„Kiedy nasze głosy splotły się po raz pierwszy, poczułyśmy, jakby coś bardzo starego obudziło się między nami. To nie był tylko śpiew. To było przywołanie. Echo dawnych kobiet, szept przodkiń, drganie ziemi pod stopami. Z tamtej jednej chwili narodziła się Maruna – nie jako projekt, lecz jako energia, która sama zaczęła nas prowadzić”. Maruna to opowieść osadzona w historii, którą członkinie zespołu dzielą się z publicznością podczas koncertów. O tym jak brzmi echo dawnych dziejów Agnieszka Góralczyk rozmawia z Małanką, Małuszą, Aniszą i Adrią, które wspólnie tworzą zespół, w którym wybrzmiewa zapomniana historia naszych przodków.
Maruna to opowieść osadzona w historii – jak powstał zespół?
Małanka: Maruna powstała przy ognisku. Przygotowując się na pierwszy wiec drużyny rekonstrukcyjnej, do której chciałam dołączyć i na którym miałam zostać przyjęta. Wraz z nowo poznanymi dziewczynami – Estrid i Runą postanowiłyśmy zrobić coś, czego jeszcze na Grodzie nikt przed nami nie zrobił. Zaśpiewać. Więc nauczyłyśmy się trzech piosenek w wielogłosie. Kiedy nasze głosy splotły się po raz pierwszy, poczułyśmy, jakby coś bardzo starego obudziło się między nami. To nie był tylko śpiew. To było przywołanie. Echo dawnych kobiet, szept przodkiń, drganie ziemi pod stopami. Z tamtej jednej chwili narodziła się Maruna – nie jako projekt, lecz jako energia, która sama zaczęła nas prowadzić. A my po prostu poszłyśmy za nią. Z czasem koncepcja zaczęła się kształtować i dojrzewać razem z nami. Zmieniały się inspiracje, poszukiwania, a także skład zespołu. Jedne drogi się rozchodziły, inne splatały. Wszystko jednak działo się naturalnie, jak w rytmie pór roku. Zaczęło się ode mnie i od siostrzeństwa, jakie czułyśmy śpiewając przy ogniu. Aż w końcu uformowało się to, czym Maruna jest dzisiaj – zgranym zespołem, w którego skład wchodzą: Małusza, Anisza, Adria no i ja – Małanka. Jesteśmy grupą świadomie budującą swoje brzmienie, czerpiącą z historii i tradycji, a jednocześnie idącą własną drogą.



Dlaczego „Maruna”? To nawiązanie do słowiańskich wierzeń, ziół, czy innych opowieści?
Małanka: Wymyślając nazwę zależało mi na czymś zakorzenionym w naturze, prostym, a jednocześnie niosącym w sobie siłę i delikatność. Dlatego wybór padł na niepozorną Marunę. Maruna to zioło znane i szeroko wykorzystywane przez nasze przodkinie, zarówno w codziennym leczeniu, jak i w drobnych praktykach magicznych. Wierzono na przykład, że pomagała w sprzedaży bydła i wystarczyło potrzeć nią rogi zwierzęcia, by zapewnić sobie pomyślną transakcję. Wiele osób doszukuje się w tej nazwie odniesień do run czy dawnych symboli, ale to skojarzenie wynika głównie z brzmienia. Dla nas najważniejsze było roślinne, naturalne źródło.
Cztery kobiety. Cztery żywioły. Cztery pory roku – jakie są członkinie zespołu Maruna?
Małusza: Dokładnie takie jak żywioły i pory roku, czyli różne, ale jednocześnie dopełniające się. Każda z nas wnosi inną energię, wrażliwość i barwę głosu. Jedna jest jak ogień – dynamiczna i energetyczna. Inna jak woda – tajemnicza i nieprzewidywalna. Kolejna jak powietrze – wolna i niezależna. I ziemia – fundament i spokój. Podobnie z porami roku, każda ma swój czas, swoją rolę i swoje piękno. Dawniej ludzie żyli w rytmie natury, zgodnie z cyklem światła i ciemności, pracy i odpoczynku. My też staramy się podążać za tym rytmem w twórczości, w koncertach, w tym, jak dojrzewają nasze pieśni. To właśnie ta różnorodność i cykliczność sprawiają, że tworzymy spójną całość.
Na jakich instrumentach gracie?
Anisza: Gramy na różnych instrumentach, które budują nasze charakterystyczne brzmienie, między innymi na bębnach, lirze korbowej, fletach, glinianych grzechotkach, cymbałach, santurze, różnego typu przeszkadzajkach, talpharfie i gęślach. Nasze instrumentarium nieustannie się poszerza i zmienia, dopasowując się do nowych pomysłów i inspiracji, które pojawiają się w naszej muzyce.
Co jest największą inspiracją dla Waszej twórczości?
Adria: Największą inspiracją dla naszej twórczości jest kultura słowiańska, jej historia, dawne wierzenia, zwyczaje i obyczaje. Czerpiemy z opowieści przodkiń, rytuałów związanych z przyrodą oraz tradycji muzycznych i codziennego życia dawnych Słowian. Staramy się przenosić te obrazy i energię w nasze pieśni, łącząc przeszłość ze współczesnym brzmieniem. Wszystko to osadzone jest głęboko w rekonstrukcji historycznej, gdyż z pasji jesteśmy właśnie „rekonkami”. My nie udajemy Słowian, my ich odtwarzamy. Dzięki odkryciom archeologicznym możemy zrekonstruować dziedzictwo materialne i niematerialne ludów zamieszkujących nasze tereny.
Jakie regiony Polski lub jakie konkretnie tradycje słowiańskie najmocniej wpływają na Waszą twórczość?
Małanka: Zespół powstał na Podlasiu, w regionie bogatym w tradycje słowiańskie i ludowe. To właśnie stąd czerpiemy wiele inspiracji zarówno z muzyki i pieśni ludowych, jak i z obyczajów oraz rytuałów związanych z cyklem przyrody. Podlasie, ze swoim unikalnym dziedzictwem kulturowym, stało się naturalnym miejscem narodzin Maruny i ukształtowało nasze brzmienie.
O czym opowiadacie swoimi tekstami i muzyką?
Adria: Nasze teksty i muzyka opowiadają o dawnych wierzeniach, zwyczajach, obyczajach, dawnych świętach oraz o życiu i doświadczeniach naszych przodków. Staramy się przywoływać ich historie, codzienne rytuały i związki z przyrodą, przekładając je na dźwięki i pieśni, które łączą przeszłość ze współczesnym odbiorem.
Jak godzicie tradycyjne motywy ludowe z nowoczesnymi aranżacjami?
Anisza: Przychodzi nam to naturalnie w procesie twórczym. Jeśli aranżujemy tradycyjny utwór, to podczas pracy nad pieśnią najpierw wsłuchujemy się w pierwotny rytm i melodię, a potem pozwalamy, by każda z nas wniosła własne pomysły – instrumenty, harmonię i tekstury. W efekcie powstaje muzyka, która szanuje korzenie tradycji, a jednocześnie żyje współczesnym brzmieniem. Jeśli tworzymy muzykę do własnego tekstu, to proces ten jest podobny, wówczas melodia często rodzi się w improwizacji.
Maruna to nie tylko śpiew, ale też silny aspekt wizualny i tradycyjny (np. motywy Nocy Kupały). Jak budujecie klimat na swoich koncertach?
Małusza: Na naszych koncertach budujemy klimat nie tylko muzyką, ale też wizualnie i teatralnie. Między pieśniami wprowadzamy drobne inscenizacje, które animują i wizualizują to, co zostanie odśpiewane, pomagając słuchaczom głębiej poczuć przekaz utworu. W naszym zespole mamy badaczki kultury i muzyki tradycyjnej, dlatego ważny jest dla nas kontekst historyczny i etnograficzny, chcemy nie tylko bawić, ale też przekazywać wiedzę o dawnych wierzeniach, obyczajach i rytuałach.



Zasugerowaliście, że w Waszej muzyce pojawiają się nowe brzmienia, w tym instrument santur – czym się on charakteryzuje?
Adria: Jest przede wszystkim lekki (waży zwykle około 3kg) – lżejszy od cymbałów rzeszowskich na których grałam do tej pory. Ważą one 17 kg i krótko mówiąc, ostatnio brakuje mi siły – zarówno, by je nosić, jak i by na nich grać. Santur to taki starszy, bliskowschodni przodek cymbałów strunowych, jeśli chodzi o brzmienie jest z pewnością cichszy i można powiedzieć weselszy i łagodniejszy.
Wasza muzyka budzi „śpiące cząstki” w ludziach. Jakie emocje chcecie wywołać u słuchaczy?
Małusza: Chcemy, aby nasza muzyka budziła w ludziach głębokie emocje i poczucie więzi z naturą oraz przeszłością. Chodzi o radość, zachwyt, czasem nostalgię, spokój i refleksję, a także poczucie wspólnoty podczas wspólnych tańców korowodowych. Pragniemy, aby słuchacze poczuli połączenie z dawnymi wierzeniami, rytuałami i historią naszych przodków, a jednocześnie odnaleźli w tym coś osobistego. To emocje, które drzemią w każdym z nas, a które muzyka potrafi obudzić.
Jakie tradycje czy legendy są dla was najbardziej inspirujące?
Małanka: Dla nas ogromną inspiracją są przede wszystkim tradycje pogranicza, czyli miejsca, gdzie kultury przenikają się od wieków i tworzą coś unikalnego. Fascynują nas dawne wierzenia słowiańskie, opowieści o duchach lasu, wodnikach, rusałkach. To w tych historiach jest surowość natury, tajemnica i pewna pierwotna energia, którą staramy się oddać w naszej muzyce. Najbardziej inspiruje nas jednak to, że te wszystkie legendy i tradycje wciąż żyją w opowieściach naszych dziadków (choć często nazywane są przez nich inaczej niż pierwotnie), w lokalnych przesądach ,krajobrazie. My próbujemy tylko nadać im nowe brzmienie.
Czego słuchają członkowie Maruny, gdy nie grają folku?
Słuchamy naprawdę bardzo różnej muzyki i to chyba najlepiej oddaje nas jako zespół. Oczywiście wracamy do folku, zarówno polskiego, jak i europejskiego, bo to nasze naturalne środowisko. Ale poza tym nasze playlisty potrafią być bardzo zaskakujące. Małanka odpoczywa przy muzyce filmowej, tej, która buduje emocje i opowiada historię bez słów. Bliskie są jej też klimaty nordyckie, surowe, przestrzenne brzmienia, w których słychać wiatr, chłód i ogrom natury. Anisza słucha muzyki ambientowej, czasem arytmicznej, organicznej w brzmieniu, opartej bardziej na fakturze i napięciu niż na wyraźnym pulsie. Małusza lubi bluesa i jazz za improwizację, emocjonalność i autentyczność. Adria natomiast słucha tego, co jej akurat w duszy gra – poezji śpiewanej, muzyki skandynawskiej, różnych form eksperymentalnych nie poddających się prostej klasyfikacji, nagrań artystów ludowych i wiele, wiele innych. Trzy z nas poza Maruną działają również w szeroko rozumianej muzyce tradycyjnej, więc bardzo często wracamy też do archiwalnych nagrań śpiewaczek i śpiewaków ludowych, a z tymi żyjącymi spotykamy się, by usłyszeć ich na żywo. To dla nas jedno z najważniejszych źródeł inspiracji, bardziej autentyczne niż jakiekolwiek współczesne opracowania. Ta różnorodność sprawia, że kiedy wracamy do grania folku, nie kopiujemy schematów, tylko filtrujemy tradycję przez wszystko, czego słuchamy na co dzień.
Gdzie fani mogą Was usłyszeć w najbliższym czasie?
W tym roku czeka nas bardzo bogaty sezon, ale jeszcze nie możemy zdradzić wszystkiego. Póki co możemy pochwalić się tym, że będzie można nas usłyszeć podczas Bitwy o Włodzicę na Zamku Sarny, która odbędzie się 5-7 czerwca. Żeby być na bieżąco z naszymi koncertami warto obserwować nas na social mediach!
Dziękuję za rozmowę
Foto: użyczone












