16 września 1999 roku w Holandii wystartowała pierwsza na świecie edycja programu „Big Brother”. Format stworzony przez firmę Endemol bezpowrotnie odmienił oblicze mediów, dając początek erze nowoczesnego reality show.
Choć pomysł zyskał gigantyczną popularność i przyciągał przed ekrany miliony widzów, od samego początku wywoływał skrajne emocje i burzliwe dyskusje moralne.
Zamknięci przed kamerami pod okiem Wielkiego Brata
Założenia programu były proste, a zarazem rewolucyjne: grupa obcych sobie ludzi wprowadzała się do naszpikowanego kamerami domu, zostając całkowicie odciętą od informacji ze świata zewnętrznego. Życiem uczestników sterował tajemniczy, gruby głos dobiegający z głośników, wydający bezwzględne polecenia. Co tydzień w dźwiękoszczelnym Pokoju Zwierzeń dochodziło do nominacji, a o usunięciu wytypowanych osób z programu decydowali widzowie w głosowaniu SMS.
Polskie szaleństwo i 10 milionów przed telewizorami
W Polsce „Big Brother” zadebiutował 4 marca 2001 roku na antenie TVN i natychmiast stał się popkulturowym fenomenem. Prowadzony przez Martynę Wojciechowską i Grzegorza Miecugowa program bił wszelkie rekordy. Wielki finał pierwszej edycji obejrzało niemal 10 milionów widzów, co uczyniło go najpopularniejszą audycją w kraju w 2001 roku. Dedykowana strona internetowa generowała wielomilionowe odsłony od pierwszego dnia emisji. Program wygenerował dla stacji 120 milionów złotych wpływów i spopularyzował w Polsce usługi SMS Premium.
Kontrowersje, krytyka i rekordowe kary
Od samego początku format budził ogromny sprzeciw wielu środowisk. Psychologowie (w tym m.in. Wojciech Eichelberger), organizacje chrześcijańskie oraz Rada Etyki Mediów zarzucali programowi etyczną demoralizację, wywoływanie nawyku podglądactwa oraz promowanie patologii.
W historii polskiej telewizji szczególnie zapisały się wydarzenia w jacuzzi z udziałem Agnieszki Frykowskiej i Łukasza Wiewiórskiego, które wywołały ogólnokrajowy skandal. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła wówczas na stację TVN najwyższą w tamtych czasach karę finansową w wysokości 300 tysięcy złotych za rozpowszechnianie śmiałych scen erotycznych. Sprawa zakończyła się ostatecznie ugodą i zmniejszeniem grzywny, jednak debata nad granicami wolności przekazu w mediach trwa do dziś.
Marta Kot, fot. X-NEWS











