Strona główna / Wywiady / Sylwia Zwolińska: Jestem sprzątaczką i psychologiem

Sylwia Zwolińska: Jestem sprzątaczką i psychologiem

Prowadzi firmę sprzątającą, ale porządkowanie „prawie czystych domów” jej nie kręci. Lubi zakasać rękawy i wchodzić tam, gdzie inni się boją, a nawet brzydzą. Ulubione zlecenia? Sprzątanie domów zbieraczy. Z Sylwią Zwolińską ze Świdnicy rozmawia Karolina Osińska-Marcińczyk.

Dlaczego zdecydowałaś się pomagać ludziom, którzy dosłownie „zakopali się” we własnej przeszłości?

– Kiedy podjęłam decyzję o przebranżowieniu się na sprzątanie, nie sądziłam, że będę robić akurat to. Jednak sprzątanie prawie czystych domów było strasznie frustrujące… Kompletnie nie dawało satysfakcji, nawet zarobione „łatwo” pieniądze nie dawały minimum radości. Aż nadszedł dzień, kiedy zadzwoniła klientka z „grubszym tematem”. W pierwszej chwili trochę bałam się tego podjąć, ale ja należę do ludzi, którym bardzo ciężko się poddać, więc postanowiłam zaryzykować. To było najpiękniejsze zlecenie, jakie do tej pory miałam. I właśnie to wtedy przyszła ta myśl, że chcę robić tylko to. Jednak mieszkam w małym mieście i tych zleceń nie ma bardzo dużo. Każde, które miałam do tej pory ma swoją historię i niekoniecznie jest to tylko czyjaś przeszłość. Jest to teraźniejszość w jakiej żyją i bez impulsu do zmiany prawdopodobnie to także przyszłość tej osoby czy rodziny.

Czy praca ze zbieraczami to nie tylko sprzątanie, ale i socjoterapia?

– Tak, to nie jest tylko sprzątanie. To jest uczenie się podejścia do człowieka w często bardzo trudnej sytuacji. Są tu niepełnosprawności, choroby, alkoholizm i wiele innych. Zawsze przed rozpoczęciem zlecenia staram się zapoznać z sytuacją, żeby wiedzieć jak się zachować i jak nastawić swoje podejście. W takiej pracy jestem sprzątaczką, słuchaczką, psychologiem, opiekunem, ale przede wszystkim kimś kto musi zrozumieć. Nigdy się nie naśmiewam, nie oceniam, staram się za to analizować jak doszło do danej sytuacji oraz co dana osoba lub jej rodzina mogą zrobić, aby powtórnie nie dopuścić do takiego stanu.

Zbieractwo to chyba tylko objaw. Co Twoim zdaniem jest tą „prawdą pogrzebaną głębiej” pod stertami niepotrzebnych przedmiotów?

– Tak jak wcześniej wspomniałam, często mają na to wpływ różne czynniki, jak choroba. Niepełnosprawność intelektualna, alkoholizm, czy choroba psychiczna. Choć samo zbieractwo też jest klasyfikowane jako choroba: syllogomania. Dla przykładu: jeden pan alkoholik miał cały dom w puszkach i butelkach. Jedna pani, umysł pięciolatki w ciele dorosłej kobiety, mieszkająca sama – to chyba każdy potrafi sobie sam wyobrazić. Druga – schizofrenia, cały dom obładowany dosłownie wszystkim: jedzeniem, ciuchami, gratami, śmieciami.

Czym jest dla Ciebie godność w kontekście osoby, która straciła kontrolę nad swoją przestrzenią życiową?

– Przede wszystkim staram się zrozumieć, dlaczego doszło do takiej sytuacji. Taka osoba nie jest dla mnie gorsza w żadnym stopniu, bo tu „coś się zadziałało”, że tak się stało. Choroba, brak wsparcia i pomocy. Często rodzina nie pomaga dopóki sytuacja nie jest na ostrzu noża. Często było tak że rodzina podejmowała się sprzątania dopiero jak zainteresował się MOPS albo inne instytucje, ale nie zawsze. Jeśli chodzi o rzeczy, tu niestety muszę podchodzić bardzo chłodno. Bo rozumiem, że dla chorego To jest cały jego świat, ale to nie jest dla niego dobre i tu muszę podejść totalnie bez emocji i jeśli mam wyrzucić wszystko to wyrzucam wszystko, bez sentymentów. Zdarzało się tak że rodzina prosiła, aby wyrzucając ciuchy zostawić jakieś lepsze, żeby ta osoba miała co ubrać. Albo sytuacja gdzie ja musiałam zadecydować co jest do wyrzucenia co nie – takie są najtrudniejsze, bo ciężko jest decydować o kimś.

Sprzątanie po zbieraczach to często walka z chaosem. Czy dostałaś podczas tego zajęcia jakieś „lekcje pokory”?

– Nauczyłam się, że każdy przypadek muszę traktować indywidualnie, bo to nie jest tak, że na przykład każdy chory jest taki sam. I wracając tutaj do pani z umysłem pięciolatki, myślałam że wystarczy proste podejście jak do dziecka, ale okazało się że jest to osoba dość agresywna, a przy tym sporo wyższa ode mnie. Padły wyzwiska i że mam wypier… Grunt to zachować spokój. Na koniec dostałam obrazek z podziękowaniem za sprzątanie. Minęło kilka lat, a ja mam go do dzisiaj.

Jak nie pozwolić, by nasz własny dom stał się składowiskiem, a pozostał bezpiecznym schronieniem? Systematyczne sprzątanie w przypadku Twoich klientów wystarczyłoby, czy problem pogrzebany jest dużo głębiej?

– W większości przypadków problem niestety był pogrzebany dużo głębiej. Ale myślę że systematyczna pomoc rodziny mogłaby tu zdziałać dość dużo. Ale nie ukrywajmy, mamy czasy gdzie wszyscy są zabiegani, może myśl o pomocy przychodzi w porę, ale samo działanie przychodzi trochę za późno.

Dziękuję za rozmowę.

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *