Strona główna / Wywiady / Dobronianka, czyli pasja, która zmieniła się w 10-hektarowy raj dla zwierząt i ludzi

Dobronianka, czyli pasja, która zmieniła się w 10-hektarowy raj dla zwierząt i ludzi

To miejsce co roku przyciąga tysiące rodzin z całego kraju. Powstało z rodzinnej pasji i miłości do natury. Dziś jest jedną z największych atrakcji turystycznych w regionie, słynącą z bliskiego kontaktu ze zwierzętami i spektakularnej Farmy Dyń. Tu czas płynie wolniej, a każda pora roku ma swój wyrazisty charakter. Dobronianka, bo o niej mowa, to hit turystyczny województwa łódzkiego, o którym Agnieszka Góralczyk rozmawia z Marią Wągrowską.

Skąd zrodził się pomysł na stworzenie tak dużego kompleksu agroturystyczno-rekreacyjnego właśnie w Dobroniu?

MW: Pomysł zrodził się przede wszystkim z potrzeby stworzenia miejsca, w którym można połączyć kontakt z naturą, zwierzętami i aktywnym wypoczynkiem. Początkowo teren, na którym dziś znajduje się Dobronianka, był zupełnie niezagospodarowany. Z czasem zaczęliśmy rozwijać kolejne pomysły i dodawać nowe atrakcje. Dzisiaj Dobronianka to już nie tylko mini zoo, ale cały kompleks, w którym każdy – zarówno dzieci, jak i dorośli – mogą znaleźć coś dla siebie.

Początki w 2016 roku na niezagospodarowanym terenie były skromne – zaczynało się od dzikiego ptactwa. Jak z dzisiejszej perspektywy oceniają Państwo tę drogę do 10-hektarowego parku?

MW: To była przede wszystkim ogromna praca i mnóstwo małych kroków. W 2016 roku naprawdę zaczynaliśmy od podstaw. Nikt wtedy nie przypuszczał, że kilka lat później powstanie tutaj tak duży obiekt. Każdy kolejny sezon przynosił nowe pomysły, nowe zwierzęta, nowe atrakcje i kolejne inwestycje. Dzisiaj, patrząc na to miejsce, mamy ogromną satysfakcję, ale też świadomość, ile pracy kosztowało nas dojście do obecnego etapu. I co najważniejsze – cały czas mamy motywację do dalszego rozwijania obiektu.

W Dobroniance można spotkać około 50 gatunków zwierząt, od alpak po wielbłądy i serwale. Jak wygląda proces selekcji i sprowadzania nowych mieszkańców?

MW: Przede wszystkim najważniejsze są potrzeby i dobrostan zwierząt. Nie sprowadzamy zwierząt tylko dlatego, że są atrakcyjne dla odwiedzających. Zanim podejmiemy decyzję, analizujemy wymagania danego gatunku – odpowiednią przestrzeń, wybiegi, żywienie, warunki, zaplecze weterynaryjne i możliwość zapewnienia mu właściwej opieki. Bardzo ważne są również kwestie formalne i pochodzenie zwierząt. Każdy nowy mieszkaniec musi mieć zapewnione warunki odpowiednie dla swojego gatunku.

Opieka nad tak zróżnicowaną fauną wymaga ogromnej wiedzy. Jak radzą sobie Państwo z codzienną logistyką żywieniową i weterynaryjną tak wielu egzotycznych gatunków?

MW: To przede wszystkim praca wykwalifikowanego zespołu, który regularnie uczestniczy w specjalistycznych kursach. Jeśli chodzi o żywienie, współpracujemy również z dietetykiem, który posiada wiedzę dotyczącą potrzeb żywieniowych tak różnorodnych gatunków. Dzięki temu dieta każdego zwierzęcia jest odpowiednio dopasowana do jego potrzeb. Jeśli chodzi o opiekę weterynaryjną, na stałe współpracujemy z lekarzem weterynarii, który jest odpowiedzialny za bieżącą opiekę nad naszymi zwierzętami. Jednocześnie, ze względu na ogromną różnorodność gatunków, współpracujemy również z wieloma innymi specjalistami weterynarii, dobierając ich doświadczenie i specjalizację odpowiednio do konkretnego gatunku. 

Goście cenią sobie możliwość bezpośredniego kontaktu ze zwierzętami, np. podczas spacerów z alpakami. Jak udaje się Państwu pogodzić komfort i dobrostan psychiczny zwierząt z ciągłą obecnością odwiedzających?

MW: Nasze zwierzęta uwielbiają kontakt z odwiedzającymi, natomiast zwierzęta mają swoje przestrzenie, w których mogą odpocząć i odizolować się od odwiedzających – jeśli nie mają ochoty podchodzić do odwiedzających nikt ich do tego nie zmusza. Na obiekcie jest także regulamin, który mówi o tym jak prawidłowo zachowywać się przy zwierzętach. Chcemy, żeby kontakt był przyjemny zarówno dla człowieka, jak i dla zwierzęcia. Nasi opiekunowie także stale są na terenie zoo i obserwują czy wszystko jest w porządku. 

Które zwierzę ma najbardziej wyrazisty charakter lub skradło serca pracowników w wyjątkowy sposób?

MW: Trudno wskazać jedno, bo każde zwierzę ma zupełnie inny charakter. Są takie, które są bardzo kontaktowe i od razu szukają uwagi człowieka, ale są też bardziej niezależne. Na pewno ogromną sympatią cieszą się nasze alpaki, wielbłądy, ale wyjątkowe osobowości znajdziemy właściwie w każdym zakątku Dobronianki. Pracownicy znają zwierzęta bardzo dobrze i często potrafią już po zachowaniu rozpoznać, że coś jest nie tak albo że danego dnia zwierzę ma po prostu „swój humor”.

Dobronianka słynie z dynamicznych zmian dekoracji i tematów przewodnich w zależności od pory roku. Ile czasu zajmują przygotowania do takich projektów jak ogromna Farma Dyń jesienią czy Magiczny Park Świateł zimą?

MW: Przygotowania tak naprawdę zaczynają się na długo przed rozpoczęciem sezonu. Farma Dyń nie powstaje w kilka dni – wymaga planowania, przygotowania dekoracji, aranżacji całego terenu, transportu, rozstawiania i dopracowywania szczegółów. W przypadku jesiennej farmy pracujemy nad tym etapami, żeby w momencie otwarcia wszystko było gotowe. A kiedy kończy się jeden sezon, my już o wiele wcześniej myślimy nad tym co będzie działo się po jego zakończeniu. To miejsce musi żyć i zmieniać się razem z porami roku.

Jak od strony logistycznej wygląda zabezpieczenie i aranżacja tak gigantycznej masy warzyw? Co dzieje się z nimi po zakończeniu sezonu?

MW: Przy takiej ilości dyń logistyka jest naprawdę ogromnym przedsięwzięciem. W tym sezonie na Farmie Dyń mamy aż 180 ton dyń. Trzeba je dostarczyć, odpowiednio rozmieścić, stworzyć z nich poszczególne aranżacje i regularnie kontrolować ich stan przez cały sezon. Dynie są przecież naturalnym materiałem, więc wymagają stałej kontroli. W trakcie sezonu sprzedajemy dynie, robimy warsztaty dyniowe oraz dynie jedzą także niektóre gatunki naszych zwierząt. Po zakończeniu sezonu rozdajemy wszystkie dynie za darmo oraz oddajemy je do różnych placówek, w tym także do innych zoo. 

Jakie konkretne odmiany np. Hokkaido, Nelson, Muscat, Polar Bearczy Spitfire dominują w aranżacjach, a które najlepiej sprawdzają się jako elementy budulcowe figur i ścian?

MW: Wykorzystujemy bardzo różnorodne odmiany dyń,  ponieważ każda daje zupełnie inny efekt wizualny. Mamy między innymi dynie Hokkaido, Nelson, Muscat, Polar Bear, Makaronowa, Lunga, Piżmowa czy Spitfire, ale także ogrom dyń mniejszych, ozdobnych, nie typowo jadalnych. Dynie różnią się wielkością, kształtem, kolorem i strukturą, dlatego dobieramy je odpowiednio do konkretnej aranżacji. 

Projektowanie dyniowych labiryntów, ścian, wozów i słomianych rzeźb zwierząt wymaga zmysłu artystycznego. Czy projekty te są dziełem profesjonalnych scenografów, czy tworzy je Państwa stały zespół pracowników?

MW: To efekt pracy naszego zespołu Dobronianki. Pomysły powstają wspólnie, a później przechodzimy do ich realizacji. Przy tak dużych projektach liczy się nie tylko kreatywność, ale również doświadczenie i umiejętność pracy w terenie. Często coś, co na początku wygląda jak prosty pomysł, w rzeczywistości wymaga ogromnej ilości pracy i czasu. Największą satysfakcję daje nam efekt finalny i to, że wiele elementów powstaje własnymi rękami naszego zespołu, bo angażuje się w to cały Team Dobronianki.

Czym Dobronianka planuje zaskoczyć swoich gości w najbliższych sezonach?

MW: Chcemy przede wszystkim cały czas zaskakiwać naszych gości czymś nowym. Dobronianka nie jest miejscem, które chcemy stworzyć raz i pozostawić bez zmian. Każdy sezon ma być trochę inny. Pracujemy nad kolejnymi pomysłami, które mamy nadzieję, że będą  sprawiały, że nasi goście będą chcieli do nas jeszcze częściej wracać. Nie chcemy jednak zdradzać wszystkiego przed premierą – część pomysłów najlepiej pokazać dopiero wtedy, kiedy będą już gotowe, a nasz obiekt cały czas się powiększa, na ten moment cały czas obiekt ma łącznie 12 hektarów. 

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *