarza się dźwięk perkusyjnej blachy, który może kojarzyć się z pracą jakichś kopalnianych maszyn. 

Jest Pani autorką tekstów (songwriterką). Skąd biorą się inspiracje do tych opowieści?

MK: Pewnie zupełnie nieoryginalnie odpowie: z życia, obserwacji. Zaczątkiem do każdej piosenki jest jakaś emocja: coś mnie zachwyca, smuci, wkurza, inspiruje… 

Na swoich kanałach podkreśla Pani miłość do życia blisko natury, z dala od zgiełku miasta i telewizora. Jak taki slow life wpływa na kreatywność i pisanie muzyki?

MK: Od kiedy kontynuuję moją naukę na studiach dziennych i łączę je z pracą, muszę prowadzić „fast life” . Ale jeśli już to się udaje, w naturze odpoczywam i resetuję się. Jednak najwięcej pomysłów przychodzi do mnie w działaniu.

Jest Pani”właścicielką” gromady futrzanych przyjaciół. Jaką rolę w Pani życiu odgrywają zwierzęta?

MK: Uwielbiam zwierzęta! Wszystkie. Kontakt z nimi to czysta przyjemność i relaks (mam nadzieję, że one też tak czują). Jedną z życiowych decyzji podjęłam ze względu na nie: jestem wegetarianką od 14 lat. Tak mi łatwiej i jakoś spójniej z tym, co czuję. Myślę, że mój światek bez zwierząt mocno by opustoszał.

Jak można pogodzić intensywne życie muzyczne (koncerty, studio) z potrzebą spokoju i życia tuż pod lasem?

MK: No właśnie ostatnio dość ciężko i czasem trochę tęsknię za tym, ale też bardzo lubię intensywność, która jest teraz. Mój styl życia przeszedł ostatnio pewną transformację.

Ma Pani na koncie występy z wybitnymi artystami, takimi jak Mietek Szcześniak. Czego nauczyły Panią te spotkania na scenie?

MK: Akurat występ z M.Szcześniakiem to był epizod. Jako osoba, która wiele lat odkładała swoje do szuflady i głównie robiła chórki, miałam kilka takich epizodów – przygód ze wspaniałymi muzykami. Bardzo dużo mnie te spotkania nauczyły, ale chyba najważniejsze jest to, że każdy czasem się myli, lekko zafałszuje, pomyli tekst, nutę. Nie jesteśmy perfekcyjni. Perfekcja to fikcja produkcji. Człowiek to emocje, które potrafią gdzieś zapędzić, „zabrudzić” frazę, załamać głos- i to jest piękne!

Jakie są Pani muzyczne plany po premierze debiutanckiej płyty?

MK: Zbieram piosenki na ciąg dalszy. Ponieważ studiuję wokalistykę na Wydziale Jazzu PANS w Nysie, szykuję się do koncertu dyplomowego z moimi nowymi piosenkami, które wkrótce później chciałabym też wydać. Do końca studiów zostało mi półtora roku (studia magisterskie), więc po tym czasie zaplanuję też pewnie koncert premierowy i trasę koncertową z nowym materiałem.

Jest Pani nauczycielką emisji głosu m.in. w Wałbrzychu ale i w MOK-u w Nowej Rudzie. Czy na takich zajęciach można już „wyłapać” przyszłe wschodzące gwiazdy?

MK: Na pewno widać talent muzyczny i muzykalność, ale to, czy ktoś będzie gwiazdą jest wypadkową wielu składowych jak: charyzma, odwaga, jakiś pomysł na siebie, ale też splot sprzyjających okoliczności (tzw. szczęście). Jest sporo zdolnych osób, które nawet nie „pchają się” na scenę, są też osoby, które nie wydają się być wybitnie muzykalne, ale lubią być na scenie i mają świetny przekaz. Dlatego też nigdy nie wyrokuję danej osobie, czy się nadaje, czy nie. Pomagam każdemu ruszyć z miejsca, w jakim jest.

Co jest najważniejsze w pracy z głosem?

MK: Świadomość. Taka anatomiczna: świadomość tego co się dzieje w gardle, w ciele. Ale też świadomość treści – tego o czym śpiewamy. To ze świadomości płynie i jakość i wyjątkowa interpretacja.

Dziękuję za rozmowę

Foto: użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *