Jest głównym organizatorem i twórcą kultowego, wałbrzyskiego turnieju koszykówki ulicznej Alkatraz Streetball. 15-letni chłopak, który wchodzi w świat koszykówki usłyszałby od niego, żeby wierzył w swoje marzenia i cierpliwie pracował, bo on sam w tym wieku zaczynał swoją przygodę z koszykówką. Dziś jest licencjonowanym zawodnikiem i buduje legendę miejsca, które integrowało ludzi. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Michał Borzemski wspomina czasy kiedy rodziło się Alkatraz, a Michael Jordan był dla wielu ikoną i „Bogiem Koszykówki” .
Jak wspominasz tamte lata – kiedy w Wałbrzychu rodził się Alkatraz?
MB: To były wyjątkowe czasy. Alkatraz nie był wtedy wydarzeniem czy marką, tylko po prostu miejscem spotkań. Przychodziliśmy na boisko praktycznie codziennie, niezależnie od pogody. Spędzaliśmy tam całe wakacje, graliśmy od rana do wieczora, rywalizowaliśmy, ale też budowaliśmy przyjaźnie. Dla wielu z nas było to coś więcej niż koszykówka – to był styl życia i drugi dom. Dzisiaj wspominam te lata z ogromnym sentymentem, bo właśnie tam narodziła się społeczność, która po latach stworzyła współczesny Alkatraz.
Alkatraz stało się pewnym symbolem. Minęły dekady, a ta historia jest wciąż żywa. Co Twoim zdaniem sprawia, że o Alkatrazie nigdy nie zapomniano?
MB: Myślę, że przede wszystkim ludzie. Każdy, kto przewinął się przez to boisko, zostawił tam kawałek swojej historii. Dla jednych były to pierwsze koszykarskie sukcesy, dla innych przyjaźnie na całe życie. Alkatraz nigdy nie był tylko miejscem do gry – był miejscem, które integrowało ludzi. Dziś wracają tu byli zawodnicy, przyprowadzają swoje dzieci i pokazują im miejsce, od którego wszystko się zaczęło. To właśnie buduje legendę.
Jak zmieniła się koszykówka uliczna od czasów, kiedy sam zaczynałeś grać na boiskach?
MB: Dziś młodzi mają dużo większy dostęp do wiedzy, treningów i materiałów szkoleniowych. Kiedyś uczyliśmy się głównie od starszych kolegów albo oglądając NBA w telewizji. Z drugiej strony mam wrażenie, że dawniej więcej czasu spędzało się po prostu na boisku. Koszykówka uliczna była codziennością. Dzisiaj świat oferuje młodzieży znacznie więcej alternatyw, dlatego tym bardziej cieszy mnie, że nadal są młodzi ludzie, którzy wybierają sport i koszykówkę.



Powtarzasz, że koszykówka to narzędzie do łączenia ludzi. Jakie wartości przekazuje młodym chłopakom na boisku?
MB: Przede wszystkim szacunek, odpowiedzialność i pracę zespołową. Koszykówka uczy, że samemu można wygrać mecz, ale nie da się samemu zbudować drużyny. Uczy też radzenia sobie z porażkami, konsekwencji i cierpliwości. To wartości, które później przydają się nie tylko w sporcie, ale również w życiu zawodowym i prywatnym.
W dzisiejszych czasach młodych można jeszcze zarazić pasją do koszykówki?
MB: Zdecydowanie tak. Trzeba tylko pokazać im, że koszykówka to coś więcej niż trening. To emocje, przyjaźnie, wyjazdy, wspólne przeżycia i możliwość rozwoju. Kiedy dzieci widzą autentycznych ludzi z pasją, same zaczynają się angażować. Właśnie dlatego rozwijamy Alkatraz nie tylko jako turniej, ale też jako projekt promujący koszykówkę przez cały rok.
Co sprawia, że społeczność wokół Alkatrazu jest tak żywa?
MB: Autentyczność. Nikt nie został tu zaproszony dla zasięgów czy marketingu. Ludzie wracają, bo czują się częścią tej historii. W organizację angażują się byli zawodnicy, trenerzy, rodzice, wolontariusze i partnerzy. Każdy dokłada swoją cegiełkę. Dzięki temu Alkatraz jest wspólnym dziełem wielu osób.
Jak duży wpływ na Was miała amerykańska kultura AND1, NBA lat 90. czy hip-hop?
MB: Ogromny. Wychowaliśmy się na NBA lat 90. Oglądaliśmy mecze na kasetach VHS dosłownie w kółko. Michael Jordan był wtedy dla nas kimś więcej niż sportowcem – był ikoną. Później, kiedy zakończył karierę, pojawiły się mixtape’y AND1, które zrewolucjonizowały koszykówkę uliczną. Nagle okazało się, że basket może być nie tylko rywalizacją, ale też stylem, kreatywnością i show. Do tego dochodził hip-hop, który był naturalną ścieżką dźwiękową naszych boisk. To wszystko miało ogromny wpływ na nasze pokolenie.
Jak narodził się pomysł, aby wałbrzyski Alkatraz przenieść na duży ekran?
MB: Pomysł narodził się przy okazji 20-lecia istnienia boiska. Zastanawiałem się wtedy, co można zrobić, żeby uczcić ten jubileusz w wyjątkowy sposób. Nie chciałem organizować tylko kolejnego turnieju czy okolicznościowego spotkania. Uznałem, że historia Alkatrazu zasługuje na coś trwalszego, co zostanie dla kolejnych pokoleń. Tak pojawił się pomysł stworzenia filmu dokumentalnego. Chciałem opowiedzieć historię miejsca, które wychowało kilka pokoleń koszykarzy i było czymś znacznie więcej niż tylko boiskiem do gry. Dzięki filmowi udało się zebrać wspomnienia ludzi, którzy tworzyli Alkatraz od samego początku, pokazać klimat tamtych lat i zachować tę historię na przyszłość. Dziś cieszę się, że zdecydowałem się na ten krok, bo film stał się ważną częścią całego projektu Alkatraz.
Jakie to uczucie tworzyć historię, która rozsławia Twoje rodzinne miasto w całej Polsce?
MB: To przede wszystkim ogromna satysfakcja. Zawsze zależało mi na tym, żeby pokazywać Wałbrzych z dobrej strony. Mamy fantastycznych ludzi, bogatą historię sportową i ogromny potencjał. Jeśli dzięki Alkatrazowi ktoś spojrzy na Wałbrzych inaczej albo odwiedzi nasze miasto, to traktuję to jako sukces.
Jak udaje się utrzymać przez tyle lat tak wysoki poziom turnieju, mając do dyspozycji głównie pasję i ograniczone budżety?
MB: Kluczem są ludzie i pasja. Jeśli uda się zarazić innych swoją wizją, pojawia się energia do działania. Co roku do Alkatrazu dołączają nowi zawodnicy, nowi partnerzy i sponsorzy, którzy chcą być częścią tego projektu. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że Alkatraz jest turniejem trochę innym niż wszystkie w Polsce. To nie jest tylko sportowa rywalizacja, ale wydarzenie tworzone przez społeczność. Kiedy ludzie widzą autentyczność i zaangażowanie, sami chcą dołożyć swoją cegiełkę.



Gdybyś miał wybrać trzy najważniejsze postacie ze świata basketu, które ukształtowały Twój styl i filozofię życia, kto by to był?
MB: Z pewnością nie będę oryginalny. Numerem jeden jest Michael Jordan. To człowiek, który rozsławił koszykówkę na całym świecie i sprawił, że miliony dzieciaków zakochały się w tym sporcie. Dla mojego pokolenia był po prostu ikoną, a dla wielu wręcz „Bogiem Koszykówki”. Drugą osobą jest śp. Mieczysław Młynarski. Może nie ze świata koszykówki ulicznej, ale z tej parkietowej. Dziś jestem trenerem i wiele rzeczy czerpię z naszych wspólnych rozmów, treningów i obserwacji jego podejścia do koszykówki. To człowiek, który miał ogromny wpływ na moje spojrzenie na ten sport i pracę z młodymi zawodnikami. Trudno wskazać trzecią osobę, bo przez lata spotkałem wielu ludzi, którzy mnie inspirowali. Jeśli miałbym jednak kogoś wskazać, byłaby to cała generacja starszych chłopaków z Alkatrazu, od których jako młody zawodnik uczyłem się gry, charakteru i boiskowych zasad.
Co powiedziałbyś dziś 15-letniemu chłopakowi, który dopiero wchodzi w świat koszykówki?
MB: Powiedziałbym mu, żeby wierzył w swoje marzenia i cierpliwie pracował. Sam byłem takim 15-letnim chłopakiem, który dopiero zaczynał przygodę z koszykówką. W tym wieku postanowiłem, że chcę zostać koszykarzem. Krok po kroku udało mi się osiągnąć ten cel i zostać licencjonowanym zawodnikiem. Nie zrobiłem wielkiej kariery sportowej – najwyżej grałem na poziomie II ligi – ale koszykówka dała mi znacznie więcej niż wyniki i statystyki. Udało mi się połączyć dwa światy: koszykówkę uliczną i tę parkietową. Do dziś jestem częścią obu i właśnie to uważam za jeden ze swoich największych sukcesów. Koszykówka otworzyła przede mną wiele drzwi, pozwoliła poznać fantastycznych ludzi i nauczyła rzeczy, które wykorzystuję każdego dnia.
Dziękuję za rozmowę











