Strona główna / Wywiady / Tańcząc z żywiołem

Tańcząc z żywiołem

Tańczą na granicy ryzyka, zamieniając noc w morze iskier i płomieni. Grupa Full Moon’s Flames to prawdopodobnie najbardziej widowiskowy projekt fireshow w Polsce. To ludzie, którzy władają ogniem. Którzy mają do niego respekt, ale się go nie boją, a za każdym spektakularnym wybuchem stoi chłodna kalkulacja i bezbłędna technika. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Iwona Lesiak, Karol Sosfa i Zbigniew Pieszyński opowiadają m.in. o tym, jakie to uczucie wirować z płonącym rekwizytem, tworzeniu ognistego show i rockandrollowej energii.

Skąd wziął się pomysł na nazwę „Full Moon’s Flames” i jak zaczęła się Wasza historia?

IL: Nazwa wzięła inspirację z filmu, którego tytułu nie pamiętam. Fabuła była o tym, jak podejmowane decyzje wpływają na otoczenie i przyszłość oraz o niebieskiej pełni, która spełniała życzenia. Nasza historia zaczęła się od determinacji, upartości i dobrego człowieka, który uwierzył we mnie. Można powiedzieć, że dał mi taką życiową wędkę. Skutecznie zachęcił do zarażania innych ognistą pasją i znalezienia ludzi, którzy będą chcieli wspólnie rozwijać umiejętności. Zaczęłam szukać i z czasem uformowała się zgrana paczka.

Pamiętacie swój pierwszy wspólny występ? Jak bardzo różnił się od tego, co robicie na scenie dzisiaj?

IL:  Pierwszy występ jako Full Moon’s Flames zrealizowaliśmy w Opolu podczas Funbase. Na pewno znacznie różnił się od tych teraz. Obecnie nasze choreografie są bardziej dopracowane i rozbudowane, oferujemy więcej efektów świetlnych oraz pirotechnicznych. Mamy teraz o wiele więcej rozmaitych rekwizytów.

KS: Tak, był to występ w Radkowie, niedaleko Ogrodzieńca. Pamiętam, że jedna ze znajomych nie dotarła na pokaz i trzeba było na szybko uzupełnić „brakujące” miejsce w układzie, co na początku sprawiało mi kłopot.

ZP: Mój pierwszy występ odbył się  bardzo dawno temu, zorganizowany na polu, z małym głośniczkiem, kilka minut z samymi poikami i pluciem ogniem. Pierwszy pokaz z grupą zaś pamiętam doskonale. Wystąpiliśmy razem na Dolnośląskim Festiwalu ognia w Wałbrzychu. Pojechałem jako wsparcie dla grupy podczas pokazu konkursowego. Ze względu na odległości nie miałem możliwości uczestniczyć w treningach do pokazu, ale Iwona zaufała mojemu doświadczeniu i miałem ustalone wejścia. Spotkaliśmy się wcześniej aby w dzień występu spróbować się jakoś zgrać na kilka godzin przed samym wydarzeniem. Na szczęście wszystko wyszło fajnie, od razu złapaliśmy wspólne flow w ogniowej materii. Dziś wygląda to zupełnie inaczej. Pokazy układamy wcześniej, spotykamy się i ćwiczymy razem przed pokazami. Sam widzę swój ogromny progres w pracy z ogniem, z publicznością, w porównaniu do tego co było cztery lata temu. Tak samo sprawa wygląda ze wspólnym flow na scenie. Porozumiewamy się bez słów. Każdy wie co ma robić, a jak zdarzy się coś nieprzewidywalnego nie ma żadnej paniki. Wystarczy spojrzenie i jak to śpiewał Freddie Mercury „show must go on!”.

Jak długo trzeba się uczyć, by władać ogniem? Jak wygląda etap nauki?

IL: Nie da się tego określić. Każdy ma inną motorykę, inaczej podchodzi do tematu. Jedni szybciej uczą się na poikach, inni na kijach, część ruchów przychodzi łatwiej, inne sprawiają sporo trudności. Naukę zaczynamy od uśmiechu i zapoznania rekwizytami, tak by nowa osoba mogła zobaczyć, z którym ze  sprzętów  jest  się w stanie  ” zaprzyjaźnić”.

Praca z ogniem wymaga ogromnej dyscypliny. Jakie procedury bezpieczeństwa stosujecie, aby widzowie i Wy sami czuli się w pełni komfortowo?

IL: Mamy przygotowaną kartę potencjalnych zagrożeń ppoż dla organizatorów. Dbamy by w okolicach naszej sceny nie znajdywały się łatwopalne elementy. Poza zapewnionym zabezpieczeniem przez organizatora posiadamy własne gaśnice oraz koce gaśnicze.

ZP: Kwestie bezpieczeństwa w fireshow są dziwnym i problematycznym zagadnieniem. Nigdzie nie istnieje ogólnodostępny zbiór zasad bezpieczeństwa podczas pokazów. Są zagadnienia, które są oczywiste (choć jak czasami widuje się w internecie nie dla wszystkich). Z biegiem czasu i doświadczenia wyrobiliśmy sobie własne normy bezpieczeństwa. Aktualnie mamy również przygotowaną kartę zagrożeń pożarowych, która opisuje możliwe zagrożenia oraz sposoby ich zminimalizowania, zarówno przez nas jak i przez organizatorów eventow. Przede wszystkim ćwiczenia, treningi – opanowanie sprzętu i tricków na sucho bez ognia. Używanie bezpiecznego paliwa i innych materiałów, do tego dostęp do koców gaśniczych w czasie pokazu. Oczywiście sprzęt i jego stan techniczny są bardzo ważne, dlatego serwisujemy sprzęt na bieżąco, sprawdzamy jego stan, żeby pokazy były bezpieczne. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo widowni,  to kontakt z organizatorami jest bardzo ważny. W zależności od programu pokazu narzucamy organizatorom przestrzeń, którą powinni dla nas wydzielić, aby widownia mogła cieszyć się z widowiska w bezpiecznych warunkach. Jasne zdarzają się sytuacje, w których przyjeżdżamy na miejsce i okazuje się, że ta przestrzeń przygotowana jest mniejsza niż zakładaliśmy i jeśli nie da się nic z tym zrobić dostosowujemy show i efekty do danej przestrzeni. Z naszej strony dodatkowo dbamy o świadomość widzów i zanim zaczniemy pokaz,  przez mikrofon informujemy o strefie pokazu, przypominamy rodzicom, aby pilnowali swoich pociech tak, by wszyscy mogli się bawić dobrze i bezpiecznie.

Wasze pokazy to połączenie tańca, akrobatyki i żywiołu. Ile godzin treningów kryje się za jednym występem?

IL: Cała masa. Poza treningami każdy z nas trenuje indywidualnie. Same treningi dość często zaczynają się o godzinie 16:00,  a kończą po 22:00. W każdy pokaz wkładamy sporo pracy.

Macie swoje ulubione rekwizyty? Czym różni się praca z tradycyjnymi poi od np. wachlarzy czy kijów (staffów)?

IL : Zdecydowanie najbardziej lubię połączenie poi z iskrami. Nazywam je poiskrami. Chaos jaki z nich wydobywam utożsamiam z moim wewnętrznym chaosem. Różnica między sprzętami jest duża, inaczej macha się kijami, inaczej operuje levi stickiem, a jeszcze inaczej rope’m. Wpływa na to ich budowa, długość łańcucha, kształt.

KS: Parzydło może nie jest całkiem ulubionym sprzętem, ale wymieniam je ze względu na to, że mimo iż jest jednym z najmniejszych rekwizytów, można dzięki niemu całkiem spory płomień uzyskać plując ogniem. Można w ten sposób zaskoczyć publiczność. Do czasu kiedy nie zacząłem używać parzydła, wydawało mi się zawsze mało atrakcyjnym rekwizytem, z którym niewiele można zrobić.

ZP: Tak każdy sprzęt jest inny, rządzi się swoimi prawami. Poi mimo iż są najpopularniejszym sprzętem przez swoją budowę są jednym z trudniejszych sprzętów do opanowania, bo mogą zachować się nieprzewidywalnie, łańcuch może się załamać jeśli nie włoży się odpowiedniej siły w kręcenie nimi. Niemniej jednak po mimo różnic w budowie i zachowaniu pojedynczych sprzętów wprawny kuglarz zauważa pewne prawidłowości w ruchach ciała dzięki czemu można przekładać tricki nauczone np. na kiju na wachlarze czy na poiki. Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Jeśli chodzi o ulubiony sprzęt to pod kątem flow i mnie będą to poiki, sprzęt od którego zaczynałem przygodę z tańcem z ogniem i na którym czuje się najlepiej. Pod kątem pokazu i widowiska aktualnie jest to nazywany przez nas klatkojij, czyli kij który podczas kręcenia zamiast ognia wytwarza chmury iskier niekiedy sięgające nawet kilku metrów w górę, co wygląda na prawdę nieziemsko.

Łączycie tradycyjne kuglarstwo, taniec z ogniem, nowoczesną pirotechnikę oraz ekspresję sceniczną, tworząc dynamiczne spektakle zsynchronizowane z muzyką – co jest najtrudniejsze z tego wszystkiego?

IL:  Bez wątpienia najtrudniejsze byłoby dla mnie podłączenie nagłośnienia czy innych sprzętów. Zawsze robią to chłopaki. Przypuszczam, że gdybym sama miała załączyć lasery, poległabym.

KS: Może nie najtrudniejsze, ale wymagające sporo czasu jest programowanie laserów i innych sprzętów oświetlenia scenicznego oraz dobór wzorów i efektów. Wiąże się to z wielokrotnym przesłuchiwaniem muzyki i dopasowywaniem, a potem korygowaniem efektów i czasów ich działania.

Jak reaguje publiczność podczas Waszych występów? Czy w Polsce łatwo jest zaskoczyć widza sztuką ognia?

IL: Publiczność reaguje entuzjastycznie, są okrzyk, oklaski. Myślę, że ogień zawsze przykuwał uwagę, a w odpowiednich rękach zadziwi każdego. Dość często ludzie podchodzą do nas po występie zwracając szacunek. To piękne chwile, które są rekompensatą i napędem do dalszego działania. Bo nic tak nie napędza jak zadowolona publiczność.

Wasze pokazy to nie tylko manipulacja rekwizytami, ale też gra aktorska. Kim stajecie się na scenie, kiedy zapalają się pochodnie? Czy ogień pozwala Wam uwolnić inne alter ego?

IL: Podczas manipulacji rekwizytem, czuję, że robię coś pięknego. Szum, który towarzyszy przy każdym ruchu przypomina o respekcie jakim darzę ogień. Na scenie czuję spokój, wolność. Pomimo gry w ogniu jestem 100 procent sobą.

KS: Na scenie pozostaje sobą, jestem dość kiepskim aktorem, więc najlepiej jak pozostanę sobą.

ZP: Tak, wyjście z ogniem pozwala mi być sobą bez społecznych zahamowań. Mogę bawić się,  robić to co kocham, a w moim wieku ponoć nie wypada. Ogień ma w sobie coś pierwotnego, mistycznego. Wychodzę z założenia że moim zadaniem na scenie po za dobrą zabawą jest sprawienie, żeby widownia przeniosła się na chwilę do świata magii i baśni i mogła oderwać się od problemów dnia codziennego.

Każdy może nauczyć się tańca z ogniem?

IL: Ciężko byłoby z osobami,  które ognia się boją. Myślę jednak, że z odpowiednim podejściem, czasem i ogromem chęci można wszystko.

Publiczność zachwyca się efektami, ale za tym stoi czysta nauka. Jakich paliw i mieszanek chemicznych używacie, aby uzyskać różne kolory, gęstość lub czas palenia się ognia?

IL: Dokładnie. Za wszystkim stoi nauka. Niektóre efekty opierają się na prostych, podstawowych rozwiązaniach, inne są bardziej czasochłonne. Część mieszanek opracowaliśmy sami dzięki temu obecnie jako jedyni oferujemy efekt zielonego wybuchu.  Do nasączania sprzętu stosujemy olej parafinowy. Tak samo do plucia.

Jaka pogoda jest największym koszmarem dla fireshowmana? Jak radzicie sobie z silnym wiatrem, który zmienia trajektorię płomieni, albo z rzęsistym deszczem?

IL: Najgorszą pogodą jest ta nieprzewidywalna. Pamiętam występ na Baltic Fly & Drive festiwal. Ciepły wakacyjny dzień, rozłożyliśmy sprzęt potrzebny do występu, ledwo skończyliśmy, spadła ściana deszczu. Sprzęt został schowany ekspresowo. W takich chwilach widzę jak sprawna i zgrana jest grupa oraz podziwiam jako osoba ogólnie nie lubiąca pośpiechu jak szybko w sytuacjach krytycznych osiągamy pełną mobilizację i zawsze udaje nam się na czas uchronić nasze rekwizyty. Podczas występów w deszczowe dni udaje nam się zawsze wstrzelić w okno pogodowe, a silne wiatry potrafią uatrakcyjnić niektóre efekty np klatki.

Co czuje artysta fireshow w ułamku sekundy, gdy płomień przemyka tuż obok jego twarzy lub włosów? Czy ten dreszcz emocji kiedykolwiek powszednieje?

IL: Z czasem się człowiek do tego przyzwyczaja. Mi się bardziej podoba fire show od wewnątrz. Bliskość płomienia to magiczny moment no i zawsze towarzyszy temu ciepełko. Machając poiskrami czy pirokijem czuję się jakbym stała w centrum petardy, adrenalina i bliskość żywiołu to dla mnie czyste piękno.

ZP: Podczas pokazu gdy wszystkie elementy układu są wyćwiczone i spójne nawet nie zauważam tego ognia przed twarzą. Bardziej zwracam uwagę na otoczenie oraz widownię, aby z nią utrzymywać kontakt wzrokowy. Moim zdaniem patrzenie na trajektorię ognia sprzętu, a nie widownię jest mało profesjonalne.

Gdzie w tym roku Was zobaczymy?

IL: Diarf Festiwal, Zamek Sarny 5- 7 czerwiec,  Zlot Motocyklowy u Banity, 19-21 czerwiec Uniejow, Wianki nad Wartą w Uniejowie 23 czerwca, Noc Kupały 20 czerwca Kopalnia Wrocław Strefa Wakacji, Noc Świętojańska nad zalewem Maczuły 20 czerwca , Noc Kupały 26 czerwca Borowa, 27 czerwca Urodziny w Magento, Bielsko Biała, 27 czerwca Lwówek Śląski.  Tak wygląda nasz czerwiec, w lipcu trochę luźniej. Na początku lipca, bo już 4 odwiedzimy Muzeum Na Wypale, 11 lipca można zobaczyć nas w Spychowie, a 23-24 będzie nas można spotkać na polu namiotowym PTG SOKÓŁ w gminie Czernichów – przecudowne miejsce. W sierpniu pojawimy się na zlocie motocyklowym, Nanicon , urodzinach i zakończeniu wakacji.

Dziękuję za rozmowę

Foto: Rebel.Foto – Ł. Głuch

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *