Strona główna / Wywiady / Wiola Samborska: Na naszych oczach kobiety tworzą herstorię

Wiola Samborska: Na naszych oczach kobiety tworzą herstorię

Wszechstronna menedżerka, aktywistka i współtwórczyni herstorii, która udowadnia, że pasję do ekologii, zrównoważonej turystyki oraz wdrażania idei DEI można z sukcesem przekuć w realną zmianę społeczną. Wioletta Samborska opowiada Karolinie Osińskiej-Marcińczyk m.in. o Szlaku Dolnoślązaczek.

Skąd zrodził się pomysł na stworzenie #SzlakuDolnoślązaczek?

Pomysł zrodził się z braku. Przez lata pracowałam w biznesie, turystyce, kulturze, edukacji i promocji miejsc. Obserwowałam opowiadane historie w różnych dziedzinach, ale tylko z jednej perspektywy. Takim punktem zwrotnym w moim myśleniu o kobietach w historii była wizyta w Science Museum w Londynie, gdzie – po wnikliwej analizie – znalazłam całe 4! nazwiska kobiet. Dysproporcja wynikała głównie z decyzji o tym, kogo uznajemy za godnego_ą pamięci. Bo to nie jest tak, że naukowczyń nie było w historii. Mogę z biegu wymieniać nazwiska badaczek, choćby: Rosalinde Franklin, genetyczka, Hellena Ollendorff-Curth, dermatolożka i badaczka chorób genetycznych skóry,  Mary Anning, paleontolożka, Mileva Marić-Einstein, matematyczka i fizyczka, Cecile Vogt – neurolożka, zresztą 13 razy nominowana do Nagrody Nobla, czy Jocelyn Bell – radioastronomka.

Wcale nie lepiej było i jest na naszym lokalnym podwórku. Kilka lat temu jako Fundacja na Rzecz Równości, wspólnie ze Stowarzyszeniem Dolnośląski Kongres Kobiet i Gazetą Wyborczą we Wrocławiu, zorganizowałyśmy Quiz Dolnoślązaczek, najpierw z okazji stulecia praw wyborczych Polek, a później, w czasie pandemii, w wersji online. Quiz, który z założenia traktowałyśmy jak zabawę, obnażył naszą zbiorową niewiedzę. Często opowiadamy nasz region z perskektywy zamków, bitew, fabryk, inwestycji i nazwisk mężczyzn. Kobiet, w tych opowieściach, jak na lekarstwo i tylko słynnych, jak Marianna Orańska czy Daisy von Pless. A przecież Dolny Śląsk współtworzyły naukowczynie, artystki, społeczniczki, pisarki, działaczki, lekarki, alpinistki, samorządowczynie i liderki lokalnych wspólnot.

#SzlakDolnoślązaczek powstał, więc, z potrzeby uzupełnienia tej brakującej części opowieści. Pokazuje on, że przed nami były kobiety, które działały, ryzykowały, organizowały ludzi, zdobywały szczyty, leczyły, pisały, zarządzały i zmieniały swoje miejscowości. Dotyczy to też współczesności, bo na naszych oczach kobiety tworzą herstorię. I mam takie przekonanie, że jeśli je nazwiemy, inne kobiety łatwiej zobaczą siebie w roli liderek.  

Ten właśnie sposób myślenia zachęcił nas do rozpoczęcia w FnRR #SzlakuDolnoślązaczek. Dzięki Magdzie Dyderskiej, poznałam Lucy Rysującą Rękę, wspaniałą osobę i artystkę. Ona jest autorką portretów Dolnoślązaczek. Towarzyszy nam również przy Bibliotece Herstorii,  na żywo dokumentując na papierze, nasze rozmowy. Mam sporo wdzięczności, za zaufanie i wsparcie, którym nas z Magdą Dyderską, obdarzyły nasze przyjaciółki z Fundacji na Rzecz Równości i Stowarzyszenia Dolnośląski Kongres Kobiet. Bardzo mi to dodało skrzydeł w tworzeniu. Potem już był tylko rozpęd w działaniu, bo jak w teamie tworzącym, czują się jak u siebie w domu: Iza Beno, Dorota Seweryn-Stawarz, Monika Kaznocha i Agnieszka Zaranek oraz Joanna Stańczyk, Jolanta Niezgodzka, Marzanna Łukaszewicz, Jolanta Kowalska, Olga Maria Szelc, Anna Bujko, Katarzyna Horoś, Anna Krajewska, Justyna Gąsior, Agnieszka Dobkiewicz, Agnieszka Sysak, Viola Duży, Edyta Zawadzka, Kasia Szczerbińka-Tercjak, Karolina Osińska- Marcińczyk, Sylwia Bielawska, Ewa Baryga-Dymarska i Teresa Wincek to jesteśmy nie do zatrzymania! A przed nami kalendarz wystawowy wypełniony do grudnia.

Jaka historia lub zapomniana postać była największą inspiracją?

Każda postać jest inspirująca, bo każda jest inna i opowiada ważną historię. Herstoria to moja pasja. A jej odkrywaniem karmię się szczególnie. Bardzo też wzięłam sobie do głowy słowa prof. Iwony Chmury-Rutkowskiej, że brak kobiecych bohaterek, i jednocześnie role model,  ma swoje konsekwencje tu i teraz oraz dla przyszłości. Naukowczyni dowodzi, że badania dotyczące edukacji dziewcząt oraz ich późniejszych wyborów życiowych i karier zawodowych pokazują jasno, że liczba dziewcząt, które rozwijają swoje różnorodne talenty oraz interesują się nauką i sztuką, zwiększają się gdy mają inspirujący wzór do naśladowania. To ma też wpływ na sposób myślenia chłopców, którzy mają szansę zmienić, często stereotypowy sposób patrzenia na koleżanki i kobiety.

Inspiracją chyba jest też dla mnie sama mechanika zapomnienia. To, że kobiety były i działały, a potem znikały z głównego nurtu, to że są kobiety, które zmieniają nasz region, i nagle ktoś im podcina skrzydła i albo muszą „ustać w pionie”, ale znikają. „Brakująca połowa dziejów” Anny Kowalczyk jest tu ważnym drogowskazem, bo pokazuje, jak wygląda historia, gdy zaczynamy szukać także tych, których nie ma w podręcznikach. Fundacja na Rzecz Równości wspólnie z Miejską Biblioteką Publiczną im. T. Różewicza we Wrocławiu w projekcie Biblioteka Herstorii przybliżają właśnie kobiety, które pisały i piszą o herstorii. A obie książki Anny Kowalczyk wskazujemy jako jedne z kluczowych lektur herstorycznych. I cieszy mnie, że to właśnie te pozycje zostały wpisane do kanonu lektur szkolnych.

#SzlakDolnoślązaczek to już 26 opowieści. Ile jeszcze portretów przedstawicie?

Tyle, ile trzeba. Serio. Dolny Śląsk ma tak gęstą mapę kobiecych biografii, że 26 portretów traktujemy jako początek. Startowałyśmy na Dolnośląskim Kongresie Kobiet z 21 postaciami. W styczniu 2026 roku wystawę – na zaproszenie wicemarszałek Moniki Wielichowskiej i posłanki Jolanty Niezgodzkiej – prezentowałyśmy w Sejmie i wtedy obejmowała już 23 nazwiska. Zresztą opisywałyśmy ją wtedy jako projekt rozwijający się. W czerwcu 2026 roku w Młynie Hilberta w Dzierżoniowie prezentowałyśmy Marię Markowską, lokalną edukatorkę i animatorkę kultury, jako 26. Dolnoślązaczkę. Szlak żyje, dopisujemy kolejne bohaterki i mamy nadzieję, że będzie wkrótce czas na zaprezentowanie zrównoważonego przewodnika po regionie.

Pamiętasz chwilę wzruszenia podczas któregoś z wernisaży?

Tak. Wzruszają mnie momenty, gdy lokalna społeczność rozpoznaje w bohaterce kogoś „swojego”. Tak było chociażby przy historii pani Wandy Wdowiak w Lubinie, strażniczki pamięci Zagłębia Miedziowego. Jak Agnieszka Sysak, liderka Koła Dolnośląskiego Kongresu Kobiet z Lubina, wraz z Violą Duży, członkinią Koła i SDKK, pierwszy raz zadzwoniły i opowiadały mi o naszej bohaterce, to miałam ciarki. A potem jeszcze większe, jak patrzyłam na uhonorowaną i niebywale poruszoną panią Wandę. Dla takich chwil naprawdę warto, bo one pokazują sens naszego projektu. #Szlak łączy herstorię z opowieściami o sprawczości kobiet i ich miejscu w historii regionu również tu i teraz.

Współtworzyłaś Rok Kobiet w Turystyce w Polsce oraz Akademię Liderek Turystyki. Dlaczego kobiecy głos, perspektywa i przywództwo w branży turystycznej wciąż potrzebują tak wyraźnego wzmocnienia i dedykowanych programów?

Sama obecność kobiet w branży nie oznacza jeszcze wpływu. W turystyce pracuje bardzo dużo kobiet. Są przewodniczkami, animatorkami, specjalistkami promocji, menedżerkami hoteli, organizatorkami wydarzeń, ekspertkami od produktu i obsługi gości. Zawsze podkreślam, że turystyka jest kobietą, ale rządzą faceci. W pięciu edycjach listy 100 najbardziej wpływowych osób w polskiej turystyce liczba kobiet ani razu nie przekroczyła 27, mimo że kobiet w branży było i jest bardzo dużo.  Dlatego Rok Kobiet w Turystyce i Akademia Liderek Turystyki,  były potrzebne jak swego rodzaju interwencja. Zorganizowały to wspólnie dwa podmioty portal turystyczny Wasza Turystyka i Centrum Edukacji Ekologicznej Hydropolis, przy wsparciu naprawdę wielu partnerów. Program Roku Kobiet w Turystyce zakładał działania zwiększające szanse awansu kobiet, wzmacniające sprawczość i przeciwdziałające dyskryminacji w miejscu pracy. I to nam wyszło. Do dziś, choć projekt zakończył się 2 lata temu, Anna Jaroszuk, wicedyrektorka Departamentu Turystyki i Sportu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, współpracuje ze  zbudowaną – swoimi staraniami – społecznością kobiet turystyki w tym regionie. Poruszyłyśmy tym projektem wiele głów i obaliłyśmy sporo stereotypów. Na końcu, budowanie produktu turystycznego tylko z jednej perspektywy zubaża jego wartość. Różnorodne zespoły podejmują lepsze decyzje, bo widzą więcej potrzeb i więcej ryzyk. A na równości zyskują wszyscy. 

Aż sześciokrotnie znajdowałaś się na liście „100 najbardziej wpływowych osób w polskiej turystyce”. Co dla Ciebie osobiście oznacza słowo „wpływ” i jak starasz się wykorzystywać tę pozycję do realnej zmiany społecznej?

Wpływ zaczyna się wtedy, gdy można otworzyć drzwi innym osobom, w moim przypadku, kobietom właśnie. Dla mnie wpływ oznacza wzmacnianie pozycji osób, które mają mniej przestrzeni; przesuwanie tematów z marginesu do głównego nurtu. To jest pozytywistyczna praca u podstaw. Wykorzystanie swojej uprzywilejowanej pozycji do wsparcia innych. A to zaczyna się od świadomości. Równość jest dla mnie warunkiem jakości zarządzania. A opory i stereotypowe odpowiedzi, jak np. nienazywanie problemu, „wybieranie po kompetencjach, a nie płci” oraz zaprzeczanie rzeczywistości „u nas tego nie ma” pokazuje tylko, że mamy jeszcze dużo pracy do zrobienia. I niestety, to jest bardzo częste.

Obecnie pełnisz funkcję dyrektorki powstającego Centrum Odkryć Medycznych na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu. Ma ono opowiadać o przełomach w medycynie, które zmieniły świat. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy, jaki element lub ekspozycja tego nowopowstającego miejsca zrobi na zwiedzających największe wrażenie?

W Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, najlepszej polskiej uczelni medycznej wg światowych rankingów, bije serce medycyny i właśnie to bijące serce będzie też dobrze widać w powstającym Centrum Odkryć Medycznych. Myślę, że największe wrażenie zrobi połączenie autentycznej historii dawnego szpitala z nowoczesną, angażującą opowieścią o przełomach w medycynie. Centrum Odkryć Medycznych UMW powstaje w budynku byłej Kliniki Chirurgii Ogólnej, pięknym zabytkowym miejscu, które było świadkiem wielu wielkich działań w medycynie. Ten potencjał będziemy wykorzystywać, żeby w sposób interaktywny, a miejscami i futurystyczny, opowiadać o tym, jak światowe odkrycia medyczne zmieniły, zmieniają i będą zmieniały sposób leczenia ludzi na świecie, żeby nasze życie było lepsze i dłuższe. Nie ma centrum w Polsce, które tak spójnie będzie pokazywało osiągnięcia medyczne i ich wpływ na nasze codzienne życie, prostym językiem i angażująco. Przy ogromnej skali dezinformacji medycznej, którą zbadaliśmy na Uniwersytecie Medycznym, Centrum będzie odpowiedzią na ten wielki nasz problem. Niestety, wg badań Eurostatu, ponad połowa z nas nie wierzy, że nauka ma wpływ na nasze życie codzienne. Co więcej, wykorzystując mechanizmy manipulacji i żerując na lęku o bliskich czy siebie, dezinformacja medyczna wchodzi do głównego nurtu trochę tylnymi drzwiami. Wszystko dzieje się pod płaszczykiem porad życiowych, szybkich konkretnych recept na zdrowie, czy na leczenie. To właśnie jest jeden z głównych wniosków, do którego doszliśmy przygotowując raport na temat dezinformacji medycznej w Polsce. Nie dajmy się oszukiwać nie ma prostych rozwiązań na wyzdrowienie. Gdyby tak było, wszyscy bylibyśmy zdrowi, bo nauka już dawno by to odkryła. Zachęcam do uważności w tym temacie i zapraszam po 2029 r. do wizyty w Centrum Odkryć Medycznych.

Jesteś ekspertką ds. zrównoważonej i odpowiedzialnej turystyki. Jak w dobie globalnego overtourismu (nadmiernej turystyki) edukować turystów, by podróżowali uważniej, „wolniej” i z szacunkiem dla lokalnych ekosystemów oraz społeczności?

Jako fanka edukacji, wprowadziłabym do systemu szkolnego naukę kompetencji miękkich, jak empatia i uważność na siebie i innych. Raport World Economic Forum Future of Jobs 2025 wskazuje, że to właśnie m.in. empatia znalazła się wśród dziesięciu kluczowych kompetencji przyszłości. Do tego miksu dodałabym szacunek. Szacunek do natury, społeczności oraz dziedzictwa. Zrównoważony sposób podróżowania, to dla mnie taki, który daje przestrzeń wszystkim uczestnikom i uczestniczkom sceny turystycznej, zarówno osobom mieszkającym w danym miejscu, jak i go odwiedzającym. Mamy prawa, a z tymi prawami wiąże się odpowiedzialność, o czym nie wszyscy pamiętają, szczególnie ta grupa odwiedzająca.

Równie ważne, jak edukacja turystów i turystek jest zarządzanie ruchem turystycznym. Zarządzanie rozumiem jako rozpraszanie w czasie i przestrzeni, tworzenie alternatywnych tras zwiedzania, i na końcu traktowania turystyki jako poważnego gracza gospodarczego, wspierającego lokalne firmy i jednocześnie szanującego mieszkańców i mieszkanki, przynoszącego jednocześnie wymierne efekty ekonomiczne.  

 9. Jak zachowujesz spójność między medycyną, turystyką i prawami kobiet?

Wykorzystuję doświadczenia z jednego miejsca w drugim. Przenikanie się perspektyw daje mi większy wachlarz możliwości. Bo w każdym z tych miejsc chodzi mi o coś więcej, co zostawimy po sobie jako ludzkość. Lubię mieć wizję, do której dążę, lubię jak się tematy łączą, bo wtedy mamy do dyspozycji różne perspektywy. Dlatego jestem fanką różnorodności, bo w tym każdy znajdzie coś dla siebie, w sposób odpowiedzialny. Często żartuję, że umiem w łączenie kropek. Czasem jest ich dużo, czasem – uczciwie trzeba powiedzieć – za dużo, bo wyglądają jak tablica detektywistyczna z czerwonymi nitkami (kocham kryminały). Ale finalnie chodzi mi o to, żeby podrzucać ludziom narzędzia do lepszych decyzji i do tego wykorzystuję swój potencjał.

10. Jaką radę dałabyś młodym kobietom na Dolnym Śląsku?

Wiesz, że chyba po raz pierwszy odpowiadam na takie pytanie? Dzięki za nie. Otwórzcie się na nowe. To „nowe” to przede wszystkim proste czynności, jak pójście na spotkanie, gdzie nie znacie nikogo, napisanie do osoby, którą podziwiacie, zadanie pytania na spotkaniu, uważności na obecność grup wykluczonych w przestrzeni publicznej, np. kobiet. Zaangażujcie się w lokalną inicjatywę, spróbujcie swoich sił w wolontariacie, fundacji, stowarzyszeniu, albo lokalnego centrum aktywności. Poproście o mentoring. Miejcie pomysły i korzystajcie z nich. I, nie wierzcie, że się nie da. Zwykle się da. Może inną drogą, może z innymi ludźmi, może później niż planowałyśmy. Ale jakiś sposób istnieje. Trzeba go znaleźć, nazwać i pójść pierwsze metry, a potem będą następne. A jak potrzebujecie wsparcia, to szukajcie nazwisk kobiet w herstorii, także tej współczesnej, które Wam już otworzyły drzwi do posiadania prawa do edukacji, do wolności i przede wszystkim do samostanowienia.

Dziękuję za rozmowę.

 Początek formularza

Dół formularza

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *