Istnieją od 2001 roku. Są jedną z najstarszych organizacji w Polsce zajmujących się szeroko rozumianą kulturą antyczną, ale przez cały czas się rozwijają. Dziś zrzeszają ponad osiemdziesięciu członków. Członkowie lubelskiego Stowarzyszenia Hellas et Roma od lat udowadniają, że historia to nie tylko suche fakty z podręczników, ale przede wszystkim doświadczenie, które można poczuć wszystkimi zmysłami.
Skąd wzięła się nazwa i co dokładnie oznacza dla Stowarzyszenia?
HeR: Nazwa „Hellas et Roma” pochodzi z początków działalności naszego Stowarzyszenia, sięgających 2001 roku. Wtedy studenci Studium Generale Sandomiriense oraz studenci Instytutu Historii UMCS, wspólnie z kadrą naukową, zastanawiali się, jaką nazwę powinna przyjąć powstająca grupa. „Hellas et Roma” oznacza po prostu Grecję i Rzym, a więc świat starożytnych Greków i Rzymian. Wokół tej tematyki koncentrowała się wówczas działalność grupy i właśnie stąd wzięła się jej nazwa.
Trzeba być historykiem lub archeologiem, aby do Was dołączyć, czy wystarczy być pasjonatem antyku?
HeR: Nie ma formalnego wymogu, aby być historykiem lub archeologiem. Skupiamy wszystkich tych, których łączy pasja do kultury antycznej. Jeżeli ktoś interesuje się starożytnością, lubi zgłębiać wiedzę, a następnie dzielić się nią z innymi, jest bardzo mile widziany w naszej grupie.
Dlaczego Waszym zdaniem warto popularyzować kulturę starożytnych Greków i Rzymian w XXI wieku? Co najbardziej przyciąga ludzi do tej epoki?
HeR: Przede wszystkim kultura starożytnych Greków i Rzymian stanowi fundament współczesnej cywilizacji europejskiej. To jej korzenie. Z tej perspektywy warto poznawać ducha tej epoki i to, co ukształtowało późniejsze postrzeganie europejskości. Jeżeli natomiast chodzi o to, co przyciąga ludzi do samej rekonstrukcji historycznej, powodów jest bardzo wiele i są one niezwykle indywidualne. Niektórzy chcą przekonać się, jak mogła wyglądać służba w armii Imperium Rzymskiego, dlatego zaciągają się do legionu. Inni fascynują się życiem codziennym, ubiorem, grami lub rozrywkami świata antycznego. Są też osoby, które po prostu lubią survival, camping i całą otoczkę związaną z obozowaniem oraz próbą życia w sposób zbliżony do tego, jak mogło ono wyglądać dwa tysiące lat temu. Powodów, dla których ludzie angażują się w rekonstrukcję antyku, jest więc naprawdę bardzo wiele.
Rekonstrukcja antyku wymaga ogromnej dbałości o szczegóły. Skąd czerpiecie wiedzę o realiach życia codziennego, modzie i rzemiośle sprzed dwóch tysięcy lat?
HeR: Podstawę stanowią nasze własne badania związane z analizą ikonografii i źródeł historycznych, a następnie eksperymenty praktyczne. Nasze Stowarzyszenie wyrosło jako grupa zajmująca się inscenizacjami historycznymi, ale nigdy nie uciekaliśmy również od nurtu archeologii eksperymentalnej. Jej przejawem może być chociażby nasza kuchnia antyczna, wokół której z czasem zbudowana została cała reszta prezentacji. Ze względu na to, że w naszym gronie znajduje się wielu archeologów i historyków, znamy metodykę badań i potrafimy pracować bezpośrednio na źródłach. Jesteśmy również wspierani przez Instytut Historii UMCS w Lublinie, między innymi przez profesora Dariusza Słapka, który od samego początku był spiritus movens naszej działalności. Dzięki temu nasze prezentacje opierają się na solidnych fundamentach akademickich. Sami także staramy się działać w nurcie edukacji akademickiej, współpracując z licznymi muzeami na terenie Polski i Europy.
Jak wygląda proces odtwarzania historycznego uzbrojenia lub stroju? Ile czasu zajmuje skompletowanie rzymskiego rynsztunku albo ekwipunku barbarzyńskiego?
HeR: Na tak postawione pytanie nie da się odpowiedzieć w prosty i jednoznaczny sposób. Wszystko zależy od tego, jak bardzo chcemy wejść w szczegóły oraz jaką dokładnie postać zamierzamy odtwarzać. Kiedy zaczynaliśmy naszą przygodę na początku XXI wieku, sytuacja była dosyć trudna. Właściwie nie istniał jeszcze rynek rzemieślników specjalizujących się w rekonstrukcji antyku. Obecnie wygląda to znacznie lepiej. W tamtych czasach większość przedmiotów musieliśmy wykonywać samodzielnie. Właśnie z potrzeb naszej grupy wyrosła między innymi firma Fabrica Cacti. Początkowo była ona odpowiedzią przede wszystkim na potrzeby obuwnicze, ale z czasem rozwinęła się do tego stopnia, że jest w stanie wykonać niemal wszystkie przedmioty niezbędne do rekonstrukcji świata antycznego. Proces odtwarzania sylwetki, na przykład rzymskiego legionisty, greckiego hoplity czy barbarzyńcy, rozpoczynamy od zgromadzenia źródeł i zebrania informacji na temat tego, co dokładnie chcemy pokazać. Musimy ustalić konkretny okres oraz obszar, z którego ma pochodzić dana postać. W przypadku barbarzyńców najlepiej oprzeć rekonstrukcję na konkretnym znalezisku grobowym. W przypadku legionisty rzymskiego sytuacja jest nieco prostsza, ponieważ działamy w ramach Legio XXI Rapax, będącego częścią naszej grupy. Odtwarzamy konkretną jednostkę, dla której dysponujemy szeregiem zabytków pozwalających stosunkowo dokładnie zrekonstruować postać oraz jej wyposażenie. Ekwipunek będzie jednak różnił się w zależności od tego, czy odtwarzamy oficera, szeregowego piechura, czy osobę pełniącą określoną funkcję. Nie istnieje więc jeden, wykonywany „od sztancy” barbarzyńca, legionista czy Grek. Oczywiście występują elementy charakterystyczne dla poszczególnych kultur, związane między innymi z uzbrojeniem i jego dekoracją, ale temat jest znacznie bardziej złożony. Obecnie najłatwiej jest skompletować rynsztunek rzymskiego legionisty, ponieważ wyspecjalizowaliśmy się w tej tematyce i jesteśmy w stanie wykonać potrzebne elementy. Czas realizacji zależy jednak od środków finansowych oraz oczekiwanego poziomu wykonania. Może wynosić od kilku dni do nawet roku, jeżeli mówimy na przykład o zamówieniu bardzo charakterystycznego, bogato zdobionego hełmu. Zachęcamy wszystkich, aby możliwie głęboko weszli w rekonstrukcję i na własnej skórze poznali ten proces. Może to oznaczać samodzielne wykonanie prostszych prac, takich jak uszycie własnej tuniki albo próba wykrojenia butów. Oferujemy takie możliwości podczas organizowanych przez nas warsztatów, również dzięki wspomnianej wcześniej firmie, która wyrosła bezpośrednio z naszego hobby. Każdemu nowemu członkowi pomagamy. Mamy odpowiednie know-how i wiemy, gdzie szukać źródeł, dlatego nie trzeba wyważać otwartych drzwi. Nowe osoby mogą korzystać z materiałów dostępnych na naszej wewnętrznej grupie. Pomagamy sobie w zakresie bibliografii oraz oceny poprawności historycznej przedmiotów, które członkowie zamierzają kupić lub wykonać. Wszystko podlega dosyć rygorystycznej ocenie. Staramy się przedstawiać rekonstruowane postacie możliwie spójnie i bierzemy odpowiedzialność za nasze prezentacje. Sam proces odtwarzania historycznego uzbrojenia i strojów wymaga również wiedzy na temat materiałów stosowanych w starożytności, rodzajów tkanin oraz splotów. Potrzebna jest także znajomość miejsc, w których można takie rzeczy zamówić, a jeżeli nie są dostępne – umiejętność ich samodzielnego wykonania.
Jakie wydarzenia cieszą się największym zainteresowaniem podczas pokazów i rekonstrukcji? Walki gladiatorów czy może prezentacje życia codziennego?
HeR: Realizujemy bardzo różne wydarzenia. Są to zarówno mniejsze prezentacje skierowane do szkół lub pojedynczych grup, jak i duże widowiska. Największe z nich organizowaliśmy między innymi na stadionie sportowym dla ponad pięciu tysięcy widzów, z udziałem około dwustu rekonstruktorów. Staramy się formułować programy w taki sposób, aby każdy znalazł coś dla siebie. Oczywiście bardzo widowiskowi są legioniści i gladiatorzy. Podczas ich pokazów pojawiają się emocje, dźwięk i dużo akcji. Jednocześnie osoby zainteresowane kuchnią antyczną, grami planszowymi czy życiem codziennym również znajdą coś, czym mogą się zachwycić. Osobiście nie jestem w stanie wskazać jednego tematu, który cieszy się największym zainteresowaniem. Pokazy walk barbarzyńców z legionistami albo musztra legionowa skupiają w jednym miejscu bardzo dużą publiczność. Gdybyśmy jednak policzyli wszystkich ludzi, którzy w ciągu dnia przechodzą przez stanowiska edukacyjne, wyniki mogłyby nas zaskoczyć. Kosmetyka antyczna albo dom rzymskiej matrony również cieszą się ogromną popularnością. Trudno więc jednoznacznie stwierdzić, co jest najbardziej atrakcyjne.
Jak Wasze działania wpływają na postrzeganie antyku przez współczesnych odbiorców? Czy udaje się Wam odczarować „nudną historię” ze szkolnych podręczników?
HeR: Polemizowałbym z określeniem, że historia ze szkolnych podręczników jest nudna. Może zostać podana w nudnej formie, ale można ją również przedstawić ciekawie. Mówię to z doświadczenia, ponieważ przez pewien czas byłem nauczycielem. Podczas naszych prezentacji rozprawiamy się z różnymi mitami, zwłaszcza dotyczącymi gladiatorów i całego zjawiska gladiatorskiego. Nie był to wyłącznie krwawy sport. Oczywiście walki bywały brutalne, ale rządziły się określonymi prawami i regułami. Opowiadamy również o tym, jak wyglądała cywilizacja dwa tysiące lat temu. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak bardzo zaawansowane były społeczeństwa rzymskie oraz cała kultura łacińska. Zdecydowanie udaje nam się odczarować historię. Mimo że posługujemy się datami i faktami, robimy to w sposób możliwie bezpośredni i angażujący zmysły. Podczas naszych pokazów historii można doświadczyć poprzez smak, dotyk i zapach. Można wziąć udział w musztrze legionowej albo przekonać się, jak mogły wyglądać walki germańskich wojowników.
Jaki jest najdroższy lub najtrudniejszy do zdobycia rekwizyt w Waszej kolekcji?
HeR: Jest to bardzo indywidualna sprawa. Poza wspólnymi przedmiotami związanymi ze stanowiskami edukacyjnymi i infrastrukturą namiotową każdy z nas kompletuje własny ekwipunek oraz przedmioty, które sprawiają mu przyjemność albo uzupełniają odtwarzaną sylwetkę. Dlatego trudno wskazać jeden konkretny element. Większość posiadanych przez nas przedmiotów ma dużą wartość rzemieślniczą. Zamawiając konkretny hełm, musimy liczyć się z tym, że będzie wykonywany specjalnie dla nas. Może być właściwie niepowtarzalny, szczególnie że niektórzy rzemieślnicy kończą działalność, przechodzą na emeryturę albo po prostu odchodzą. Myślę więc, że to elementy uzbrojenia mogą należeć do najdroższych. Może to być hełm, miecz lub włócznia. Aby jednoznacznie wskazać najcenniejszy albo najtrudniejszy do zdobycia przedmiot, musielibyśmy odbyć znacznie dłuższą rozmowę. Realizujemy wiele różnych projektów. Nie ma jednak rzeczy całkowicie nie do zdobycia. Są jedynie przedmioty bardzo trudne do zorganizowania, a czasami wręcz niemożliwe do kupienia. Wtedy staramy się wykonywać je samodzielnie, co bywa trudne, czasochłonne i nie zawsze przynosi rezultaty na takim poziomie, jakiego oczekujemy.
Który element antycznego wyposażenia jest najbardziej niewygodny w noszeniu?
HeR: Staramy się odtwarzać kulturę antyczną możliwie najwierniej. Elementy, które nosimy jako części wyposażenia legionowego, gladiatorskiego lub barbarzyńskiego, dopasowujemy więc w taki sposób, jak robiliby to ludzie dwa tysiące lat temu. Wyposażenie musi być możliwie naturalne i wygodne, niezależnie od tego, czy mówimy o obuwiu, czy o uzbrojeniu. Każdy legionista i gladiator dopasowuje wyposażenie do siebie. Rynsztunek legionisty może ważyć około 20–25 kilogramów. Dobrze dopasowane pasy, wykonany na zamówienie pancerz, odpowiednia czapeczka zakładana pod hełm i pozostałe elementy powodują jednak, że wyposażenie nie jest znacznie bardziej niewygodne od tego, którego współcześnie używalibyśmy podczas górskiego przemarszu lub innych wymagających aktywności. Odpowiem jednak z przekąsem: najbardziej niewygodnym elementem do noszenia jest lektyka. Bycie lecticariusem, czyli niewolnikiem noszącym lektykę, zdecydowanie nie należy do najprzyjemniejszych zajęć.
Jak to jest stać się na kilka godzin rzymskim legionistą lub gladiatorem?
HeR: Nie ma tak, że dobrze albo niedobrze… W tym miejscu powinien oczywiście pojawić się słynny monolog z filmu „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra”. A mówiąc poważnie, jest to niesamowite doświadczenie. Dla większości z nas nie jest to tylko kilka godzin, ale sposób spędzania wolnego czasu. Osoby, które zostają legionistami, często wpadają w swoistą króliczą norę tej pasji i pozostają nimi przez kolejne lata. Z mojej perspektywy trwa to od 2005 roku, a więc obejmuje dużą część mojego dorosłego życia. Z każdą z tych ról wiążą się inne emocje. Gladiator był w starożytności jednocześnie pogardzany i uwielbiany. Podobne emocje można poczuć również współcześnie podczas naszych pokazów. Niesamowitym doświadczeniem jest moment, w którym wielotysięczny tłum zaczyna skandować imię gladiatora i napędzać go do walki. Pamiętamy oczywiście, że wszystko jest częścią przygotowanego widowiska. Z drugiej strony pojawia się pewien blichtr i radość wynikająca z tego, że dostarczamy ludziom emocji oraz atrakcji. Bycie legionistą przynosi nieco inne doświadczenia. Ogromną satysfakcję daje moment, w którym udaje się prawidłowo wykonać trudne formacje i ćwiczenia. Trzeba pamiętać, że osoby wcielające się w legionistów zazwyczaj nie mają wcześniejszego przygotowania wojskowego ani nawet harcerskiego, które pomagałoby im opanować sztukę musztry. Dlatego regularnie ćwiczymy, szczególnie w dniach poprzedzających wydarzenia. Kiedy grupa trzydziestu, czterdziestu lub pięćdziesięciu osób zaczyna sprawnie współpracować i udaje się wykonać rozkazy dowódcy oraz słynne rzymskie formacje, takie jak żółw, pojawia się ogromna duma i radość. Człowiek czuje również braterstwo z ludźmi stojącymi obok. Naprawdę zanurzamy się w tym świecie. Nocujemy w namiotach, jemy potrawy inspirowane kuchnią sprzed dwóch tysięcy lat, a w namiotach posiadamy jedynie osobiste wyposażenie związane z odtwarzaną postacią. Wspólnie czyścimy uzbrojenie i wyruszamy na przemarsze. Jest to doświadczenie, które polecam każdemu, szczególnie kiedy po dniu pełnym różnych wrażeń można usiąść przy ognisku i porozmawiać z ludźmi, którzy jeszcze niedawno byli zupełnie obcy. Nie ma wtedy znaczenia, czy ktoś jest profesorem, prezesem zarabiającym miliony, osobą chwilowo bezrobotną czy studentem. Wszyscy jesteśmy równi i zjednoczeni wokół jednej wspólnej pasji.
Czy wśród członków grupy dochodzi czasem do „antycznych sporów”?
HeR: Ależ oczywiście! Po to tworzymy grupę barbarzyńców kultury przeworskiej i Germanów, aby pozostawali oni w permanentnym sporze z legionistami. Kartagińscy najemnicy również znajdują się w konflikcie z Rzymianami. Dzięki temu udaje nam się stworzyć ciekawą dynamikę oraz atrakcyjne pokazy. Oczywiście należy pamiętać, że wszyscy jesteśmy przyjaciółmi albo przynajmniej znajomymi skupionymi wokół jednego celu: dobrego spędzania czasu i pokazywania kultury antycznej w sposób możliwie zbliżony do tego, jak rzeczywiście mogła wyglądać. Antyczne konflikty najlepiej widoczne są podczas pokazów, kiedy w stu procentach wcielamy się w role barbarzyńców walczących z Rzymianami albo Kartagińczyków występujących przeciwko wszystkim. Tworzy to ciekawą dynamikę i jest bardzo interesującym doświadczeniem.
Jaki jest największy popkulturowy mit dotyczący starożytności, który najczęściej musicie obalać?
HeR: Takich mitów jest bardzo dużo, ale najbardziej nośnym jest chyba przekonanie, że każda walka gladiatorów musiała zakończyć się śmiercią jednego z uczestników. Nie musiała. Jedynie niewielka część walk kończyła się śmiercią, z wielu różnych powodów. Często opowiadamy o tym, że gladiatura nie była wyłącznie krwawym spektaklem. Stanowiła również swego rodzaju zjawisko quasi-sportowe. Istnieli sędziowie, określone reguły, ligi oraz szkoły gladiatorów. Wszystko było skodyfikowane i sformalizowane. Nie był to więc jedynie krwawy pojedynek organizowany ku uciesze tłumów.
Czego współczesny człowiek mógłby nauczyć się od ludzi żyjących w starożytności?
HeR: To zależy, od których ludzi. Od Rzymian można byłoby nauczyć się między innymi umiejętności adaptowania rozwiązań przydatnych dla społeczeństwa bez konieczności ich niszczenia. Można byłoby również uczyć się pewnej otwartości na nowe kultury oraz umiejętnego asymilowania ich osiągnięć. Myślę, że współczesny człowiek mógłby nauczyć się również większego poszanowania historii. Starożytni mieli świadomość tego, skąd pochodzą, i czerpali wiedzę z przeszłości. Rozumieli, że kolejne wydarzenia wynikają z tego, co miało miejsce wcześniej. Dzisiaj mam czasami wrażenie, że jesteśmy nieco odcięci od przeszłości. Skupiamy się przede wszystkim na teraźniejszości, a w przyszłość patrzymy z obawą. Znając przeszłość, jesteśmy jednak w stanie kreować teraźniejszość w taki sposób, aby przyszłość była mniej straszna. Po prostu nie wolno zapominać.
Czy w świecie rekonstrukcji historycznej jest jeszcze coś, o czym marzycie i co chcielibyście odtworzyć lub zrealizować w przyszłości?
HeR: Nasza grupa istnieje od 2001 roku. Jesteśmy jedną z najstarszych organizacji w Polsce zajmujących się szeroko rozumianą kulturą antyczną, ale przez cały czas się rozwijamy. Obecnie zrzeszamy ponad osiemdziesięciu członków. Współpracujemy również z Legio XXI Rapax, naszą nieco młodszą, ale bardzo prężnie rozwijającą się grupą siostrzaną. Chcemy realizować duże widowiska i mocniej animować ruch rekonstrukcji antycznej w Polsce. Od czterech lat organizujemy Dymarki w Nowej Słupi, największą imprezę antyczną w kraju. Wspólnie z Legio XXI Rapax organizujemy również inne wydarzenia na terenie Polski, między innymi duże imprezy we Wrocławiu oraz w Kamiennej Górze. Chcielibyśmy, aby nasze organizacje były bardziej rozpoznawalne również w Europie. Stopniowo udaje nam się przebijać do świadomości międzynarodowego ruchu rekonstrukcyjnego. Chcemy odtworzyć jeszcze wiele rzeczy. W przyszłości dobrze byłoby również posiadać własne miejsce, w którym moglibyśmy w sposób ciągły realizować tematykę związaną ze światem antycznym. Obecnie jest to trudne, ale – jak widać – trwamy zjednoczeni wokół tej idei. Dołączają do nas kolejne osoby zarażone pasją do antyku.
Dziękuję za rozmowę















