Strona główna / Wywiady / W królewskim stylu na wielkich scenach świata

W królewskim stylu na wielkich scenach świata

Wyrafinowany styl, subtelne zespolenie i odważne łączenie klasyki z muzyką najnowszą. Od ponad ćwierć wieku udowadniają, że kwartet smyczkowy to przestrzeń dla nieograniczonej muzycznej wyobraźni. Ich przygoda rozpoczęła się w 1998 r. w murach Akademii Muzycznej w Warszawie, a dziś są  jednym z najbardziej cenionych, dynamicznych zespołów kameralnych i zdobyli uznanie na najważniejszych estradach świata. Royal String Quartet, zespół, który koncertował dla brytyjskiej królowej i nagrywał dla legendarnej wytwórni Hyperion, w rozmowie z Agnieszką Góralczyk udowadnia, że muzyka klasyczna nie zna granic.

Ponad dwie dekady na scenie. Jak zmieniła się Wasza dynamika pracy i komunikacja na scenie od czasu powstania zespołu w 1998 r.?

Royal String Quartet: Aż trudno uwierzyć, że to już prawie 30 lat wspólnego grania. Jak każda relacja, nasza również ewoluowała – były wzloty i trudniejsze momenty, chwile euforii związane z sukcesami, ale też żmudna, mrówcza praca, kiedy zaciskaliśmy zęby i zapominaliśmy o zmęczeniu. To wszystko nas zahartowało i pozwoliło zbudować relację opartą na wzajemnym szacunku, zaufaniu oraz szczerej, bezpośredniej komunikacji. Mieliśmy dużo szczęścia, bo od samego początku połączyła nas nie tylko muzyka, ale też zwyczajnie ludzka chemia. Na koncertach często wystarcza jedno spojrzenie, żeby wszyscy wiedzieli, o jaki niuans chodzi. Ta nić porozumienia przetrwała do dziś i mimo zmian personalnych, które pojawiły się po drodze, mam wrażenie, że jest nawet silniejsza niż kiedyś. Doświadczenie i stabilna pozycja dają nam obecnie trochę większy spokój i luz, ale jeśli chodzi o pracę, nic się nie zmieniło. Czy to w warstwie technicznej, czy interpretacyjnej, nadal nie uznajemy kompromisów i wciąż bardzo dużo od siebie wymagamy – zarówno na próbach, jak i na scenie. Różnica polega chyba na tym, że dziś jeszcze mocniej doceniamy to, co udało nam się przez te wszystkie lata wspólnie stworzyć.

Jesteście znani zarówno z wykonań klasycznych jak i muzyki współczesnej. Co Was osobiście najbardziej pociąga w wykonywaniu dzieł kompozytorów najnowszych?

Royal String Quartet: W muzyce współczesnej przede wszystkim pociąga nas możliwość odkrywania nowych brzmień i poszukiwania własnego sposobu wyrażania muzyki. Czujemy, że nie tylko wykonujemy zapisane nuty, ale również uczestniczymy w procesie tworzenia żywej sztuki. Współpraca z kompozytorami pozwala nam lepiej zrozumieć ich zamysł, wymieniać się pomysłami i wspólnie kształtować ostateczny charakter utworu. Lubimy wyzwania, jakie stawia przed nami ten repertuar. Nietypowe techniki wykonawcze, złożone rytmy czy nowe środki wyrazu wymagają od nas ciągłego rozwoju i otwartości na eksperymentowanie. Dzięki temu każda próba i każdy koncert stają się okazją do zdobywania nowych doświadczeń.  Cenimy także swobodę interpretacji. W muzyce współczesnej często nie istnieje jedna utrwalona tradycja wykonawcza, dlatego możemy wnosić do utworów własną wrażliwość, kreatywność i indywidualne spojrzenie. To sprawia, że każde wykonanie jest niepowtarzalne.  Muzyka współczesna daje nam również możliwość poruszania tematów bliskich współczesnemu człowiekowi i nawiązywania dialogu z publicznością. Wierzymy, że dzięki niej możemy zachęcać słuchaczy do odkrywania nowych emocji, zadawania pytań i patrzenia na muzykę z innej perspektywy. Granie muzyki współczesnej daje nam ogromną satysfakcję, ponieważ pozwala nieustannie się rozwijać, przekraczać własne granice i współtworzyć kulturę naszych czasów. To dla nas nie tylko wykonywanie utworów, ale także twórcza przygoda, która inspiruje do dalszych poszukiwań i pokazuje, że muzyka wciąż może zaskakiwać oraz otwierać nowe możliwości zarówno wykonawcom, jak i słuchaczom.

Czym kierujecie się, sięgając po zapomniane dzieła takich twórców jak Zarębski, Różycki czy Bacewicz?

Royal String Quartet:  Przede wszystkim muzyką samą w sobie – to chyba najlepszy kompas. Czy muzyka nas realnie porusza? Czy jest ciekawą opowieścią, w którą chcemy wejść jako wykonawcy i ją zinterpretować? Zresztą nie mamy poczucia, że to są twórcy zapomniani. Te utwory są żywo obecne w repertuarze koncertowym, szczególnie w Polsce. Może rzeczywiście mniej funkcjonują jeszcze w programach za granicą, ale i to się powoli zmienia. Grażyna Bacewicz jest już postacią rozpoznawalną na Zachodzie, w szczególności od dłuższego czasu we Francji.

My też to widzimy na koncertach – publiczność reaguje na te utwory bardzo żywiołowo. I to jest chyba dla nas najważniejszy sygnał, że warto po nie sięgać i włączać je po prostu naturalnie do programu, obok utworów, które weszły w skład kanonu muzyki kameralnej.

Jak wygląda proces „oswajania” publiczności z trudniejszą, nowoczesną muzyką kameralną podczas Waszych koncertów?

Royal String Quartet: Lubimy zestawiać utwory z różnych epok, bo często okazuje się, że między nimi istnieje więcej wspólnych punktów, niż mogłoby się wydawać. Muzyka współczesna przestaje wtedy być czymś „obcym”, a zaczyna naturalnie funkcjonować w szerszym kontekście. Bardzo często po koncertach słyszymy, że właśnie utwór współczesny okazał się dla kogoś największym odkryciem wieczoru. Tak było na przykład podczas naszego ostatniego koncertu w Anglii tego roku w Royal Leamington Spa, gdy obok „klasyków” Mozarta i Brahmsa wpletliśmy IV Kwartet smyczkowy Grażyny Bacewicz. W rozmowach pokoncertowych usłyszeliśmy wiele entuzjastycznych słów właśnie o jej Kwartecie. Ten entuzjazm zdarza się zresztą również często, gdy wykonujemy utwory Pawła Mykietyna, Pawła Szymańskiego i wielu innych. To chyba najlepszy dowód na to, że publiczność wcale nie boi się nowej muzyki. Potrzebuje po prostu okazji, żeby ją usłyszeć w dobrym wykonaniu i w dobrze pomyślanym programie.

Wasze przedsięwzięcia obejmują nie tylko występy w filharmoniach, ale też odważne kolaboracje z artystami innych gatunków oraz projekty nietypowe – jak choćby występy w Pociągu Wypełnionym Muzyką. Skąd czerpiecie inspiracje do tak nieszablonowych działań? 

Royal String Quartet: Inspiracje czerpiemy zewsząd – z wnikliwych obserwacji dynamicznie zmieniającego się świata, z przeczytanych książek, obejrzanych filmów, ale przede wszystkim z własnych, bardzo szerokich zainteresowań muzycznych. Choć reprezentujemy klasykę, od zawsze ciągnęło nas do przełamywania utartych schematów i wykraczania poza ramy tego gatunku. Swoistym laboratorium stał się nasz autorski festiwal – Kwartesencja – bezpieczna przestrzeń do odważnych poszukiwań i eksperymentów. Jest wielu wybitnych artystów, przedstawicieli innych gatunków muzycznych, którzy zachwycają nas swoim talentem i kreatywnością. Z ogromną ekscytacją zapraszamy ich do naszego świata, jednocześnie otwierając się na świat, z którego przychodzą. Podczas takich artystycznych spotkań rodzi się często coś niepowtarzalnego, jedyna w swoim rodzaju twórcza energia, która na długo w nas zostaje, inspirując do dalszych kwartetowych działań. Nasze dotychczasowe kolaboracje zaowocowały wyjątkowymi projektami muzycznymi, wśród których warto wymienić płyty nagrane z Kayah i Stanisławą Celińską.

Jaką rolę, jako doświadczeni pedagodzy i muzycy, odgrywacie w promowaniu muzyki kameralnej wśród młodego pokolenia w Polsce?

 Izabella Szałaj-Zimak: Jako profesor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina staram się odgrywać istotną rolę w promowaniu muzyki kameralnej wśród młodego pokolenia. Staram się przekazywać studentom nie tylko wiedzę i umiejętności wykonawcze, ale także pokazywać wartość wspólnego muzykowania, wzajemnego słuchania się oraz budowania artystycznego dialogu. W swojej pracy zachęcam młodych muzyków do odkrywania bogatego repertuaru kameralnego – zarówno dzieł należących do klasyki, jak i utworów współczesnych. Zależy mi na tym, aby rozwijali otwartość na różnorodne style, zdobywali doświadczenie sceniczne i uczyli się odpowiedzialności za wspólne wykonanie. Wierzę, że muzyka kameralna kształtuje nie tylko warsztat instrumentalny, lecz także wrażliwość, umiejętność współpracy i szacunek dla partnerów na scenie. Szczególną satysfakcję daje mi obserwowanie, jak moi studenci rozwijają się artystycznie, odnoszą sukcesy i z pasją kontynuują działalność kameralną. Mam poczucie, że w ten sposób przyczyniam się do budowania kolejnego pokolenia świadomych i zaangażowanych muzyków, którzy będą promować muzykę kameralną zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Wasz autorski festiwal Kwartesencja to stały punkt na polskiej mapie kulturalnej. Jaka idea przyświeca Wam przy tworzeniu programu na kolejne edycje?

Royal String Quartet: Kwartesencja od początku miała być festiwalem, na jaki sami chcielibyśmy przychodzić jako słuchacze. Takim, który nie zamyka się w jednej estetyce czy epoce, ale pokazuje, jak różnorodnie może dziś, w XXI wieku, brzmieć muzyka kameralna. Dlatego obok arcydzieł repertuaru bardzo ważne miejsce zajmuje u nas muzyka współczesna. Nie traktujemy jej nigdy jako dodatku do programu, ale jako jego naturalną i równorzędną część. Od ponad dwudziestu lat festiwal staje się dzięki temu miejscem wielu premier i prawykonań i chcemy tę ideę konsekwentnie kontynuować. Każdą coroczną odsłonę naszego „kwartetowego święta” budujemy trochę inaczej, ale zawsze zależy nam na tym, żeby poszczególne utwory opowiedziały jakąś wspólną historię, nawet jeśli dzielą je całe stulecia. Największą satysfakcję mamy wtedy, kiedy publiczność wychodzi z koncertu z poczuciem, że usłyszała coś nowego – nie tylko nowy utwór, ale też na przykład nowe spojrzenie na muzykę, którą, wydawało się, dobrze zna.

Co jest największym wyzwaniem technicznym i interpretacyjnym w grze kwartetowej, gdzie trzeba zachować indywidualność, a zarazem idealną jedność?

Royal String Quartet:  Kwartet smyczkowy jest często określany jako najbardziej wymagająca forma muzyki kameralnej, ponieważ wymaga od wykonawców jednoczesnego zachowania indywidualnej podmiotowości artystycznej i pełnej odpowiedzialności za wspólne brzmienie zespołu. To nieustanny proces poszukiwania równowagi między autonomią poszczególnych głosów, a budowaniem jednolitej narracji muzycznej. Od strony technicznej kluczowe znaczenie mają precyzja intonacyjna, jednorodność artykulacji, synchronizacja czasu muzycznego oraz umiejętność kształtowania wspólnej palety barwowej. W praktyce oznacza to nie tylko doskonałe opanowanie własnej partii, ale przede wszystkim rozwiniętą zdolność aktywnego słuchania i reagowania na najdrobniejsze niuanse pojawiające się w grze pozostałych członków zespołu. W wymiarze interpretacyjnym największym wyzwaniem jest wypracowanie wspólnego języka muzycznego. Najwybitniejsze kwartety nie dążą do zatarcia indywidualności swoich członków, lecz potrafią przekształcić różnorodność perspektyw w spójną i przekonującą wizję dzieła. To właśnie ta relacja między indywidualnością a wspólną wizją sprawia, że kwartet smyczkowy pozostaje jednym z najbardziej fascynujących laboratoriów muzycznej komunikacji.

Muzyka poważna bywa postrzegana jako elitarna. Co robicie aby przełamać ten stereotyp i przyciągnąć na koncerty młode pokolenie?  

Royal String Quartet: Myślę, że określenie „elitarna” często wynika bardziej z historycznych i społecznych skojarzeń niż z samej natury muzyki. Sama muzyka klasyczna porusza przecież bardzo uniwersalne tematy – emocje, relacje międzyludzkie, napięcie czy radość – które pozostają aktualne niezależnie od wieku słuchacza. Naszym zadaniem jako wykonawców jest stworzenie przestrzeni, w której odbiorca nie będzie miał poczucia konieczności posiadania specjalistycznej wiedzy, aby uczestniczyć w koncercie. Staramy się budować kontakt z publicznością poprzez rozmowę, kontekst i autentyczność, pokazując, że muzyka klasyczna jest żywą formą komunikacji, a nie zamkniętym muzeum. Istotną rolę odgrywa również repertuar. Od wielu lat angażujemy się w wykonywanie muzyki współczesnej i współpracę z kompozytorami naszych czasów. Dzięki temu możemy pokazywać, że gatunek kwartetu smyczkowego nie jest wyłącznie reliktem przeszłości, ale także aktywnym uczestnikiem współczesnej kultury. Młoda publiczność szczególnie ceni autentyczność i aktualność przekazu, dlatego warto podkreślać że muzyka klasyczna jest sztuką która nieustannie się rozwija i komentuje rzeczywistość, w której żyjemy.

Dziękuję za rozmowę

Fotografia: archiwum własne zespołu. Izabella Szałaj-Zimak, Elwira Przybyłowska, Paulina Czarny, Sebastian Kozub. 

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *