„Historia musi opierać się przede wszystkim na źródłach. Tam, gdzie kończą się dokumenty, zaczynają się często domysły. Rolą badacza jest oddzielanie faktów od mitów i przedstawianie przeszłości taką, jaka wynika z dostępnych dowodów – podkreśla Paweł Jeżewski, niezależny badacz, eksplorator i autor głośnych monografii historycznych, który specjalizuje się w odkrywaniu tajemnic Dolnego Śląska z okresu II wojny światowej, zwłaszcza Nowej Rudy i okolic. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Paweł Jeżewski opowiada m.in. o pracy w archiwach, najnowszych odkryciach i mieście, które zmieniło się, gdy wybuchła wojna.
Jak zrodziło się Pana zainteresowanie okresem II wojny światowej i tym co działo się akurat na terenie Nowej Rudy?
PJ: Moje zainteresowanie historią II wojny światowej, które z czasem przerodziło się w pasję odkrywania jej tajemnic, zaczęło się, gdy miałem 10 lat. Pochodzę z Ludwikowic Kłodzkich, gdzie nadal mieszka moja rodzina. Znajdują się tam pozostałości niemieckiego zakładu produkcji amunicji z okresu II wojny światowej, wybudowanego i eksploatowanego przez koncern Dynamit Aktiengesellschaft (DAG). Jako chłopiec często odwiedzałem ten teren. Nie znałem wówczas przeznaczenia znajdujących się tam obiektów, jednak bardzo mnie intrygowały. W dostępnej literaturze brakowało rzetelnych informacji na temat historii tego miejsca, a dostęp do dokumentacji archiwalnej był ograniczony dla osób pełnoletnich. Z kolei pierwsi polscy mieszkańcy Ludwikowic Kłodzkich, którzy zdobyli wiedzę o zakładzie od miejscowych autochtonów, nie chcieli rozmawiać z dzieckiem o wojnie. Pozostało mi więc czekać do osiągnięcia pełnoletności. Z czasem rozpocząłem samodzielne badania archiwalne i terenowe, dzięki którym moja wiedza na temat tego zakładu znacznie się poszerzyła. Moje zainteresowania objęły również inne obiekty z okresu II wojny światowej zachowane na terenie Gór Sowich oraz w okolicznych miejscowościach, w tym w Nowej Rudzie, gdzie obecnie mieszkam.
Jakie było najbardziej zaskakujące odkrycie podczas zbierania materiałów do Pana książek?
PJ: Początkowo nie gromadziłem materiałów z myślą o napisaniu książek. Badałem historię Nowej Rudy, Ludwikowic Kłodzkich i Gór Sowich z okresu II wojny światowej przede wszystkim z własnej ciekawości badawczej. Z dużym zaangażowaniem prowadziłem kwerendy archiwalne, a wraz z nieformalnym zespołem badawczym realizowałem legalne badania terenowe, posiadając wymagane zezwolenia. Przeprowadziłem również wiele rozmów ze świadkami historii – autochtonami oraz pierwszymi polskimi osiedleńcami tych terenów. Pomysł podzielenia się zdobytą wiedzą w formie publikacji pojawił się dopiero później. Każdy odnaleziony dokument i każda relacja świadków miały dla mnie wartość odkrycia, dlatego trudno wskazać jeden najważniejszy materiał.
Podczas pracy w archiwach natrafił Pan na dokumenty, które całkowicie zmieniły Pana dotychczasowe spojrzenie na historię miasta?
PJ: Zdecydowanie tak. Początkowo wydawało mi się, że skoro Nowa Ruda znajdowała się poza zasięgiem alianckich bombowców, jej mieszkańcy prowadzili spokojne życie z dala od wojennych realiów. Poznanie dokumentów historycznych całkowicie zmieniło jednak moje spojrzenie. Okazało się, że codzienność mieszkańców była trudna: musieli przyjmować na kwatery żołnierzy Wehrmachtu i niemieckich urzędników, przedsiębiorstwa przestawiano na produkcję wojenną, obowiązywały godziny policyjne i kontrole, dochodziło do represji wobec części środowisk kościelnych. Dodatkowo szpitale były przepełnione rannymi żołnierzami, a żywność była dostępna jedynie w ograniczonych ilościach, na kartki.
Na jakie największe trudności napotyka badacz historii lokalnej przy weryfikacji wojennych dokumentów i zdjęć lotniczych?
