Proceduralne absurdy, systemowe luki w przepisach karnych i cicha przemoc, która wciąż zbyt często bywa bagatelizowana w czterech ścianach. Jak wygląda walka o godność i prawa człowieka w polskich sądach? Choć przełomowa uchwała Sądu Najwyższego z 2025 roku zniosła traumatyczny obowiązek pozywania własnych rodziców w procesie o korektę danych, nowa, nieprocesowa rzeczywistość prawna niesie za sobą kolejne, nieznane dotąd wyzwania.
W szczerej i poruszającej rozmowie z Karoliną Osińską-Marcińczyk radczyni prawna Dorota Seweryn-Stawarz – laureatka wyróżnienia „Kryształowe Serce Radcy Prawnego”, współpracująca z organizacjami takimi jak Fundacja Feminoteka czy Tęczowe Opole – odsłania kulisy pracy na rzecz grup wykluczonych. Opowiada o budowaniu linii orzeczniczej od nowa, intymnych pytaniach zadawanych na salach rozpraw, trudnościach z udowadnianiem przemocy psychicznej oraz o tym, dlaczego bezinteresowna pomoc pro bono i aktywizm dają siłę, by nie ulec zawodowemu wypaleniu. Zapraszamy na wywiad o prawie, które powinno chronić, a nie upokarzać.
Jesteś ekspertką edukującą w zakresie procesu tranzycji prawnej. Jak obecnie wygląda ta ścieżka w Polsce i jakie kłody pod nogi najczęściej rzuca osobom transpłciowym system prawny?
Obecnie, po uchwale Sądu Najwyższego z 4 marca 2025 roku, nastąpiła kluczowa zmiana w sposobie, w jaki osoby transpłciowe mogą dokonywać korekty płci w dokumentach. Do czasu wydania tej uchwały był to bowiem postępowanie w trybie procesowym, w ramach którego – poprzez powództwo o ustalenie płci – trzeba było pozwać własnych rodziców. Aktualnie procedura została zmieniona tymże orzeczeniem. Obecnie korekty płci możemy dokonywać poprzez wniosek o sprostowanie aktu urodzenia w postępowaniu nieprocesowym.
Wydawać by się mogło, że jest to uproszczenie procedury i ułatwienie dla osób transpłciowych. Na pewno ze względu na to, że nie trzeba już pozywać rodziców, stanowi to jakąś formę ułatwienia. Jednak samo przeniesienie tych postępowań do sądów rejonowych niesie ze sobą nowe trudności. Do tej pory w sprawach o uzgodnienie płci właściwymi były sądy okręgowe, które na przestrzeni wielu lat wypracowały stabilną praktykę. Dzięki niej można było procedować w sposób w miarę przewidywalny. Aktualnie część sędziów w sądach rejonowych po raz pierwszy de facto spotyka się z taką procedurą oraz z osobą transpłciową. W związku z tym znowu nie mamy wypracowanej linii orzeczniczej i musimy ją niejako budować na nowo.
Z tego powodu każde z tych postępowań – pomimo że toczy się w trybie nieprocesowym – niesie ze sobą szereg trudności i niepewności dla osoby transpłciowej. Jako pełnomocnicy czy pełnomocniczki zajmujący się tymi sprawami nie jesteśmy w stanie zagwarantować, czy postępowanie będzie szybkie, czy odbędzie się na posiedzeniu niejawnym (co jest możliwe w oparciu o załączone dokumenty), czy też zostanie przeprowadzona pełna rozprawa lub powołani biegli. W każdej sprawie, jaką prowadzimy, postępowanie może przebiegać zupełnie inaczej, trwać różnie i generować odmienne koszty – pomimo że sytuacja faktyczna osób transpłciowych składających te wnioski zazwyczaj jest bardzo zbliżona.
Ten proces jest często upokarzający dla osoby chcącej zmienić oznaczenie płci. Jak można zniwelować ten problem?
Osoby transpłciowe na co dzień borykają się z dysforią, czyli z niezwykle silnym dyskomfortem lub cierpieniem wynikającymi z niezgodności między biologiczną płcią a odczuwaną tożsamością. W związku z tym naszym głównym zadaniem jest umożliwienie im funkcjonowanie na własnych warunkach. Możemy, a nawet absolutnie powinniśmy szanować ich tożsamość i poczucie przynależności do danej płci. Podstawą jest zwracanie się do osoby transpłciowej z zachowaniem jej preferowanych zaimków oraz używanie wybranego przez nią imienia. Bardzo ważne jest również to, aby osoba transpłciowa, która trafia do nas jako klient czy klientka, była rzetelnie przygotowana na to, co może spotkać ją w sądzie. Musi wiedzieć, jak wygląda procedura i czego się spodziewać – wliczając w to ten gorszy scenariusz oraz trudności, z jakimi może się zmierzyć. Świadomość, że ma się wsparcie profesjonalnego pełnomocnika lub pełnomocniczki, daje poczucie bezpieczeństwa i pewność, że z każdej sytuacji jest wyjście, a nasza wiedza jest do dyspozycji klienta. Zrozumienie przebiegu postępowania i pełne poszanowanie tożsamości są kluczowe dla klientów, a dla mnie – jako pełnomocniczki stającej przed sądem – stanowią absolutny priorytet.
Konieczność pozywania własnych rodziców w procesie o ustalenie płci to była dla wielu osób ogromna trauma. Jak udawało Ci się przeprowadzić klientów przez ten proceduralny absurd z zachowaniem ich godności?
Aktualnie doszło już do wspomnianej zmiany procedury i jeśli chodzi o korektę płci w dokumentach, nie pozywa się już rodziców. Niemniej w postępowaniu nieprocesowym nadal pojawia się inna poważna trudność: jeżeli osoba transpłciowa nie ma wspierających rodziców, nie może dokonać korekty przed osiągnięciem pełnoletności. Wynika to z faktu, że musi być reprezentowana przez rodziców jako przedstawicieli ustawowych i to oni składają wniosek o sprostowanie aktu urodzenia, działając w imieniu małoletniego dziecka.
Mimo to obecna procedura, która nie wymaga już pozywania rodziców, jest bardzo pozytywnym krokiem. Otwiera ona drogę wielu osobom, których rodzice wcześniej sprzeciwiali się w postępowaniu procesowym, utrudniając bądź wręcz uniemożliwiając uzyskanie pozytywnego orzeczenia.
W sytuacjach braku wsparcia ze strony rodziców lub ich aktywnego sprzeciwu w poprzednim trybie, moim zadaniem było przede wszystkim twarde wykazywanie przesłanek stanowiących podstawę powództwa. Mowa tu o trwałym poczuciu przynależności do płci odczuwanej. Prowadzenie procesu przeciwko własnym rodzicom, którzy sprzeciwiają się tranzycji swojego dorosłego, samodzielnie i świadomie decydującego o sobie dziecka, było potężnym obciążeniem. Jako pełnomocniczka dbałam o to, by moi klienci i klientki mieli we mnie stuprocentowe oparcie. Dobro klienta jest zawsze najwyższym nakazem i wartością w pracy profesjonalnego pełnomocnika.
Prowadząc własną kancelarię od 2006 roku, łączysz biznes z walką o prawa człowieka. Jak na przestrzeni tych dwudziestu lat zmieniła się w Polsce świadomość społeczna i prawna dotycząca zmiany oznaczenia płci? Czy na początku Twojej drogi w ogóle o tym problemie się mówiło?
Po raz pierwszy z postępowaniem dotyczącym uzgodnienia płci zetknęłam się podczas aplikacji sądowej, którą odbywałam w Sądzie Okręgowym w Świdnicy. Nie miałam wtedy jeszcze głębokiej wiedzy na temat transpłciowości. Wówczas dowiedziałam się jedynie, jak wygląda mechanizm procedury, ale udział w tamtej sprawie otworzył mi oczy na to, jak ogromnie trudne jest to doświadczenie dla samej osoby transpłciowej oraz dla jej najbliższych. W tamtym czasie nie były to częste sprawy. Później, przez bardzo wiele lat, w ogóle nie zetknęłam się z tym tematem w swojej praktyce.
Wszystko zmieniło się kilka lat temu, gdy te sprawy zaczęły regularnie pojawiać się w organizacjach, z którymi współpracowałam a potem napływać do mojej kancelarii. Zaangażowałam się w nie i intensywnie się dedukowałam. Chciałam dogłębnie zrozumieć, czym jest transpłciowość, jak osoby funkcjonują na co dzień, z czym się mierzą i jakie napotykają bariery. Zobaczyłam, jak bardzo dotychczasowa procedura potrafiła odzierać z godności i jak kluczowe w przejściu przez tę wyboistą ścieżkę prawną jest wsparcie profesjonalnego pełnomocnika.
Na przestrzeni lat widzę wyraźny wzrost świadomości społecznej w tym obszarze. Ludzie lepiej rozumieją, kim są osoby transpłciowe. Dostrzegam też ogromną, stale rosnącą samoświadomość wśród samych osób transpłciowych. Dziś jest im zdecydowanie łatwiej dotrzeć do rzetelnych informacji, zrozumieć, co się z nimi dzieje, i dowiedzieć się, co mogą zrobić, aby móc w pełni żyć w zgodzie ze sobą.
Pomagasz mniejszościom wykluczonym, współpracowałaś m.in. z Tęczowym Opolem, czy Federacją Znaki Równości. Z jakimi szczególnymi uprzedzeniami w strukturach wymiaru sprawiedliwości wciąż muszą mierzyć się osoby dyskryminowane ze względu na orientację czy tożsamość płciową?
W sprawach o uzgodnienie płci czy korektę dokumentów podstawowym problemem bywa wciąż kwestia używania przez składy orzekające właściwych zaimków oraz danych preferowanych, którymi te osoby posługują się na co dzień. Z kolei jeśli chodzi o naruszenia praw osób ze względu na orientację seksualną, główną barierą jest chroniczny brak odpowiednich przepisów karnych. Przesłanki dotyczące mowy nienawiści ze względu na orientację seksualną czy tożsamość płciową wciąż nie zostały wprost wprowadzone do Kodeksu karnego.
W samych strukturach wymiaru sprawiedliwości rzadko spotykam się z jawną, celową wrogością. Problemem jest raczej głęboka niewiedza dotycząca tego, jak funkcjonuje dany klient czy klientka. W sędziowskich motywach wciąż mylona bywa tożsamość płciowa z orientacją seksualną, choć przecież orientacja nie ma nic wspólnego z tożsamością.
Efektem tego braku wiedzy są nierzadko chybione i głęboko niestosowne pytania podczas przesłuchań. W postępowaniach o korektę dokumentów wciąż padają pytania intymne, dotykające bezpośrednio życia seksualnego klientów czy ich orientacji. Zdarzają się także archaiczne pytania o to, czy dana osoba w młodym wieku bawiła się zabawkami przypisywanymi stereotypowo do konkretnej płci, co w dzisiejszych realiach medycznych i psychologicznych nie powinno mieć żadnego wpływu na ocenę sprawy, tym bardziej, że osoba składająca wniosek przedstawia sądowi zwykle obszerne opinii dotyczące diagnozy.
Od lat współpracujesz pro bono z Fundacją Feminoteka w ramach Antyprzemocowej Sieci Kobiet. Z jakimi największymi barierami systemowymi wciąż zderzają się w sądach kobiety szukające sprawiedliwości?
Jeśli chodzi o przeciwdziałanie przemocy, a w szczególności przemocy domowej, największe trudności wciąż wiążą się z postępowaniem dowodowym. Akty przemocy zazwyczaj dzieją się w zaciszu domowym, w czterech ścianach – bez świadków bądź wyłącznie w obecności małoletnich dzieci. Udowodnienie takich doświadczeń bywa niezwykle trudne.
Co gorsza, problem ten jest często bagatelizowany i nazywany konfliktem. Zdarza się, że organy ścigania sugerują ofiarom, by spróbowały się „dogadać” i rozwiązać swoje problemy na przykład w trakcie rozwodu lub przed sądem rodzinnym. Ponieważ przemoc psychiczna nie zostawia śladów na ciele, ma tendencję do bycia marginalizowaną. Niektóre formy przemocy psychicznej oraz ekonomicznej w ogóle nie są przez otoczenie postrzegane jako przemoc.
Właśnie dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa. Musimy głośno i wprost mówić o tym, że karanie ciszą, gaslighting, szarpanie, popychanie, utrudnianie lub uniemożliwianie snu, celowe nocne hałasowanie, izolowanie od bliskich, blokowanie możliwości podjęcia pracy czy skrupulatne rozliczanie z każdego, nawet najdrobniejszego wydatku – to również są formy przemocy.
Dyskryminacja ze względu na płeć bywa niezwykle subtelna. Jak radca prawny może skutecznie „wyłapać” i udowodnić takie zachowania przed sądem, gdzie liczą się twarde dowody?
Zazwyczaj nie ma potrzeby „wyłapywania” zachowań dyskryminujących, osoby szukające wsparcia zwykle doskonale odczuwają, że to czego doświadczają jest związane z cechą prawnie chronioną jaką jest płeć. Z uwagi na szczególne uregulowania w kodeksie pracy dotyczące dyskryminacji jest to obszar, w którym najczęściej identyfikowane jest to zjawisko. Zwykle największym problemem są jednak kwestie dowodowe. Dotyczy to zarówno zjawiska dyskryminacji jak i przemocy.
Osoby zgłaszające się po pomoc bardzo często nie mają świadomości, jak szeroki katalog materiałów ma wartość dowodową dla sądu. Wyjaśniam, że mogą to być zrzuty ekranu, nagrania, zdjęcia wiadomości sms-owych, e-maili czy rozmów z komunikatorów. Dowodem mogą być również zeznania świadków – w tym także świadków „ze słyszenia”, czyli osób, którym ofiara przez lata opowiadała o swojej sytuacji. Bardzo ważne są wszelkie dokumenty: opinie ze szkoły, opinie psychologiczne, zaświadczenia lekarskie, obdukcje czy dokumentacja od psychiatry.
Przygotowanie osoby doświadczającej dyskryminacji czy przemocy do tego, jak gromadzić te materiały, jest kluczowe. Dlatego zawsze powtarzam: warto mieć obok siebie kogoś zaufanego, wsparcie specjalistów i jasny plan bezpieczeństwa na wypadek bezpośredniego zagrożenia. Ponadto bardzo często zalecam prowadzenie tzw. dziennika zdarzeń. Zapisywanie na bieżąco tego, czego się doświadczyło, wraz z datami i ewentualnymi świadkami, jest nieocenione. Ludzka pamięć bywa krucha i zawodna pod wpływem stresu, a takie notatki dramatycznie ułatwiają przygotowanie rzetelnego stanu faktycznego do sprawy.
Za swoją imponującą działalność społeczną otrzymałaś nagrodę „Kryształowe Serce Radcy Prawnego 2016”. Jak zachęcić młodych aplikantów, by w dobie ogromnej komercjalizacji usług prawnych znajdowali czas na pomoc pro bono?
Młodych ludzi mogę zachęcić własnym przykładem. Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że właściwie wszystko, co osiągnęłam w życiu zawodowym, zawdzięczam swojej działalności pro bono. Kontakty i relacje, jakie udało mi się zbudować dzięki tej pracy, są bezcenne. Działalność społeczna po prostu procentuje. To mit, że robimy coś za darmo i to się nie opłaca. Wręcz przeciwnie – dobro wraca, także w wymiarze czysto zawodowym.
Nie mówiąc już o tym, że pomoc pro bono daje gigantyczną, trudną do opisania satysfakcję. Możliwość realnego wsparcia drugiego człowieka i bezinteresownej zmiany jego życia na lepsze jest niezwykle budująca. Ponadto współpraca z wyspecjalizowanymi organizacjami pozarządowymi pozwala na zdobycie unikalnej wiedzy eksperckiej. Czerpiąc bezpośrednio z ogromnego doświadczenia tych organizacji, zyskujemy unikalny warsztat, który później z powodzeniem możemy wykorzystywać również w komercyjnej części naszej praktyki.
Praca z ofiarami traum, przemocy i głębokiej dyskryminacji wiąże się z ogromnym kosztem emocjonalnym. Jak chronisz samą siebie przed wypaleniem zawodowym i traumą zastępczą?
Prawda jest taka, że systemowo nikt nas przed tym nie chroni. Jako prawnicy i prawniczki nie przechodzimy superwizji, nie jesteśmy też na etapie edukacji przygotowywani do radzenia sobie z wtórną traumą. Na szczęście lata doświadczeń pozwalają wypracować pewien zdrowy dystans do spraw oraz do trudnych przeżyć moich klientów i klientek. To znacznie ułatwia codzienne funkcjonowanie.
Ogromnym oparciem jest dla mnie rodzina. Czasami po prostu potrzebuję odreagować, a moi bliscy doskonale to rozumieją i dają mi na to niezbędną przestrzeń. Uważam również, że w najtrudniejszych momentach nie należy nosić wszystkiego w sobie – warto korzystać z pomocy specjalistów i konsultować się z psychologami. Na szczęście pojawiają się już pierwsze programy wsparcia psychologicznego dedykowane radcom i radczyniom prawnym, do których gorąco zachęcam.
A co chroni mnie przed wypaleniem? Przede wszystkim coraz to nowe projekty i pomysły, które rodzą się w głowach moich koleżanek z Fundacji na Rzecz Równości. To nieustanne działanie sprawia, że wciąż mam w sobie ogień i chcę się angażować. Na wypalenie po prostu nie ma tam miejsca. Aktywizm mam chyba wpisany w pakiet startowy.
Czy podczas licznych podróży, w tym podróży typu „city break” z przyjaciółmi, zdarzyło Ci się podpatrzeć rozwiązania społeczne lub prawne, które natychmiast chciałabyś przenieść do Polski?
Nie miałam może okazji do analizowania konkretnych procedur, ale mogłam z bliska przyglądać się na przykład obchodom Miesiąca Dumy w Londynie. Tam widać diametralną różnicę. To nie jest już moment politycznej walki o podstawowe prawa społeczności LGBTQ+, ale absolutne święto – czas celebrowania radości i dumy z tego, kim się jest, ze swojej tożsamości oraz orientacji. Bardzo bym chciała, aby marsze równości w Polsce wyglądały kiedyś tak samo, zamiast być przejawem ciągłego, wycieńczającego boju o nieistniejące w naszym kraju prawa.
Sama w podróżach staram się stawiać na turystykę etyczną. Oznacza to, że kategorycznie rezygnuję z atrakcji, które powstają kosztem drugiego człowieka lub cierpienia zwierząt tylko po to, by zapewnić turyście chwilę rozrywki. Bardzo lubię też odwiedzać miejsca związane z feminizmem, pasjonuję się sztuką tworzoną przez kobiety i zawsze zwracam uwagę na to, jak w danym społeczeństwie wyglądają aspekty równościowe. Takie kulturowe „smaczki” chętnie utrwalam na zdjęciach.
Gdybyś miała możliwość natychmiastowego zreformowania jednej, konkretnej ustawy w Polsce w celu lepszej ochrony praw człowieka – co znalazłoby się na Twoim celowniku w pierwszej kolejności?
Wskazałabym na trzy kluczowe i palące obszary. Po pierwsze, pełna regulacja prawna sytuacji osób LGBTQ+. Mam tu na myśli wprowadzenie prawdziwej równości małżeńskiej, a nie jedynie kompromisowego statusu „osoby najbliższej”. Chodzi o pełne zrównanie w prawach i zapewnienie godności osobom pozostającym w związkach jednopłciowych.
Po drugie, konieczne jest wprowadzenie prostej, szybkiej i pewnej procedury uzgodnienia płci – najlepiej w formule, o jaką od lat postulują organizacje pozarządowe, czyli na podstawie dokumentacji medycznej czy oświadczenia osoby ubiegającej się o korektę.
Po trzecie, w związku z przerażającą, narastającą falą hejtu, uważam za sprawę absolutnie pilną nowelizację Kodeksu karnego w zakresie mowy nienawiści. Musimy rozszerzyć katalog cech prawnie chronionych o przesłanki takie jak płeć, niepełnosprawność, tożsamość płciowa oraz orientacja seksualna. To fundamentalne kwestie, jeśli chcemy budować bezpieczne państwo prawa.
Dziękuję za rozmowę.











