Ta unikatowa kolekcja zachwyca dziś całą Europę. W niej drzemią piękno, zaklęte ludzkie historie i dawne życie. Są swoistym wehikułem czasu dla dzieci i dorosłych. Aneta Popiel-Machnicka – reżyserka filmowa, pasjonatka i założycielka warszawskiego Muzeum Domków Lalek, Gier i Zabawek dawno temu tchnęła nowe życie w zapomniane miniaturowe światy i robi to do dziś z każdym nowym eksponatem, który trafia pod jej skrzydła. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk założycielka Fundacji Belle Époque opowiada m.in. o początkach niezwykłej przygody z kolekcjonerstwem, ocalaniu tego, co małe i z pozoru kruche i duszy, którą mają przedmioty zamknięte za szklaną gablotą.
Wszystko zaczęło się od prezentu dla córki. Jak z rodzinnej historii narodziło się muzeum, które dziś odwiedzają setki tysięcy osób?
APM: To rzeczywiście zaczęło się bardzo zwyczajnie. Szukałam wyjątkowego prezentu dla córki, która miała wkrótce przyjść na świat. Chciałam podarować jej coś, co będzie miało duszę, historię i zostanie z nią na lata. Tak trafił do nas pierwszy dość wiekowy domek dla lalek, który samodzielnie odrestaurowałam. Nie przypuszczałam wtedy, że stanie się to początkiem wieloletniej przygody, ale domki jakoś same zaczęły pojawiać się w naszym domu. Z każdym kolejnym obiektem odkrywałam, że miniatury są czymś znacznie więcej niż zabawkami. To świadectwa swoich czasów – opowiadają o architekturze, rzemiośle, modzie, technice, a przede wszystkim o codziennym życiu ludzi. Kolekcja rosła przez lata. W pewnym momencie pojawiła się propozycja pokazania wszystkich domków na wystawie w muzeum w Katowicach, a ja zrozumiałam, że domki mogą opowiadać historie szerszej publiczności. Początkowo kolekcja była eksponowana w muzeach w całej Polsce, ale domki bardzo się niszczyły od ciągłych podróży. Po kilku latach założyłam fundację i otworzyłam muzeum w naszej rodzinnej Warszawie. Tak narodziło się miejsce, które dziś prowadzimy wspólnie z dorosłą już córką.
Były chwile, kiedy wydawało się, że stworzenie tak nietypowego muzeum po prostu się nie uda?
APM: Oczywiście. Największym wyzwaniem było przekonanie ludzi, że zabawki są częścią dziedzictwa kulturowego. Dla wielu osób były po prostu starymi przedmiotami z dzieciństwa. My od początku widziałyśmy w nich świadków historii. Prawdziwym wyzwaniem było stworzenie miejsca, które będzie jednocześnie bezpieczne dla delikatnych eksponatów i atrakcyjne dla zwiedzających. Miniatur nie ogląda się z daleka. Trzeba stworzyć warunki, żeby można było dostrzec każdy szczegół, a jednocześnie odpowiednio je chronić. Chyba nam się to udało.
Co chcieliby Państwo, aby każdy zwiedzający wyniósł z muzeum oprócz pięknych zdjęć?
APM: Chciałabym, żeby wyszedł z muzeum z większą uważnością. Żeby spojrzał na przedmioty codziennego użytku trochę inaczej. Żeby zrozumiał, że zwykła zabawka potrafi opowiedzieć historię całej epoki. Zdarza się, że obserwujemy coś bardzo ważnego i poruszającego. Dziadkowie zaczynają opowiadać wnukom o swoim dzieciństwie. Rodzice wspominają własne zabawy. Nagle pojawia się rozmowa, której być może bez naszego udziału by nie było. Jeżeli muzeum potrafi wywołać takie spotkanie między pokoleniami, to znaczy, że spełniło swoją rolę.
Czy w muzeum jest eksponat, z którym wiąże się szczególnie osobista historia?
APM: Najstarsze obiekty w naszej kolekcji pochodzą z XVIII wieku i mają ogromną wartość historyczną. Trudno jednak wskazać jeden najcenniejszy eksponat. Często największą wartość mają nie te najdroższe, lecz te, które zachowały się jako jedyne albo niosą niezwykłą historię. Każdy obiekt trafia do nas z inną opowieścią. Czasem przechowywało go kilka pokoleń jednej rodziny. Czasem został odnaleziony przypadkiem po wielu latach. To właśnie te historie sprawiają, że kolekcja żyje.
Patrząc na miniaturowe wnętrza łatwo zapomnieć, że wszystko zostało wykonane ręcznie. Jakie dawne rzemiosła można w nich odnaleźć?
APM: Praktycznie wszystkie. Miniaturowe meble wykonywano takimi samymi technikami jak pełnowymiarowe. Możemy podziwiać snycerkę, intarsjowanie, tokarstwo, złotnictwo, tkactwo, koronkarstwo, haft, ceramikę czy szklarstwo. To właśnie dlatego domki dla lalek są tak fascynujące również dla dorosłych. Są małymi dziełami sztuki użytkowej.
Skąd trafiają do Państwa kolejne eksponaty?
APM: Bardzo różnie, zazwyczaj jest to jednak efekt wielu lat poszukiwań. Kupujemy obiekty na aukcjach, współpracujemy z kolekcjonerami i antykwariuszami, ale coraz częściej otrzymujemy także dary od osób, które chcą mieć pewność, że rodzinne pamiątki zostaną zachowane i opracowane muzealnie. To dla nas ogromny dowód zaufania, te przedmioty mają dla nas szczególną wartość.
Co najbardziej zaskakuje współczesne dzieci podczas zwiedzania?
APM: Chyba to, że kiedyś do świetnej zabawy nie były potrzebne ekrany ani elektronika. Dzieci szybko odkrywają, że proste gry planszowe, zabawki mechaniczne czy zręcznościowe potrafią być równie wciągające jak współczesne. Zachwyca je także fakt, że są wykonane z „prawdziwych” materiałów – szklanki ze szkła, mebelki z drewna, a kuchenki z metalu. Jest w tym jakaś magia pomniejszonej rzeczywistości.
Jak dba się o zabawki, które mają sto, a czasem nawet dwieście lat?
APM: Każdy eksponat jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. Miniatury często łączą wiele różnych materiałów – drewno, papier, tkaniny, metal, szkło czy porcelanę – dlatego ich konserwacja jest wyjątkowo wymagająca i wymaga wiedzy z wielu dziedzin. Naszym celem nie jest sprawienie, by zabawki wyglądały jak nowe. Wręcz przeciwnie – chcemy zachować ich autentyczność, ślady użytkowania i historię, którą niosą. Dlatego przede wszystkim staramy się zatrzymać procesy degradacji materiałów oraz naprawiać jedynie te uszkodzenia, które mogłyby prowadzić do dalszego niszczenia obiektu. To często bardzo żmudna praca, wymagająca ogromnej cierpliwości i precyzji. Zdarza się, że konserwacja jednego niewielkiego mebelka czy lalki trwa wiele dni, a nawet tygodni. Efektem nie ma być „nowa zabawka”, lecz zachowany dla przyszłych pokoleń autentyczny świadek swojej epoki. Każda ingerencja jest dokładnie przemyślana, ponieważ w konserwacji obowiązuje zasada, że czasem lepiej zrobić mniej niż zrobić za dużo.
Spacerując po muzeum odbywamy podróż przez historię. Jak długą?
APM: Najstarsze domki pochodzą z XVIII wieku, najmłodsze z końca XX wieku. To ponad dwieście lat historii zapisanej nie w podręcznikach, ale w salonach, kuchniach, pokojach dziecięcych, sklepach i szkołach. To historia codziennego życia zapisana w miniaturze.
Jest jakiś detal, którego większość zwiedzających początkowo nawet nie zauważa?
APM: Takich detali są setki. Maleńkie książeczki z prawdziwym drukiem, otwierane szuflady pełne maleńkich drobiazgów, porcelanowe filiżanki, miniaturowe instrumenty muzyczne, obrazy wielkości paznokcia czy działające lampki. To właśnie dlatego warto wracać do tych samych domków kilka razy. Za każdym razem można odkryć coś nowego. Szkoda tylko, że zwiedzający nie mogą dotykać tych drobiazgów i zaglądać w zakamarki szafek…
W muzeum zobaczymy nie tylko domy, ale również szkoły, szpitale, sklepy czy zakłady fryzjerskie. Dlaczego tworzono takie miniaturowe światy?
APM: Dzieci od zawsze poznawały świat poprzez zabawę. Miniatury nie służyły wyłącznie odgrywaniu życia rodzinnego. Pozwalały oswoić codzienność i zrozumieć, jak funkcjonuje otaczający świat. Dziś takie zakłady usługowe, szpitale, sklepy są dla nas bezcennym źródłem wiedzy o dawnych zawodach, wnętrzach i zwyczajach.
Wśród eksponatów szczególną sympatię budzi niebieski Dom Muminków. Dlaczego właśnie on przyciąga tyle uwagi?
APM: To jeden z tych eksponatów, który natychmiast wywołuje uśmiech. Łączy kilka pokoleń. Dzieci zachwycają się jego wyglądem, a dorośli wracają wspomnieniami do książek Tove Jansson i własnego dzieciństwa. To piękny przykład na to, że także współczesne miniatury mogą stać się częścią naszego dziedzictwa.
Gdyby mogli Państwo na jeden dzień wejść do jednego z domków i zamieszkać w nim jak jego mieszkańcy – który by to był?
APM: Wybrałabym nie ten najbardziej okazały, ale ten, w którym najbardziej czuć życie. Chciałabym usłyszeć skrzypienie schodów, odgłosy kuchni, rozmowy domowników i zobaczyć zwyczajny dzień sprzed stu czy dwustu lat. Bo właśnie to najbardziej fascynuje mnie w naszej kolekcji. Nie opowiada historii wielkich bitew czy polityków. Opowiada historię zwykłych ludzi. A przecież to z takich codziennych historii zbudowana jest pamięć każdego z nas.
Dziękuję za rozmowę
















