Kwiaty na działce posiadają swój cykl wegetacyjny i wnikliwie obserwując wzrastanie roślin oraz wpływ na nie warunków pogodowych, można wielu rzeczy się nauczyć, m.in. cierpliwości. Wytrawni działkowicze rozmawiają z roślinami i to jest powszechne i piękne.
Moja siostra zafascynowana moją pasją, kupiła działkę i choć uczyła się wcześniej w klasie biologiczno-chemicznej w liceum, to naturalną dla mnie rzeczą było, że „powinna” wiedzieć więcej o florze i faunie niż ja. Ale nie. Gdy kupiłem działkę (jedynie dwa ary), zapytała mnie, jak wygląda moim zdaniem wegetacja roślin i jak są zapylane, więc odpowiedziałem z mojego już kilkuletniego doświadczenia. Tak często bywa, że teoria mija się z praktyką. Ponadto można natknąć się na różne przepisy działkowe, niejednokrotnie przesądy, ale też mądre porady wynikające z rozsądnej opinii popartej doświadczeniem. Kiedyś usłyszałem, że działka dwuarowa jest w stanie wyżywić przez cały rok czteroosobową rodzinę, gdy ma się doświadczenie, jak gospodarować taką przestrzenią (w skrajnych przypadkach wrażliwi działkowcy, zwłaszcza starszego pokolenia, traktują nadepnięcie kłącza ogórków jako świętokradztwo).
Osobną sprawę stanowią działki rekreacyjne, najczęściej z basenami – utrapienie dla tych, którzy rozmawiają z roślinami.
Prawdziwe meandry to jednak słownictwo działkowe – Dolny Śląsk jest mozaiką kulturową (często pada określenie „tygiel” – słowo pochodzi z języka niemieckiego i oznacza płaskie naczynie do topienia metali lub wosku). Nazwy regionalne z różnych obszarów współczesnej Polski, ale też dawnej Polski (Wilno, Lwów, Stanisławów – podaję te miasta jako symboliczne przykłady. Jest też takie porzekadło w Świdnicy: Limanowa i Wadowice ukradły Świdnicę). A jeszcze dodatkowo mój kolega Michał, wybitny biolog, a konkretnie ichtiolog – jak z rękawa podczas grilla sypie nazwami łacińskimi roślin (klasyfikacja Karola Linneusza).



Ponieważ uprawianie działki jest „uprawianiem duszy”, to każdy działkowicz decyduje, jak będzie gospodarował swoją działką i jest to wymiar wolności, co jest bardzo ważne w sytuacji, gdy przestrzeń jest zawładnięta przez międzynarodowe koncerny. A w tej wolności rzeczą najważniejszą jest żywioł komunikacji. Pomidory i ogórki oraz owoce, choć cieszą oko działkowicza, schodzą na plan dalszy, gdy sąsiad z przyległej działki, chce z nami porozmawiać.
Ale do sedna (wyraz sedno ma ciekawą etymologię – oznacza po prostu wrażliwe miejsce i wywodzi się z pojęć związanych z doświadczeniami polskich kawalerzystów, to podczas wielogodzinnej jazdy konnej pośladki jeźdźca były narażone na zranienia, więc przyjmuje się, że sedno to czułe miejsce i punkt kluczowy, bolesny). Na działce wegetacja przypomina rytm i to jest bardzo inspirujące. Najpierw pierwiosnki i krokusy. Pierwiosnek jest symbolicznym wyrazem nowego początku, odrodzenia i młodości. A krokus (inaczej szafran) to symbol wywodzący się z mitologii greckiej – wiąże się symbolicznie z trzeźwością. Żonkile i narcyzy – ciekawa tu jest specyfikacja. Podobno każdy żonkil jest narcyzem, a nie każdy narcyz żonkilem. Narcyz pochodzi z mitologii greckiej (zapatrzony sam w siebie), a żonkil z języka francuskiego poprzez „pożyczkę” z języka hiszpańskiego.



Piękne konwalie są obecne na mojej działce. Etymologia jest niejednoznaczna. Jednak zawsze na ulicy Łukowej w Świdnicy, która jest porównywana do ulicy Świdnickiej we Wrocławiu ze względu na ilość przechodniów, którzy przechodzą tymi często uczęszczanymi arteriami miejskimi, konwalie sprzedaje starsza pani (kupuję często, bo to rodzaj docenienia osób, które tworzą urokliwy klimat miasta).
W moich poszukiwaniach działkowo-językoznawczych, które są bardzo wzbogacające, pojawiają się szafirki. Okazuje się, że nazwa tych urokliwych roślin jest zapożyczeniem z języka niemieckiego (Saphir), ale nie bądźmy zbyt przesadni, bo gdy sięgnąć głębiej, określenie „przywędrowało” z łaciny, a do łaciny z greki, a wcześniej z języka perskiego. Widać ewidentnie, że słowa podróżują wraz z osobami. Trochę rzecz ma się podobnie z kolejnym kwiatem – tulipanem, choć podobno trzeba „wysadzać” cebulki i je przesuszyć, by tulipany nie zdziczały. Nie zrobiłem tego, więc wyrosły mniejsze niż zwykle, jednak wyrosły – słowo tulipan przybyło do polszczyzny z języka perskiego poprzez pośrednictwo języka tureckiego, choć Europejczycy przyswoili nazwę mylną (i trochę to przypomina historię przemian w polskiej kulturze słowa okowita – niewykształceni chłopi tak określili wódkę, bo nie znali łaciny – aqua vitae (woda życia). Przy okazji warto obejrzeć polski serial z 1986 roku o słynnym uwodzicielu nazwanym „Tulipan”.
Kolejnym pięknym zjawiskiem na działce jest barwinek. Barwinek symbolizuje nieśmiertelność i faktycznie w tym przekonaniu coś tkwi – obrasta wszystko i nie można pozbyć się go z działki. Kaczeńce to kolejne rośliny (knieć błotna, łacina: anas, czyli kaczka) – lubi wilgoć. Storczyki, które dostałem od pana Tadeusza, świdnickiego malarza i działkowca, którego poznałem jako człowieka niezwykle życzliwego w pubie „Pod Kasztanem”, gdzie są eksponowane jego obrazy.
Dosyć pokaźnie „działa” na działce liliowiec rdzawy oraz mniszek lekarski (symbol energii słońca, odrodzenia, zdrowia) – pyszny miód można z niego uzyskać.
Za moich czasów uczniowskich, w podstawówce, popularne jako pewna metoda kształcenia było tworzenie zielników. Podarowałem Państwu swego rodzaju zielnik językowy.
Co robią kwiatki na działce – może, gdy mają ochotę, to zakwitną?

Słowa potrafią zmieniać świat na lepszy.
Wojciech Koryciński









