„Stare przedmioty to nasza druga wielka pasja, zaraz po roślinach. Uwielbiamy wyszukiwać rzeczy, które dla innych straciły już wartość, i dawać im nowe życie. Dzięki temu w naszym ogrodzie niemal każdy zakątek opowiada własną historię. Goście mogą zobaczyć między innymi „karetę Kopciuszka”, która powstała ze starej bryczki, skalniak wykonany z ogromnej opony znalezionej w rowie, murki zbudowane ze starych cegieł i dachówek, altanę stworzoną ze starych okien czy domek zbudowany ze starych drzwi” – snuje swoją opowieść o spełnionym marzeniu, które pachnie lawendą i Prowansją Ewelina Kieraś, właścicielka Lawendowego Ogrodu w Kamieńcu w Kotlinie Kłodzkiej. Tu wiatr pachnie pasją, lawendowymi syropami i olejkami. Agnieszce Góralczyk, Ewelina Kieraś opowiada m.in. o tym, jak siła marzeń potrafi stworzyć prawdziwy raj na ziemi.
Jak narodził się pomysł, aby stworzyć namiastkę Prowansji w sercu Kotliny Kłodzkiej?
EK: Pomysł narodził się z marzeń teściowej i synowej. Od zawsze zachwycała nas lawenda, ale również inne rośliny oraz przedmioty z duszą – stare meble, naczynia i dekoracje, którym można dać drugie życie. Kiedy pojawiła się możliwość zagospodarowania rodzinnego pola należącego do teściowej, wiedziałyśmy, że to idealne miejsce, aby stworzyć coś wyjątkowego. Tak krok po kroku zaczęłyśmy spełniać swoje marzenie, tworząc własny, pachnący zakątek na ziemi – namiastkę Prowansji w sercu Kotliny Kłodzkiej.
Jak rodzinna pasja, w krótkim czasie przekształciła się w jedną z największych letnich atrakcji turystycznych Kotliny Kłodzkiej?
EK: Ten ogród od początku powstawał dzięki zaangażowaniu całej naszej rodziny. Bez wspólnej pracy i wzajemnego wsparcia nie byłoby dziś tego miejsca na mapie Kotliny Kłodzkiej. Wszystko tworzyłyśmy krok po kroku, wkładając w to serce, czas i ogrom pracy. Zauważyłyśmy, że dziś ludzie coraz bardziej potrzebują ciszy, spokoju i chwili wytchnienia z dala od pędzącego świata. Wierzymy, że udało nam się stworzyć właśnie takie miejsce. Nasz ogród ma swoją duszę – oprócz tysięcy pachnących krzewów lawendy rosną tu tysiące rojników, ponad sto hortensji oraz wiele innych roślin. Ogromną rolę odgrywają u nas również stare przedmioty, którym dajemy drugie życie. Wykorzystujemy dawne meble, naczynia i elementy wyposażenia, tworząc z nich wyjątkowe dekoracje i romantyczne zakątki. Mamy nadzieję, że w ten sposób inspirujemy naszych gości, by spojrzeli na stare rzeczy z nowej perspektywy i zamiast je wyrzucać, dali im kolejne życie. Dzięki temu nasz ogród jest nie tylko miejscem odpoczynku, ale także źródłem pomysłów i inspiracji.
Dały Panie „drugie życie” wielu starym, zabytkowym przedmiotom powszechnego użytku, tworząc z nich unikalne dekoracje i romantyczne zakątki ukryte w lawendowym labiryncie. Co wśród nich znajdziemy?
EK: Stare przedmioty to nasza druga wielka pasja, zaraz po roślinach. Uwielbiamy wyszukiwać rzeczy, które dla innych straciły już wartość, i dawać im nowe życie. Dzięki temu w naszym ogrodzie niemal każdy zakątek opowiada własną historię. Goście mogą zobaczyć między innymi „karetę Kopciuszka”, która powstała ze starej bryczki, skalniak wykonany z ogromnej opony znalezionej w rowie, murki zbudowane ze starych cegieł i dachówek, altanę stworzoną ze starych okien czy domek zbudowany ze starych drzwi. Są też ławki z palet oraz wiele innych dekoracji wykonanych z przedmiotów z odzysku. Zamiast tradycyjnych donic często wykorzystujemy stare filiżanki, czajniczki i inne naczynia, które zyskały zupełnie nowe zastosowanie. Nawet kącik dziecięcy powstał w dużej mierze z materiałów z odzysku, udowadniając, że kreatywność nie zna granic. Lubimy pokazywać, że wyobraźnia i odrobina pracy potrafią zamienić rzeczy przeznaczone do wyrzucenia w coś pięknego i niepowtarzalnego. Mamy nadzieję, że inspirujemy naszych gości, aby również dali drugie życie starym przedmiotom. To właśnie takie detale nadają naszemu ogrodowi wyjątkowy charakter i sprawiają, że ma on swoją duszę.
Uprawa lawendy w naszym klimacie, na Dolnym Śląsku wymaga dużo pracy i specjalistycznej wiedzy?
EK: Tak, uprawa lawendy w naszym klimacie wymaga zarówno dużej wiedzy, jak i systematycznej pracy. Wbrew pozorom nie jest to roślina, którą wystarczy posadzić i zostawić. Pracy przy niej jest praktycznie przez cały rok – od pielęgnacji i przycinania, przez odchwaszczanie, aż po przygotowanie roślin do zimy. Aby lawenda pięknie rosła i obficie kwitła, potrzebuje odpowiednich warunków. Bardzo ważna jest dobrze przepuszczalna gleba o właściwym pH, a także odpowiednie nawożenie. Staramy się dokarmiać nasze rośliny przede wszystkim naturalnymi składnikami, dzięki czemu są zdrowe, silne i zachwycają swoim wyglądem oraz zapachem. Każdego roku uczymy się również czegoś nowego, bo natura potrafi zaskakiwać. To właśnie połączenie wiedzy, doświadczenia i codziennej pracy sprawia, że nasza plantacja wygląda tak, jak ją dziś widzą odwiedzający.
Z Waszych upraw powstaje wiele autorskich wyrobów, od suszu i bukietów po naturalne syropy czy hydrolaty. Który z nich cieszy się największą popularnością?
EK: Z naszej lawendy powstają między innymi bukiety, wianki, hydrolat, olejek eteryczny oraz syrop. Największą popularnością cieszy się właśnie nasze „lawendowe trio” – syrop, hydrolat i naturalny olejek. To produkty, po które goście chętnie wracają i polecają je swoim bliskim. Coraz więcej osób wraca do natury i zaczyna doceniać niezwykłe właściwości lawendy. Przekonują się, że to nie tylko piękny i pachnący kwiat, ale także roślina o szerokim zastosowaniu – wspiera relaks, poprawia samopoczucie i znajduje zastosowanie zarówno w kosmetyce, jak i w kuchni. Cieszy nas, że możemy pokazywać jej prawdziwy potencjał i dzielić się tym z naszymi gośćmi.
Jak wygląda proces powstawania lawendowych smakołyków lub olejków i czym wyróżniają się one na tle produkcji masowej?
EK: Nasze olejki eteryczne i hydrolaty powstają w procesie destylacji z wykorzystaniem pary wodnej. Destylujemy całe kwiatostany wraz z łodygami, dlatego ogromne znaczenie ma odpowiedni moment zbioru. Trzeba wiedzieć, kiedy lawenda zawiera najwięcej cennych olejków eterycznych – od tego zależy jakość gotowego produktu. Syropy przygotowujemy wyłącznie z kwiatów lawendy. Nie dodajemy do nich sztucznych barwników ani konserwantów – stawiamy na naturalny smak i aromat. Dzięki temu nasze produkty różnią się od masowej produkcji przede wszystkim prostym składem, jakością i tym, że powstają z roślin uprawianych z ogromną troską. Przyznam, że mam prawdziwego „bzika” na punkcie lawendy. Ciągle odkrywam jej nowe zastosowania – robię z niej nie tylko syropy czy hydrolaty, ale również lawendowy ocet, a nawet naturalne środki czystości. Uwielbiam eksperymentować i pokazywać, jak wszechstronną rośliną jest lawenda. Naszym gościom proponujemy również lawendowe smakołyki. Dzięki współpracy z zaprzyjaźnioną lodziarnią można u nas spróbować pysznych lodów lawendowych. Lawenda świetnie sprawdza się także w wytrawnej kuchni – kiedyś mój mąż zamarynował kurczaka w syropie lawendowym i efekt był naprawdę zaskakująco dobry. To pokazuje, że lawenda to nie tylko deserowy dodatek, ale składnik, który daje naprawdę wiele kulinarnych możliwości.
Lawenda słynie z właściwości relaksujących – czy praca w takim otoczeniu redukuje codzienny stres?
EK: Lawenda rzeczywiście słynie przede wszystkim z właściwości relaksujących, ale jej zalet jest znacznie więcej. Już samo przebywanie w ogrodzie, wśród kwitnącej lawendy, pozwala się wyciszyć i oderwać od codziennego pośpiechu. Dla nas to miejsce pracy, ale jednocześnie przestrzeń, która daje dużo spokoju i równowagi. Lawenda ma także wiele cennych właściwości – wspiera trawienie, działa rozkurczowo, a jej aromat wykorzystywany w aromaterapii sprzyja relaksowi i lepszemu snu. Hydrolat lawendowy jest delikatny i może być stosowany bezpośrednio na skórę, również przy jej podrażnieniach czy problemach. Olejek eteryczny ma bardzo silne działanie, dlatego stosuje się go wyłącznie po rozcieńczeniu. Lawenda wykazuje również działanie przeciwbakteryjne i odświeżające, dlatego bywa wykorzystywana w naturalnej pielęgnacji. Dodatkowo jej zapach odstrasza komary i kleszcze, co czyni ją bardzo praktyczną rośliną w ogrodzie i wokół domu. Ciekawostką jest to, że w ciepłych krajach mówi się, iż intensywny zapach lawendy nie jest lubiany również przez niektóre owady i drobne zwierzęta, dlatego bywa sadzona także jako naturalna roślina ochronna.
Wasz ogród to raj dla fotografów – jaka jest najbardziej niezwykła historia związana z sesją zdjęciową na Waszej plantacji?
EK: Jedna z najbardziej niezwykłych historii związanych z sesją zdjęciową na naszej plantacji dotyczyła… zaręczyn. Para wykonywała u nas sesję wśród lawendy, a my z daleka, razem z rodziną, obserwowaliśmy wszystko z ukrycia. W pewnym momencie padło to najważniejsze pytanie. Przez chwilę wszyscy wstrzymaliśmy oddech, czekając na odpowiedź. Kiedy pojawiła się zgoda, emocje eksplodowały – były łzy wzruszenia, radość i okrzyki szczęścia. Choć patrzyliśmy z dystansu, czuliśmy się tak, jakbyśmy przeżywali to razem z nimi. To było bardzo spontaniczne i wyjątkowe wydarzenie, które na długo zostanie w naszej pamięci i pokazuje, że nasz ogród bywa świadkiem naprawdę pięknych momentów w życiu ludzi. Inna wyjątkowa sytuacja zdarzyła się podczas rodzinnej sesji zdjęciowej, kiedy nad naszym ogrodem niespodziewanie pojawił się balon. Unosił się tuż nad lawendą, co wyglądało absolutnie bajkowo i sprawiło, że zdjęcia z tej sesji nabrały jeszcze bardziej magicznego charakteru. To był zupełny przypadek, ale idealnie wpisał się w klimat miejsca – natura, emocje i odrobina nieba nad głowami stworzyły razem niezapomniany obraz. Dla nas to kolejny dowód na to, że w ogrodzie często dzieją się rzeczy nieplanowane, a przez to najpiękniejsze.
Plantacja lawendy to raj dla zapylaczy – jak wygląda Wasza współpraca z lokalnymi pszczelarzami?
EK: Nasz ogród jest prawdziwym rajem dla zapylaczy – pszczoły przylatują do nas z okolicznych terenów i w okresie pełnego kwitnienia lawendy jest ich naprawdę bardzo dużo. Po wejściu do ogrodu słychać dosłownie tysiące, a może i więcej, pszczół, co robi ogromne wrażenie i pokazuje, jak żywe jest to miejsce. To niesamowite doświadczenie – z jednej strony piękne i naturalne, z drugiej pokazujące, jak ważną rolę odgrywają rośliny miododajne w ekosystemie. Jeśli chodzi o miód lawendowy, to w naszych warunkach jest on bardzo trudny do uzyskania. Aby powstał w znaczących ilościach, potrzebne byłyby ogromne, hektarowe plantacje. Dlatego pszczoły korzystają z różnorodnych roślin, a miód z okolicy ma charakter wielokwiatowy, co również jest jego ogromną wartością.
Lawenda w kuchni wciąż budzi kontrowersje – jak przekonujecie sceptyków do spróbowania lawendowych smakołyków?
EK :Kto raz spróbuje, ten bardzo szybko przepada. Nasze produkty lawendowe potrafią zaskoczyć nawet osoby, które na początku są sceptyczne. Szczególnie syrop lawendowy, który świetnie sprawdza się jako dodatek do lemoniady czy kawy, ale także lody lawendowe, czekolada czy sernik z lawendą. To smaki, które łączą delikatną słodycz z charakterystycznym aromatem lawendy i pokazują, że ta roślina ma naprawdę szerokie zastosowanie również w kuchni. Dla wielu gości to miłe zaskoczenie i często początek kulinarnej przygody z lawendą.
Jaki jest Wasz osobisty, ulubiony przepis z wykorzystaniem lawendy, który każdy może zrobić w domu?
EK: Mrożone latte z dodatkiem syropu lawendowego wygląda niezwykle efektownie i smakuje naprawdę wyjątkowo. Połączenie delikatnej kawy mlecznej z subtelnym, kwiatowym aromatem lawendy daje orzeźwiający, niebanalny smak, który bardzo często pozytywnie zaskakuje naszych gości.
Oprócz lawendy Waszą wielką pasją są przedmioty z odzysku i recykling – skąd bierzecie te wszystkie stare naczynia, meble i dekoracje?
EK: Wiele lat sami wyszukiwaliśmy i kupowaliśmy stare przedmioty, które dziś zdobią nasz ogród. Z czasem jednak coraz częściej to ludzie zaczęli je nam przekazywać i oddawać, widząc, że mogą u nas zyskać drugie życie. Zawsze wtedy powtarzamy, że każda z tych rzeczy niesie ze sobą historię i cząstkę osoby, od której pochodzi, a ta energia zostaje już na zawsze w naszym ogrodzie. Dzięki temu to miejsce naprawdę ma swoją duszę – tworzoną nie tylko przez rośliny, ale też przez ludzi i ich wspomnienia.
Który z uratowanych i przerobionych przedmiotów ma dla Was największą wartość sentymentalną?
EK: W naszym ogrodzie znajduje się wiele przedmiotów z historią i emocjami. Są tu między innymi drzwi z rodzinnego domu teściowej, ławeczka po babci mojej przyjaciółki, a także różne przedmioty po mojej babci Stasi – waga, zaparzacz i inne drobne rzeczy, które mają dla nas ogromną wartość sentymentalną. Mamy nawet swoje małe poczucie, że babcia Stasia ma tu swój kącik i „patrzy z góry” na to miejsce. Oczywiście to tylko nasze symboliczne, bardzo osobiste odczucie, ale dzięki takim przedmiotom ogród staje się jeszcze bardziej bliski i rodzinny. Jest też wiele innych rzeczy, których trudno byłoby wszystkie wymienić – każda z nich niesie ze sobą swoją historię i emocje.
Jak w praktyce wygląda dbanie o tak dużą plantację?
EK: Dbamy o ogród przez cały rok – nie tylko o rośliny, ale również o wszystkie przedmioty, które się w nim znajdują. Regularnie je odnawiamy, konserwujemy i przywracamy im dawny blask, aby mogły cieszyć oczy naszych gości przez kolejne sezony. Równocześnie zajmujemy się także przetwarzaniem lawendy – od zbioru, przez suszenie, aż po tworzenie własnych produktów. Dzięki temu cały proces, od rośliny po gotowy wyrób, odbywa się u nas na miejscu i jest w pełni naturalny. Wszystko to jest możliwe dzięki zaangażowaniu całej naszej rodziny – każdy ma tu swoją rolę i dokładamy wspólnie starań, aby to miejsce mogło się rozwijać i zachwycać odwiedzających.
Dziękuję za rozmowę


















