Zapach preriowego pyłu i tętent koni rodem z amerykańskiego rodeo? Kowbojska pasja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Widowiskowa praca z bydłem i prawdziwy Dziki Zachód w sercu polskich gór. W malowniczej, górskiej wsi Łomnica na Dolnym Śląsku amerykańscy kowboje znaleźli swój drugi dom. To tutaj bije serce jeździectwa westernowego w Sudetach. Tu z miłości do koni narodziło się Rancho Peczudo, które zyskało ogromną popularność dzięki organizacji widowiskowych zawodów Sudezian Rodeo Cup, które łączą sportową rywalizację z kowbojskim stylem życia. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Mariusz Mlazga opowiada m.in. o marzeniach, z których powstało Rancho, szacunku do zwierząt i o tym jak pasja przekształciła sudecką wieś w tętniący życiem, polski Dziki Zachód.
Jak narodziła się miłość do jeździectwa westernowego, czyli jeździectwa w stylu amerykańskim?
MM: Miłość do koni była w naszej rodzinie od zawsze. Dziadek pracował końmi w lesie, dlatego konie były obecne w naszym życiu od pokoleń. Jeśli jednak chodzi o sam western, wszystko zaczęło się od mojego taty. To właśnie on jako pierwszy przywiózł do naszej okolicy westernowe siodło – chyba przez długi czas był jedyną osobą, która takie posiadała. Wracając z wojska, zobaczył je za witryną sklepową i po prostu musiał je mieć. I tak się zaczęło. Z biegiem lat nasza pasja rozwijała się coraz bardziej, podobnie jak całe miejsce i nasze podejście do jeździectwa.
A jak narodził się pomysł na stworzenie Rancho Peczudo w Łomnicy, jednej z wielu niewielkich wsi na Dolnym Śląsku?
MM: Peczudo to imię pierwszego konia mojego taty. Nazwa ma więc dla nas bardzo osobiste znaczenie. Nasza stajnia kiedyś oferowała rajdy konne dla klientów i właśnie z tej inicjatywy powstał profil na Facebooku, aby więcej osób mogło dowiedzieć się o tym, czym się zajmujemy. Z czasem Rancho Peczudo zaczęło rozwijać się znacznie szerzej i dziś to już nie tylko miejsce związane z jazdą konną, ale część naszego codziennego życia.
Co było najtrudniejsze w budowaniu tego miejsca?
MM: Tak naprawdę Rancho Peczudo budujemy cały czas. To nie jest projekt, który kiedyś się skończył – to nie tylko profil na Facebooku czy miejsce, do którego przyjeżdżają ludzie. To całe nasze życie. Na co dzień mamy wiele zwierząt, którymi trzeba się zajmować, a każde z nich wymaga czasu, pracy i odpowiedzialności. Budowanie takiego miejsca to nieustanny proces.
Czym różni się praca z końmi w stylu western od klasycznego jeździectwa?
MM: To dwa bardzo różne style jazdy i trudno je bezpośrednio ze sobą porównywać. W jeździectwie klasycznym konie zazwyczaj pracują na kontakcie, natomiast w stylu westernowym często jeżdżą na luźniejszej wodzy. Różni się sposób prowadzenia konia, komunikacja z nim, styl jazdy i charakter wykonywanej pracy. To po prostu dwa różne światy jeździeckie.
Jakie cechy powinien mieć idealny koń do pracy z bydłem i konkurencji westernowych?
MM: Idealny koń do pracy z bydłem musi mieć przede wszystkim „to coś”. Powinien być dobrze reagujący na pomoce jeźdźca, słuchać nóg i odpowiednio odpowiadać na działanie wodzy. Ważna jest również jego naturalna reakcja na bydło, szybkość myślenia i chęć do pracy. W konkurencjach rodeo również liczy się ten charakter i coś, czego czasami po prostu nie da się dokładnie opisać – koń albo ma do tego predyspozycje, albo nie.
Ile koni mieszka na Rancho Peczudo?
MM: Aktualnie mamy około 30 koni.
Skąd pomysł na organizację zawodów Sudezian Rodeo Cup?
MM: Kiedy zaczynaliśmy, w Polsce praktycznie nie było zawodów tego rodzaju. Sami mamy bydło, mamy konie i od początku chcieliśmy stworzyć coś wyjątkowego – wydarzenie, którego brakowało w naszym kraju. Pojawił się więc pomysł, aby połączyć naszą pasję, doświadczenie i warunki, jakie mamy na miejscu, i stworzyć zawody z prawdziwym westernowym klimatem. Tak narodził się Sudezian Rodeo Cup – z potrzeby zrobienia czegoś nowego i dania ludziom możliwości spróbowania konkurencji, których wcześniej nie mieli okazji oglądać czy uprawiać w Polsce.
Jak dużym wyzwaniem jest przygotowanie konkurencji takich jak Ranch Sorting czy Barrel Racing w górskim terenie?
MM: Sam górzysty teren nie jest tutaj największym problemem. W przypadku Barrel Racing potrzebny jest przede wszystkim odpowiedni plac i beczki, więc przygotowanie tej konkurencji nie jest szczególnie skomplikowane. Trochę trudniej wygląda Ranch Sorting. Potrzebna jest odpowiednia ekipa kilku osób, właściwie przygotowana zagroda dla bydła oraz dokładnie dopasowane wymiary. Tutaj niezbędna jest dobra organizacja i współpraca, aby wszystko było przygotowane bezpiecznie i sensownie – zarówno dla zawodników, jak i dla zwierząt.
Można u Was spróbować jazdy w stylu western?
MM: Oczywiście. Zapraszamy zarówno tych najmłodszych, jak i starszych. Każdy może spróbować jazdy w stylu westernowym i poznać ten sposób pracy z koniem. Najważniejsze są chęci i odpowiednie podejście.
Który z Waszych koni ma najbardziej niezwykłą historię lub charakter?
MM: Każdy koń zostawia po sobie coś w pamięci i każdy ma zupełnie inny charakter. Trudno byłoby wskazać tylko jednego, ale szczególnie bliski mojemu sercu był mój pierwszy ogier rasy APH. Niestety odszedłkilka lat temu. Do dziś jednak bardzo dobrze go wspominam, bo był naprawdę wyjątkowy. To był właśnie taki koń, który miał „to coś”.
Jak buduje się relację i zaufanie z koniem, aby współpracował przy trudnych technicznie zadaniach?
MM: Przede wszystkim trzeba poświęcić koniowi czas i nauczyć się go rozumieć. Zaufania nie da się zbudować w jeden dzień ani wymusić. Koń musi wiedzieć, że może zaufać człowiekowi, a człowiek powinien potrafić zaufać koniowi i odpowiednio odczytywać jego reakcje. Przy trudniejszych technicznie zadaniach najważniejsza jest konsekwencja, cierpliwość i stopniowe budowanie umiejętności. Nie można oczekiwać od konia, że od razu wszystko zrozumie. Każdy etap trzeba dobrze przepracować, a kiedy koń zaczyna rozumieć, czego od niego oczekujemy, współpraca staje się coraz bardziej naturalna. Najlepsze efekty pojawiają się wtedy, gdy koń nie pracuje ze strachu, ale dlatego, że rozumie zadanie i ufa swojemu jeźdźcowi.
Posiadacie konie z Ameryki np. Quarter Horse, czy trenujecie lokalne rasy do stylu western?
MM: Mamy konie rasy AQH, APH, ale również różne mieszanki. Każdy koń ma inne predyspozycje i każdy sprawdza się w czymś innym. Nie zawsze koń musi być rasowym AQH, żeby odnosić sukcesy w konkurencjach westernowych. Doskonałym przykładem jest nasza juniorka, która od kilku lat pozostaje niepokonana w konkurencjach szybkościowych, a startuje na kucyku. To pokazuje, że liczy się nie tylko rasa, ale przede wszystkim charakter, predyspozycje, odpowiedni trening i współpraca konia z jeźdźcem.
Jakie macie marzenia i plany rozwoju Rancho Peczudo na najbliższe lata?
MM: Trudno powiedzieć, co przyniosą kolejne lata, bo Rancho Peczudo cały czas się rozwija, a wiele pomysłów rodzi się po drodze. Najważniejsze jest dla nas jednak to, aby ludzie dobrze wspominali pobyt i jazdy u nas. Chcielibyśmy, żeby Rancho Peczudo było miejscem, do którego chce się wracać – nie tylko dla jazdy konnej czy zawodów, ale również dla atmosfery, ludzi i kontaktu ze zwierzętami. Jeżeli po wizycie u nas ktoś wyjedzie z dobrymi wspomnieniami i będzie chciał wrócić, to znaczy, że robimy to, co naprawdę ma sens.
Dziękuję za rozmowę



























