Strona główna / Wywiady / Kiedy szkło staje się częścią ciała

Kiedy szkło staje się częścią ciała

„ Dolny Śląsk jest miejscem zbudowanym z nakładających się historii, języków i doświadczeń. Festiwal Kłącze wyrasta z podobnego sposobu myślenia – interesują nas połączenia bardziej niż granice. Wierzę, że sztuka nie musi dawać gotowych odpowiedzi” – mówi dr Katarzyna Gemborys, uznana wrocławska artystka, projektantka szkła artystycznego i unikatowej biżuterii, a także wykładowczyni na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. W rozmowie z nami, artystka opowiada m.in. o tym, jak w ogniu palnika gazowego przekracza granice tradycyjnego rzemiosła i jak szkło w jej rękach przestaje być tylko kruchym tworzywem, a staje się przedłużeniem ludzkiego ciała.

Jest Pani współtwórczynią Fundacji „Prosto do ucha” której misją jest „kultura na wynos”. Proszę opowiedzieć jak narodziły się te dwa projekty.

KG: Ciężko powiedzieć, że Fundacja czy nasza misja są projektami, są raczej naturalną formą naszego działania. Działania tezaczęły się od wspólnego spostrzeżenia, że sztuki nie lubią być rozdzielne. Jeśli słuchamy koncertu to też go oglądamy, jeśli oglądamy wystawę to chcemy też ją poczuć innymi zmysłami. Projektowane przeze mnie obiekty ożywają, nabierają pełnego kontekstu podczas takiego wydarzenia, muzyka, światło, ciało uzupełnia je i stanowią nierozerwalną całość. Część edukacyjna przyszła naturalnie – zaczęło się od zwykłych pytań po wydarzeniu. Zobaczyłyśmy ile daje to odbiorcom radości, ile nam daje to radości móc pokazać, móc dotknąć obiektu szklanego (normalnie w galerii czy muzeum opatrzonego napisem „nie dotykać!”). Hasło „kultura na wynos” pokazuje, że nie ma podziału na sztukę dostępną i niedostępną, chodzi o to, że można wynieść z niej doświadczenie, pytanie albo impuls do dalszego odkrywania. Jeśli tak się dzieje, to znaczy, że wydarzenie naprawdę się wydarzyło.

Do jakich grup odbiorców najtrudniej jest Państwu dotrzeć z ofertą kulturalną?

KG: Paradoksalnie nie wiek ani wykształcenie decydują o tym, czy ktoś otworzy się na sztukę. Najtrudniej dotrzeć do osób przekonanych, że sztuka nie jest dla nich albo. że trzeba się na niej znać. Kiedy uda się przełamać ten lęk, okazuje się, że rozmowa zaczyna się bardzo naturalnie. I właśnie takie momenty są dla nas najcenniejsze. Dzięki pewnej wszechstronności naszych doświadczeń i obszarów działania oraz otwartości odbiorcy.

Które z dotychczasowych spotkań, koncertów, wydarzeń najmocniej zapadło Pani w pamięć i dlaczego?

KG: Każdy nowy program, każda nowa odsłona festiwalu. Kiedy po raz pierwszy mogę wraz z publicznością doświadczyć całości naszego współdziałania. Próby, nawet te generalne, bez publiczności dają poczucie spełnienia, ale nie są jeszcze całością – do tego potrzebujemy też odbiorcy. Potem oczywiście mam programy które bardziej lubię (mówiąc kolokwialnie), ale jest to już wypadkowa po premierach.

Za co pokochała Pani szkło artystyczne?

KG: Jak tego nie uwielbiać? Wszechstronność tego materiału oraz zderzanie się z percepcją odbiorcy (szkło wcale nie jest aż tak kruche, jak nam się wydaje). Niesamowite pod kątem technologicznym, technicznym, wizualnym, znaczeniowym – nie umiem sobie wyobrazić innego medium, które jest tak wszechstronne, ale jestem w tej kwestii bardzo stronnicza.

W swojej pracy doktorskiej badała Pani relację między „biżuterią ekstremalną”, szkłem a ludzkim ciałem – czym jest tego typu biżuteria i jaki ma na nas wpływ?

KG: W moich poszukiwaniach odwracam kierunek myślenia o biżuterii. Kiedy to biżuteria jest dla ciała (być ergonomiczna,ma podkreślać walory, statut…), dla mnie ciało jest punktem startowym dla biżuterii, platformą do narracji. Jest językiemkomunikacji między obiektem, ciałem i odbiorcą. Zmienia sposób poruszania się, wpływa na świadomość własnego ciała, czasem wręcz wymusza określone zachowania. W tejpracy badałam właśnie ten moment, kiedy biżuteria przestaje być dodatkiem, a staje się doświadczeniem. Szkło jest dla mnie idealnym medium, bo jednocześnie kojarzy się z kruchością i potrafi zaskakiwać swoją wytrzymałością.

Praca z palnikiem i gorącym szkłem wymaga ogromnej dyscypliny. Jak uczestnicy Waszych warsztatów, a często amatorzy reagują na ten żywioł?

KG: Bardzo ostrożnie, z lekkim lękiem, który bardzo szybko mija po pierwszych minutach pracy w płomieniu. Potem następuje, bardzo często, czysta fascynacja. Ten moment budzącej się ciekawości jest dla mnie ważniejszy niż perfekcyjnie wykonany przedmiot. To chwila, w której materiał przestaje być obcy, a staje się czymś, z czym można wejść w relację.

Fundacja „Prosto do Ucha” połączyła siły z wrocławską Nocą Muzeów – co takie masowe wydarzenia zmieniają w Waszej kameralnej misji docierania „prosto do ucha?

KG: Mimo ogromnego obszaru Nocy Muzeów pojedyncze wydarzenia mogą zachować swoją kameralną formę. Współpraca z Galerią Moya pozwoliła na takie zbudowanie przestrzeni i warunków do pokazów, że mimo masowości całego wydarzenia, tu było bezpośrednie spotkanie, możliwość rozmowy z każdym niemalże indywidualnie. To jest moc takiego połączenia. Popularność Nocy Muzeów prowokuje ludzi do większej odwagi w eksploracji świata sztuki, a oto w tym chodzi.

Skąd wziął się pomysł na nazwę festiwalu „Kłącze” i jak koncepcja botaniczna (rozrastająca się, połączona sieć) odzwierciedla charakter samego wydarzenia?

KG: Pozwolę sobie zacytować Hannę Błachutę – „ niewidoczne dla oka kłącze jest podziemną częścią rośliny. Ten skomplikowany system połączeń ma życiodajną siłę. Jest to ukryta mapa, o stałej zmienności rysunku, każdą ścieżkę można połączyć z inną dowolną, fragment ulegający zniszczeniu zostanie odtworzony, miejsce przerwane rozrośnie się własną drogą, przystosuje do nowych warunków. Niemal z każdego fragmentu kłącza wyrosnąć może nowa roślina. Język i pamięć są rizomatyczne, co oznacza, że mają zbliżoną do kłącza strukturę. W podobnie niehierarchiczny sposób manifestuje się także sztuka.” Tak odbieram świat i sztukę – wszystko jest możliwe, tylko czasami nie widzimy ścieżek (ukrytych przed naszym rozumieniem), które prowadzą do danego punktu.

Festiwal odbywa się m.in. w zabytkowym Młynie Hilberta. Dlaczego zderzenie sztuki współczesnej z postindustrialną przestrzenią jest tak ważne dla Waszego przekazu?

KG: Młyn Hilberta nie jest dla nas jedynie efektownym tłem. To miejsce z własną pamięcią i historią, które wnosi do prezentowanych prac dodatkową warstwę znaczeń. Lubię sytuacje, w których współczesna sztuka nie dominuje nad przestrzenią, ale z nią rozmawia. Dzięki temu również odbiorca patrzy uważniej – zarówno na dzieła, jak i na samo miejsce. Najciekawsze rzeczy dzieją się właśnie pomiędzy nimi.

Jak wielokulturowa historia regionu oraz lokalne bogactwo naturalne wpływają na program i dobór artystów?

KG: Dolny Śląsk jest miejscem zbudowanym z nakładających się historii, języków i doświadczeń. Festiwal Kłącze wyrasta z podobnego sposobu myślenia – interesują nas połączenia bardziej niż granice. Wierzę, że sztuka nie musi dawać gotowych odpowiedzi. Dlatego naturalnie zapraszamy artystów reprezentujących różne media, doświadczenia i sposoby myślenia. Czasem wystarczy, że stworzy przestrzeń dla ciekawości, rozmowy i uważniejszego patrzenia na świat.

Dziękuję za rozmowę

Foto: N. Komorowska; D. Sitnik; A.V. Cascallo; K. Gemborys

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *