Strona główna / Zapowiedzi / Architektura ludzkich potrzeb i kształtowanie młodych artystów

Architektura ludzkich potrzeb i kształtowanie młodych artystów

Od rysunku i snycerstwa, przez architekturę wnętrz, aż po monumentalne instalacje artystyczne. Jej instalacje intrygują, a rzeźby zmuszają do zatrzymania się w biegu. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Jolanta Sznabel, artystka, rzeźbiarka, ceramiczka oraz wykładowczyni związana z wałbrzyską Akademią Nauk Stosowanych Angelusa Silesiusa i wrocławską ASP opowiada m.in. o swojej pasji, regionalnych wystawach i o tym, jak młode pokolenie redefiniuje współczesną sztukę.

Festiwal Kłącze po raz trzeci gościł w zabytkowych murach Młyna Hilberta w Dzierżoniowie. Dzięki temu mogliśmy podziwiać porcelanowe cuda wykonane przez Studentów Akademii Nauk Stosowanych Angelusa Silesiusa w Wałbrzychu – jakie prace pojawiły się na tej wyjątkowej wystawie?

JSZ: Prezentowane formy to prace studentów (również już absolwentów) działających w rzeźbiarskim Kole Naukowym FormacJa. Są to: Adrian Bartkowiak, Mateusz Golmento, Emilia Kiryluk, Zuzanna Kobiela, Oktawia Kubień, Magdalena Lema, Joanna Nowak, Oliwia Stawecka, oraz ja. Formy zostały wykonane w ramach  Roku Wałbrzyskiej Porcelany, stąd porcelana jest dominującym materiałem. Jak uczestnicy wystawy sami napisali w katalogu, wybrane prace pokazują różnorodność postaw: od fascynacji surową materią, przez reinterpretację tradycyjnych technik, aż po subtelne gesty emocjonalne zatrzymane w porcelanie. W ich działaniach porcelana powraca już nie jako produkt fabryczny, ale jako żywa materia – krucha, podatna na eksperyment, otwarta na symbole, pamięć i gest. Różnorodność prezentowanych realizacji – sięgających nie tylko po wspomnianą już  porcelanę, ale też po glinę, szamot, szkliwa, tlenki metali, metal, tkaninę – pokazuje, że tradycja nie jest monolitem, lecz przestrzenią ciągłego dialogu. W tym sensie wystawa nie tylko kontynuuje wałbrzyskie dziedzictwo, ale je przeobraża, stąd tytuł wystawy: reFormy. Ta gra słów ma tu ogromne znacznie, podkreślając zmienność, proces, i wszelkie nieuniknione niedoskonałości. Wspomagając się znowu katalogiem do wystawy: ważnym elementem części prezentowanych obiektów jest również wykorzystanie fragmentów i pozostałości porcelanowych form pochodzących z dawnej fabryki. To świadomy gest odnoszący się do historii tego miejsca i ludzi, którzy przez lata byli z nim związani. W pewnym sensie prace dotykają także emocji towarzyszących przemianom przemysłowym – niepewności i nostalgii związanej z losem zakładów, które przez dziesięciolecia stanowiły ważną część lokalnej tożsamości. Dzięki temu porcelana staje się nie tylko materiałem artystycznym, ale również nośnikiem pamięci.

 Jakimi technikami zostały wykonane?

JSZ: W największym skrócie, są to prace z gliny szamotowej i porcelany, wypalone, pokryte szkliwami i tlenkami metali, a następnie ponownie wypalone. Z wyjątkiem jednej pracy Pani Zuzanny Kobieli, która pozostała po wypale na biskwit pozostawiona w formie surowej. Dla wszystkich autorów technika była wyzwaniem, a to prowokuje do autorskich eksperymentów.

Festiwal Sztuk Kłącze to cykliczne wydarzenie odbywające się w Dzierżoniowie łączące sztukę, muzykę, wystawy – uważa Pani, że powinno być więcej takich lokalnych wydarzeń, wernisaży itp., podczas których studenci mogliby zaprezentować swoje prace?

JSZ: Oczywiście, że pragnęlibyśmy więcej tego typu wydarzeń, myślę, że z roku na rok będziemy starać się pokazywać coraz więcej, coraz szerszej publiczności. Dla nas to również ogrom pracy wykonywanej poza głównym nurtem studiów, które też do łatwych nie należą, i musimy liczyć się z tym, że studenci mają te same 24 godziny na dobę i tyle samo dni w tygodniu. Festiwal Kłącze pokazuje, jak dobrze uzupełniają się różne dziedziny sztuki. Połączenie sztuk wizualnych, muzyki i spotkań sprawia, że wydarzenie staje się bardziej dostępne dla odbiorców. Łączenie wydarzeń, nieoczywiste miejsca, to trochę magnes by pobudzić ciekawość i zachęcić do uczestnictwa i czynnego udziału.

Architektura Wnętrz jest dziś popularnym kierunkiem studiów?

JSZ: Na szczęście jest popularna w sam raz. Trudno sobie wyobrazić, że kierunek projektowy byłby tak samo popularny jak te najbardziej oblegane. Co nie znaczy, że nie potrzebujemy więcej projektantów, architektów wnętrz na rynku pracy. Jesteśmy w takim momencie, kiedy myślenie projektowe, twórcze, staje się coraz ważniejsze. Więc cieszymy się, że studenci do nas przychodzą, a my chętnie pokazujemy, że perspektywy pracy to nie tylko biura projektowania wnętrz.

Jak wyglądają zajęcia praktyczne na tym kierunku i jakie prace na nim powstają?

JSZ: Studia na naszej uczelni to też bardzo dużo godzin praktyk zawodowych. Staramy się dać narzędzia, a potem to pracodawcy weryfikują możliwości, zgłaszając nam realne potrzeby. To obustronna komunikacja i obustronny zysk. Zajęcia praktyczne na uczelni to nie tylko te na pierwszy rzut oka widoczne i odbierane „artystycznie”, czyli malarstwo, rysunek czy rzeźba, które po prostu muszą być. Trudno wyobrazić sobie projektanta, który nie potrafi szybko i sprawnie zrobić szkicu, zachowując przy tym czytelność i proporcje. Stąd uczymy tych tradycyjnych przedmiotów, bazujących na obserwacji i pamięci mięśniowej. Ale praktyczne zajęcia, to też kosztorys, instalacje budowlane, zajęcia uczące oprogramowania typu cad, modelowanie 3D, wizualizacje czy… angielski. Możliwość wyjazdu za granicę w ramach współpracy z innymi uczelniami, to ważny element nauki praktycznej, i stąd możemy płynnie przejść do kolejnego pytania

Jakie kluczowe cechy stara się Pani zaszczepić w młodych adeptach architektury wnętrz?

JSZ: Adaptatywność. Otwartość, elastyczność. Umiejętność współpracy. Młodzi ludzie wchodzą na rynek pracy który się dynamicznie zmienia. Ich kariery mogą być bardzo różne, od instytucji kultury, przez tradycyjnie rozumiane pracownie projektowe, po handel, zakłady produkcyjne, administrację ( zarządzanie nieruchomościami). Oraz wszędzie tam, gdzie kreatywne myślenie, łączy się z umiejętnościami technicznymi, czy manualnymi ( pracownie rzemieślnicze, manufaktury).

Jakie trendy we współczesnej architekturze wnętrz uważa Pani za najbardziej wartościowe, a jakie za przejściową modę?

JSZ: To trudne pytanie i łatwe zarazem. Ponieważ trendy z założenia są przejściowe, i zawsze przeminą. Zostanie dobrze przemyślana funkcja, a dekoracje łatwiej zmienić. Więc wszystkie projekty, które zwracają uwagę na komfort użytkownika, ergonomię,  jakość wykonania, w tym ekologię i ekonomię. Na szczęście mamy coraz większą świadomość wpływu naszego otoczenia nie tylko na wspomniany komfort, ale też po prostu przekłada się to na nasze zdrowie. Także zawsze staramy się myśleć o użytkowniku.

Jak łączy Pani rygorystyczne zasady projektowania wnętrz z bardziej abstrakcyjną ekspresją artystyczną?

JSZ: A to bardzo ciekawe pytanie. Dla mnie zawsze było to naturalne. Po prostu jestem projektantem. W projektach często trzeba myśleć nieszablonowo, uciekać się do nietypowych rozwiązań. Projekty to takie łamigłówki, które mają bardzo stabilne nóżki, oparte na tych centymetrach czy budżecie, czyli mam takie twarde dane, z których muszę wymyślić przestrzeń, w której użytkownik o tych rzeczach nie będzie myślał. Dla użytkownika będą po prostu estetyczne i naturalne, choć za tym efektem stoi wiele projektowych decyzji… I tu wchodzi ekspresja artystyczna. No bo można zaprojektować dobrze wnętrze, które będzie pozbawione tego czegoś, co zachwyca. Być może dla moich studentów mogłaby być to jakaś ciekawostka, ale wybrałam architekturę wnętrz, bo na tamtym etapie życia nie mogłam się zdecydować między malarstwem i rzeźbą, między operowaniem kolorem, a formą i światłem. Oraz, co istotne, bardzo potrzebowałam ugruntowania tego w jakiejś utylitarności. Wnętrze może być dziełem sztuki, to tylko kwestia podejścia, a czasem skali. 

 Który z dotychczasowych projektów lub sukcesów artystycznych uważa Pani za swój kamień milowy?

JSZ: Każdy projekt czy wystawa wnosi coś nowego. Nawet ta, którą uważa się za niezbyt udaną, po czasie może okazać się ważna. I mam nadzieję,  że wiele takich kamieni milowych jeszcze przede mną.

Dziękuję za rozmowę

Foto: J. Sznabel; Marta Szajneman Szuba,Katarzyna Gemborys

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *