Mela Koteluk w „Spadochronie” śpiewa „Mów do mnie, mów nieostrożnie. Nie składaj zdań naumyślnie”… Zastanawiam się czy ja, z pokolenia dzisiejszych 50-latków, chcę wycisnąć ze słów zbyt wiele, może niepotrzebnie? Młode pokolenie niech mówi, cóż że nieostrożnie i nienaumyślnie.
Ponoć jest trend na Tik Toku wg. którego warto jest partnerkę traktować dość nonszalancko, tj. nie za dużo słów, nie za dużo zainteresowania, raczej chłód i dystans. Pytam znajomą 17-latkę jak to działa i czy to działa. Otrzymuję szczegółową instrukcję, że jeśli duża liczba osób polubi filmik, na którym chłopak np. tak się zachowuje to jest to bardzo ok. Nastolatki umieją się komunikować tik tokiem – jak? Po prostu klikasz, lajkujesz filmik jakiś dotyczący relacji wzajemnych i wiadomo już, że takie zachowania aprobujesz. Nie musisz niczego wyjaśniać – ekscytuje się inny licealista!
Pamiętam jak Mikołaj (obecnie lat 26) jakieś dwanaście lat temu jadąc z nami samochodem mówi nam, że jego przyjaciel pyta gdzie jesteśmy (jedziemy autem po niego), a Mikołaj robi zdjęcie (że Plac Grunwaldzki) i mu wysyła. Dla nas wówczas było to zupełnym szokiem. Czy ja teraz wysyłam komukolwiek informacyjne zdjęcia? Może czasem mężowi, że kawkę sobie popijam pyszną i wtedy leci foto filiżanki, że piękny widok za oknem, a on mi, że wiosna z samochodu dostrzeżona. Czasem mamie wysyłam, że nowe buty, że takie.
W kwestii wycieczek widokowych, historycznych i kulinarnych wciąż głownie polegam na opiniach znajomych i przyjaciół. I myślę, że chyba głównie tych, którzy barwnie opowiadają. Wciąż przed nową podróżą kupuję przewodniki Pascala i uwielbiam z nich korzystać. A młodzież idzie za polecajkami instagramowymi np. Zapisuję mnóstwo filmików z ćwiczeniami, zdrowym jedzeniem i prawie nigdy do nich nie zaglądam. Pochłania mnie raczej chodzenie na zumbę i pilates, czy też dlatego że to kolejne miejsce, w którym spotykam ludzi?
Wspominam nasze przegadane do rana wieczory, przy jednej herbacie albo dolewanej bez końca kawie. Aby rozkminiać sprawy do sedna, do spongu, do krwi wywlekać bebechy przewiercać sprawom i postawom, to chyba tylko my dzisiejsi 40-50 latkowie umiemy. Czy to dobrze? Przyjemność rozmowy mamy opanowaną do perfekcji. Uczę potem dzieci moje i cudze; zadawaj pytania, słuchaj aktywnie, odnieście do tego, co mówił twój rozmówca, zareaguj…Mówienie w komunikacji to zdecydowanie za mało!
Jestem ostatnią osobą, która krytykowałaby młodzież! Uważam, że są cudowni. Zazdroszczę im szerokich horyzontów myślenia, otwartości, możliwości wyjazdów, studiowania czy pracowania w każdym możliwym miejscu świata. Myślę też, że mniej są rozedrgani i wahający się, mają więcej naturalnej pewności siebie, no przynajmniej w porównaniu do mnie dwudziestoletniej.
Myślę tylko (a może się mylę?), że rozmowa sama w sobie nie jest dla nich taką przyjemnością, także nie jest czynnością kompletną jak dla mojego pokolenia. Też rozmawiają godzinami, wysyłają sobie obrazki, filmiki, zdjęcia, emotikony zawsze wtedy, gdy jest coś do przegadania. Ale przyjemność z gadania? Wydaje mi się, że pokolenia Y i Z potrzebują do dialogu instagramowego wnętrza lub azjatyckiego jedzenia, dobrego wina itp.
A ja wciąż uwielbiam nasze odbarwianie dnia przy kawce z mężem i small talki z sąsiadem, z koleżanką z pracy. Pewnie, że czasem się wkurzam, że o niczym albo że znów nie byłam asertywna. Ale muszę przyznać, że kiedy myślami swoimi, najczęściej mrocznymi pochłonięta jestem, miło jest mi trzy słowa zamienić z jakąś duszą wcale nie bratnią od razu. Jesteśmy istotami stadnymi, powtarzam to na coachingach i w pracy z młodzieżą. Kontakt z drugim człowiek zawsze terapeutyczny.
Dzieci nasze komunikują się inaczej (nie wiem czy gorzej czy lepiej). Namawiajmy je do ludzi nieunikania.
Aldona Ziółkowska-Bielewicz
Masz ochotę na więcej felietonów? Kliknij TUTAJ.












