Pisze, podróżuje i prowadzi obrzędy jako żerca. Stworzył Uniwersum Powiernika i Świat Zamawiacza. Kocha podróże i dobrą kuchnię. Słucha powermetalu, folku i rocka neoprogresywnego. A bez pisania już nie potrafi żyć. O rodzimowierstwie słowiańskim, podróżniczych marzeniach, spełnionych i tych, które wciąż na spełnienie czekają i planach wydawniczych na kolejne miesiące Agnieszka Góralczyk rozmawia z Franciszkiem Piątkowskim.
Adwokat, bloger podróżniczo-kulinarny, pisarz, mąż i tata – doba na to wszystko wystarcza?
FP: Po pierwsze mam wspaniałą żonę, która wspiera mnie we wszystkim i zapewnia poczucie spokoju i rozwoju możliwości. Po drugie mam wspaniałych współpracowników, bez których nie dałbym rady ogarniać wszystkiego w zawodzie adwokata. A po trzecie, często robię kilka rzeczy na raz. Poza tym lubię to, co robię. Dzięki temu wszystko się układa.
Jest Pan z wyznania rodzimowiercą słowiańskim – praktykuje Pan dawną wiarę?
FP: Oczywiście. Praktykuję od blisko dwudziestu lat, a od kilkunastu jestem żercą, czyli prowadzę obrzędy. Moja gromada to Lubelscy Rodzimowiercy Krucze Gniazdo.
Czym charakteryzuje się to wyznanie?
FP: Najkrócej rzecz ujmując jest to wiara w słowiańskich Bogów. Staramy się kontynuować (nie rekonstruować tylko kontynuować) wierzenia naszych przedchrześcijańskich przodków. To żywa wiara oparta w swoich fundamentach na słowiańskiej spuściźnie zachowanej w źródłach i tradycji.
Jest Pan autorem rewelacyjnych, moim zdaniem powieści fantastycznych, okraszonych słowiańskością – skąd u Pana w twórczości i życiu miłość do życia i wierzeń dawnych Słowian?
FP: Pięknie dziękuję za przemiłe słowa! A ta fascynacja słowiańskością to wypadkowa wielu czynników i jeszcze dziecięcych fascynacji. Wychowałem się na Kajku i Kokoszu, mitach greckich i nordyckich, do tego głębokie zainteresowanie historią, a na to nałożyło się czytanie fantastyki. Do tego różnorodność zabytków, które zawsze lubiłem oglądać. W końcu, wraz z filmem Stara Baśń nadeszła 20 lat temu fascynacja Słowianami i tak już zostało i nie chce puścić. To pewnie wynik tego, że z jednej strony to nasza historia i korzenie, a z drugiej jest to świat nadal niesamowity i tajemniczy, gdzie jest wiele do odkrycia.



Mitologia Grecka, Rzymska, Nordycka, starożytnych Celtów. A co z Mitologią Słowiańską? Nie jest trochę pomijana, choć moim zdaniem powinna stać na równi z grecką czy rzymską?
FP: Zdecydowanie wciąż za mało w przestrzeni publicznej naszej rodzimej mitologii, mitów, legend, a przecież to nasza historia, nasze korzenie i nasza słowiańska dusza. To nasza historia, z której powinniśmy wyciągać naukę. Dlatego staram się od wielu lat choć trochę to zmienić i pokazywać, jak wspaniałą spuściznę zostawili nam przodkowie. Cieszę się jednak, ze przyrost osób zafascynowanych słowiańską mitologią czy polską demonologią rośnie w tempie geometrycznym. Z roku na rok widać coraz większe zainteresowanie.
Uwielbia Pan podróżować – jakie kraje Pan już zwiedził?
FP: Zbliżam się powoli do odwiedzenia czterdziestego kraju, ale do niektórych wracam z przyjemnością. Uwielbiamy z żoną Hiszpanię i byliśmy tam już kilkanaście razy w różnych miejscach. Kilka razy byłem we Włoszech, właściwie zjechane mam połowę Włoch od północnych granic do Rzymu i nadal tego kraju nie lubię i już nie chcę tam wracać. W sumie połowę Europy i krajów europejskich mamy „zaliczone”. Przez ostatni czas, gdy córki były małe, wybieraliśmy bezpieczne kierunki afrykańskie, teraz zaczęliśmy eksplorować Azję.
A marzenie podróżnicze już się spełniło?
FP: Mamy listę 20 krajów, które chcemy w życiu zobaczyć i po kolei realizujemy te marzenia. Seszele, Mauritius, Panama, a ostatnio Malezja już na liście odhaczone. A na szczycie tej listy marzeń są w tej chwili Polinezja Francuska, Reunion, Filipiny i Kostaryka.
Fascynują Pana również kuchnie i smaki świata. Jaki kraj ma Pana zdaniem najlepszą kuchnię?
FP: Bardzo lubię kuchnię tajską i kreolską, przy czym uważam, że kuchnia polska jest jedną z najlepszych na świecie. Lubię kuchnię iberyjską, czasem lubię posmakować indyjskiej. Nie znoszę kuchni włoskiej, nie przepadam za angielską.
Muzycznie powermetal, folk i rock neoprogresywny – muzyka buntu?
FP: Nigdy tak tego nie postrzegałem. W muzyce lubię dwie rzeczy: melodię, żeby koiła i energię, żeby napędzała do działania. I właściwie to, czego lubię słuchać to połączenie tych dwóch rzeczy. Ale one mnie nie nastrajają buntowniczo, a zdecydowanie twórczo. Czasem więc sięgam po metal, czasem po artrock albo folk.
Co szykuje Franciszek Piątkowski dla swoich czytelników?
FP: Cały czas staram się rozwijać ten mój świat. A właściwie teraz już dwa światy, ponieważ strzeliłem sobie w kolano najnowszą książką pt „Zamawiacz”. Przyjęła się ona tak dobrze, że teraz „muszę” ciągnąć dwie serie, Uniwersum Powiernika i Świat Zamawiacza. Oczywiście tak naprawdę to nie muszę tylko bardzo chcę, bo bez pisania już nie potrafię w tej chwili żyć. Jednak przede wszystkim mam najlepsze czytelniczki i najlepszych czytelników na świecie, więc to największa przyjemność pisać dla takich odbiorców. Zatem w 2026 roku pojawią się kolejne książki (mam nadzieję, że więcej niż jedna, jak tylko czas pozwoli), będą gry: karciana i podręcznik do RPG, będą opowiadania w kilku antologiach, nowe gadżety na stoisku i oczywiście dużo jeżdżenia po całej Polsce na targi książki, wydarzenia słowiańskie, konwenty. Będzie się działo!
Dziękuję za rozmowę
Foto: użyczone












