„Poznawałem świat zapachów, olejków, wosków i kompozycji. Czytałem, eksperymentowałem, szukałem wiedzy i testowałem kolejne rozwiązania. Z czasem zwykła świeca czy olejek przestały być dla mnie tylko produktem. Stały się opowieścią, wspomnieniem, nastrojem i małym rytuałem. A Harry Potter? Towarzyszy mi od lat i jest częścią mojego świata, więc naturalne było połączenie rzemiosła z uniwersum, które kocham. Później przyszedł kolejny etap tej przygody, jeszcze głębsze wejście w świat zapachów. Miałem możliwość szkolić się w Paryżu u ludzi, których można nazwać prawdziwymi mistrzami perfumiarstwa, poznając warsztat światowej klasy perfumiarzy i osób, które zawodowo zajmują się tworzeniem zapachów na najwyższym poziomie” – opowiada Adrian Łukaszewski, twórca marki i unikatowego projektu Kropla Magii. Jego produkty zapachowe inspirowane są motywami fantastyki, a on sam udowadnia, że rzemiosło zapachu to znacznie więcej niż produkcja świec premium czy eliksirów. To przede wszystkim filozofia życia, w której rzeczy wielkie manifestują się przez te najmniejsze.
Jak narodził się pomysł na stworzenie manufaktury Kropla Magii, która specjalizuje się w tworzeniu rzemieślniczych świec premium, wosków i „eliksirów nastroju” silnie inspirowanych światem czarodziejów i uniwersum Harry’ego Pottera?
AŁ: Kropla Magii narodziła się trochę z potrzeby, a trochę z marzenia. Przez lata zmagałem się z alergią, problemami z zatokami i częstymi problemami z drogami oddechowymi. Zacząłem więc coraz bardziej zwracać uwagę na to, czym otaczamy się na co dzień i z czego powstają produkty, których używamy w swoich domach. W pewnym momencie zauważyłem, że nie mogę znaleźć dokładnie tego, czego sam potrzebuję. I wtedy pojawiła się myśl: skoro nie ma tego na rynku, może powinienem spróbować stworzyć to sam? Zacząłem się uczyć. Poznawałem świat zapachów, olejków, wosków i kompozycji. Czytałem, eksperymentowałem, szukałem wiedzy i testowałem kolejne rozwiązania. Z czasem zwykła świeca czy olejek przestały być dla mnie tylko produktem. Stały się opowieścią, wspomnieniem, nastrojem i małym rytuałem. A Harry Potter? Towarzyszy mi od lat i jest częścią mojego świata, więc naturalne było połączenie rzemiosła z uniwersum, które kocham. Nie chciałem jednak robić kolejnych gadżetów z Harrym Potterem. Chciałem tworzyć przedmioty, które pozwalają dorosłym na chwilę wrócić do emocji z dzieciństwa, poczuć zapach miejsca, eliksiru czy magicznej przygody i przypomnieć sobie, że dziecięca ciekawość świata wcale nie musi z nas wyrosnąć. Z czasem zrozumiałem też coś jeszcze: jeżeli czegoś się nauczyłem i znalazłem rozwiązanie, które może być dobre dla innych, nie chcę zatrzymywać tego tylko dla siebie. Tak powstała Kropla Magii z połączenia rzemiosła, zapachu, wyobraźni i potrzeby dzielenia się z ludźmi czymś dobrym. Bo dla mnie magia nigdy nie była kwestią samych czarów. Magia to ludzie, wspomnienia, dobre słowo, przyjaźń i ten moment, kiedy zwyczajny wieczór nagle staje się trochę bardziej niezwykły.
Twoje produkty opisywane są jako małe eliksiry nastroju. Korzystasz z mieszanki wosku kokosowo-pszczelego premiumoraz drewnianych knotów dębowych. Dlaczego zdecydowałeś się akurat na takie, dość unikalne na rynku, surowce?
AŁ: Dla mnie „premium” nigdy nie oznaczało po prostu droższego produktu czy ładnego opakowania. Oznacza świadomy wybór tego, co trafia do domu drugiego człowieka. I myślę, że moje podejście do produktów premium w dużej mierze ukształtowało również osiem lat mojej pracy jako edukator marek luksusowych w grupie L’Oréal. Przez ten czas miałem możliwość poznawać produkty premium i luksusowe z bardzo różnych perspektyw od aptek, przez salony fryzjerskie, aż po perfumerie. Uczyłem się nie tylko samych produktów, ich składników czy technologii, ale również tego, czym naprawdę jest jakość, dbałość o szczegół, doświadczenie klienta i odpowiedzialność za to, co oferuje się drugiemu człowiekowi.
A później przyszedł kolejny etap tej przygody, jeszcze głębsze wejście w świat zapachów. Miałem możliwość szkolić się w Paryżu u ludzi, których można nazwać prawdziwymi mistrzami perfumiarstwa, poznając warsztat światowej klasy perfumiarzy i osób, które zawodowo zajmują się tworzeniem zapachów na najwyższym poziomie. To doświadczenie bardzo mocno zmieniło moje spojrzenie na zapach. Pokazało mi, jak ogromną wiedzą, precyzją i wrażliwością trzeba dysponować, żeby stworzyć naprawdę dobrą kompozycję. Dlatego kiedy zacząłem tworzyć Kroplę Magii, wiedziałem, że nie chcę po prostu przykleić na produkt etykiety „premium”. Chciałem, żeby za tym słowem rzeczywiście coś stało.
Wybrałem mieszankę wosku kokosowego i pszczelego, ponieważ zależało mi na wysokiej jakości bazie i świadomym podejściu do materiałów. Nie chciałem iść na skróty. Moje własne doświadczenia sprawiły, że bardzo ważne stało się dla mnie wiedzieć, z czego powstaje produkt, który później trafia do czyjegoś domu.
Podobnie jest z drewnianymi knotami dębowymi. Są dla mnie czymś więcej niż elementem technicznym świecy. Wybieram knoty, które nie są dodatkowo nasączane substancjami chemicznymi. Pochodzą bezpośrednio z tartaku i są przygotowywane z myślą o wykorzystaniu w moich świecach. A podczas palenia delikatnie trzaskają, trochę jak drewno w kominku. To właśnie takie szczegóły pokazują, że za gotowym produktem stoi prawdziwe rzemiosło, a nie tylko etykieta „premium”. Ale najważniejszy jest dla mnie zapach. W Kropli Magii nie tworzę po prostu kompozycji, które mają „ładnie pachnieć”. Każdy zapach buduję z myślą o emocjach i nastroju, wykorzystując wiedzę, którą zdobyłem również w obszarze aromaterapii. Jedna kompozycja ma otulać, inna dodawać energii, jeszcze inna przywoływać dobre wspomnienia albo po prostu poprawiać nastrój. Dlatego nazywam je małymi eliksirami nastroju. Nie są magicznymi miksturami, które robią coś za człowieka. Są małymi rytuałami, które mogą stworzyć odpowiednią atmosferę i przypomnieć nam o czymś dobrym. I właśnie dlatego tak ważne jest dla mnie dzielenie się tym, czego sam się nauczyłem. Skoro własne doświadczenia sprawiły, że zacząłem szukać lepszych rozwiązań, to nie chcę tej wiedzy zatrzymywać dla siebie. Chcę przekazywać ją dalej.
Jak wygląda proces tworzenia nowej kompozycji zapachowej? Ile prób i „alchemicznych” eksperymentów potrzeba, aby uzyskać zapach idealnie oddający np. klimat dormitorium Gryffindoru czy błysku złotego Galeona w łapkach Niuchacza?
AŁ: To chyba jeden z najbardziej alchemicznych etapów całej mojej pracy. Nowa kompozycja zaczyna się u mnie nie od butelki z olejkiem, ale od wyobraźni. Najpierw próbuję wejść do świata, który chcę zapachowo odtworzyć. Czytam opisy, wracam do książek, przypominam sobie sceny, miejsca i postacie. Zastanawiam się: jak naprawdę pachniałoby dormitorium Gryffindoru? Jak pachniałaby pracownia eliksirów? A jak złoty galeon trzymany w łapkach Niuchacza? I właśnie ten ostatni przykład świetnie pokazuje, jak pracuję. Jeśli w opowieści pojawia się złota moneta, nie wystarczy mi zapach, który „kojarzy się ze złotem”. Chcę wiedzieć, jak można opisać i odtworzyć jej rzeczywisty charakter zapachowy. Potem dokładam kolejne elementy: miejsce, atmosferę, materiały i emocje, które dana scena powinna wywoływać.
A później zaczyna się prawdziwa alchemia: próba, test, korekta, kolejna próba. Czasami powstaje kilkanaście wersji, czasami kilkadziesiąt, a zdarza się, że przekraczam nawet 60 prób jednej kompozycji.
Nie mam jednej receptury na moment, w którym mówię „jest gotowe”. Zapach musi przejść przez wiele moich wewnętrznych kryteriów: musi być spójny z historią, oddawać klimat, mieć odpowiednią głębię i oczywiście po prostu dobrze pachnieć. Dopiero kiedy wszystko zaczyna grać, wiem, że mogę powiedzieć: to jest właśnie ten zapach. Dlatego każda kompozycja Kropli Magii jest dla mnie małą opowieścią zamkniętą w zapachu. Chcę, żeby człowiek, który ją poczuje, nie tylko pomyślał „ładnie pachnie”, ale na chwilę znalazł się w innym miejscu. Bo nie tworzę tylko zapachu. Tworzę wspomnienie miejsca, którego czasem nigdy nie mogliśmy naprawdę odwiedzić.
Drewniane knoty dębowe przy spalaniu wydają dźwięk przypominający trzaskanie ognia w kominku. Jak dużą rolę w projektowaniu Twoich produktów odgrywa właśnie ten element wielozmysłowości – wzrok, zapach, dźwięk?
AŁ: To jest dla mnie bardzo ważne, bo uważam, że świeca powinna być przygodą dla wszystkich zmysłów. Skoro ktoś kupuje produkt premium, to umówmy się dobrze, żeby nie tylko pachniał, ale też dobrze wyglądał. Nie po to stawiamy świecę na półce, żeby później chować ją za książkami, bo „ładna to ona nie jest”. Dlatego myślę o każdym szczególe. Drewniany dębowy knot podczas palenia delikatnie trzaska jak ogień w kominku. Wosk w miarę spalania zmienia swoją strukturę, wygląd i sposób odbijania światła. Na powierzchni mogą pojawić się woskowe ozdoby, które również mogą mieć własną nutę zapachową.
Świetnym przykładem jest mój Złoty Znicz, wzbogacony pyłem z 24-karatowego złota. Kiedy wosk zaczyna się topić, światło płomienia odbija się od drobinek złota i tańczy po powierzchni świecy. Nagle nie tylko ją palimy obserwujemy, jak zmienia się przed naszymi oczami. Chcę, żeby coś działo się cały czas. Żeby nie było tylko: „zapaliłem świecę, pachnie pomarańczą, koniec”. Ma być zapach, dźwięk, światło, wygląd, zmiana i ciekawość tego, co wydarzy się za chwilę. Bo Kropla Magii nie ma być tylko świecą. Ma być małą sensoryczną przygodą taką, którą można oglądać, słuchać, wąchać i odkrywać kawałek po kawałku.
Twórczość J.K. Rowling i ogólnie pojęte fantasy są fundamentem Twoich kolekcji. Która część przygód o młodym czarodzieju jest Twoją osobistą inspiracją numer jeden?
AŁ: Trudno mi wskazać jedną rzecz, która jest moją największą inspiracją, bo Harry Potter jest dla mnie trochę jak niewyczerpana księga. Im jestem starszy i im więcej razy wracam do książek czy filmów, a umówmy się, niektóre widziałem już chyba milion razy tym więcej odkrywam w nich nowych rzeczy.
Przez wiele lat miałem nawet problem z odpowiedzią na pytanie: „Kto jest Twoją ulubioną postacią?”. Po prostu nie potrafiłem jej wybrać! I chyba dlatego moje pierwsze ulubione „postacie” wcale nie były postaciami. Był nimi Złoty Znicz, Tiara Przydziału, gadająca czapka… To właśnie takie niezwykłe elementy tego świata fascynowały mnie najbardziej. Dopiero po wielu latach pojawiły się postacie, które rzeczywiście mogę nazwać swoimi ulubionymi i niekoniecznie są to te, które najczęściej wybierają inni. Nie mam też jednego ulubionego tomu czy filmu. Mam za to swoje „sezony” odkrywania Harry’ego Pottera. Przez jakiś czas była to Czara Ognia, a teraz nagle cofnąłem się do początków Kamienia Filozoficznego i świata Fantastycznych Zwierząt. Za każdym razem znajduję tam coś, czego wcześniej nie zauważyłem.
Ale im jestem starszy, tym bardziej widzę, że najbardziej inspirują mnie nie same czary. Inspirują mnie wartości tego świata: przyjaźń, lojalność, odwaga, pomaganie sobie i wybieranie dobra nawet wtedy, kiedy nie jest to najłatwiejsza droga. I właśnie dlatego ogromnie inspirują mnie również inni fani ci pozytywni, trochę magiczni wariaci, którzy potrafią godzinami rozmawiać o szczegółach tego świata, wymieniać się teoriami i zachwycać rzeczami, które dla innych byłyby kompletnie nieistotne. Takie spotkania mam chociażby podczas Nieformalnego Klubu Ślimaka. I właśnie tam często okazuje się, że ktoś jednym zdaniem potrafi pokazać mi Harry’ego Pottera z zupełnie nowej strony. Dlatego moja inspiracja nie płynie tylko z książek i filmów. Płynie również z ludzi, przyjaźni, rozmów i wspólnego przeżywania tej historii. Bo magia jest najciekawsza wtedy, kiedy możemy odkrywać ją razem.
Często pojawiasz się na wydarzeniach popkulturowych i konwentach takich jak Pyrkon czy Rawikon, gdzie organizujesz m.in. stoiska stylizowane na „Ulicę Pokątną”. Jakie to uczucie spotykać swoich odbiorców na żywo i widzieć ich reakcje na zapachy, które stworzyłeś?
AŁ: To jest chyba jedna z tych rzeczy, o których trudno mi mówić bez emocji. Naprawdę. Bo ja zawsze chcę być tam, gdzie są ludzie i gdzie dzieje się magia czy to Pyrkon, Targi fantastyki, mały konwent, spotkanie fanów, czy nawet Wojewódzki Międzyszkolny Turniej Wiedzy o Harrym Potterze organizowany przez Kuratorium Oświaty. Chcę być częścią tego świata, ale przede wszystkim chcę być częścią społeczności, którą ten świat tworzy. Bo ja naprawdę robię to dla ludzi. Dla każdego, kto chce odkrywać magię, znaleźć chwilę radości, poprawić sobie nastrój czy po prostu na moment oderwać się od codzienności. Człowiek zawsze był i będzie dla mnie najważniejszy. A spotkania na żywo potrafią być absolutnie niesamowite. Zdarza się, że rozpoznaję kogoś po nicku czy imieniu, z kim od dwóch albo trzech lat wymieniałem wiadomości w internecie, a później nagle stoimy obok siebie i dopiero po chwili dociera do nas: „Czekaj… TO TY?!”.
Bywa też odwrotnie. Spotykam twórcę, którego sam od dawna obserwuję i jestem fanem jego pracy, zupełnie niezwiązanej z Harrym Potterem, a po chwili okazuje się, że on jest moim klientem i sam od dawna zna Kroplę Magii. To są dla mnie naprawdę niezwykłe momenty. I chyba właśnie dlatego każde dobre słowo od drugiego człowieka tak bardzo mnie porusza. Czasami zwykłe „dziękuję” albo „uwielbiam ten zapach” jest dla mnie emocjonalną bombą. Mam wtedy łzy w oczach, bo uświadamiam sobie, ilu wspaniałych ludzi pojawiło się dzięki temu, co robię. Kropla Magii nigdy nie była dla mnie tylko o świecach. Jest o ludziach. A kiedy mogę ich spotkać, porozmawiać z nimi, usłyszeć ich historie i zobaczyć ich radość, dostaję najlepszą odpowiedź na pytanie, po co właściwie to wszystko robię.
Twoje stoiska na konwentach wyglądają jak żywcem wyjęte z filmów fantasy. Ile wysiłku logistycznego wymaga przeniesienie klimatu „Ulicy Pokątnej” na hale targowe?
AŁ: Bardzo dużo. Naprawdę bardzo dużo. I chyba równie dużo bezsennych nocy, bo kiedy w mojej głowie pojawia się pomysł, zaczyna się gonitwa myśli i wyobraźni. A ja należę do tych osób, które chcą zrobić nie „wystarczająco dobrze”, tylko jak najwięcej i jak najlepiej. Na szczęście nie robię tego sam. Zazwyczaj Kropla Magii i Przyjaciele to cała ekipa, która czasami musi znosić moje pomysły i moje: „A co, gdybyśmy jeszcze tutaj…?”. Podejrzewam, że to właśnie jest ich największa udręka. Naszym celem zawsze jest jednak coś więcej niż samo stoisko. Chcemy stworzyć miejsce spotkania, miejsce przygody i miejsce odkrywania. Dlatego każdy element nawet najmniejszy ma swoje znaczenie i jest planowany z dużym wyprzedzeniem.
W przypadku Pyrkonu potrafimy myśleć o koncepcji i projekcie stoiska nawet dwa lata wcześniej. Bo ono zawsze musi opowiadać jakąś historię. Wystrój, produkty, detale i aktywności są związane z naszym aktualnym „sezonem” odkrywania magicznego świata. Ostatnio była to Czara Ognia, teraz przenieśliśmy się w stronę Fantastycznych Zwierząt. Za jakiś czas pewnie znowu otworzymy zupełnie inną kartę tej historii.
I chyba właśnie to jest najfajniejsze u nas nigdy nie wiadomo, co będzie za rok. Jedno jest pewne: zawsze będzie inaczej, zawsze będzie coś nowego i zawsze będziemy chcieli zabrać ludzi ze sobą w kolejną przygodę.
Zapach potrafi natychmiast przywołać wspomnienia lub przenieść nas w fikcyjne miejsca. Jak to robisz, że zapach wosku potrafi odwzorować coś tak abstrakcyjnego jak „magiczna atmosfera” czy „zapach starej biblioteki”?
AŁ: Chyba właśnie na tym polega moja mała alchemia. Wyobraźnia jest początkiem, ale później zaczyna się prawdziwe poszukiwanie. Bo jeżeli chcę stworzyć zapach starej biblioteki, to nie chcę tylko wyobrażać sobie, jak ona pachnie. Ja chcę ten zapach znaleźć. Dlatego chodzę do starych bibliotek, muzeów, kościołów, lasów, tartaków czy innych miejsc, które mogą być częścią tworzonej przeze mnie historii. Wącham, obserwuję, zapamiętuję. Czytam też publikacje naukowe i popularnonaukowe, szukam informacji o konkretnych materiałach i procesach. Chcę wiedzieć, co właściwie tworzy dany zapach. Stara biblioteka to przecież nie tylko papier. To również stare drewno, kurz osiadający przez lata na księgach, meble, kleje, materiały i powietrze tego konkretnego miejsca. Każdy z tych elementów jest dla mnie kolejną nutą w przyszłej kompozycji. Dopiero później wracam do pracowni i próbuję zamknąć tę całą rzeczywistość w jednej kompozycji zapachowej. To trochę jak poszukiwanie składników do eliksiru tylko zamiast różdżki mam nos, notatnik i całkiem sporo prób. Bo zapach potrafi otworzyć drzwi do wspomnienia, którego dawno nie odwiedzaliśmy, albo zabrać nas w miejsce, w którym nigdy fizycznie nie byliśmy. I właśnie po to to robię. Każdy z nas zasługuje na odrobinę magii w codzienności. Na chwilę, kiedy zapalamy świecę, zamykamy oczy i możemy przenieść się gdzieś indziej nawet jeśli tylko na kilka minut.
Twoje portfolio obejmuje zarówno eliksiry, jak i niezwykłe świece premium. Jak wygląda proces projektowania nowego zapachu od pomysłu do gotowego produktu?
AŁ: U mnie proces projektowania zaczyna się trochę inaczej niż w typowej pracowni. Najpierw pojawia się myśl. A tych, dzięki mojemu wewnętrznemu i nie tylko wewnętrznemu ADHD, mam naprawdę dużo. Problem polega tylko na tym, że doba ma zdecydowanie za mało godzin, żeby wszystkie zdążyć zrealizować! Obserwuję, czytam, szukam, dotykam, wącham i zapisuję pomysły. Czasami inspiracją jest scena z książki, czasami rozmowa z człowiekiem, czasami jakiś przedmiot, miejsce albo potrzeba, którą sam zauważam. A potem zaczyna się poszukiwanie sposobu, żeby tę myśl zamienić w rzeczywistość.
Bo Kropla Magii to zdecydowanie więcej niż świece. To eliksiry, olejki, perfumy, własnoręcznie projektowana biżuteria zapachowa, dyfuzory elektroniczne i kompozycje do nich, woski, szkatuły, kalendarze adwentowe i kolejne rzeczy, które dopiero czekają na swoją kolej. Nie mam właściwie granicy mówiącej: „tego Kropla Magii już nie zrobi”. Jeżeli coś rodzi się w mojej głowie, czuję, że ma sens i chcę podarować to ludziom, zaczynam szukać możliwości realizacji. Na szczęście mam wokół siebie ludzi, którzy pomagają mi te pomysły urzeczywistniać. Jest pan Drwal, który przygotowuje dla mnie knoty, jest pan Kowal, z którym powstają kolejne projekty biżuterii… I czasami mam wrażenie, że kiedy widzą mój numer telefonu, pierwsza myśl brzmi: „O nie… znowu on”. Bo przecież nigdy nie może być zbyt prosto.
Każdy projekt musi mieć w sobie coś wyjątkowego, być dopracowany i mieć ten magiczny szczegół, który sprawia, że wyróżnia się z codzienności. A kiedy w końcu trzymam gotowy produkt w rękach, mam ogromną satysfakcję, ale też myśl: „Dobra… to teraz czym zaskoczę ich następnym razem?”.
Bo w Kropli Magii właśnie o to chodzi — żeby nieustannie szukać, tworzyć i dodawać światu trochę koloru, dobra i magii.
Zapach to nie tylko emocje, ale też czysta chemia. Jak trudne jest techniczne zbalansowanie nut głowy, serca i bazy w produktach z naturalnych wosków?
AŁ: To jest naprawdę trudna część tej pracy i jedna z tych, których osoba kupująca gotową świecę po prostu nie widzi. Za dobrym, naturalnym, rzemieślniczym produktem musi stać ogromna wiedza, doświadczenie i setki prób. Nie ma tutaj drogi na skróty. W przypadku naturalnych wosków sprawa jest jeszcze bardziej wymagająca. Nie wszystkie olejki i składniki można ze sobą połączyć. Jedne wzajemnie się neutralizują albo osłabiają, inne potrafią zmieniać charakter kompozycji. Do tego dochodzi sam wosk jego właściwości wpływają na sposób uwalniania i odbierania zapachu. Ta sama kompozycja może więc zachowywać się zupełnie inaczej w perfumach, olejku i świecy. Dlatego stworzenie dobrej kompozycji jest bardzo żmudnym procesem. To nie jest: „weźmy trzy zapachy i je wymieszajmy”. Trzeba znać surowce, rozumieć ich wzajemne oddziaływanie, wiedzieć, jak zachowują się w konkretnym nośniku, a później wielokrotnie testować, poprawiać i czasami zaczynać od nowa. W moim podejściu zapach nie kończy się jednak tylko na klasycznych trzech nutach głowy, serca i bazy. Lubię mówić o jeszcze dwóch etapach: duszy i aurze. To mój własny sposób opisywania tego, jak kompozycja może rozwijać się podczas odkrywania.
Dzięki temu zapach nie musi powiedzieć wszystkiego od razu. Może zmieniać się, rozwijać i pozwalać nam odkrywać kolejne warstwy. I właśnie dlatego dobra świeca rzemieślnicza nie jest po prostu woskiem wlanym do słoika z pachnącym olejkiem. To efekt wiedzy, doświadczenia, cierpliwości i ogromnej liczby decyzji, których nie widać na gotowym produkcie. I właśnie na tym, moim zdaniem, polega prawdziwe rzemiosło.
Magia dzieje się też na poziomie wzroku. Jak dużą wagę przywiązujesz do oprawy wizualnej – od kształtu słoiczków po projekty etykiet?
AŁ: Bardzo dużą. Właściwie traktuję oprawę wizualną jako kolejną część całej historii Nie chcę tworzyć po prostu ładnie pachnących świec w zwykłych słoiczkach, które po wypaleniu lądują w koszu. Chcę, żeby każdy produkt Kropli Magii był małym artefaktem. Czymś, co mogłoby znaleźć swoje miejsce na półce kolekcjonera.
Potterheadzi, fani fantastyki czy po prostu ludzie, którzy kochają piękne i kreatywne rzeczy, często mają w swoich domach takie małe kolekcje. Zależy mi, żeby moje produkty pasowały właśnie do tego świata.
Dlatego projektuję i dobieram wszystko: kształt słoiczka, buteleczki, etykietę, ozdoby, kolory, detale, a nawet biżuterię zapachową. Każdy element ma oddawać charakter danej historii i sprawiać, że produkt nie wygląda jak kolejny przedmiot z półki. I jest jeszcze coś, co bardzo lubię. Co dzieje się ze świecą, kiedy już ją wypalimy? Dla mnie jej historia wcale nie musi się wtedy kończyć. Jeżeli słoiczek jest sam w sobie piękny, dlaczego mielibyśmy go wyrzucać? Może zostać szkatułką, pojemnikiem na drobiazgi albo po prostu ozdobą. Ja sam właśnie tak chciałbym korzystać z takiego produktu. Dlatego dokładnie tak tworzę Kroplę Magii. Bo jeżeli ktoś kupuje coś, co ma być małym kawałkiem magicznego świata, chciałbym, żeby ten kawałek magii został z nim na dłużej nawet wtedy, kiedy ostatnia kropla wosku już dawno zniknie.
Twoje produkty często wyglądają jak rekwizyty z filmów fantasy. Czy od początku zakładałeś, że produkt ma być ozdobą wnętrza, a nie tylko źródłem zapachu?
AŁ: Nie. I to jest chyba najciekawsze w historii Kropli Magii ona wcale nie zaczęła się od świec.
Na początku był tylko personalizowany, zapachowy olejek do ciała o charakterze aromaterapeutycznym. Cała reszta przyszła później i właściwie nadal ewoluuje. Kropla Magii zmienia się cały czas, przede wszystkim pod wpływem ludzi. Słucham tego, czego potrzebują, o czym marzą, czego szukają. Ale słucham też siebie, bo sam jestem przecież takim magicznym świrem, który uwielbia zbierać artefakty, pamiątki i niezwykłe przedmioty. I właśnie z połączenia tych dwóch światów powstają kolejne produkty. Nie chcę tworzyć zwykłych produktów. Chcę tworzyć artefakty rzeczy, które mogą stać się częścią czyjejś kolekcji, dekoracją wnętrza, elementem zdjęcia, cosplayu albo po prostu małym przedmiotem, który daje komuś radość. Dla mnie produkt to jednak nie jest tylko to, co znajduje się w środku słoiczka czy buteleczki. Produkt to całość: opis, etykieta, opakowanie, zapach, wygląd, najmniejszy detal, dobre słowo, ludzie, z którymi go tworzę, i emocje, które ma wywołać. Wszystko musi ze sobą współgrać. Jeżeli tworzę coś magicznego, nie chcę, żeby tylko wyglądało jak rekwizyt z filmu. Chcę, żeby przez chwilę naprawdę pozwoliło człowiekowi oderwać się od codzienności. I nie musi to być nawet Harry Potter. To może być po prostu piękny, niezwykły, trochę baśniowy świat, do którego każdy z nas może na chwilę wejść.
Bo czasami życie jest wystarczająco szare. Po co więc tworzyć kolejne szare rzeczy, skoro możemy dodać do niego trochę koloru, wyobraźni, dobra i magii? I chyba właśnie dzięki temu wszystkiemu całej tej Kropli Magii, wszystkim produktom, historiom i ludziom, którzy są wokół mnie mam czasem niezwykłe poczucie, że kawałek mojego serca i mojej duszy jest w domach innych ludzi. Że coś, co stworzyłem własnymi rękami, co wymyśliłem, czego szukałem i uczyłem się przez tyle czasu, teraz jest gdzieś u kogoś i robi trochę dobra. Tworzy atmosferę, przywołuje wspomnienie, daje uśmiech albo po prostu pozwala komuś na chwilę wejść do innego świata. I chyba właśnie to jest dla mnie najpiękniejsze w Kropli Magii że mogę podzielić się kawałkiem siebie z innymi. I że ten kawałek mojego serca może dalej żyć, pachnieć, świecić i robić trochę magii w czyimś domu.
Dziękuję za rozmowę
Serdecznie zapraszam czytelników na stronę https://kroplamagii.pl/rsi/
Zapraszam do świata magii, eliksirów, zapachów, dzieciństwa i Harrego Pottera.

















