Snują baśnie o jurze, o zwyczajach, o historiach praprzodków i dziadków. Często wracają do lat dzieciństwa, wspomnień i miejsc niezapomnianych. Łączą lokalną historię, edukację oraz wsparcie społeczne. Udowadniają, że dawne mury i zielone tereny mogą być czymś więcej niż tylko turystycznym przystankiem na Szlaku Orlich Gniazd. Stali się miejscem pełnym lokalnych opowieści. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Karol Czapla opowiada o miejscu u podnóży Jury Krakowsko-Częstochowskiej, w najstarszej dzielnicy Zawiercia, w którym bije nowe serce lokalnej społeczności. W którym odbywają się warsztaty z ziołolecznictwa, ceramiki Nerikomi, joga na trawie i spotkania z alpakami.
Jak zrodził się pomysł na stworzenie Fundacji Przedzamcze 1193 w historycznej dzielnicy Zawiercia – Kromołowie?
KCZ: Pokoleniowo jesteśmy związani z Historycznym Miastem Kromołów, które trwało jeszcze za czasów naszych przodków. To właśnie przywiązanie do tego regionu oraz warunków, które ten region dawał na nasz rozwój i przeszłych pokoleń. Nasi mieszkańcy, którzy dbają o tradycje, utwierdzili nas w przekonaniu, że to miejsce szczególne nie tylko dla nas ale i szerszego grona ludzi. To tu są korzenie Słowian, to tu są korzenia rycerstwa, to tu są korzenie Państwa Polskiego. Ta historia to również stanowiska archeologiczne sięgające czasów kamienia łupanego czy np. epoki kultury przeworskiej.
Co symbolizuje liczba 1193 w nazwie fundacji?
KCZ: Symbolika odnosi się do pierwszych wzmianek pisanych w kronikach. A symbolika to nie tylko liczba ale i nazwa. Przed zamkami przed 1193 rokiem. Sięgamy do czasów dawnych dawniejszych niż kroniki. Sięgamy do czasów historycznych, kiedy zamki murowane były jeszcze na naszych ziemiach pieśnią przyszłości. Czasy te to grodziska i grody chroniące mieszkańców . Czasy te to przyroda i jej dary. Czasy te to symbioza ludzi z naturą.
Organizujecie lokalne inicjatywy, takie jak warsztaty, ogrody społecznościowe i wydarzenia historyczne – które z nich cieszą się największym zainteresowanie?
KCZ: Działalność rozpoczęliśmy z początkiem 2026 r. Współorganizujemy i eventy oraz wydarzenia nie tylko kulturalne, ale i sportowe które wzmacniają lokalną społeczność. Dużym zainteresowaniem, cieszą się warsztaty zielarskie, oddechowe, inicjatywy w ogrodzie społecznym, ale i historyczne. Nasz cykl czterech wydarzeń „ Wieczory Baśni” naprawdę przyciąga szerokie grono mieszkańców i nie tylko. Wydarzenia „Wieczory Baśni” realizowane przy współfinansowaniu Miasta Zawiercie są naszym hitem. Wspaniali ludzie nas odwiedzają. Ale bez skromności, to duży wysiłek i nagroda jest współmierna do niego.
Skąd pomysł na organizację wydarzeń takich jak cykliczne „Wieczory Baśni”? – jakie baśnie poznają słuchacze i kto je opowiada?
KCZ: Pomysł prosto z serca naszych krajan. Wieczory w pięknej przyrodzie koją dusze, a wieczory z pasjonatami to równie piękne doświadczenie. Wieczory baśni tworzą ludzie niezwykli. I tak dla przykładu Krzysztof Pałęga to nasz mistrz ceremonii i nie tylko, przewodnik turystyczny, pokoleniowo związany z Kromołowem i lokalną społecznością. Człowiek wielu talentów . Narracyjna opowieść to Baśnie o jurze, o zwyczajach, o historiach naszych praprzodków, ale i również dziadków. To powrót często do lat dzieciństwa naszych uczestników i wspomnień o zwyczajach, języku potocznym i miejscach niezapomnianych.
O Szlaku Orlich Gniazd również snujecie opowieści?
KCZ: Oczywiście. Region Jury to my. Nie jesteśmy samotną wieżą. Kochamy nasze białe ostańce i piękno przyrody. Historia regionu jest ogromna i z pewnością nawet codzienne wieczory baśni by jej nie wyczerpały. Jesteśmy częścią Szlaku. To z naszych pagórków widać Tatry w bezchmurny dzień, by dać sygnał praprzodkom – zbliża się niebezpieczeństwo.
Co takiego ma w sobie Jura Krakowsko-Częstochowska, że się do niej wraca?
KCZ: Nieskromnie powiem. Tu jest wszystko. Na upalne dni Sosnowy Las, jaskinie, zamki, rzeki. Na dni słoneczne aktywny wypoczynek – konie, rowery, kajaki, żagle, wspinaczka. Na dni leniwe 100 atrakcji pod dachem. Zamki w Podzamczu, Smoleniu, Mirowie, Bobolicach, Olsztynie i wiele innych.
Które ze zwierząt mieszkających na Przedzamczu ma najbardziej nietypową historię lub charakter?
KCZ: Zwierzaki są kochane i bardzo przyjazne. Wiadomo, że to łakomczuchy, wiec karmimy je tyko z opiekunem. Każde ze zwierząt ma w sobie coś wyjątkowego, bo nie jest typową rasą, którą można spotkać wszędzie. Mamy konie huculskie, które są najstarszą rasą w Europie, nawiązując do genezy powstania Przedzmacza. Są spokojne, zrównoważone i bardzo cierpliwe. Konie mają służyć nie tylko do przebywania z nimi, ale także do hipoterapii. Nasze owieczki walizerskie to rasa, która wyróżnia się nie tylko charakterystycznym wyglądem, ale przede wszystkim niezwykle łagodnym usposobieniem. Są spokojne,ciekawe świata i chętnie podchodzą do ludzi, dzięki czemu dzieci mogą oswoić się z kontaktem ze zwierzętami w bezpieczny i naturalny sposób. Koziołki anglonubijskie, od pierwszych dni stały się ulubieńcami odwiedzających. Trudno przejść obok nich obojętnie, są niezwykle ciekawskie, towarzyskie i pełne energii. Tworząc nasze mini zoo chcieliśmy zapewnić naszym najmłodszym odwiedzającym możliwość bliskiego kontaktu, i właśnie nasi wybrańcy są do tego idealni.
Jak wygląda prowadzenie zagrody plenerowej, która znajduje się na Waszym terenie przez cały rok, w tym zimą?
KCZ: Pracownicy naszej fundacji oraz wolontariusze opiekują się zwierzakami. To bardzo miła praca. Milusińscy mają zagródki oraz pomieszczenia na przezimowanie. Konie z racji chowu wolno wybiegowego całorocznie są na pastwisku dokarmiane. Więc część zwierzaków nie jest dostępna cały rok na naszym Przedzamczu.
Jak udaje Wam się łączyć edukację historyczną z nowoczesną formą zabawy, która angażuje najmłodszych?
KCZ: Najmłodsi kochają zwierzaki, a edukujemy właśnie zabawą maluchów ze zwierzakami. Łatwo się można przenieść w czasy dawne, karmiąc zwierzaki nie batonikami tylko czystym zbożem, które kiedyś było zbierane sierpem, młócone cepem, mielone żarnem. I taka narracja otwiera ciekawość i chęć zadawania pytań dla młodych eksploratorów.
Odwiedzają Was głównie turyści przemierzający Jurę Krakowsko-Częstochowską, czy raczej lokalni mieszkańcy?
KCZ: Nasz projekt dopiero rozwijaj skrzydła. Odwiedzają nasz mieszkańcy, rowerzyści zwiedzający jurę ale i „ etno” turyści. Czyli nasi mieszkańcy, którzy wyjechali z naszego regionu i odwiedzają stare strony. Zawsze rozmowa z nimi to początek nowej karty historii o czasach, które przemijały, ale zostały we wspomnieniach.
Dziękuję za rozmowę
























