W prywatnej bibliotece ma ok. 2 tysięcy książek. Na te, które znajdują się na strychu na razie spuszcza zasłonę milczenia. Bajki zaś, zawsze kojarzyły jej się z bezpieczną przystanią, w której pierwsze skrzypce grała wyobraźnia. O miłości do bajek i o tym, jak ważne jest czytanie ich dzieciom Agnieszka Góralczyk rozmawia z Bajkochłonką, czyli Julitą Pasikowską-Klicą.
Zacznę nietypowo – kim jest Bajkochłonka?
Bajkochłonka to dorosła fanka literatury dziecięcej, komiksów, gier planszowych i klocków. Jestem mamą, żoną, właścicielką jednoosobowej firmy. Ślązaczką, kolekcjonerką, okazjonalnie autorką, dziennikarką. Chyba mogłabym tak bardzo długo wymieniać – myślę, że po prostu składam się na wiele ,,ja”.
Kocha Pani książki, ale przede wszystkim bajki – dorośli ludzie też je czytają?
Oj, zdecydowanie! Pewnie część z nich czyta bajki swoim dzieciom, ale istnieje spora grupa osób, która czyta takie książki dla siebie, mimo że już dawno skończyła osiemnaście lat. Sama literaturą dziecięcą zainteresowałam się na długo przed tym jak zostałam mamą, będąc już dorosłą. Lubiłam je w dzieciństwie i zawsze kojarzyły mi się z jakąś bezpieczną przystanią, w której pierwsze skrzypce gra wyobraźnia. Pewnie dlatego bezustannie sięgam po bajki i – z dużym prawdopodobieństwem -będę to robić nadal, dopóki będę mogła.
Dorośli nie wstydzą się dziś mówić głośno – kocham czytać bajki?
Współcześni dorośli na szczęście nie uważają, żeby bajki były czymś ujmującym. Istnieje świadomość w społeczeństwie, że ten rodzaj książek może nieść niezwykle wartościowe, odświeżające, a nawet zmieniające poglądy treści. Zresztą, obecnie rzadko ktoś jest stygmatyzowany przez wzgląd na swoje pasje. Dorośli układają klocki LEGO (tak, to też ja), zbierają figurki czy budują skomplikowane mapy w Minecrafcie. Mogą robić to, na co nie mieli czasu lub czego nie byli w stanie robić w dzieciństwie. Moim zdaniem posiadanie pasji, na przykład takiej jak czytanie bajek, to powód do dumy, a nie wstydu.
Ma Pani swoje ulubione bajki?
To bardzo trudne pytanie! Co roku mam nowe ulubione bajki, bo czytając kilkadziesiąt książek w miesiącu, zawsze trafię na choć kilka, które szczególnie zapiszą mi się w pamięci. Największy sentyment mam do klasycznych baśni, bo sporo czytałam ich w dzieciństwie, jak i po prostu – tytułów, które na stałe wpisały się w kanon literatury dziecięcej (Muminki, Dzieci z Bullerbyn, Przygody Pippi, Harry Potter, i wiele, wiele innych). Żeby jednak bardziej konkretnie odpowiedzieć na to pytanie, mogę wskazać, które bajki wcale mi się nie nudzą, choć obecnie muszę je czytać kilka razy dziennie (na prośbę mojego 3-latka). Należy do nich: seria o Niuniusiu (wydawnictwa Natuli), cykl książek o Pepe (wydawnictwa Kapitan Nauka), bajki z Doliny Tumilu (wydawnictwa Tumilu) czy książki o Albercie (wydawnictwa Zakamarki).
Bajki kiedyś i dziś – bardzo się zmieniły? (ich treść, ilustracje, przesłanie)
Sama konstrukcja bajek się nie zmieniła. Niezmiennie chodzi w nich o to, żeby dobro zwyciężało; żeby polubić głównego bohatera i kibicować mu w jego przygodach, oraz żeby uczyć się o otaczającym świecie, emocjach czy innych ludziach. Z pewnością zmienia się jednak tematyka książek. Kiedyś nie było bajek z podtekstem ekologicznym, opowieści o uważności czy stawianiu granic. W bardzo dawnych czasach bajki – a szczególnie baśnie – miały czytelnika przestraszyć, bo myślano, że tylko za pomocą strachu można kogoś czegoś nauczyć. Teraz bajki nie muszą mieć morału. Ich wartość często wynika po prostu z przyjemności obcowania z lekturą. Przesłania są mniej oczywiste – autorzy wydają się bardziej polegać na inteligencji młodych czytelników. Czasami bowiem to, do czego dochodzimy samodzielnie, ma dla nas większe znaczenie, niż to, o czym nam ktoś 150 razy zakomunikuje.
Rodzice czytają dziś jeszcze dzieciom bajki, chociażby przed snem?
Tutaj mogę polegać tylko na ogólnodostępnych statystykach, bo mam wrażenie, że żyję w bańce, w której WSZYSCY rodzice czytają swoim dzieciom bardzo dużo. Otaczają mnie po prostu ludzie (zaprzyjaźnieni rodzice, czytelnicy, pedagodzy), którym zależy na edukacji przez bliskość. Trudno bowiem o milszy moment w ciągu dnia, gdy można spędzić czas z dzieckiem, czytając ulubione bajki, odpowiadając na pytania, rozmawiając, nie spiesząc się i chłonąc własne towarzystwo. Statystyki pokazują jednak, że istnieją i tacy rodzice, którzy nie czytają dzieciom. Najczęściej są to dorośli, którzy nie sięgają po książki też dla własnej przyjemności. Niektórym brakuje czasu, ale niestety sporo rodziców woli zaoferować ekran, niż wybrać wartościową książkę. Tak jest łatwiej, szybciej. Fundacje zajmujące się jednak zdrowiem psychicznym oraz rozwojem dzieci (tutaj mogę odesłać do treści np. Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę czy Cała Polska Czyta Dzieciom) alarmują o szkodliwości ekranów przed 13. rokiem życia i wskazują mnóstwo atutów płynących ze wspólnego czytania.
Bajki z całego świata – które wg Pani są najpiękniejsze?
Każdy kraj ma piękne bajki. Kolekcjonuję baśnie z różnych zakątków świata i wiem, że bez względu na to, gdzie trafimy palcem na globusie, tam znajdziemy wspaniałe historie – pod warunkiem, że są tam też dzieci. Myślę jednak, że pewnie sporo osób mogłoby się zaskoczyć, jak podobne są do siebie te opowieści. Choć mogą to być bajki afrykańskie, grenlandzkie czy japońskie – w wielu z nich znajdziemy wspólne elementy, a czasami nawet – bliźniaczo podobne historie. Oznacza to po prostu, że bajki ,,żyją” znacznie dłużej niż my, a ich drogi często się przecinały, wątki zmieniały, żeby w końcu dać się poznać w obecnej wersji.
Czyta Pani też literaturę dla dzieci i młodzieży – woli Pani polskich czy zagranicznych autorów?
Przy wyborze książek zazwyczaj nie kieruję się pochodzeniem autora. Moim zdaniem nie ma znaczenia, kto pisze w jakim języku – dopóki nie trafię na jakiś bardzo kiepski przekład. Na szczęście mamy bardzo dużo dobrych tłumaczy. Dopóki wydawcy będą korzystać z ich usług – a nie wyręczać się sztuczną inteligencją, która nijak nie łapie niuansów języka oraz kontekstu kulturowego – można będzie z tą samą przyjemnością sięgać po książki zarówno o Tomkach, jak i Thomasach.
Najlepsza z tego gatunku przeczytana w ostatnim czasie książka to?
Jeżeli miałabym wziąć pod uwagę tylko książki, które przeczytałam na przestrzeni ostatnich kilku tygodni, to za najlepszą wskazałabym „Nie znajdziesz mnie po śladach stóp” Sylwii Błach (wydawnictwo Albus). To jest bardzo dobry przykład literatury dziecięcej, którą powinni przeczytać także dorośli. Poruszająca, bazująca na doświadczeniach autorki historia o jej życiu – ukazana przez pryzmat niepełnosprawności bez uproszczeń.
Woli Pani tradycyjny druk czy np. ebook lub audiobook?
Na co dzień bardzo dużo pracuję przy komputerze więc jak tylko mogę, unikam ekranów. Z tego względu po ebooki sięgam stosunkowo rzadko – posiłkuję się nimi w podróżach; tych bliższych oraz dalszych. Z kolei audiobooki bazujące na książkach dla dzieci to zupełnie inne doświadczenie, niż te przygotowywane dla dorosłych. Polecam przesłuchać sobie wspaniałych produkcji wydawnictwa Jung-off-ska, wydawnictwa Bumcykcyk czy wydawnictwa Wielokropki. Bardzo często najpierw czytam książki w tradycyjnej formie papierowej, a później wracam do nich jeszcze w formie audiobooków. Poza tym, audiobooki czy słuchowiska dla dzieci często ratują rodziców. To bardzo dobre rozwiązanie i genialny kompromis w stosunku do ekranów.
Dużo ma Pani książek w domowej bibliotece?
Oj dużo, choć prawdę mówiąc, nie wiem ile dokładnie. Nigdy ich nie policzyłam, choć na Gwiazdkę jednym z prezentów jaki dostałam, był cyfrowy czytnik kodów kresowych… Mam bowiem w planach zrobić szczegółową inwentaryzację, ale musiałabym wziąć na nią urlop. Zobaczymy więc, kiedy uda mi się za to zabrać. Szacuję, że moja domowa kolekcja składa się na ponad… 2 tysiące książek (na książki ze strychu spuśćmy póki co wymowną zasłonę milczenia).
A co Pani myśli o dzisiejszych książkach dla dzieci, w których jest mało treści więcej obrazków – bo zauważyłam, że jest ich na rynku wydawniczym dość sporo?
Książki obrazkowe, czyli tzw. picturebooki to już od dłuższego czasu popularny rodzaj bajek dla czytelników – i to nie tylko tych najmłodszych. Można odnaleźć bardzo interesujące pozycje bazujące głównie na ilustracjach dla maluchów, ale także dla dzieci starszych czy nawet dorosłych. Powstają czasami nawet książki ściśle ze sobą powiązane – pozycja tylko z obrazkami i dodatkowa do niej lektura z tekstem. Takim przykładem jest na przykład bestsellerowe Miasto Tańczącego Karpia. Książka-gra dla poszukiwaczy przygód od Aleksandy i Daniela Mizielińskich (wydawnictwa Dwie Siostry). Prawdę mówiąc, myślę że ilustracje powinny być w każdej książce, naprawdę. Nawet w 400-stronicowych powieściach. I zupełnie nie odbierałyby one przestrzeni na wyobraźnię. Bardzo lubię zarówno picturebooki bez ani jednego słowa (sprawdźcie np. Przenosiny, od wydawnictwa Zakamarki), jak i powieści, np. serię o Roryku. Nieśmiałym detektywie (wydawnictwa Dwukropek), w której pojawiają się tylko subtelne graficzne akcenty. Współczesny świat to świat bombardujący nas obrazami, dlaczego więc mielibyśmy pozbawiać ich książek?
Jak zachęci Pani dzieci i rodziców do wspólnego czytania od najmłodszych lat zamiast…do wpatrywania się w telefony?
Moją rolą jest pokazywanie czytelnikom tych książek, które są wartościowe, ważne i ułatwiają codzienne życie. Uważam więc, że trzeba postarać się zachęcić do czytania oraz sięgania po literaturę tylko dorosłych. Dzieci bowiem naśladują swoich rodziców. Jeżeli będą widziały mamę czy tatę, którzy interesują się książkami, otaczają nimi, zaglądają do nich – wtedy maluchy naturalnie pójdą ich śladem. Takie to jest wszystko proste. A jak będę ich zachęcać? Niezmiennie tak samo jak dotychczas, czyli będę trąbić o pięknych bajkach na prawo i lewo, prowadzić warsztaty oraz z przyjemnością odpowiadać na takie ciekawe pytania jak te powyżej.
Dziękuję za rozmowę.
Foto: użyczone