PJ: Z mojego doświadczenia w badaniu historii wynika, że dokumenty archiwalne przypominają puzzle – dopiero po połączeniu wielu pozornie pojedynczych elementów można uzyskać pełny obraz wydarzeń z przeszłości. Czasami w archiwach trafiam na dokument, którego treść nie pasuje do znanych już faktów. Wyrwany z szerszego kontekstu rodzi więcej pytań niż odpowiedzi i sprawia, że pojawia się potrzeba dalszych poszukiwań.
Pana publikacje często konfrontują fakty z legendami – jakie najpopularniejsze mity na temat wojennej Nowej Rudy i kompleksu „Riese” udało się Panu jednoznacznie obalić?
PJ: Jeśli chodzi o Nową Rudę, moja publikacja pt. „Nowa Ruda w okresie II wojny światowej” miała charakter pionierski. Przed jej ukazaniem się wiedza na temat wojennych dziejów tego miasta była bardzo ograniczona. Moim celem było uzupełnienie tej luki poprzez przedstawienie historii Nowej Rudy na podstawie zachowanych źródeł archiwalnych, przede wszystkim niemieckiej dokumentacji urzędowej, do której dotarłem podczas własnych kwerend. Dzięki temu obraz miasta z okresu II wojny światowej został oparty na faktach, a nie na domysłach czy niepotwierdzonych opowieściach. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku niemieckiej inwestycji o kryptonimie „Riese” w Górach Sowich. Wokół tego przedsięwzięcia przez lata powstawały liczne hipotezy, z których wiele nie znajdowało potwierdzenia w dostępnych źródłach historycznych. Szczególnie w latach 90., wraz ze wzrostem zainteresowania medialnego i komercyjnego tym tematem, pojawiło się wiele sensacyjnych interpretacji. Do dziś badaczom udało się odnaleźć i opublikować jedynie część dokumentacji dotyczącej „Riese”. Każdy kolejny dokument pozwala jednak lepiej poznać rzeczywisty charakter tej inwestycji. Również moja działalność badawcza przyczyniła się do poszerzenia tej wiedzy – w jednej z moich najnowszych publikacji przedstawiłem wcześniej niepublikowane materiały dotyczące „Riese”. Historia musi opierać się przede wszystkim na źródłach. Tam, gdzie kończą się dokumenty, zaczynają się często domysły. Rolą badacza jest oddzielanie faktów od mitów i przedstawianie przeszłości taką, jaka wynika z dostępnych dowodów.
Co kryją w sobie noworudzkie kopalnie z tamtego okresu ?
PJ: W tym względzie bardzo interesujący jest teren dawnej Kopalni Węgla Kamiennego i Łupku w Nowej Rudzie, znanej przed wojną jako kopalnia „Ruben”. Do dnia dzisiejszego zachował się tam podziemny schron przeciwlotniczy, urządzony w 1943 r. Również na powierzchni, w pobliżu torów kolejowych, znajduje się schron jednoosobowy typu Einmannbunker, wyposażony w osłonę przeciwodłamkową. Przy obecnej ul. Obozowej zachował się natomiast dawny barak mieszkalny dla zagranicznych robotników przymusowych, którzy pracowali w tej kopalni podczas II wojny światowej. Obecnie obiekt ten jest zaadaptowany na mieszkania socjalne.
Gdzie według Pana tkwi granica między rzetelną historią a sensacją, której tak chętnie szukają poszukiwacze skarbów?
PJ: Granica jest bardzo wyraźna – wyznaczają ją źródła historyczne i możliwość ich weryfikacji. Rzetelny badacz stawia pytania, szuka dokumentów i jest gotowy zmienić swoje wnioski, jeśli pojawią się nowe fakty. Sensacja natomiast często zaczyna się tam, gdzie kończą się źródła, a ich miejsce zajmują domysły, emocje i chęć stworzenia niezwykłej opowieści. Historia nie potrzebuje mitów, ponieważ prawdziwe wydarzenia same w sobie są wystarczająco interesujące.
Jak wyglądało codzienne życie zwykłych mieszkańców Nowej Rudy (Neurode) w cieniu toczącej się wojny?
PJ: Wojna wszystko zmienia. W okresie II wojny światowej życie mieszkańców Nowej Rudy uległo diametralnej zmianie w porównaniu z tym, jak wyglądało przed jej wybuchem. Powszechny pobór do Wehrmachtu wiązał się z koniecznością opuszczenia przez wielu mężczyzn swoich rodzin, zakładów pracy, gospodarstw oraz dotychczasowego życia prywatnego. Skutkiem tego wiele kobiet – matek i żon – pozostało samotnie, zmagając się z licznymi problemami. Z czasem część z nich została wdowami, a dzieci straciły ojców w wyniku trwającej wojny. Ponadto mieszkańcy Nowej Rudy odczuwali duże niezadowolenie z powodu konieczności zakwaterowania w swoich mieszkaniach żołnierzy Wehrmachtu. Obowiązek ten wynikał z ustawy o świadczeniu usług na rzecz wojska. Pod koniec listopada 1940 r. w Nowej Rudzie zakwaterowano na okres zimowy około 400 niemieckich żołnierzy. W dzielnicy Kolno rozmieszczono Oddział Ochrony Państwa. Szpitale miejski i górniczy zostały przekształcone w rezerwowe placówki wojskowe dla rannych żołnierzy. Wkrótce okazało się, że oba obiekty zostały przepełnione rannymi. W drugiej połowie 1943 r. do Nowej Rudy przybyło kilkuset pracowników przemysłu zbrojeniowego. Było to związane z relokacją zakładu zbrojeniowego do miasta. Zostali oni zakwaterowani u mieszkańców Nowej Rudy, a także w kwaterach zbiorowych organizowanych m.in. w gospodach. Największy niepokój mieszkańcy Nowej Rudy odczuwali pod koniec wojny. W obliczu niepewnej przyszłości wielu z nich zadawało sobie wówczas pytanie: „Co z nami będzie?”.
Nowa Ruda stała węglem i tekstyliami – jak lokalny przemysł został przestawiony na produkcję ściśle wojskową?
PJ: W okresie II wojny światowej w Nowej Rudzie funkcjonował zakład przemysłu zbrojeniowego, zlokalizowany w zaadaptowanej do tego celu wielkopowierzchniowej hali fabryki włókienniczej. Jak wynika ze źródeł historycznych, koncern Fried. Krupp AG przejął pomieszczenia tkalni nr 2 w zakładzie włókienniczym Hermanna Pollacka, znajdującym się przy obecnej ul. J. Piłsudskiego. W pierwszej kolejności usunięto znajdujące się tam maszyny włókiennicze, a następnie zamontowano około 200 maszyn przeznaczonych do produkcji zbrojeniowej.
Czy w samej architekturze lub podziemiach dzisiejszego miasta można wciąż dostrzec ślady tamtych wojennych lat?
PJ: Oczywiście. Na terenie miasta do dnia dzisiejszego zachowały się m.in. schrony przeciwlotnicze, które powstały w latach 1943–1945 jako element niemieckiego systemu ochrony ludności cywilnej i zakładów przemysłowych. Obecnie nie pełnią już swojej pierwotnej funkcji, ponieważ po wojnie zostały pozbawione części wyposażenia, w tym systemów wentylacji. Współcześnie wykorzystywane są głównie jako pomieszczenia gospodarcze, ale nadal stanowią materialne świadectwo wojennych dziejów miasta.
Jaką rolę w wojennej strukturze Nowej Rudy odgrywały tutejsze kopalnie i podziemne sztolnie?
PJ: Węgiel kamienny wydobywany w noworudzkim górnictwie miał istotne znaczenie dla niemieckiego wysiłku wojennego, ponieważ stanowił podstawowe paliwo dla kolei, przemysłu i energetyki, w tym dla parowozów wykorzystywanych do transportu wojskowego i gospodarczego. Wydobywaną w kopalni w Nowej Rudzie glinkę ogniotrwałą (łupek) wykorzystywano natomiast w wielu gałęziach niemieckiego przemysłu, m.in. w hutach żelaza, zakładach metalurgicznych, fabrykach ceramiki oraz hutach szkła.
Na ile Nowa Ruda była powiązana logistycznie z pobliskimi budowami w Górach Sowich, z kompleksem „Riese” ?
PJ: To bardzo dobre pytanie. W trakcie badań miałem możliwość zapoznania się z dokumentem dotyczącym pracownicy cywilnej zatrudnionej w Nowej Rudzie. Wynikało z niego, że została ona zobowiązana do rozwiązania dotychczasowej umowy o pracę i skierowana do pracy przy budowie „Riese”. Dokument wskazywał również, że jej wcześniejszy pracodawca zagwarantował jej możliwość powrotu na dotychczasowe stanowisko i na dotychczasowych warunkach po zakończeniu pracy dla IG Schlesien – spółki akcyjnej odpowiedzialnej za realizację tej inwestycji. Niedawno natrafiłem także na kolejny interesujący ślad, który może łączyć „Riese” z Nową Rudą. Wymaga on jednak potwierdzenia w materiałach archiwalnych, dlatego poszukiwania nadal trwają.
Dziękuję za rozmowę
















