Strona główna / Wywiady / Od amerykańskiego czasopisma do wrocławskich krasnali, czyli światy tworzone z pasji

Od amerykańskiego czasopisma do wrocławskich krasnali, czyli światy tworzone z pasji

Ilustruje, animuje, projektuje i gra. Udowadnia, że współczesna sztuka wizualna nie znosi ograniczeń. Rafał Garcarek – grafik, ilustrator i animator z ponad 20-letnim stażem, zdradza nam, jak ewoluował polski rynek designu. Opowiada o kulisach pracy nowoczesnego ilustratora, wyzwaniach jakie czekają na niego w świecie motion designu, o cyfrowych narzędziach, które  zmieniają podejście do tradycyjnej formy, a także o tym, jak w ostatnich dwóch dekadach technologia niemal całkowicie zmieniła zasady gry w branży kreatywnej.

Jak studia na wrocławskiej ASP ukształtowały Pana podejście do współczesnego designu?

RG: Raczej nie miały większego wpływu. Studiowałem w latach 90 zeszłego wieku, kiedy na ASP wciąż panował akademizm. Nowoczesny design i nowe media w Polsce były dopiero w powijakach, a szkoła dopiero nieśmiało wprowadzała projektowanie w trójwymiarze. A na niektórych zajęciach wciąż panował zakaz używania komputerów do wykonywania projektów. Wtedy kontakt z designem przez duże „D” był przez zachodnie pisma i szybko rozwijający się internet. Pamiętam, że wtedy wrażenie na mnie robiło amerykańskie pismo „Wired”. Tam był Design, z którego można było czerpać garściami.

Co z tradycyjnego rzemiosła artystycznego najbardziej przydaje się Panu w erze cyfrowej?

RG: Na pewno umiejętność rysowania. Każdy projekt zaczynam od szkiców na papierze bądź na ekranie. Czy nawet szybkie objaśnienie komuś koncepcji szkicem jest skuteczniejsze niż opowiadanie o projekcie. W zasadzie z ołówkiem nigdy się nie rozstaję. Oczywiście umiem również namalować obraz olejny albo zrobić rzeźbę, ale era cyfrowa jedynie pomaga w utrwaleniu i powielaniu takich prac.

Kiedy poczuł Pan, że sama statyczna ilustracja to za mało i czas ruszyć w stronę animacji?

RG: Nigdy tego tak nie postrzegałem, żebym odczuwał niedosyt. Statyczne ilustracje rządzą się swoimi prawami i nie zawsze istnieje potrzeba jej ożywiania. To raczej rozwój technologii sprawił, że animowanie stało się bardziej dostępne i łatwiejsze niż tradycyjne techniki animacji. Jestem fanem animacji więc musiałem to wykorzystać.

Działa Pan jako ilustrator, motion designer, twórca postaci i VFX artist. Która z tych ról jest najbliższa Pana sercu?

RG: Trudno powiedzieć. Myślę, że każda z ról po części mnie dopełnia. Na pewno wszystkie umiejętności jakie posiadam działają w pewnej synergii i mają wpływ na wszystko co robię. Są projekty gdzie VFX to końcowy etap animacji. Wcześniej pojawia się szkic, potem kształt postaci, następnie wprawienie jej w ruch i dopiero

efekty wizualne. Tak więc na każdym etapie moje serce bije równie mocno.

Jak proces wymyślania postaci (character art) różni się, gdy tworzy Pan statyczny rysunek, od sytuacji, gdy postać ma za chwilę ożyć w animacji?

RG: W przypadku animacji 2D nie rożni się wcale. Proces jest zawsze ten sam. To czy postać potem ożyje to już kwestia potrzeby. Inaczej ma się sytuacja gdy animacja będzie tworzona w środowisku trójwymiarowym. Narysowana postać służy do stworzenia modelu 3D. Ale w obu przypadkach proces koncepcyjny jest taki sam.

Jakie są największe wyzwania techniczne przy tworzeniu animacji reklamowych i promocyjnych do gier?

RG: Bardzo różne. Wszystko zależy od kreacji, ilości materiału gotowego i tego, który trzeba dopiero stworzyć. Zazwyczaj przy tego typu produkcjach to miks tych elementów i w zależności od ich proporcji to takie mamy wyzwanie.

Jest Pan również kompozytorem i basistą w projekcie POLYC. Jak muzyka rezonuje z Pana pracą wizualną?

RG: Muzyka w moim życiu jet równie ważna jak inne sztuki. Nie traktuję tworzenia muzyki jako odskoczni od pracy zawodowej, a raczej uzupełnienie. Tak więc musi rezonować. Ogólnie słucham dużo muzyki, bez której nie wyobrażam sobie mojego życia. A kiedy pracuję zawsze słucham. A odpowiednio dobrana pobudza wyobraźnię i poprawia skupienie.

Czy zdarza się Panu projektować ruch (motion design) bezpośrednio pod rytm własnych kompozycji?

RG:Tak. Zrobiłem do POLYC kilka klipów i następne mam w planach.

Z perspektywy ponad 20 lat doświadczenia w designie: jak ocenia Pan rewolucję technologiczną i wejście narzędzi AI do pracy ilustratora?

RG: Nowe technologie zawsze pomagały artystom w tworzeniu. Nowe narzędzia, które wyrastają jak grzyby po deszczu na pewno usprawniają pracę i skracają pewne procesy. Pojawienie się SI niewątpliwie „zamieszało” w środowisku. Odczuliśmy pozytywne jak i negatywne skutki wprowadzenia SI. Dlatego mamy tylu zwolenników co przeciwników. Na pewno wprowadzenie SI do naszej branży zachwiało rynkiem pracy. Zmniejszyło się zapotrzebowanie na droższych uzdolnionych i doświadczonych artystów na rzecz tych

tańszych co „ładnie piszą prompty”. Więc pracodawcy wybierają często opcję ekonomiczną. Mógłbym powiedzieć, że 20 lat pracy poszło na marne bo to samo co robię przez kilka dni teraz zajmuje kilka godzin, a do tego nie trzeba mieć specjalnych zdolności. Ale minąłbym się z prawdą bo sam czasem korzystam z SI w pracy komercyjnej. Postęp jest niestety nieubłagany i należy się dostosować. Ale w pracy artystycznej nie korzystam z SI chyba, że robię research.

Współtworzy Pan projekt Krasnalia. Ilustrował Pan również książkę “Mira, Franek i krasnale” – czy tylko na ilustracjach skończy się Pana rola? Bo mam nieodparte wrażenie, że czymś nas Pan w tym projekcie zaskoczy?

RG: Oprawa graficzna książki to moje główne zadanie ale nie tylko. Jestem w projekcie od samego początku i w czasie naszych roboczych zebrań rodzi się wiele pomysłów. Plany są bardzo ambitne, więc każdy pomysł się liczy. Czy jeszcze czymś zaskoczę? Na pewno nowymi ilustracjami do kolejnych części historii Miry i Franka. Ale w raz z rozwojem „Krasnalii” pojawią się nowe elementy jak eventy, gadżety, może komiks czy film.

Cokolwiek przyniesie najbliższa przyszłość moje „cegiełki” tez tam będą.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *