Strona główna / Wywiady / 77razy: W rytmie serca, bębnów, rocka, reggae i rock and rolla

77razy: W rytmie serca, bębnów, rocka, reggae i rock and rolla

Na scenie są żywiołem, który elektryzuje publiczność. Ich muzyka jest muzyką bez podziałów – z jednej strony niesie bunt, z drugiej ukojenie. Każdy ich koncert to dowód na to, że rock, blues, reggae i ska mogą mówić jednym, energetycznym głosem. Wałbrzyska formacja 77razy potrafi porwać każdą publiczność. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Wiechu Szczyrba opowiada m.in. o pasji jaką jest muzyka, niegasnącej energii na scenie i nazwie zespołu, która jest symbolem przebaczenia.

77razy – ciekawa nazwa. Czy nawiązuje ona do biblijnego symbolu przebaczania, czy ma zupełnie inne znaczenie?

WSZ: Właściwie odczytałaś, dokładnie o to chodzi. Dużo śpiewamy o pozytywnej stronie człowieka i świata, a więc o miłości i radości życia. Przebaczenie odgrywa w tym wszystkim również niezwykle ważną i jednocześnie trudną rolę. Wierzymy, że takie dobre podejście do życia jest kluczem do lepszego świata.

Gracie rocka. Jak bardzo popularny jest dziś ten gatunek muzyki na wałbrzyskiej scenie, bo jeszcze na początku lat 2000 w Wałbrzychu grało wiele zespołów rockowych?

WSZ: To chyba duże uproszczenie, oczywiście słychać rocka w naszych piosenkach, ale myślę, że jest to bardziej eklektyczne. Słychać również wpływy reggae, ska, czy nawet elementy muzyki tanecznej. Jeśli pytasz o scenę wałbrzyską, to mam wrażenie, że jest dość różnorodnie i rocka z pewnością nie brakuje. Sporo jest ciężkiego grania, punka, blues-rocka czyli można powiedzieć, że rock jeszcze nie umarł i ma się nie najgorzej.    

Często koncertujecie w klubie A’Propos. Poza klubem Wałbrzych ma dziś klimatyczne miejsca, w których grać mogą lokalne zespoły rockowe? Niekoniecznie przy okazji jakiś imprez?

WSZ: Lubimy to miejsce. Zawsze był tam świetny klimat, ale oczywiście koncerty odbywają się przecież od lat w Papug Pubie, ostatnio w Harcówce i The Rocku, który teraz funkcjonuje w nowym miejscu z nową nazwą Głębia. Chyba nie jest źle, najważniejsze, aby ludzie przychodzili na koncerty, mieli ochotę słuchać muzyki na żywo i tym samym dawali życie tym miejscom.  

„Rock pod Chełmcem” to już kultowa impreza promująca lokalne zespoły grające mocną muzykę, dawniej takim miejscem była Wałbrzyska Liga Rocka – co dziś gra w duszy rockmana?

WSZ: Pamiętam oczywiście te inicjatywy. Były one nie tylko lokalne, bo przecież lata temu, którąś edycje Rocka pod Chełmcem wygrał wtedy jeszcze niezbyt znany zespół Closterkeller. A co gra w duszy rockmana dzisiaj. Właściwie, nie tylko rock. Oferta jest przeogromna, mimo łatwego dostępu, dzięki nowoczesnym narzędziom, do prawie całej muzyki świata, trzeba się jednak sporo natrudzić żeby znaleźć interesujących artystów i wyłowić ich z tej ogromnej masy muzyki, która niestety w większości jest powtarzalna i po prostu nieciekawa. 

A styl subkultury ludzi słuchającej rocka i samych muzyków mocno zmienił się od lat 80, 90 i 2000?

WSZ: Wiesz, wszystko się zmienia, otoczenie, sposób grania zespołów, sposób promowania muzyki, nośniki na których jest prezentowana, moda, ale niezmiennie można zauważyć, że wszystko kołem się toczy i pewne rzeczy regularnie pojawiają się ponownie po latach, choć oczywiście nieco odmienione. Wynika to pewnie z faktu, że nowa muzyka powstaje zawsze z inspiracji czymś, co już zostało kiedyś zagrane. Jest nieustanny ruch, starzy fani dorastają z ulubionymi zespołami, a młode pokolenia fanów słuchają nowości, ale odkrywają też stare rzeczy i nadają im nowe życie. Jako, że gram na bębnach również w wałbrzyskim punkowym Sajgonie i gramy sporo koncertów w całej Polsce, widzę jak bardzo wielu młodych i bardzo młodych ludzi przychodzi  w punkowym anturażu na koncerty i świetnie się bawi, więc odnajdują w tym, coś interesującego dla siebie. 

Jakie zespoły lub gatunki muzyczne miały największy wpływ na Wasze brzmienie?

WSZ: Jest nas czterech. Każdy z nas grał przed 77razy różną muzykę, metal, bluesa, reggae. Słuchamy też różnorodnej muzyki, więc i inspiracje są bardzo szerokie. Właśnie ta różnorodność nas buduje. Sporo improwizujemy, również na koncertach, bawimy się muzyką i nigdy nie wiemy, jak sprawy potoczą się na scenie. Ta nieprzewidywalność jest całkiem fajna.     

Jesteście znani z energetycznych koncertów. Jak budujecie tak świetną atmosferę na nich?

WSZ: Nie wiem. Kochamy muzykę, jesteśmy szczerzy i autentyczni, mamy w sobie dużo pozytywnej energii i pewnie wszystkie te elementy budują tę świetną atmosferę. Przynajmniej mamy nadzieję, że taka jest i że ludzie dobrze bawią się na spotkaniach z nami.

Wielu artystów w Wałbrzychu działa na zasadzie pasji, wy również?

WSZ: Tak. Cieszymy i bawimy się muzyką, to ma dla nas największe znaczenie, ale też dbamy o to żeby zespół się rozwijał.

Jak opisalibyście swoje brzmienie osobie, która nigdy Was nie słyszała? Czy trzymacie się jednego gatunku, czy lubicie eksperymentować?

WSZ: Cały czas eksperymentujemy, a to co robimy nazwałbym mariażem reggae, ska, rocka, bluesa i nawet elementów muzyki tanecznej. Jest dynamicznie i radośnie, ale i nostalgicznie czasami.

Gdybyście mogli zagrać koncert w dowolnym miejscu na świecie, gdzie by to było?

WSZ: Oooo…. jest tyle fantastycznych festiwali w Polsce i na świecie, że występ na każdym z nich bierzemy w ciemno.

Zawsze to pytanie pada na początku, ja zadam je na końcu – jak powstał zespół 77razy ?

WSZ: W wielkim skrócie, to powrót do idei z przed kilku, czy nawet kilkunastu lat, która odrodziła się w pandemicznym czasie,  a następnie ulegała przeobrażeniom z dużego dziewięcioosobowego składu do obecnego czteroosobowego, zaangażowanego i właśnie dokładnie takiego jaki powinien być.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *