Strona główna / Wywiady / Kaligrafia, czyli piękne malowanie słów

Kaligrafia, czyli piękne malowanie słów

Kaligrafia i iluminacja historyczna pozwalają na chwilę pracować tak, jak robili to skrybowie czy iluminatorzy pięćset czy sześćset lat temu, albo i wcześniej – z tą samą stalówką, pędzlami i farbami pachnącymi jajkiem i winem. Z tym samym rytmem litery i często… z tymi samymi błędami, które oni kiedyś poprawiali. O tej niezwykłej sztuce, która za chwilę prawdopodobnie będzie przeżywać swój renesans Agnieszka Góralczyk rozmawia z Weroniką Bojko h.Sas.


Co zainspirowało Panią do zajęcia się kaligrafią?

Kaligrafia była dla mnie spotkaniem z przeszłością. Z wykształcenia jestem historykiem i etnografem i od zawsze fascynowało mnie życie codzienne dawnych epok. Jak ludzie pisali, myśleli, komunikowali się, tworzyli różne rzemiosło. W pewnym momencie przestało mi wystarczać oglądanie manuskryptów w książkach, czy eksponatów muzealnych za szybą. Chciałam dotknąć tej samej materii: pergaminu, papieru czerpanego, stalówki sunącej po kartce, założyć ubiór z epoki, zatańczyć w nim XV wieczny dworski taniec. Obecnie kaligrafia stała się dla mnie formą dialogu z czasami od VII do XX wieku – a z czasem także sposobem na tworzenie piękna tu i teraz.


Kto był Pani mistrzem? Chyba, że uczyła się Pani kaligrafii samodzielnie?

Moim mistrzem i autorytetem do dziś jest Barbara Bodziony – wybitna kaligrafka i miniaturzystka. To właśnie na jej warsztatach po raz pierwszy poznałam podstawy historycznego pisma i iluminacji. To był moment przełomowy zetknięcie z rzetelnym warsztatem i prawdziwą dyscypliną litery. Później uczęszczałam na różne kursy i szkolenia stacjonarne, ponieważ w kaligrafii kluczowa jest bezpośrednia korekta mistrza. Ułożenie dłoni, kąt nachylenia stalówki, nacisk, tempo – to są kwestie bardzo indywidualne. Każdy pisze inaczej i wymaga osobnej uwagi. Nie jestem zwolenniczką nauki wyłącznie z nagrań on-line, ponieważ materiał wideo nie daje możliwości natychmiastowej korekty błędów ani dostosowania wskazówek do konkretnej osoby. W efekcie łatwo utrwalić nieprawidłowe nawyki, które później trudno wyeliminować. Dlatego kiedy sama prowadzę warsztaty, zależy mi, by uczestnicy otrzymali zarówno solidną wiedzę historyczną, jak i rzetelne podstawy praktyczne. Uczę tak, by rozumieli konstrukcję litery i potrafili pisać świadomie, a nie jedynie odtwarzać jej kształt. Kaligrafia to rzemiosło wymagające cierpliwości i mistrzowskiej korekty i tę jakość staram się przekazywać dalej.

Jakie było Pani pierwsze narzędzie kaligraficzne?

Pierwszą obsadkę ze stalówką dostałam od mojej mentorki, Barbary Bodziony. Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy zanurzyłam stalówkę w atramencie to było jak przekroczenie progu innej epoki. Choć minęło już jedenaście lat i w mojej pracowni pojawiło się wiele różnych narzędzi do pisania, to właśnie tym pierwszym wciąż pisze mi się najlepiej. Dziś jest już poplamione kolorowymi atramentami, miejscami błyszczy na nim złoto z prac iluminatorskich ale właśnie dlatego jest mi szczególnie bliskie. Do dziś uważam, że klasyczne narzędzia uczą najwięcej pokory i precyzji.

Jakich narzędzi Pani dziś używa?

Najczęściej pracuję na drewnianej obsadce z metalową stalówką, a także używam kaligraficznych piór oraz specjalistycznych markerów, gdy wymaga tego projekt lub bardzo delikatny papier. Dobór narzędzia zawsze zależy od charakteru pracy. Inne narzędzia wykorzystuję przy rekonstrukcji stylu dawnych dokumentów, a inne przy współczesnych projektach inspirowanych historyczną estetyką.

Czym różni się kaligrafia tradycyjna od nowoczesnej?

Kaligrafia tradycyjna opiera się na historycznych kanonach – określonych proporcjach, rytmie i zasadach konstrukcji liter. Można ją porównać do muzyki dawnej, w której obowiązują konkretne reguły harmonii. Kaligrafia nowoczesna daje większą swobodę interpretacji i pozwala na eksperymentowanie z formą. To również bardzo interesujący kierunek, jednak bliższy współczesnej ekspresji. Mnie szczególnie fascynuje kaligrafia historyczna, ponieważ pozwala zbliżyć się do autentycznego warsztatu dawnych skrybów i iluminatorów. Czasem przypomina to wręcz pracę detektywistyczną. Przy jednej z prac dla konesera kopiowałam stronę z XV-wiecznego królewskiego modlitewnika, bogato zdobionego iluminacją. Na bordiurze otaczającej kartę znajdowały się maleńkie, około dwucentymetrowe anioły, a każdy z nich miał niezwykle drobiazgowe detale:  powieki z rzęsami, palce z paznokciami, niezliczoną ilość piór na maleńkich skrzydłach Pracowałam wtedy na farbach przygotowanych według XV-wiecznych receptur, starając się odtworzyć kolory identyczne z tymi, które widniały na pergaminie. W trakcie pracy odkryłam coś niezwykłego – popełniłam dokładnie te same drobne błędy, które pięćset lat wcześniej popełnił iluminator, i naprawiłam je w taki sam sposób jak on. To była dla mnie niezwykła lekcja i zarazem fascynujące doświadczenie, pokazujące jak bardzo możemy zbliżyć się do warsztatu dawnych mistrzów. Takie zagadki pojawiają się często, gdy tworzę kopie koneserskie inspirowane historycznymi manuskryptami.

Ma Pani swój ulubiony styl pisma?

Szczególnie bliskie są mi style późnogotyckie oraz renesansowe czy barokowe, spotykane w dokumentach od XV do XVIII wieku. Bardzo cenię również elegancję pisma humanistycznego, które narodziło się we Włoszech i wraz z ideami renesansu rozprzestrzeniło się po całej Europie. Posiadam również wydrukowane i obłożone własnoręcznie podręczniki kaligrafii od XV wieku począwszy. Są one dla mnie ogromną pomocą przy tworzeniu prac czy prowadzeniu warsztatów.

Jak wygląda proces twórczy?

Proces twórczy zawsze zaczyna się od źródła. Najpierw wybieram epokę i analizuję konkretne przykłady pisma: jego proporcje, rytm oraz ornamentykę. Dopiero później przechodzę do kolejnych szkiców i prób. Jeśli tworzę pracę na zamówienie, bardzo ważna jest dla mnie rozmowa z osobą zamawiającą. Chcę, aby forma była nie tylko estetyczna, ale również znacząca i dopasowana do charakteru wydarzenia czy osoby. To proces spokojny i wymagający skupienia bo kaligrafia czy iluminacja nie lubi pośpiechu.

Od 11 lat tworzy Pani kaligrafię i miniatury inspirowane manuskryptami XV–XVII w. Gdzie ich Pani poszukuje na wzór?

Korzystam przede wszystkim z cyfrowych archiwów bibliotek i muzeów na całym świecie, które udostępniają wysokiej jakości skany dawnych manuskryptów. To ogromne ułatwienie dla badaczy i artystów. Sięgam również do opracowań paleograficznych oraz katalogów zbiorów. Zawsze staram się pracować w oparciu o konkretne źródło historyczne. Inspiracją są dla mnie autentyczne zabytki pisma, a zwłaszcza tak zwane „Silva rerum” czyli zapiski, dzienniki autentycznych osób żyjących np. w XVII wieku.

Kto dziś korzysta z usług kaligrafa?

Są to bardzo różne osoby. Pary zamawiające stylizowane zaproszenia ślubne, osoby poszukujące wyjątkowego prezentu lub pamiątki, organizatorzy wydarzeń historycznych czy instytucje kultury. Coraz częściej są to także ludzie, którzy w świecie cyfrowym tęsknią za czymś trwałym, osobistym i wykonanym ręcznie.

Specjalizuje się Pani w kulturze i życiu codziennym epok dawnych, głównie XV–XVI w. – jak się wówczas żyło?

Był to czas wielkich przemian. Z jednej strony życie było znacznie bardziej wymagające fizycznie, z drugiej miało inny, spokojniejszy rytm. Wiele większą wagę przykładano do rzemiosła, detalu i symboliki. Sam akt pisania był czymś wyjątkowym, a dokument miał ogromną wartość. Każda litera była przemyślana i starannie wykonana. Myślę, że właśnie ta uważność na formę i piękno przyciąga dziś wielu ludzi do dawnych epok.

Prowadzi Pani warsztaty kaligraficzne?

Tak, prowadzę warsztaty, podczas których uczestnicy mogą spróbować pracy tradycyjnymi narzędziami i poznać podstawy historycznych stylów pisma. Jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwala przekazywać dalej wiedzę o dawnym rzemiośle i pokazywać, że kaligrafia choć wymaga cierpliwości jest umiejętnością, którą można rozwijać krok po kroku.




Będzie Pani obecna podczas Festiwalu Dni Chwały odbywającego się w czerwcu na Zamku Sarny – co Pani przygotuje dla jego uczestników?

Podczas Festiwalu Dni Chwały na Zamek Sarny będę miała zaszczyt przygotować ręcznie pisane i iluminowane dyplomy dla zwycięzców festiwalowych konkurencji. Będą one stylizowane na dokumenty XVII-wieczne  z odpowiednio dobranym krojem pisma, kompozycją tekstu oraz zdobieniami inspirowanymi autentycznymi bordiurami i ornamentyką epoki. Zależy mi na tym, by każdy laureat otrzymał nie tylko pamiątkę, ale małe dzieło rzemiosła – takie, które mogłoby z powodzeniem zawisnąć w reprezentacyjnej sali  kilka stuleci temu.

Na moim kramie będzie można znaleźć również autorskie notesy i dzienniki tematyczne inspirowane dawną kulturą pisma, artykuły do kaligrafii, a także personalizowaną biżuterię nawiązującą do ornamentów i alfabetów XV–XVII wieku. Jeśli warunki techniczne na to pozwolą, bardzo chciałabym stworzyć także przestrzeń, w której odwiedzający będą mogli spróbować własnych sił w pisaniu tradycyjnymi narzędziami – bo nic nie przybliża historii tak, jak dotknięcie jej własną dłonią.

Festiwal Dni Chwały – Pani zdaniem świetny pomysł na jego organizację?

Uważam, że to wspaniała inicjatywa. Wydarzenia takie jak Festiwal Dni Chwały pozwalają nam doświadczać historii nie tylko intelektualnie, ale wszystkimi zmysłami: poprzez muzykę, gry i zabawy, pokazy, stroje, rzemiosło. To bardzo potrzebne w dzisiejszym świecie – spotkanie z tradycją w przestrzeni tak wyjątkowej jak Zamek Sarny, który sam w sobie jest świadkiem minionych epok.

Dziękuję za rozmowę

Foto: użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *