„Pamiętam pierwsze spotkania z architektem. Ja chcę rozmawiać o historii sztuki, architekturze, rozkładzie wnętrz – a on mnie pyta, jakie przewiduję źródło ciepła. Uznałem to za irytujące zawracanie głowy” – wspomina dziś Martin Sobczyk, współwłaściciel Zamku Sarny w Ścinawce Górnej. Zamku, który jeszcze w 2013 r. był smętną ruiną, a dziś jest miejscem, do którego ludzie przyjeżdżają z całej Polski i zagranicy.
W jakim stanie zastał Pan zabytek w 2013 r., a jak on wygląda dziś po ponad dekadzie od kiedy jest Pan współwłaścicielem Zamku Sarny?
MS: Zastaliśmy smętną ruinę. Po wielu godzinach jazdy z Warszawy uznałem w pierwszej chwili, że to się nie uda. Dachów albo nie było, albo się waliły, a w najlepszym razie były mocno nieszczelne. Mury zagrzybione, wszystko tonęło w błocie. Obraz całkowitego upadku. Po 12 latach zmagań dachy dziewięciu budynków są naprawione albo odbudowane. Przede wszystkim sześć budynków jest już po kapitalnym remoncie. W nich znajdują się pokoje gościnne, restauracja i kawiarnia. I przede wszystkim XVIII-wieczna kaplica, której remont wydawał się zadaniem niemożliwym. Przed nami dokończenie konserwacji malowideł, ale sam remont budynku dobiegł w zeszłym roku końca. Różnica między tym, co było w 2013 a tym, co jest w 2026 roku, jest kolosalna – z obiektu skazanego na zagładę udało się stworzyć żywy ośrodek kultury, miejsce, do którego ludzie przyjeżdżają z całej Polski i z zagranicy.
Co do tej pory było największym remontowym wyzwaniem?
MS: Nauczenie się, jak remontować. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia, pierwszy budynek był polem minowym. Pamiętam pierwsze spotkania z architektem. Ja chcę rozmawiać o historii sztuki, architekturze, rozkładzie wnętrz – a on mnie pyta, jakie przewiduję źródło ciepła. Uznałem to za irytujące zawracanie głowy. Oczywiście miał rację, i ogrzewanie to temat, od którego teraz zaczynamy każdy kolejny etap remontu. W dobie szalejących cen energii to kwestia szczególnie trudna. Drugim wielkim wyzwaniem jest biurokracja i przepisy. Straż pożarna chce nowoczesnych instalacji, które niszczą historyczne wnętrza. Konserwator wymaga autentyczności. Dla urzędu skarbowego i ZUS-u jesteśmy jednym z wielu przedsiębiorców, których – mimo niewielkiej skali – obowiązują takie same zasady, jak Orlen.
Czy prawdą jest, że zamkiem interesowała się brytyjska organizacja Save Britain’s Heritage i sam książę Karol?
MS: W marcu 2010 r. ówczesnemu księciu złożono przy świadkach obietnicę, że obiekt przejmie londyńska fundacja i przeprowadzi pod jego patronatem remont. Początkowo o tym nie wiedzieliśmy, opieraliśmy się na plotkarskich w tonie doniesieniach prasowych. Ale okazało się to prawdą. Ostatecznie do transakcji nie doszło z powodów formalnych – nie było możliwości przekazania obiektu za darmo, a takie było pierwotne uzgodnienie. Idziemy jednak w podobnym kierunku, choć magia królewskiego dworu przyczyniłaby się do rozsławienia obiektu. Z drugiej strony: czy bardzo znany na świecie jest Zalanpatak, rumuńska agroturystyka obecnego króla Karola III? Nie umniejszając królowi, też umiemy promować to miejsce.


Jak finansowana jest odbudowa tak ogromnego kompleksu pałacowo-folwarcznego?
MS: Bez prywatnych funduszy nie byłoby mowy o sukcesie. W 80 procentach rewitalizacja Saren finansowana jest z naszych własnych kieszeni. Oznacza to, że od ponad dekady większość oszczędności lokujemy tutaj. Środki publiczne to 20 procent łącznych kosztów. Finansującym jest głównie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dzięki któremu bardzo zaawansowany jest remont pałacu. Swoje dorzuca Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków i Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Bez tych środków dopiero zastanawialibyśmy się, co począć z najbardziej wartościowymi budynkami zespołu – tymczasem są one na progu ponownego funkcjonowania.
Na jakim etapie prac jesteśmy dzisiaj?
MS: Jesteśmy w ok. 60 procentach zaawansowania całości, przed nami jeszcze ok. siedmiu lat intensywnej pracy. Za nami najbardziej uciążliwe zakresy, które dały świetne efekty w postaci 26 pokoi gościnnych i możliwości organizacji znaczących wydarzeń. Przed nami podwojenie liczby pokoi, a przede wszystkim docelowy remont XVI-wiecznej rezydencji. Rozwijamy też enoturystykę opartą na zasadzonej w 2025 r. winnicy. To nie tylko remont budynków, ale też odtworzona funkcja majątku w Sarnach.
Zamek funkcjonuje obecnie jako hotel i miejsce wydarzeń kulturalnych. Jakie wydarzenia odbyły się w jego murach do tej pory, a jakie są planowane na ten rok?
MS: Od 2015 r. prowadzimy Międzynarodową Letnią Szkołę Muzyki Dawnej i chyba jej uczestnicy najbardziej widzą postępy prac – początkowo koncertowaliśmy na placu budowy, teraz jesteśmy w stanie wszystkich ugościć, nakarmić i zrealizować ambitne projekty filmowe, np. nagrania na temat muzyki Mikołaja Zieleńskiego. W tym roku odbędzie się kolejna edycja szkoły. Od 2019 r. uczestniczymy w Festiwalu Góry Literatury Olgi Tokarczuk, będąc od pięciu lat jego główną sceną. W tym roku w dniach 10-18 lipca kolejna jego edycja. Noblistka i jej mąż – mieszkający w sąsiednim Krajanowie – stali się przez te lata naszymi bliskimi przyjaciółmi. A 16 maja odbędzie się specjalne wydarzenie, które – mamy nadzieję – będzie coroczne. W 288. rocznicę istnienia kaplicy wystawimy koncert zgodnie z życzeniem hrabiego-fundatora, który chciał, aby w tym dniu zabrzmiała msza śpiewana. Życzył sobie też i zobowiązał każdorazowego posiadacza Saren, do tego, aby kaplica była zachowana w dobrym stanie In futurum et in perpetuum – na przyszłość i na wieki. Pod tym hasłem odbędzie się ten koncert.
Festiwal „Dni Chwały” idealnie wpisuje się w Zamek Sarny?
MS: To rekonstrukcyjny festiwal średniowieczny, który organizujemy po raz pierwszy – 5-7 czerwca. Grupa wojów ćwiczy u nas od jakiegoś czasu, więc w czerwcowy weekend postanowiliśmy wspólnie zorganizować warsztaty i muzykę na żywo. Zamek do tej pory ma otwory strzelnicze, w tym na działo artyleryjskie. Jakiś czas temu znaleźliśmy kulę armatnią z XVII wieku. Wiemy więc, że różne potyczki miały tu miejsce. Ten festiwal pomoże nam sobie to wyobrazić.
Jak Zamek Sarny wpisuje się w turystyczną mapę Kotliny Kłodzkiej, sąsiadując z Górami Stołowymi i Sowimi?
MS: Kiedy kupiliśmy te ruiny, zorientowaliśmy się, że mieszkańcy uważają to miejsce za „koniec świata”. Byliśmy tym zdziwieni bo jeden rzut oka na mapę pokazuje, że to jest centrum Europy, i to niezwykle atrakcyjne.
Sarny są idealnie położone do zwiedzania tego świetnego obszaru, który śmiało można porównać z Toskanią. Na wyciągnięcie ręki mamy uzdrowiska, klasztory, zamki i pałace – tak po stronie polskiej, jak i czeskiej. Wielu naszych gości bazuje u nas i przez wiele dni robi wycieczki po jednym z najpiękniejszych regionów Europy.


Jakie tajemnice podczas dotychczasowych remontów odkrył Zamek Sarny?
MS: Obiekt wydawał się tak zniszczony, że nic już tu nie było do odkrycia. A jednak mamy bardzo dużo zakrytych wcześniej malowideł, XVI-wiecznego sgraffito, śladów przeszłości. Najbardziej inspirującym odkryciem był korytarz pod budynkiem zarządcy majątku. Był to prawdopodobnie kanał odwadniający, który w części był drogą ucieczki z zamku w momencie oblężenia. Córka ostatniej dziedziczki powiedziała nam też, gdzie był cmentarz dworskich psów. Bardzo nas to poruszyło i kiedy kilka lat temu odszedł nasz ukochany chihuahua Czesio, jego ciało spoczęło właśnie tam, na końcu parku tuż nad rzeką.
Jaki jest plan remontowy na ten rok?
MS: Prowadzimy właśnie remont kolejnego budynku, w którym znajdą się sale degustacyjne i konferencyjne. W nim będziemy oferować degustacje win, w tym z naszej toskańskiej winnicy Casa Bucarelli. To winnica położona pod Cortoną, która po raz pierwszy w tym roku pokazuje swoje produkty. Jednocześnie kończymy remont parteru Domu Dziedzica, gdzie znajdą się kolejne dwa pokoje gościnne. Kontynuujemy remont elewacji pałacu. W ten sezon wchodzimy z zupełnie nowym wizerunkiem, z odnowionymi elewacjami, i ze wstawionymi oknami w pałacu – z cienkimi szybami o bardzo wysokich parametrach cieplnych. To pierwsza taka realizacja w Polsce. Jeśli uda się pozyskać środki publiczne na ten rok, przed nami kolejne piękne elewacje i dokończenie konserwacji polichromii w kaplicy.
Dziękuję za rozmowę
Foto: użyczone











