Strona główna / Wywiady / Magia piegów i biedronek

Magia piegów i biedronek

Swoją pasją do literatury zaraża najmłodszych. Swoją książką uczy dzieci empatii i pokazuje świat z zupełnie innej strony. Dała też maluchom to, co najważniejsze w dzieciństwie – piękną opowieść, z pięknymi ilustracjami, które rozbudzają wyobraźnię. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Magdalena Brzostowska, nauczycielka i autorka opowiada o tym, dlaczego jej szkolne lata stały się motorem do pisania książek i dlaczego dziś wspiera najmłodszych, a także o biedronkach, które niosą ludziom szczęście.

Zadebiutowała Pani książką „Piegi Biedronki” – książką, która uczy dzieci, że bycie innym nie oznacza bycia gorszym. Dlaczego akurat temat budowania pewności siebie stał się dla Pani kluczowy?

MB: Rozalka, bohaterka mojej książki ma wiele wspólnego ze mną. Jako dziecko miałam często problemy w szkole z powodu wyglądu. Miałam bardzo mocno kręcone włosy, mnóstwo piegów i nosiłam okulary. Do tego byłam bardzo nieśmiała i wrażliwa. Kiedy dorastałam obiecałam sobie, że zostanę nauczycielem i będę też uwrażliwiać dzieci na empatię wobec innych. W międzyczasie zaczął kiełkować pomysł książek, które pokażą dzieciom, że każdy z nas jest inny, pod względem wyglądu, charakteru i to sprawia, że każdy jest wyjątkowy. Pomimo tego, że jest to moja książka, mam kilka ulubionych cytatów. Jeden z nich czytam pod koniec spotkania ,, – Bez piegów nie byłabyś już tą samą Rozalką – i proszę, aby dzieci zawsze pamiętały o tym, że są wyjątkowe, dokładnie takie jakie są.

Dlaczego to właśnie Biedronka stała się jednym z głównych bohaterów?

MB: Biedronka symbolizuje radość i szczęście, a jednocześnie ma kropki, które od dziecka kojarzyły mi się z piegami. Stąd też tytuł „Piegi biedronki”, aby podkreślić, że biedronki również mają swoje piegi, a przy tym symbolizują szczęście.

Ilustracje do Pani książki stworzyła Nithini Wathsala z Indii. Jak wyglądała współpraca na odległość i jak udało się Wam idealnie połączyć tekst z tak barwną grafiką?

MB: Poszukiwania ilustratora to najdłuższa część mojej pracy nad książką. Jest wielu utalentowanych ilustratorów, również w Polsce. Jednakże Internet pozwala na kontakt z ludźmi z całego świata i poszukiwanie dokładnie tego, czego potrzebujemy. A ja bardzo chciałam znaleźć ilustratora, który będzie umiał odczytać moje myśli, emocje. Na grupie międzynarodowej autorów i ilustratorów trafiłam na prace Nithini i przepadłam, a kiedy wysłała mi pierwszą, próbną ilustrację wiedziałam, że to właśnie ona. Nie władam biegle językiem angielskim, ale nasze porozumienie było tak płynne, że można śmiało stwierdzić, że książka ta jest nie tylko napisana, ale i zilustrowana sercem. Warto tutaj też wspomnieć o składzie książki, którą genialnie w całość złożyła Kachna Kraśnianka z Krainyl.pl

Książka jest pięknie ilustrowana – jaką rolę Pani zdaniem pełnią w literaturze dziecięcej ilustracje?

MB: Dla mnie osobiście była to bardzo ważna kwestia. Tak jak wspomniałam powyżej, bardzo zależało mi, aby ilustracje odzwierciedlały emocje, uczucia moich bohaterów. Wymarzyłam sobie, że tekst będzie płynął przeplatany z ilustracjami. Dlatego tak długo szukałam mojej ilustratorki. Teraz pracujemy nad kolejnymi dwiema książkami i będą równie barwne.

Jest Pani nauczycielką. Jak praca z dziećmi wpływa na styl pisania i wyobraźnię?

MB: Podczas pracy z dziećmi zawsze przyświecał mi cel, aby nie gubić tego, co najważniejsze, czyli myślenia o tym, że są to mali ludzie, którzy mają swoje emocje, uczucia. Bacznie obserwowałam czego potrzebują, co ich trapi. Teraz mogę ich troski przenosić na kartki papieru i prowadzić z dziećmi rozmowy o ważnych dla ich rozwoju kwestiach.

Aktywnie promuje Pani czytelnictwo wśród najmłodszych – regularnie organizuje spotkania autorskie oraz kreatywne warsztaty w szkołach, przedszkolach i bibliotekach – o co pytają najmłodsi podczas takich spotkań?

MB: To bardzo ciekawe pytanie. Młodsze dzieci mówią najczęściej, że im szkoda Rozalki i że to nic, że ma piegi, bardzo cieszą się jak oglądamy razem książkę, oglądamy ilustracje, wyszukujemy owady, ale też mówią o tym, że jak Rozalka wstydziła się piegów to oni wstydzą się wystąpień publicznych, oceny, nowych miejsc. Starsze dzieci, wczesnoszkolne, najczęściej obawiają się krytyki, boją się zawieźć grupę, osądu na temat wyglądu. To trudne czasem tematy, ale staram się opowiadać w takich momentach o sobie, jak bardzo byłam wrażliwa jako dziecko i że jestem nadal, ale teraz postrzegam to jako swoją wyjątkową cechę. Starsze dzieci pytają również jak zacząć pisać, skąd brać pomysły, jak sprawić, żeby powstał dłuższy tekst. Takie pytania bardzo mnie cieszą.

Jak we współczesnym, cyfrowym świecie zachęcić najmłodszych do sięgania po tradycyjne książki?

MB: Kiedy mówię do dzieci, aby powiedziały o sobie coś, co lubią robić, co wywołuje uśmiech na ich twarzy i zaznaczam, aby nie było to granie w gry, to część mówi od razu, to ja nic nie powiem. Pozwalam na ten bunt, mówiąc, że nie zmuszam do rozmowy, że to ich decyzja, którą szanuję. Kiedy zaczynają mówić pierwsze osoby, że lubią rysować, jeździć na rowerze, spędzać czas z kolegami, swoimi zwierzętami, bardzo często pozostałe dzieci nagle też się włączają. Zauważają, że jest coś poza światem wirtualnym. Poza tym zawsze mówię dzieciom, że nic tak nie rozwija wyobraźni jak podróż przez różne książkowe krainy.

Przygotowuje się Pani do wydania drugiej książki. Uchyli Pani rąbka tajemnicy o niej?

MB: Tak, z chęcią. Późną jesienią ukaże się książka o wrażliwym chłopcu, o dużym sercu. Tutaj pojawią się ptaki, zamiast owadów. Natomiast mogę zdradzić, że tuż za nią pojawi się zimowa książka, w której powróci Rozalka, jej koleżanka z końca książki, chłopiec z drugiej części i kilka innych postaci.  Jestem samowydawcą, a nie jest to prosta droga. Bez współpracy z wydawnictwem muszę pokazać, że warto czytać moje książki. Współpracuję przy korekcie, redakcji, składzie z profesjonalistami. Jednakże sama muszę zadbać o to, aby zasłużyć na uznanie czytelników. Stąd też pomysł na drugą i trzecią książkę. Moi nowi bohaterowie będą mieć imiona dzieci, których rodzice bardzo wsparli mnie w ostatnich miesiącach. Wybrali dla swoich dzieci książkę „Piegi biedronki” więc to taki rodzaj podziękowania z mojej strony. 

Pozostanie Pani wierna literaturze dziecięcej, czy w przyszłości chciałaby Pani napisać coś dla dorosłych czytelników?

MB: To trudne pytanie. Mam jeszcze wiele pomysłów na tematy oscylujące w świecie dziecięcym, ale nie ukrywam, że temat powieści obyczajowych, skierowanych do kobiet 40 plus, jest mi bliski i ciągle krąży po mojej głowie.

Jest Pani wielką miłośniczką Sycylii. Czy włoskie słońce i kultura znajdują odzwierciedlenie w Pani procesie twórczym lub planach na kolejne książki?

MB: Nawiązując płynnie do poprzedniego pytania. Tak, kiedy jestem na Sycylii mam wówczas ogromną wręcz ochotę pisać dla kobiet. Zatem wszystko jest możliwe. Będąc tam, zawsze rodzinnie, z mężem i córkami, czujemy jak miejsce to koi nasze emocje. Słońce, spokój, sycylijski brak pędu dnia codziennego, bardzo dobrze na nas wpływa.

Dedykacja dla córek

Jako mama, zawsze najpierw stawiałam sprawy córek na pierwszym miejscu, odsuwając marzenia na potem. Znany schemat wielu mam. Tylko te słynne potem ucieka wraz z upływem lat. Mam jednak bardzo mądre córki. Nastolatki, prawie dorosłe kobiety, które powiedziały pewnego dnia. Mamo, teraz naprawdę czas na spełnianie twoich marzeń. Tak też zrobiłam, napisałam książkę, którą zadedykowałam moich kochanym córkom.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *