Dolny Śląsk to tygiel kultur, w którym powojenne losy mieszkańców stworzyły unikalną mozaikę tradycji. Z tych tradycji, doświadczeń, rozmów i często zagmatwanych ludzkich losów czerpie inspirację do swoich książek Monika Bisek-Grąz, kulturoznawczyni, wykładowczyni i autorka głośnej powieści „Przystanek”. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk autorka opowiada m.in. o roli wyobraźni i jej granicach, regionie, który złożony jest z pamięci przywiezionych i roli kobiet w lokalnej społeczności.
Powieść potrzebuje wyobraźni? Jak bardzo autor może popuścić jej wodze?
MB: Tak, potrzebuje. Bez wyobraźni powieść byłaby tylko zapisem zdarzeń, a nie literaturą. Ale ja myślę o wyobraźni nie jak o samowoli, tylko jak o narzędziu, które pozwala wejść głębiej w człowieka, w jego lęki, pamięć, pragnienia. Autor może popuścić jej wodze bardzo daleko, pod jednym warunkiem: że nie zdradzi prawdy emocjonalnej. Czytelnik wybaczy wiele fabularnie, ale nie wybaczy fałszu.
Jak udaje się Pani łączyć rygor naukowy badacza z wolnością, jaką daje pisanie beletrystyki?
MB: To są dwa różne porządki, ale one się u mnie nie wykluczają. Badaczka uczy mnie uważności, dyscypliny i szacunku do szczegółu. Pisarka daje mi przestrzeń, by z tych szczegółów zbudować świat, którego nie da się opisać przypisem. W nauce trzeba coś udowodnić. W literaturze trzeba sprawić, żeby czytelnik poczuł, że to mogło się wydarzyć naprawdę. I chyba właśnie w tym miejscu te dwa światy się spotykają.
Czy Wałbrzych i jego okolice to dla Pani niewyczerpane źródło historii, czy raczej tło dla uniwersalnych ludzkich losów?
MB: Jedno i drugie. Wałbrzych i Dolny Śląsk są dla mnie miejscem wyjątkowym, bo po 1945 roku wszystko trzeba tu było układać od nowa: pamięć, tożsamość, sąsiedztwo, codzienność. To daje ogromny materiał do opowiadania. Ale nigdy nie interesuje mnie sama „lokalność” jako dekoracja. Najciekawsze jest to, że w konkretnym miejscu ujawniają się rzeczy uniwersalne: tęsknota za domem, potrzeba zakorzenienia, miłość, strata, wybory, których konsekwencje zostają na całe życie.
Bohaterowie Pani powieści mają swoje pierwowzory w rzeczywistych osobach, które np. Pani spotkała?
MB: Nie tworzę bohaterów jako kopii konkretnych osób. Raczej składam ich z obserwacji, zasłyszanych historii, emocji, czasem z drobnych gestów albo zdań, które zapadają w pamięć. Bywa więc, że ktoś odnajduje w postaci czyjś rys, sposób mówienia czy rodzaj wrażliwości, ale literacki bohater jest zawsze kimś osobnym. Musi mieć własne życie, a nie tylko cudzy biogram.
Co w tradycjach i zwyczajach regionu wałbrzyskiego uważa Pani za najbardziej unikalne w skali kraju?
MB: Najbardziej wyjątkowe jest dla mnie to, że jest to region złożony z pamięci przywiezionych. Po wojnie spotkały się tu różne doświadczenia, zwyczaje, języki domu, obrzędy rodzinne, sposoby świętowania. To nie jest kultura jednorodna, tylko kultura zszywana z wielu kawałków. I właśnie to zszywanie jest unikalne. Na Dolnym Śląsku bardzo wyraźnie widać, że tradycja nie zawsze jest czymś „odwiecznym”; czasem jest czymś, co trzeba było dopiero wspólnie zbudować od nowa. Ten obszar badałam także naukowo, czego pokłosiem są wydane m.in. książki ,,Powojenny Wałbrzych. Miasto kultur” oraz ,,Dziedzictwo kulturowe Wałbrzyskiego. Wierzenia, zwyczaje i obrzędy rodzinne”.
Często pisze Pani i opowiada o kobietach. Jak zmieniła się rola kobiety w lokalnej społeczności na przestrzeni dekad?
MB: Zmieniła się bardzo, ale nie powiedziałabym, że to była prosta droga od zależności do wolności. Kobiety przez dekady dźwigały ciężar codzienności, spajały rodziny, organizowały życie w świecie, który często był niepewny i prowizoryczny. Dziś mają większą podmiotowość, większą niezależność i odwagę, by nazywać własne potrzeby. Ale jednocześnie nadal bardzo często są obciążone odpowiedzialnością za innych. Interesuje mnie właśnie ten moment napięcia: między siłą a zmęczeniem, między sprawczością, a ceną, jaką się za nią płaci.
O co czytelnicy pytają Panią najczęściej i co w spotkaniach z nimi jest najbardziej wzbogacające?
MB: Bardzo często pytają, co w moich książkach jest prawdą, a co literackim przetworzeniem. Pytają też, skąd biorą się bohaterowie i czy w tych historiach jest coś ze mnie. To są dobre pytania, bo pokazują, że czytelnik chce wejść pod powierzchnię fabuły. Najbardziej wzbogacające w spotkaniach autorskich jest dla mnie to, że książka przestaje być już tylko moja. Czytelnicy dopowiadają ją własnym doświadczeniem. Czasem widzą w niej coś, czego autorka na początku wcale nie planowała, i to jest jeden z najpiękniejszych momentów w pisaniu. W relacjach ze spotkań autorskich podkreślano właśnie rozmowę o historycznych wątkach i żywy kontakt z publicznością.
Gdyby miała Pani wskazać jedną „białą plamę” w historii Wałbrzycha, którą chciałaby Pani opisać, co by to było?
MB: Najbardziej interesuje mnie to, co działo się tuż po wojnie w zwykłym, codziennym wymiarze. Nie wielka historia, tylko życie ludzi, którzy trafili do obcego miasta, do cudzych mieszkań, w przestrzeń po kimś. Jak urządzali dom? Jak uczyli się miejsca? Jak oswajali stratę i niepewność? Właśnie tam widzę ogromną, wciąż nie do końca opowiedzianą historię. Bo fundament regionu nie powstał tylko z decyzji politycznych, ale z tysięcy drobnych ludzkich prób zaczynania od nowa.
Jak narodził się pomysł na książkę „Przystanek”, która stała się Pani debiutem?
MB: „Przystanek” wyrósł z mojej wieloletniej fascynacji Dolnym Śląskiem i ludzkimi losami wpisanymi w ten region. Od dawna zajmowałam się pamięcią, tożsamością, powojennymi przesunięciami i tym, jak historia osiada w codzienności. W pewnym momencie poczułam, że nie wszystko da się powiedzieć językiem naukowym. Że jest jeszcze coś pomiędzy dokumentem a emocją. I właśnie z tej potrzeby narodziła się powieść. Chciałam opowiedzieć historię zakorzenioną w konkretnym miejscu, ale taką, w której czytelnik odnajdzie także własne pytania o życie, wybory i przystanki, na których czasem zatrzymuje nas los.
Nad czym teraz Pani pracuje?
MB: Pracuję nad kolejnymi tekstami i coraz mocniej myślę o dalszym rozwijaniu świata, w którym historia regionu spotyka się z literaturą. Interesują mnie opowieści o pamięci, tożsamości, kobietach, o tym, co dziedziczymy po miejscach i po ludziach. To wciąż ten sam obszar pytań, ale z każdą książką chciałabym wchodzić głębiej: mniej w sam opis, bardziej w sens. Mam nadzieję, że Czytelny będą mogli już w najbliższych miesiącach zapoznać się z moją kolejną powieścią.
Dziękuję za rozmowę











