Strona główna / Wywiady / Małgorzata Starosta o tym, że zbrodnia nie musi być ponura

Małgorzata Starosta o tym, że zbrodnia nie musi być ponura

Czerpię, kradnę, bezczelnie wykorzystuję. Wciskam do swoich książek prawdziwych ludzi, prawdziwe sytuacje i rzeczywiste dialogi” – mówi Małgorzata Starosta, mistrzyni intrygi, która potrafi rozbawić do łez, a przy okazji trzyma czytelnika w napięciu do ostatniej strony. Jej książki bawią, a ich wyznacznikiem jest połączenie zbrodni i trupów z dobrym humorem. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, autorka opowiada m.in. o tym jaki jest przepis na zbrodnię doskonałą, o byciu wnuczką Szeptuchy i testowaniu wszystkich przepisów zamieszczanych w seriach kulinarnych po to, żeby przypadkiem nie otruć czytelników.

Debiutowała Pani w 2020 r. trylogią „Pruskie baby”. Dziś jest Pani uznaną autorką kryminałów, thrillerów, komedii kryminalnych, powieści obyczajowych i książek dla dzieci – w której literackiej odsłonie czuje się Pani bezpieczniej: jako autorka rozśmieszająca do łez, czy ta, która budzi w czytelniku niepokój?

MS: Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, bo gdyby istniała, zapewne nie tworzyłabym opowieści w różnych gatunkach. Od zawsze powtarzam, że to historia definiuje konwencję, w jakiej została opowiedziana. Moim pierwszym wyborem czytelniczym i pisarskim będzie jednak zawsze kryminał.

Dlaczego w swoich książkach łączy Pani zbrodnię i trupy z dobrym humorem?

MS: Może dlatego, że to mój naturalny sposób opowiadania świata, a jako pisarkę szczególnie mocno ukształtowała mnie twórczość Joanny Chmielewskiej i Agaty Christie, które także sięgały po humor.

Komedia kryminalna to dobry sposób na oswajanie trudnych tematów?

MS: Ja tego tak nie widzę. To raczej dobry sposób na opowiedzenie wciągającej historii i dostarczenie czytelnikom rozrywki. Wchodząc na rynek wydawniczy, bardzo żałowałam, że komedia kryminalna straciła na popularności, jednak przez ostatnie lata nastąpił ponowny rozkwit tego gatunku. Humor jest nam bardzo potrzebny, podobnie jak adrenalina wynikająca z rozwiązywania zagadki.

Czerpie Pani inspiracje z prawdziwego życia i otaczających ludzi? Ile z pani własnego charakteru mają główne bohaterki?

MS: Czerpię, kradnę, bezczelnie wykorzystuję. Wciskam do swoich książek prawdziwych ludzi, prawdziwe sytuacje i rzeczywiste dialogi. Główne bohaterki kobiece oczywiście często dzielą ze mną światopogląd, jak na przykład Linda Miller, w której jest bardzo dużo Małgorzaty Starosty, ale niemal każda postać kobieca otrzymuje jakąś cząstkę mnie. A niektóre są literackim obrazem moich przyjaciółek.

Jakie motywy i sekrety z historii oraz dawnych wierzeń np. Podlasia, regionalnych legend, najbardziej fascynują Panią podczas pisania?

MS: Jestem etnolożką, więc kultura ludowa, a w szczególności folklor bardzo mnie interesuje, co bardzo wyraźnie widać niemal w każdej mojej książce. Uwielbiam baśnie, legendy, przesądy i słowiańską mitologię.

W Pani biogramach pojawia się informacja o byciu wnuczką szeptuchy oraz o korzeniach kresowych. Ile z rodzinnych opowieści, wierzeń i ludowych mądrości przemyca Pani do swoich książek?

MS: Niestety moja mama i jej siostry nie kultywowały tradycji swoich przodkiń, więc wiele z tego bogactwa odeszło wraz z moją babcią, ale to, co udało mi się zapamiętać, znajduje miejsce na kartach powieści. W Znachorce i Zaklinaczce sporo mówię o medycynie ludowej i zielarstwie, w Siedlisku znajduje się cała masa przesądów i wierzeń, o których wiem od babci. Moje życie jest nierozerwalnie połączone zarówno z dziedzictwem genetycznym, jak i naturalnym zainteresowaniem ludowością.

Jako antropolożka kultury i historyczka literatury z wykształcenia, patrzy Pani na polską prowincję i tradycje okiem badacza. Czy te studia pomagają w tworzeniu tak wyrazistych i specyficznych społeczności lokalnych, jak w serii „W siedlisku”?

MS: Na pewno pomagają w tworzeniu tła obyczajowego, bo wiem, gdzie i czego szukać. Wychowałam się i mieszkam we Wrocławiu, a kulturę Podlasia zgłębiłam dzięki praktykom studenckim, podobnie jak wiedzę o Kurpiach. Zapewne nie podjęłabym się tworzenia powieści z tak wyraźnym tłem etnograficznym, gdybym nie była do tego merytorycznie przygotowana.

Którzy autorzy – klasyczni mistrzowie gatunku, tacy jak Agatha Christie czy Joanna Chmielowska – ukształtowali Pani wrażliwość literacką?

MS: Na to pytanie już niechcący odpowiedziałam, ale do tych dwóch dla mnie najważniejszych nazwisk dodam Zbigniewa Nienackiego, Adama Bahdaja, Joego Alexa, Raymonda Chandlera, Dashiela Hammeta i oczywiście – muszę to podkreślić – Andrzeja Sapkowskiego, którego saga o Wiedźminie bardzo mocno podlała moją miłość do słowiańskiej demonologii.

Który moment powstawania książki jest najtrudniejszy: wymykanie się bohaterów spod kontroli, pierwszy szkic czy ostateczna korekta?

MS: Ostatnio coraz częściej się przekonuję, że najtrudniej jest zacząć. Początek książki jest powolny i bolesny, niejednokrotnie miałam ochotę zrezygnować, bo nie wierzyłam, że uda mi się skończyć. Na całe szczęście to był tylko chwilowy kryzys, przez który przechodzi każdy autor. Jeśli zaś chodzi o ostateczną korektę, to jest nieprzyjemna, ponieważ najczęściej muszę się z nią zmierzyć w czasie, kiedy moja głowa już jest w zupełnie innej opowieści.

Jakie badania w terenie np. zwiedzanie zamków, nauka gotowania potraw regionalnych musi Pani przeprowadzić przed napisaniem scen, które zaplanowała Pani w danej książce?

MS: Nie nazwałabym tego badaniami, ale rzeczywiście odwiedzam miejsca, o których piszę w książkach. Nie każde jednak jest udostępnione do zwiedzania, więc wtedy pozostaje mi wyobraźnia. Co do gotowania – testuje wszystkie przepisy zamieszczane w seriach kulinarnych, żeby przypadkiem nie otruć czytelników (śmiech).

Czym różni się współczesny odbiorca komedii kryminalnej od czytelnika sprzed kilku lat? Czy satyra na polską rzeczywistość wciąż doskonale się broni?

MS: To bardzo trudne pytanie i chyba nie ma na nie dobrej odpowiedzi. Jak już wcześniej zaznaczyłam, komedia kryminalna zniknęła zupełnie z literackiej mapy na wiele lat i dopiero się odradza. Jest inna niż ta Joanny Chmielewskiej i czytelnicy wciąż mają długie zęby, a młodsze pokolenie dopiero odkrywa ten gatunek. Liczę na to, że ich wychowamy (śmiech).

Znana jest Pani jako autorka komedii kryminalnych dla dorosłych. Co skłoniło Panią do zrobienia kroku w stronę literatury dziecięcej i młodzieżowej?

MS: To nawet zabawne, bo pierwsza napisana przeze mnie książka to była historia dla dzieci. Czekała na wydanie bardzo długo, dlatego zadebiutowałam książką dla dorosłych, ale de facto powinno być odwrotnie. Nigdy nie zamierzałam pisać tylko dla dorosłych albo tylko dla dzieci, ja uwielbiam czytać książki dla młodych odbiorców, a ich pisanie to ogromna frajda.

W powieściach dla młodego czytelnika istotny jest motyw słowiańskich wierzeń, legend oraz magii. Jak dba Pani o to, by te klasyczne motywy folkloru były atrakcyjne dla współczesnego nastolatka żyjącego w cyfrowym świecie?

MS: Mam wrażenie, że młodzi odbiorcy lubią dokładnie to samo co ci starsi: tajemnicę, zagadkę i przygodę. Sięgnęłam po magię, ponieważ sama ją uwielbiam i chętnie przenoszę się do zaczarowanych światów. Podobnie jak wśród dorosłych: są dzieciaki czytające i te, które wybierają konsolę do gier. Dopóki są te pierwsze, nie mamy czym się martwić.

Uchyli Pani rąbka tajemnicy na temat zbliżającej się premiery?

MS: Już 23 września pojawi się Miraż, drugi tom trylogii kryminalnej Powidoki, którą wydaję wspólnie ze Storytel. Jest to środkowa część opowieści o bardzo trudnym i osobistym śledztwie prowadzonym przez Sarę Mikos i Olgierda Tkacza, którzy zostali zmuszeni do skonfrontowania się z tragedią z odległej przeszłości. Książkę można zamówić na stronie Wydawnictwa Meander, do czego serdecznie zachęcam.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *