Strona główna / Wywiady / Zobaczyć świat oczami dziecka. Małgorzata Rek o szczegółach, z których zbudowany jest świat

Zobaczyć świat oczami dziecka. Małgorzata Rek o szczegółach, z których zbudowany jest świat

Tworzy niezwykłe, pełne ciepła mikroświaty dla najmłodszych czytelników. W swoich książkach łączy magię pisania z ilustrowaniem. Gdy jej artystyczna dusza pedagoga spotkała się z dziecięcą wyobraźnią zaczęły powstawać historie, które urzekają, bawią i zostają z dziećmi na dłużej. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Małgorzata Rek – pisarka, malarka i ceramiczka opowiada m.in. o biegających po ulicach Wrocławia krasnalach, o tym jak szukać magii w codziennym, dorosłym życiu i jak pisać o trudnych sprawach społecznych w lekki, baśniowy sposób.

Jest Pani zarówno autorką tekstu, jak i ilustratorką swoich książek. Co powstaje najpierw w Pani głowie – słowa czy obrazy?

MR: Jestem ilustratorką nie tylko napisanych przez siebie książek. Często wykonuję rysunki do książeczek edukacyjnych dla dzieci z różnych dziedzin. Wtedy mam szczegółowo opisaną sytuację, którą zamieniam w rysunek. Trudniej jednak jest wykonywać ilustracje do nie swoich tekstów, ponieważ autor ma w głowie obraz, który ja muszę odtworzyć. Może mimo opisu inaczej wyobrażać sobie bohatera niż ja. W takich sytuacjach ważna jest dobra komunikacja. We własnych książkach z tym co pierwsze powstaje, obraz czy tekst, bywa różnie. Na przykład przy „Kacperkowym pamiętniku” wydanym pod nazwiskiem Kudelska jako pierwszy powstał mój tekst, a mianowicie wierszyki dedykowane synowi. Natomiast w przypadku „13 Krasnali i zaczarowanej nici” przez pół roku widziałam biegające po ulicach Wrocławia krasnale i po tym czasie dopiero zaczęłam klikać pierwsze strony książki. Więc tutaj najpierw pojawiły się w mojej głowie obrazy.

Literatura dla dzieci musi konkurować dziś z tabletami i smartfonami. Jaki jest Pani sekret na to, by przyciągnąć i utrzymać uwagę współczesnego małego czytelnika?

MR: Uważam, że przyciągnąć to powinnam umieć babcie, ciocie, mamy, wujków i tatusiów. To oni wybierają literaturę dla dzieci, kupują i czytają maluchom. Więc myślę, że to ich powinnam zainteresować w pierwszej kolejności. Książka dla dzieci powinna podobać się nie tylko młodym czytelnikom.

Pisanie dla dzieci wymaga wejścia w ich świat i porzucenia „dorosłej” perspektywy. Jak udaje się Pani zachować w sobie tą dziecięcą wrażliwość i świeżość spojrzenia?

MR: To jest chyba dar, którego nie potrafię wytłumaczyć. Usłyszałam nawet kiedyś przezwisko-infantylna, które bardzo mi się podobało. Mówi się, że nauczyciele są wiecznie młodzi duchem. Wiele lat pracowałam w szkole podstawowej i chyba to prawda, że kto z kim przystaje takim się staje. Prowadziłam również zajęcia artystyczne z dziećmi w domach kultury, świetlicach i ten czas pozwalał mi poznawać świat młodych ludzi.

Czy jako ilustratorka ma Pani swoje ulubione barwy lub kształty, które podświadomie przemyca Pani do książek, by wywołać w dzieciach poczucie bezpieczeństwa?

MR: Są agresywne linie i kolory, którymi w pracy ilustratora również się posługuje by lepiej zobrazować treść danego utworu literackiego. Projektując na przykład okładkę do książki kieruję się zasadami tworzenia plakatu. Kiedyś, na studiach, wykładowca rysunku nauczył mnie tego jednym zdaniem : „Stwórz taki plakat, żeby biegnący na przystanek człowiek spóźnił się na autobus”. Poczucie spokoju i bezpieczeństwa oraz przeżycia fajnej przygody staram się wywoływać u dzieci zazwyczaj za pomocą tekstu.

Poza pisaniem zajmuje się Pani malarstwem i ceramiką. Czy te różne dziedziny sztuki przenikają się nawzajem, czy stanowią odskocznię od siebie?

MR: Skaczą sobie. Mam taki swój baśniowy styl rysowania i już ciężko się jego wyzbyć, lecz jeśli wykonuję na przykład portret, wtedy staram się rzetelnie oddać realizm. Otrzymuję rozmaite zlecenia w których mam większą lub mniejszą swobodę twórczą.

Często przekazuje Pani swoje prace malarskie i ceramiczne na cele charytatywne. Czym jest dla Pani ta forma dzielenia się sztuką i pomagania innym?

MR: Jeśli tylko pozwala mi na to czas chętnie robię coś dla innych i przekazuję prace na szczytne cele. Jest to nie tyko dla mnie duchowe spełnienie, ale także forma relaksu i sposób na pokazanie siebie w większym gronie odbiorców.

Jest Pani związana z Fundacją Leny Grochowskiej w Siedlcach, która wspiera osoby z niepełnosprawnościami m.in. poprzez sztukę i ceramikę. Jak to wyjątkowe środowisko wpływa na Panią jako artystkę?

MR: Praca w fundacji to strzał w dziesiątkę. Będąc nauczycielem nie mogłam wyrażać siebie poprzez artystyczne przekazy. W Fundacji Leny Grochowskiej mam okazję taplać się w glinie i wymazać farbami, a praca tam jest pasją. Praca w gronie osób z fundacji jest spokojniejsza i wbrew pozorom łatwiejsza od wyzwań, które podejmowałam wcześniej. Daje mi ona poczucie bezpieczeństwa. Przy okazji pozdrawiam wszystkich pracowników i życzę im duuuużo zdrówka!

Sztuka potrafi leczyć i łączyć ludzi. Jakie najpiękniejsze momenty lub lekcje wyniosła Pani z prowadzenia warsztatów plastycznych dla innych?

MR: Najbardziej cieszy mnie postęp w twórczości innych. Kiedy widzę cudowną pracę artystyczną, a pamiętam ciężką naukę posługiwania się narzędziami plastycznymi i długą żmudną drogę, to taki efekt końcowy cieszy najbardziej. No i to poczucie własnej wartości, gdy dziecko wierzy w siebie i w to co potrafi.

Z wykształcenia jest Pani nauczycielką przedmiotów artystycznych. Jak praca z młodzieżą/dziećmi i edukacja artystyczna wpływają na Pani własną wrażliwość twórczą?

MR: Od dzieci nauczyłam się wiele, a w szczególności innego patrzenia na świat nas otaczający. Zastanawiała się kiedyś Pani dlaczego dziecko widzi np. dżdżownicę pełznącą po chodniku, albo konika polnego w trawie? A dorosły nie zwraca na to uwagi? No właśnie. Dziecko jest w stanie powiedzieć jakiego koloru pani w przedszkolu miała gumkę do włosów. Dorośli często nie dostrzegają szczegółów. A to przecież z nich zbudowany jest cały świat. Od dzieci nauczyłam się szerszego widzenia świata i innej perspektywy jego obserwacji.

Książka z dzieciństwa, do której wraca Pani myślami z największym sentymentem, to…?

MR: Z dzieciństwa to wracam do „Karolci” Marii Krüger. Zawsze marzyłam o czarodziejskim koraliku. Uważam, że książka ta ma bardzo wartościowe przesłanie. Wielki sentyment do dziś mam natomiast do „Zapałki na zakręcie” Krystyny Siesickiej. Znam dialogi na pamięć i do dziś słucham sobie jej przez słuchawki wykonując prace w moim ogródku, czy grabiąc na działce liście.

Ceramika to praca z ziemią i ogniem, malarstwo to światło, a pisanie to praca z myślami. Który z tych żywiołów jest najbliższy Pani prawdziwej naturze, kiedy zaszywa się Pani w swojej prywatnej pracowni?

MR: Jednak zawsze to malarstwo jest i będzie numer jeden. Mam nadzieję, że dzięki niemu jestem i będę dla kogoś tym światłem.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *