Strona główna / Wywiady / Z Wrocławia aż za ocean

Z Wrocławia aż za ocean

Motyle tworzy trójka przyjaciół – Nikola, Hubi i Maciek. Zespół zawiązali we Wrocławiu – sercu Dolnego Śląska, bo jak mówią, Wrocław daje ogromną wolność. To miasto ludzi z różnych miejsc, historii i wrażliwości. Jest trochę nieoczywiste – z jednej strony spokojne, z drugiej bardzo intensywne. Ta energia przenika do ich muzyki. Muzyki, która szturmem podbiła serca polskich słuchaczy, bo jest szczera i autentyczna. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Maciej Parobczak opowiada m.in. o tym, co ukształtowało zespół, muzycznych inspiracjach i twórczości, którą pokochała publiczność.

Kiedy i w jakich okolicznościach narodził się zespół Motyle?

MP: Motyle narodziły się bardzo naturalnie – z potrzeby grania i opowiadania o tym, co naprawdę nas porusza. Każdy z nas miał już swoje muzyczne doświadczenia, ale dopiero kiedy spotkaliśmy się w jednym miejscu i czasie, poczuliśmy, że to ma sens. Zaczęło się od kilku prób, rozmów i przekonania, że chcemy robić muzykę bez udawania. Dzisiaj wiemy, że to był początek czegoś znacznie większego.

Dlaczego Motyle?

MP: Motyl jest symbolem zmiany, odwagi i wychodzenia ze swojej strefy komfortu. Ten motyw bardzo mocno nam towarzyszy – zarówno prywatnie, jak i muzycznie. Każdy z nas przeszedł jakąś własną metamorfozę, a nasze piosenki często opowiadają właśnie o tym: o zmianie, dojrzewaniu i szukaniu swojego miejsca. Poza tym Motyle to nazwa, która niesie lekkość, ale zostawia również przestrzeń do interpretacji.

Gracie „prosto z serca”, czyli jaka jest Wasza muzyka, co ją charakteryzuje?

MP: Nasza muzyka jest szczera. Łączymy popową melodyjność z rockową energią, ale najważniejsze są emocje. Nie piszemy piosenek pod algorytmy – piszemy o tym, co znamy i co przeżywamy. Lubimy, kiedy ktoś po koncercie podchodzi i mówi: „To jest dokładnie o mnie”. Jeśli nasze utwory pomagają komuś przejść przez trudniejszy moment albo dają impuls do działania, to znaczy, że robimy coś dobrze.

Wrocław ma niesamowitą i różnorodną scenę muzyczną. W jaki sposób to miasto i jego energia wpływają na teksty oraz klimat, który tworzycie?

MP: Wrocław daje ogromną wolność. To miasto ludzi z różnych miejsc, historii i wrażliwości. Jest trochę nieoczywiste – z jednej strony spokojne, z drugiej bardzo intensywne. Ta energia przenika do naszej muzyki. Wrocław nauczył nas też, że nie trzeba wpisywać się w jeden schemat. Poza tym, warto wspomnieć, że od początku naszej drogi dostajemy duże wsparcie od miejscowych stacji radiowych, tj. Radio Wrocław, Radio RAM, co jest bardzo miłe i motywujące.

Jak wspominacie swoje początki na lokalnej, wrocławskiej scenie?

MP: Wspominamy je z ogromnym sentymentem. Wrocławska scena jest wymagająca, ale też bardzo wspierająca. To tutaj zdobywamy pierwszych słuchaczy i przekonujemy się, że nasze piosenki naprawdę trafiają do ludzi.

W Waszych tekstach często pojawia się motyw walki z własnymi słabościami i poszukiwania autentyczności – dlaczego?

MP: Bo wszyscy przez to przechodzimy. Żyjemy w czasach, w których łatwo pokazać idealną wersję siebie, a dużo trudniej powiedzieć: „Nie zawsze daję radę”. Nas interesuje właśnie ten moment prawdy. Nie chcemy udawać bohaterów bez skazy. Wolimy mówić o lękach, błędach i o tym, że warto być sobą, nawet jeśli czasami jest to niewygodne

Często mówi się, że pop szuka symetrii, a rock chaosu. Jak na próbach godzicie radiową chwytliwość z rockowym pazurem?

MP: To chyba nasza ulubiona część pracy. Zaczynamy od emocji i melodii, a później zastanawiamy się, jak nadać im odpowiednią energię. Właśnie gdzieś pomiędzy tymi dwoma gatunkami rodzi się brzmienie Motyli. Lubimy, kiedy piosenka jest lekka i wpada w ucho, ale jednocześnie ma charakter i zostawia po sobie ślad.

Jakie zespoły rockowe lub popowe z lat 90. i 00. ukształtowały Wasze brzmienie?

MP: Tych inspiracji jest sporo. Wychowaliśmy się na muzyce, która miała świetne melodie i prawdziwe emocje – Coldplay, Paramore, Linkin Park, Tokio Hotel, Katy Perry, Avril Lavigne, U2, Foo Fighters, OneRepublic czy Kings of Leon. Każdy z nas wnosi do zespołu coś innego, dlatego nasze inspiracje się przenikają. Najważniejsze jest jednak to, żeby finalnie brzmieć jak Motyle, a nie jak czyjaś kopia.

Najważniejsza różnica pomiędzy tworzyć dla radia, a grać dla ludzi to?

MP: Radio daje zasięg, ale koncert daje prawdę. W radiu słuchacz może zmienić stację po kilku sekundach, a na koncercie widz stoi przed Tobą i od razu wiesz, czy między Wami pojawiła się chemia. Dla nas muzyka zaczyna naprawdę żyć dopiero wtedy, kiedy spotyka się z ludźmi.

Na początku 2026 r. pojawiliście się w programie Pytanie na śniadanie oraz polecieliście promować muzykę w Chicago. Jak amerykańska Polonia reaguje na Wasz energetyczny, dolnośląski pop-rock?

MP: To były niesamowite doświadczenia. Występy w telewizji zawsze wiążą się z bardzo wyjątkowymi i silnymi emocjami oraz z ogromną ekscytacją! W Radio Chicago spotkaliśmy fantastycznych ludzi, którzy przyjęli nas z otwartymi ramionami. Jesteśmy bardzo wdzięczni Adamowi Dobrzyńskiemu za interesującą i szczegółową rozmowę. Okazało się, że emocje są uniwersalne – niezależnie od tego, czy jesteś we Wrocławiu, czy kilka tysięcy kilometrów dalej. Słuchacze przyjęli nas bardzo ciepło i wróciliśmy z poczuciem, że nasza muzyka naprawdę potrafi przekraczać granice.

Czy wizyta w USA i tamtejszy rynek muzyczny zainspirowały Was do eksperymentów z brzmieniem, na przykład w stronę amerykańskiego modern rocka?

MP: Zdecydowanie otworzyła głowy. Amerykański rynek pokazuje, że można odważnie łączyć gatunki i nie bać się dużych brzmień.

Motyl kojarzy się z metamorfozą. Jak ewoluował Wasz wizerunek sceniczny i Wasze brzmienia od momentu, gdy podjęliście decyzję o wspólnym graniu?

MP: Na początku po prostu chcieliśmy grać. Dzisiaj jesteśmy dużo bardziej świadomi tego, kim jesteśmy jako zespół. Nasze brzmienie z miesiąca na miesiąc staje się dojrzalsze, a wizerunek bardziej spójny, ale jedno się nie zmieniło – nadal zależy nam na autentyczności. Motyle są dla nas symbolem ciągłego ruchu i rozwoju. I chyba właśnie to jest najpiękniejsze w muzyce, bo nigdy nie stoisz w miejscu.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *