Od amatorskiego warzenia sera dla rodziny po prestiżowe panele gospodarcze i współpracę z najlepszymi restauracjami. Malwina Pasternak, współtwórczyni marki Sery Lutomierskie, odkrywa przed Karoliną Osińską-Marcińczyk kulisy budowania rodzinnego imperium w sercu Gór Sowich.
W maleńkim Lutomierzu u stóp Gór Sowich stworzyłyście z mamą miejsce, które przyciąga turystów z całego regionu. Jak właściwie zaczęła się Wasza przygoda z serowarstwem? To tradycja rodzinna?
Właśnie nie! To historia o tym, że produkt lokalny można zbudować od zera, jeśli ma się pasję. Wszystko zaczęło się od mojej mamy, Stanisławy, i… góralskich budowlańców, którzy na przełomie wieków stawiali u nas dachy. Tęsknili za żentycą i to oni nauczyli mamę fachu, przywożąc pierwsze formy i podpuszczkę. Prawdziwym przełomem było wejście Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku. Wtedy, dzięki wsparciu ośrodków doradztwa rolniczego, mama zrozumiała, że jej sery – które dotąd jedli tylko rodzina i sąsiedzi – mogą stać się sposobem na życie.
Dziś Sery Lutomierskie to silna marka. Jaki miałaś plan na jej rozwój?
Działałam według konkretnej strategii. Najpierw postawiłam na sery jako produkt „magnes” – musiały być najwyższej jakości, by przyciągnąć ludzi. Potem dobudowałam do tego ofertę warsztatów, by pokazać nasze gospodarstwo od kuchni. Kolejnym krokiem było wyciągnięcie „asa z rękawa”, czyli podkreślenie wartości zabytku, w którym działamy – XVIII-wiecznej oficyny dworskiej. Na końcu postawiłam kropkę nad „i” w postaci cyklicznych targów, które ożywiły to miejsce.
Wasze warsztaty edukacyjne to już niemal legenda. Kogo gościcie w swoich progach?
Dosłownie każdego! Od przedszkolaków, przez studentów zootechniki z Uniwersytetu Przyrodniczego, aż po seniorów. Zajęcia to nie tylko warzenie sera z moją mamą, która tryska niesamowitą energią, ale też lekcja szacunku do pracy rolnika. Pokazujemy zwierzęta, różne rodzaje zbóż i tradycyjną produkcję. Całość kończy się „śniadaniem u rolnika” z racuchami na maślance i naszą autorską herbatą z ziół zbieranych na okolicznych łąkach.
Skąd pomysł, by organizować u siebie Targi Zdrowej Żywności „Prosto od Rolnika”?
Z przekory. Pomyślałam: skoro wszyscy producenci dobrego jedzenia jeżdżą do Wrocławia, to dlaczego Wrocław nie może przyjechać do nas? Dziś w każdą trzecią niedzielę miesiąca Lutomierz staje się centrum regionalnego handlu. To nie tylko zakupy, to miejsce spotkań, prelekcji i występów zespołów ludowych. Kreujemy tu smaki, które trafiają prosto na talerze naszych klientów.
Angażujecie się też lokalnie w zupełnie innych dziedzinach – słyszałam o Turnieju Piłki Nożnej o Puchar Prezesa Serów Lutomierskich… I on odbywa się już w sobotę, 7 lutego!
Tak, jesteśmy sponsorami lokalnych inicjatyw. Turniej organizuje Victoria Dębowiec, a ja z dumą wręczam puchar zwycięzcom. Chcemy być częścią tej społeczności, dlatego wspieramy kluby sportowe i wydarzenia społeczne. To dla nas naturalny element budowania relacji.
Z czego – patrząc na te wszystkie lata pracy – jesteś najbardziej dumna?
Z drogi, jaką przeszłyśmy. Z małego zakładu stworzyłyśmy markę, która reprezentuje cały Dolny Śląsk. Nasze sery z czarnuszką, kozieradką czy pokrzywą trafiają na stoły najlepszych restauracji i są wręczane jako oficjalne prezenty przez samorządowców. Ale osobiście najbardziej cieszy mnie to, że jako młoda dziewczyna miałam odwagę zaryzykować. Dziś to my inspirujemy inne kobiety do działania na wsi. No i oczywiście jestem dumna z mojego synka Stasia, który z entuzjazmem odkrywa u nas świat.
Teraz jako firma z branży rolniczej wygrałyśmy Agroligę. Dokładnie zostałyśmy Mistrzami Wojewódzkiego Konkursu Agroliga 2025 w kategorii Firma! Już wkrótce będziemy reprezentować województwo dolnośląskie na arenie ogólnopolskiej!
Jakie są kolejne kroki dla Lutomierza?
Chcemy dalej rozbudowywać ofertę. Planujemy nowe warsztaty: od rękodzieła i wicia wianków, przez komponowanie naturalnych perfum, aż po zajęcia geologiczne. Moim celem jest nieustanne ożywianie Dolnego Śląska i ratowanie zabytkowych murów naszej oficyny. Organizujemy też wyjazdy studyjne, nawet kilkudniowe z noclegami, po Dolnym Śląsku.
A co Tobie w duszy gra?
Czuję się odpowiedzialna za nasz region. Moją misją jest odkrywanie Dolnego Śląska i ludzi mieszkających na Dolnym Śląsku. Wiem, że jest duże zapotrzebowanie na spotkania inspirujące dla kobiet, jak ożywić gospodarstwo, zabytek, stare mury, stary sad… Edukuję się w tym kierunku. I chcę je prowadzić.
Dziękuję za rozmowę.
Z „Malwą od sera” można skontaktować się przez Instagram.











