Strona główna / Wywiady / Magdalena Woch: Magia przeszłości w opowieściach zaklęta

Magdalena Woch: Magia przeszłości w opowieściach zaklęta

„Wałbrzych nie udaje miasta „pocztówkowego”. Ma surowy, momentami niedopowiedziany charakter, ale właśnie dzięki temu jest prawdziwy. To miasto z niezwykle bogatą historią przemysłową, miasto czterech zamków, dawnych kopalń i niezwykłych krajobrazów, a w Nowej Rudzie wciąż czuje się dawny klimat pogranicza – trochę tajemniczy, trochę melancholijny. Wąskie uliczki, stare kamienice, otaczające miasto góry i ślady górniczej przeszłości tworzą wyjątkową atmosferę” – snuje swoją opowieść Magdalena Woch, znana wałbrzyska regionalistka, badaczka historii Dolnego Śląska i popularyzatorka dziejów Wałbrzycha. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk opowiada o Hochbergach na Książu, losach kobiet tamtych czasów, magicznej skałce szczęścia i rodzinach, które budowały potęgę Wałbrzycha.

Przez wiele lat związana była Pani z Zamkiem Książ. Pasjonowało Panią odkrywanie tajemnic rodu Hochbergów – wszystkie Panie odkryła?

MW: Nie sądzę, by udało się odkryć wszystkie tajemnice rodu Hochbergów — i może właśnie dlatego ich historia wciąż tak fascynuje, mnie i nie tylko mnie. Przez lata pracy w Zamku Książ udało mi się dotrzeć do wielu niezwykłych historii, zdjęć, dokumentów i wspomnień, ale mam poczucie, że ten temat nadal kryje jeszcze wiele nieopowiedzianych wątków. Każde nowe odkrycie pokazuje, jak barwną, skomplikowaną i momentami zaskakującą rodziną byli Hochbergowie i jak fascynująca jest historia zamku.

Co sprawiło, że to właśnie Zamek Książ stał się głównym punktem Pani zainteresowań zawodowych i naukowych?

MW: Trochę był to przypadek, a trochę skutek działalności sił tajemnych. Byłam już po studiach, pracowałam w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Wałbrzychu i pewnego dnia otrzymałam zlecenie tłumaczeniowe. W Książu, podczas jednej z konferencji o tematyce historycznej. I chyba poszło mi wówczas nieźle, gdyż przez długi czas tłumaczyłam kolejne edycje organizowanych wówczas w Książu przez Centrum Europejskie konferencji. I tak jakoś powoli zaczęłam coraz częściej służbowo bywać w zamku, coraz bardziej wrastając w jego codzienność. A siły tajemne? Miałam 6 lat, kiedy podczas wycieczki do zamku, jak wielu innych turystów stanęłam przed magiczną skałką szczęścia, która podobno ma niezwykłą moc, bowiem spełnia wypowiedziany przy niej marzenia. I pamiętam doskonale, jak dotknęłam skałki i sama do siebie wyszeptałam życzenie: Ja chcę tu kiedyś pracować… Troszkę to trwało, ale skałka spełniła to moje życzenie… I lubię myśleć, że tak znalazłam się w Książu.

Czy zdarza się Pani odkrywać fakty o znanych rodach, których – ze względu na lokalną politykę lub wizerunek zamku – nie powinno się publikować?

MW: Nie, właściwie, gdy sięgam pamięcią wstecz, nie trafiłam chyba na fakt czy epizod z historii znanych rodów, którymi się zajmowałam, który – z różnych względów – powinnam lub chciałabym pozostawić w zapomnieniu czy niedomówieniu.

Dlaczego tak ważne jest dla Pani pokazywanie historii zamku przez pryzmat losów kobiet, nie tylko tych z arystokratycznych rodów?

MW: Od dłuższego już czasu mam wrażenie, że historia najczęściej opowiadana jest z męskiej perspektywy. Być może dzieje się tak dlatego, że przez wieki to mężczyźni znajdowali się na pierwszym planie. To oni walczyli na barykadach, prowadzili armie na pola bitwy, byli wynalazcami, projektowali nowe maszyny. I tylko przez lata mało kto pamiętał, że za większością z nich stały jednak kobiety: mądre, silne a jednocześnie skromne. Takie ciche bohaterki codzienności. Nie umniejsza to oczywiście roli mężczyzn w historii, ale jednocześnie naprawdę warto pamiętać o tych, które stały w tle, ale były. I zajmowały się tak zwana prozą codzienności, bez której jednak nie byłoby tych męskich sukcesów. Moim ulubionym przykładem kobiety z rodu von Hochberg, która zawalczyła o siebie i o swoją rodzinę, jest Eufemia (Fema) von Hoberg. Kronikarze rodu zgodnie twierdzili, iż była ona jedną z najwybitniejszych postaci kobiecych w historii zamku do początku XX w. Eufemia przez 10 lat była żoną Krzysztofa I von Hoberg. W wieku 27 lat jej życie zmieniło się w sposób niespodziewany, jej mąż – pewnej nocy podziwiający szaleństwo burzy nad rynkiem w Świdnicy, został trafiony przez piorun i po trzech dniach od tego zdarzenia zmarł. Eufemia musiała nagle przejąć rządy w majątku Książ, przynajmniej do czasu, gdy jej najstarszy syn i dziedzic osiągnie pełnoletność. A Książ był wówczas łakomym kąskiem dla wielu żądnych władzy mężczyzn. Obecność kobiety na czele takiego majątku w wiekach średnich tu na Śląsku nie była aż tak bardzo popularna. Eufemii nie było zatem łatwo, ale udało się jej utrzymać w rękach rodziny majątek, co uznane było za wielką jej zasługę. Bo także dzięki niej Hochbergowie mogli jeszcze przez stulecia cieszyć się swą piękną siedzibą, czyli Książem. A jednak nie jest często wspominana w annałach zamkowych historii.

Kto, poza rodziną Hochbergów, był kluczową postacią dla funkcjonowania zamku, a o kim historia zupełnie zapomniała?

MW: Rzeczywiście, gdy myślimy o Książu, to nasze pierwsze skojarzenia dotyczą rodziny książęcej, z księżną Daisy na czele. A przecież zamek to także dziesiątki osób, które dbały o to, by był on piękny i by dobrze żyło się jego mieszkańcom. Nie będę wymieniać tu ani z imienia, ani z nazwiska konkretnych osób, ale pamiętajmy, że o Książ i o dobrostan jego właścicieli dbały osoby w zamku zatrudnione: pokojówki, kamerdynerzy, opiekunki młodych hrabiów, ich nauczyciele, zacne grono kucharzy, zamkowi historycy, ogrodnicy i jeszcze długo można byłoby wymieniać…

Często odwiedza Pani szkoły i biblioteki – jak zachęcić młode pokolenie do zgłębiania lokalnej historii?

MW: Od wielu lat jestem zwolenniczką tezy, że historią, a zwłaszcza tą lokalną, najlepiej zaraża się poprzez opowieści o ludziach, a nie tylko o datach i stylach w architekturze. Młodzi ludzie bardzo szybko angażują się wtedy, gdy odkrywają, że historia wydarzyła się tuż obok nich – na ich ulicy, w ich kamienicy czy szkole. Ogromną rolę odgrywają też rodzinne wspomnienia, stare fotografie i lokalne legendy. Historia regionalna przestaje być wtedy „podręcznikowa”, a staje się osobista i żywa. Warto również pokazywać, że Dolny Śląsk to miejsce niezwykle wielokulturowe i pełne tajemnic, które nadal czekają na odkrycie.

W swoich audycjach i publikacjach często wspomina Pani o rodzinach, które budowały potęgę Wałbrzycha. Która z tych historii najlepiej oddaje ducha miasta?

MW: Myślę, że doskonale oddaje go historia rodziny Hochbergów związanych z Zamkiem Książ, wielokrotnie tu już przywoływanych. To opowieść o ogromnym bogactwie, ambicjach, ale też przemijaniu i dramatycznych zmianach XX wieku. Z jednej strony mamy przepych jednej z najbogatszych rodzin Europy, z drugiej – trudną historię górniczego miasta, które przez dekady żyło ciężką pracą mieszkańców. Wałbrzych zawsze był miejscem kontrastów i właśnie to czyni go tak fascynującym. I w ten obraz Wałbrzycha, obok arystokratów z Książa, świetnie wpisują się biografie rodów mieszczańskich i przemysłowych, które w XIX wieku budowały potęgę tego miasta. Jedną z moich ulubionych rodzin jest rodzina Tielschów, którzy stworzyli drugą wałbrzyską fabrykę porcelany. Tielschowie byli u schyłku XIX wieku jednym z największych pracodawców w ówczesnym państwie niemieckim. Z jednej strony słynęli z dobroczynności, z drugiej: niestety i w ich fabrykach kilka razy zdarzyły się strajki niezadowolonych z warunków pracy robotników. Lubię także historię jednego z przedstawicieli innego mieszczańskiego i przemysłowego rodu – Georga von Treutla, który wyjechał z Wałbrzycha, wstąpił do służb konsularnych i do historii Europy i nie tylko Europy XIX wieku przeszedł jako „Szara Ekscelencja”. Pracował w ambasadach niemieckich w miejscach jak na owe czasy bardzo egzotycznych: w Japonii, Brazylii i w Norwegii. Jego biografia pokazuje, że Wałbrzych to również miasto niezwykłych ludzi.

Co Pani zdaniem wyróżnia Wałbrzych na tle innych dolnośląskich miast?

MW: Przede wszystkim autentyczność. Wałbrzych nie udaje miasta „pocztówkowego”. Ma surowy, momentami niedopowiedziany charakter, ale właśnie dzięki temu jest prawdziwy. To miasto z niezwykle bogatą historią przemysłową, miasto czterech zamków, dawnych kopalń i niezwykłych krajobrazów. Nie bez kozery Wałbrzych nazywany jest zielonym miastem, bowiem ponad 60 % jego powierzchni zajmują tereny zielone. Ma też wyjątkową energię ludzi, którzy po trudnych latach transformacji nauczyli się na nowo budować swoją tożsamość.

Złoty Pociąg z 2015 r. trwale zmienił sposób, w jaki świat patrzy na Wałbrzych?

MW: Zdecydowanie tak. Niezależnie od tego, czy ktoś wierzył w istnienie pociągu, czy nie, świat ponownie zainteresował się Wałbrzychem i Górami Sowimi. Ta historia przypomniała, jak ogromny potencjał tajemnic i niewyjaśnionych historii kryje Dolny Śląsk. Dla regionu była to także ogromna promocja – nagle o Wałbrzychu, i to przez kilka miesięcy, mówiły media na całym świecie.

Czy region wałbrzyski ma szansę stać się polską „Doliną Loary”? Czego nam brakuje, by turyści zostawali tu na dłużej, a nie tylko na kilka godzin w zamku?

MW: Potencjał jest ogromny, bo mamy tu wyjątkowe nagromadzenie zamków, pałaców i różnorakich krajobrazów. Problem polega na tym, że wciąż zbyt rzadko opowiadamy o regionie jako o całości. Turyści odwiedzają Książ, ale często nie wiedzą, że kilkanaście kilometrów dalej znajdują się równie ciekawe miejsca, nie tylko pałace czy zamki, ale również nietypowe muzea, uzdrowiska, podziemia czy trasy górskie. Potrzebna jest jeszcze lepsza współpraca, nowoczesna promocja, ale przede wszystkim potrzebujemy infrastruktury, która zachęci ludzi do kilkudniowego pobytu w naszym pięknym regionie, a nie tylko do jednodniowej wycieczki.

Gdyby miała Pani wskazać jeden budynek w mieście (poza Książem), który najlepiej opowiada historię dawnego bogactwa tego regionu, co by to było?

MW: Zawsze mam trudność ze wskazaniem jednego budynku, ale… Przede wszystkim wskazałabym Muzeum Porcelany i Starą Kopalnię. Muzeum Porcelany od 100 lat ma swoją siedzibę w pięknym Domu Albertich, który wśród mieszkańców Wałbrzycha nazywany jest Pałacem Albertich. To miejsce niezwykłe, bo dziś ze swoją architekturą i niezwykłymi zbiorami, w tym ogromną kolekcją lokalnej, śląskiej porcelany, pokazuje skalę ambicji i możliwości dawnych mieszkańców Wałbrzycha, oraz postęp technologiczny, jakiemu hołdowano w naszym mieście od początku wprowadzenia tu rewolucji przemysłowej. To również piękny przykład tego, że przemysłowy Wałbrzych miał jednocześnie bardzo eleganckie i reprezentacyjne oblicze.  Stara Kopalnia zaś to opowieść o tradycji górniczej Wałbrzycha w swojej najczystszej postaci. Dziś to 13 zrewitalizowanych budynków pierwszej wałbrzyskiej kopalni węgla kamiennego, której początki sięgają XVIII w. Największym atutem tego miejsca jest jego autentyczność.

Jakie miejsce na turystycznej mapie Dolnego Śląska zajmuje dziś Pani rodzinne miasto – Nowa Ruda?

MW: Cieszę się, że Nowa Ruda coraz mocniej zaznacza swoją obecność na mapie naszego regionu jako miejsce dla osób szukających spokojnego Dolnego Śląska – bez tłumów, ale z niezwykłym klimatem. Ogromnym atutem miasta jest jego położenie, przede wszystkim bliskość gór, jego piękny rynek, wszechobecna historia górnictwa i niepowtarzalna atmosfera dawnych miasteczek pogranicza. To także świetna baza wypadowa do odkrywania całej Ziemi Kłodzkiej, Ziemi Wałbrzyskiej i Gór Sowich.

Nowa Ruda jest małym miastem, ale ma w sobie to coś, tę magię – na czym ona polega?

MW: Na nastroju i historii zapisanej w przestrzeni. W Nowej Rudzie wciąż czuje się dawny klimat pogranicza – trochę tajemniczy, trochę melancholijny. Wąskie uliczki, stare kamienice, otaczające miasto góry i ślady górniczej przeszłości tworzą wyjątkową atmosferę. To miejsce, które nie odkrywa wszystkiego od razu – trzeba dać mu czas, żeby je naprawdę poczuć. A dla mnie osobiście Nowa Ruda-Słupiec to kraina szczęśliwości. To tu spędziłam cudowne, beztroskie dzieciństwo, to tu wracam bardzo często, to tu swoje korzenie zapuściły już cztery pokolenia mojej rodziny…

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *