Strona główna / Wywiady / Pasja, która stała się życiem

Pasja, która stała się życiem

Jest artystką wszechstronną, która w swoich portretach najwięcej uwagi poświęca oczom, bo jak mówi, to one najczęściej opowiadają historię człowieka i budują relację między obrazem, a odbiorcą. Od lat współtworzy kulturalną mapę regionu i udowadnia, że sztuka może być blisko ludzi. Pod szyldem Oschia Art tworzy własny, wyrazisty świat, w którym powstają makramy, portrety, czy ręcznie malowane magnesy na drewnie. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Karolina Oschia Zalas, wałbrzyska artystka i kuratorka opowiada m.in. o tym, jak przekształca życiową pasję w sztukę.

Od lat tworzy Pani portrety i obrazy na zamówienie. Jak przez ten czas ewoluował Pani styl?

KZ: Myślę, że z biegiem lat mój styl stał się bardziej świadomy i odważny. Początkowo skupiałam się głównie na wiernym odwzorowaniu rzeczywistości, dziś równie ważne są dla mnie emocje, atmosfera i historia, którą obraz opowiada. Coraz częściej pozwalam sobie na większą swobodę w kolorze, fakturze czy kompozycji.

Co stanowi największe wyzwanie przy oddawaniu emocji drugiego człowieka na płótnie?

KZ: Najtrudniejsze jest uchwycenie tego, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Podobieństwo fizyczne jest ważne, ale prawdziwe wyzwanie polega na pokazaniu charakteru, wrażliwości czy energii danej osoby. To właśnie te elementy sprawiają, że portret zaczyna „żyć”.

Skąd wziął się pseudonim artystyczny „Oschia”?

KZ: To nazwa, która narodziła się wiele lat temu i była wynikiem dość zabawnej sytuacji prowadzenia rozmowy z drugą osobą. Często mówimy do kogoś “ Osz Ty!” . W tym momencie od razu nasuwa się odpowiedź “ Osz Ja” i tak było właśnie w przypadku mojego pseudonimu artystycznego, który z czasem stał się integralną częścią mojej twórczości. Jest dla mnie symbolem kreatywności, wolności artystycznej i własnej drogi. Dziś wiele osób kojarzy mnie bardziej z Oschia Art niż z moim nazwiskiem, co jest dla mnie ogromnie miłe.

Każdy artysta ma swoje ulubione narzędzia. Czy preferuje Pani szybkoschnące akryle, klasyczny olej, czy może eksperymentuje z technikami mieszanymi i fakturą?

KZ: Najczęściej pracuję w technice akrylowej. Lubię jej dynamikę i możliwości i przede wszystkim to, że nie trzeba długo czekać aż kolejne warstwy wyschną. Dla mnie ma to ogromne znaczenie, gdyż jestem osobą, która całe życie się spieszy i przyznam z ogromnym bólem, że na malowanie mam czasu coraz mniej, a zamówień coraz więcej. Oczywiście fakt , że jest ich liczba ciągle rośnie bardzo mnie cieszy. Po prostu czasami trzeba się mocno nagimnastykować aby pogodzić pracę na pełen etat, opiekę nad dziećmi z prowadzeniem firmy i malowaniem po nocach. I tu z pomocą przychodzą farby akrylowe.

Czy pora roku i naturalne światło za oknem determinują paletę barw, po którą Pani sięga?

KZ: Zdecydowanie tak. Jestem bardzo wrażliwa na światło i atmosferę otoczenia. Jesienią i zimą częściej pojawiają się u mnie głębsze, bardziej stonowane barwy, natomiast wiosna i lato przynoszą więcej światła, energii i intensywnych kolorów. Dolny Śląsk jest pod tym względem niezwykle inspirujący.

Jak podchodzi Pani do detalu w portrecie?

KZ: Najwięcej uwagi poświęcam oczom. To one najczęściej opowiadają historię człowieka i budują relację między obrazem, a odbiorcą. Bardzo ważna jest dla mnie również mimika i subtelne detale twarzy, które decydują o charakterze portretu.

Swoją twórczość dzieli Pani między malarstwo, muzykę i rękodzieło. Jak te dziedziny przenikają się w codziennym życiu?

KZ: Dla mnie wszystkie są częścią jednej opowieści o tworzeniu. Muzyka często towarzyszy mi podczas malowania i wpływa na nastrój prac. Z kolei rękodzieło pozwala mi odpocząć od płótna, a jednocześnie rozwija kreatywność i wrażliwość na detal. Każda z tych dziedzin wzajemnie się inspiruje.

Jako kuratorka Galerii na Piętrze odpowiada Pani za organizację wystaw. Czym kieruje się Pani przy wyborze artystów?

KZ: Przede wszystkim autentycznością. Interesują mnie twórcy, którzy mają coś do powiedzenia i robią to szczerze, niezależnie od tego, czy są profesjonalistami, czy dopiero rozpoczynają swoją drogę artystyczną. Ważna jest dla mnie również różnorodność prezentowanych postaw i technik.

Jakie wyzwania stoją przed kuratorem sztuki w mieście o tak specyficznej tożsamości historycznej jak Wałbrzych?

KZ: Wałbrzych ma niezwykle bogatą i wielowątkową historię. Wyzwaniem jest tworzenie programu wystaw, który będzie jednocześnie otwarty na współczesność, ale nie zapomni o lokalnej tożsamości. To miasto z ogromnym potencjałem i wyjątkową energią twórczą.

Gdyby miała Pani opisać swoje malarstwo za pomocą dźwięków lub gatunku muzycznego, co by to było?

KZ: Myślę, że byłaby to mieszanka poezji śpiewanej, muzyki instrumentalnej i folku z różnych części świata. Lubię sztukę, która pozostawia przestrzeń na własną interpretację i emocje odbiorcy.

Które tworzywo daje Pani największą wolność dotykową i sensoryczną?

KZ: Bardzo lubię pracę z drewnem. Właściwie najwięcej czasu poświęcam na malowanie właśnie na drewnie, ponieważ oprócz tego, że rysuję portrety i karykatury to na co dzień realizuje zamówienia do jednych z najbardziej znanych schronisk PTTK w Polsce jakimi są m.in. Samotnia, Jagodna, Schronisko na Śnieżniku, Schronisko nad Łomniczką, Schronisko na Hali Lipowskiej, Przysłop i wiele innych. To właśnie tam znajdziecie ręcznie malowane magnesy na drewnie. Jedyne, niepowtarzalne…pachnące drewnem.

Często Pani tworzy w ciszy – gdy cały dom już, albo jeszcze śpi?

KZ: Zdecydowanie wtedy, gdy cały dom już śpi. Noc daje mi spokój, który czasem trudno znaleźć w ciągu dnia. To moment, kiedy mogę całkowicie oddać się pracy, muzyce i własnym myślom.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *