Strona główna / Wywiady / Koty tu mruczą z miłości i wdzięczności

Koty tu mruczą z miłości i wdzięczności

Jest w Bolkowie takie miejsce, które stało się przystanią dla chorych, samotnych i porzuconych kotów. Kociarnia cały czas dynamicznie się rozwija, przechodząc kolejne remonty, by zapewnić zwierzętom jak najlepsze warunki, a połamane kocie serca znalazły spokój, miłość i nowe ręce do głaskania. Gdy w murach bolkowskiego zamku rozbrzmiewa Castle Party, kociarnia otwiera swoje podwoje i zaprasza każdego, kto chce zobaczyć, pomóc i pogłaskać podopiecznych. O powstaniu kociego azylu, codzienności i Castle Party w tle, Agnieszka Góralczyk rozmawia z Kingą Bednarek, wolontariuszką TOZ Jawor i główną opiekunką Kociarni w Bolkowie.

Skąd wziął się pomysł na stworzenie Kociarni właśnie w Bolkowie i jak wyglądały Wasze początki?

KB:  Od wielu lat zajmowałam się tymczasowaniem bezdomnych kociaków. Zgłoszeń zawsze było znacznie więcej niż miejsc i stąd właśnie pomysł stworzenia azylu dla kotów. Kociarnia powstała z dawnej przydomowej stajni, została przez nas gruntownie wyremontowana. Dzięki temu, że mam ją przy domu – mogę poświęcić naprawdę dużo czasu potrzebującym kotom. Stworzenie tego miejsca było bardzo wymagające, ale udało się i funkcjonuje naprawdę bardzo dobrze.

Jak wygląda typowy dzień z życia bolkowskiej kociarni?

KB: Dzień zaczynamy od karmienia każdego kociaka. Następnie zajmujemy się kotami na szpitalu – leki, kroplówki. Gdy te najbardziej potrzebujące wszystko otrzymają – sprzątamy pokoje i woliery. Oczywiście każdy dzień wygląda inaczej i nie da się go zaplanować od A do Z. Pojawiają się zgłoszenia, nagłe wyjazdy czy wizyty u weterynarzy.

Z jakimi największymi wyzwaniami mierzycie się na co dzień w prowadzeniu azylu?

KB: Wydaje mi się, że największym wyzwaniem zawsze są koty, które wymagają całodobowej opieki. Dzięki darczyńcom mamy w kociarni dobrze wyposażony szpitalik – inkubatory, pompy infuzyjne, klatki tlenowe. Takie trudne przypadki pochłaniają ogrom czasu, ale też bardzo mocno wykańczają psychicznie – szczególnie niestety te, których mimo starań nie udaje nam się uratować.

Ile kotów obecnie przebywa pod Waszą opieką i jaka jest ich „historia” – skąd najczęściej trafiają do Kociarni?

KB: W tej chwili w kociarni znajduje się 90 kotów. Każdy ma tak naprawdę inną historię – mamy koty po wypadkach; koty, które urodziły się na ulicy; koty, którym zmarł właściciel. Każdy z naszych podopiecznych to inna historia, często bardzo trudna. Jedne trafiły do nas jako maluchy i wykarmiliśmy je z butelki, a inne zaś jako dorosłe. Każdy kot, który trafia do nas przechodzi potrzebną profilaktykę, badania i leczenie. W ten sposób przygotowujemy je do adopcji.

Jak bolkowska społeczność oraz lokalne władze reagują na Kociarnię? Czy możecie liczyć na ich wsparcie?

KB: Nasza kociarnia działa krótko, ale coraz więcej mieszkańców się o niej dowiaduje, co bardzo nas cieszy. Spotykamy się z pozytywnym odbiorem i wsparciem. Coraz częściej gościmy w naszej kociarni przedstawicieli okolicznych szkół i przedszkoli. To jest dla nas czas, w którym możemy pokazać jak działamy, jak wygląda nasz dzień, jak funkcjonuje szpital.

W jaki sposób osoby z zewnątrz mogą Wam pomóc? Jakich darów (karma, żwirek, środki czystości) lub pomocy brakuje Wam najbardziej?

KB: Przede wszystkim potrzebujemy wolontariuszy. Odpowiedzialnych i systematycznych osób, które pomogą na dyżurach – w sprzątaniu, karmieniu i głaskaniu kociaków. Można nas też oczywiście wesprzeć rzeczowo – karma, żwirek, zabawki dla kotów, koce.

Kociarnia otwiera swoje drzwi szerzej także podczas festiwalu Castle Party. Jak wygląda współpraca z festiwalowiczami i jak zaczęła się ta historia?

KB: Pierwszy raz Dni Otwarte odbyły się w zeszłym roku i byliśmy ogromnie zaskoczeni pozytywnym odbiorem i tak licznym przybyciem. Ta przygoda zaczęła się od postu na grupie poświęconej właśnie Castle Party i poznaniu nowych osób, które dały pomysł na zorganizowanie takiego wydarzenia w kociarni. Z uwagi na tak pozytywny odbiór zamierzamy kontynuować to co roku.

Jak koty znoszą tak duże i głośne wydarzenie odbywające się w mieście?

KB: Koty znoszą takie wydarzenie bardzo dobrze. Nie przeszkadza im hałas, a tak liczne odwiedziny w kociarni spotkały się z ogromnym zainteresowaniem ze strony naszych kotów. One są ogromnie nastawione na kontakt z człowiekiem.

Jak idą prace nad rozbudową i remontem kociego azylu? Czego nowego mogą spodziewać się zwierzaki?

KB: Przed nami jest zbudowanie jeszcze dwóch wolier, które planujemy na 2027 r. Chcemy żeby kociaki z każdego pokoju mogły wyjść bezpiecznie na wybieg zewnętrzny.

Jak wygląda proces adopcyjny kota z Państwa placówki?

KB: Adopcja kota od nas składa się przede wszystkim z ankiety, wizyty przedadopcyjnej, rozmów i poznania kociaków. Szukamy domów bezpiecznych, niewychodzących i świadomych opieki nad kotami.

Dlaczego adopcja dwóch kotów naraz bywa lepsza niż adopcja jednego?

KB: Adopcja dwóch kotów jest przez nas szczególnie polecana w przypadku kocich maluchów. Idealnie uczą się od siebie kocich zachowań i mają kompana do zabaw. Ale dla osób chcących jednego kociego przyjaciela mamy do zaproponowania ogrom wspaniałych, dorosłych kotów.

Jakie są najpowszechniejsze mity na temat kotów ze schroniska, z którymi walczycie na co dzień?

KB: Jedyne co mi przychodzi do głowy to problematyczność takich kotów. Często słyszymy, że są po przejściach lub wychowały się na ulicy więc nie przystosują się do życia w domu. Oczywiście – są koty, które wymagają pracy i doświadczonych opiekunów, ale znaczna większość naszych podopiecznych naprawdę dobrze odnajduje się w domach i są niezwykle wdzięczne i kochane. Nasze koty same pchają się na kolana i bardzo lubią kontakt z człowiekiem. Warto zaznaczyć, że po adopcji my nadal jesteśmy i zawsze chętnie pomagamy i dzielimy się doświadczeniem. Nigdy nie zostawiamy naszych adoptujących samych z ewentualnymi problemami.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *