Strona główna / Wywiady / Kiedy legendy stają się prawdą

Kiedy legendy stają się prawdą

Legenda Kopalni Złota została przekuta w prawdę, a na jej podwalinach powstała uwielbiana  atrakcja turystyczna, którą dziś zarządza (wraz z rodziną) Małgorzata Szumska – kobieta, która w swoim życiu łączy ekstremalne wyprawy z prowadzeniem stabilnego biznesu. Kobieta, która jest podróżniczką, pisarką, właścicielką pensjonatu i restauracji. Która kocha lokalne legendy i podania. Która w rozmowie z Agnieszką Góralczyk opowiada nie tylko o samotnych wyprawach, ale też o Bieszczadach i kobietach XXI wieku, napisanych książkach i rodzinnej spuściźnie, która dziś przyciąga turystów z całego świata.

Podróżniczka, pisarka, prezeska Kopalni Złota, autorka promująca uważność – które swoje wcielenie najbardziej Pani lubi i dlaczego? 

MSZ: Każde. Każde jest dla mnie ważne i daje ogromną satysfakcję i impuls do ciągłego rozwoju. Choć gdybym mogła wybrać jedną rzecz, jedna branżę i miałabym pewność, że z niej się utrzymam to byłoby to pisarstwo. Kocham stan flow, w którym nagle cały świat znika, jestem tylko ja i tekst, który wypływa z mojego serca. Kocham spotkania autorskie, spotkania  z czytelnikami, podczas których wymieniamy się opowieściami, emocjami, wzruszeniem i śmiechem.

Dużo Pani podróżuje, ale często są to samotne wyprawy – co daje Pani samotność w podróży?

MSZ: Spotkanie się ze sobą, zmierzenie się ze swoim strachem i swoimi blokadami. To jest zupełnie inny sposób podróżowania. Jesteś skazana na siebie, swoje bezpieczeństwo, ale też to jak się czujesz w danym miejscu i czy chcesz w nim zostać czy je opuścić. W Kenii, gdy jechałam sama przez ten cudowny kraj, samochodem terenowym z namiotem na dachu, miałam wyznaczoną trasę na północ, ale rano obudziłam się i poczułam, że chce jechać dalej na zachód, do Jeziora Wiktorii. Nie musiałam nic nikomu tłumaczyć, po prostu wsiadłam za kierownicę i ruszyłam za głosem serca. Nie każdy człowiek potrafi być sam ze sobą, jest to trudne, ale piękne.

Które miejsce odwiedziła Pani samotnie i żałowała, że nie zabrała ze sobą w tę podróż bliskich i dlaczego?

MSZ: Nie było takich sytuacji. Oczywiście zdarzało się, że byłam na Syberii i żałowałam, że moja babcia już nie miała siły by odbyć taką podróż sentymentalną ze mną. Czasami pojawiała się myśl, że fajnie by było, żeby ktoś z moich bliskich zobaczył to piękno, którego ja doświadczam, ale to były sekundy. Z rodziną też podróżuję, więc mam czas nasycić się nimi w podróży. Natomiast nigdy nie chciałam jechać gdzieś z ekipą, ze znajomymi. Nie potrafię sobie wyobrazić takiej podróży. Jestem dość niezależna i myślę, że mogłabym być trudnym towarzyszem i w którymś momencie bym się po prostu odłączyła.

Zarządza Pani jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych na Dolnym Śląsku – Kopalnią Złota. Które życiowe doświadczenia pomagają lub pomogły Pani w kierowaniu nią?

MSZ: Jesteśmy zbiorem wszystkich wydarzeń i doświadczeń, jeśli tylko potrafimy z nich wyciągać lekcje, wszystko może nam się w życiu przydać. Szkoła aktorska pomaga mi w wystąpieniach publicznych, w relacjach z mediami i konferencjach, na których występuję. Samotne podróży nauczyły mnie radzenia sobie w rożnych sytuacjach i tego, że zawsze jest wyjście i rozwiązanie każdego problemu. Przeszłam też depresję, przez wiele lat walczyłam z tą chorobą. Teraz gdy udało mi się z nią wygrać, widzę, że niesamowicie rozwinęłam się jako człowiek i kobieta dzięki terapii, dzięki temu jestem tez lepszą szefową, lepszym człowiekiem. Wierzę, że wszystko w życiu jest po coś, jeśli tylko będziemy potrafili wyciągnąć odpowiednie wnioski i lekcje.

Złoty Stok to dla Pani miejsce z nieodkrytymi tajemnicami – jak wiele ich jest?

MSZ: Myślę, że tysiące. Są spektakularne tajemnice, jak zaginiona sztolnia średniowieczna, z górnikami, którzy zaginęli w niej w zawale w XVI wieku, ale też każdy dom na poniemieckich terenach Dolnego Śląska, kryje swoją trudną, zapomniana historię. Stale znajdujemy na strychach dawne pamiątki, listy zdjęcia, nadal w ogródkach wykopywane są przypadkowe poniemieckie „skarby”. Ta ziemie widziała wiele bólu, wiele wojen, a przez to kryje w sobie tak wiele tajemnic, że nie wiem, czy kiedykolwiek poznamy je wszystkie.

Lokalne podania, legendy, opowieści i wspomniane tajemnice – które chciałaby Pani, żeby zostały odkryte i dlaczego? Ma Pani swoją ulubioną?

MSZ: Jestem romantyczką i uważam, że czasami lepiej nie szukać za dużo. Legenda ma swoją magie wtedy, gdy możemy wierzyć, że jest w niej nutka prawdy. Jeśli okaże się, że na dnie Czarnego Stawu, nie ma żadnych ruin zamku wodnika, to cała magia ulotni się. Dopóki możemy wyobrażać sobie, że jest to prawdą, dopóty możemy poczuć dreszcz, uruchomić wyobraźnię, poczuć emocje.  Jedyne co jeszcze chciałabym odkryć to właśnie ofiary katastrofy Złotego Osła. Gdyby udało nam się odkopać to miejsce tragedii sprzed 500 lat, to byłoby naprawdę niesamowite przeżycie. I wielkie odkrycie historyczne. Cała reszta? Może pozostać tajemnicą. 

Legenda Kopalni Złota została przekuta w prawdę, a na jej podwalinach powstała uwielbiana dziś atrakcja turystyczna – jak przez tyle lat udaje się utrzymać jej atrakcyjność na tak wysokim poziomie?

MSZ: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. To jest serce i pasja mojej mamy, która od 30 lat pracuje tutaj, kochając to miejsce, jak swoje czwartek dziecko. To jest zaangażowanie naszych pracowników, którzy czują się częścią tej kopalni. To jest wsparcie wszystkich przyjaciół i ludzi z pasją, którzy przez lata pomagali nam, odwiedzali, dodawali swój pierwiastek w nasz rozwój. To jest też serce moje i mojego rodzeństwa, bo wspieramy rozwój kopalni od dziecka.  Z praktycznych kroków, to jest wieczne inwestowanie, nie ma możliwości, żeby nie rozwijać się, nie upiększać, nie dodawać nowych atrakcji. Każdego roku musi powstać coś nowego, coś się zmienić, żeby turyści, którzy do nas wracają, czuli, że nie stoimy w miejscu. Żebyśmy mogli kolejny raz ich zaskoczyć.  Jestem, przekonana, że biznes prowadzony z potrzeby misji, z sercem i lekkością, skazany jest na sukces.

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady…naprawdę trzeba aż tam?

MSZ: Absolutnie, to hasło jest już dawno nieaktualne! Bieszczady zrobiły się mocno turystyczne, na całe szczęście dla tamtej branży turystycznej, ale na nieszczęście dla tych co poszukują dzikości. Oczywiście nadal można znaleźć tam szlaki mało utarte, a jesienne Bieszczady wygrywają wszystko, wtedy mają więcej złota niż my. Ale Sudety, zwłaszcza wschodnie i środkowe, teraz stają się enklawą ludzi uciekających od zgiełku. Dolny Śląsk ma wszystko – dzikie lasy, niesamowite formacje skalne, góry, zamki, pałace, podziemia, stare fabryki i industrialne atrakcje, muzea, skanseny, zabytki… Mamy więcej zamków niż Dolina nad Loarą. No i mamy dwie ( i jedyne ) kopalnie złota – u ans w Złotym Stoku i w Złotoryi.  Cieszy mnie, ze coraz  więcej osób zaczyna dostrzegać niesamowitość Dolnego Śląska i wiąże swoje życie z naszym województwem.

Jaka jest kobieta XXI wieku?

MSZ: Taka jaką chce być. Myślę, że to jedyna słuszna odpowiedź. Możemy w końcu być kim chcemy i choć mam wrażenie, że jest to ciągle kruchy przywilej, i drżę żebyśmy tego nie straciły. Możemy być polityczkami i mieć większy wpływ na nasze państwo, możemy być matkami i z dumą karmić w miejscach publicznych, mogę sama podróżować po świecie, prowadzić firmę, podejmować się wielu projektów, albo spędzać czas  i paść kaczki bieguski ( które są moim marzeniem). Jednak każda z tych opcji opera się często na walce, mamy być matkami, ale nie możemy pokazywać się z odstającym brzuchem na plaży czy z rozstępami, nie możemy karmić piersią – bo kogoś to denerwuje. Mamy wychowywać dzieci, ale nie możemy brać ich do restauracji czy latać samolotem bo dzieci płaczą. Mamy zarabiać pieniądze, ale najlepiej na niższych stanowiskach, bo kobiety w biznesie nie są mile widziane. Jeśli komuś się wydaje, że walka o wolność się skończyła, to moim zdaniem mocno się myli. Tak więc kobieta XXI wieku, musi być odważna i silna. Bo jeszcze mamy dużo do zrobienia i jesteśmy to winne młodszym pokoleniom. 

Co wciąż drażni w wizerunku kobiety – Tatuaże? Kolczyki? Kolorowe włosy?

MSZ: Tworząc treści kobiece w mediach społecznościowych, oraz prowadząc firmę, w której ponad 80% pracowników to kobiety, jestem przerażona, że nadal tyle rzeczy „drażni w kobiecie” a nie drażni w mężczyźnie. Nie możemy mieć włosków, bo to nieeleganckie, nie możemy mieć odstającego brzucha, co z tego, że masz miesiączkę, hormony i ciężki dzień, musisz być estetyczna i w jakimś kanonie, bo musi być miło na Ciebie patrzeć. Ale to nie dotyczy tylko wyglądu. Wielu napotkanych przeze mnie mężczyzn denerwowała moja pozycja biznesowa. To, że ma głos i potrafię stawiać granice. To, że nie da się mnie zmanipulować ( a przynajmniej niezbyt łatwo). Wystarczy poczytać komentarze pod artykułami dotyczącymi kobiet sukcesu i mężczyzn sukcesu, niestety to pod tymi pierwszymi jest ogrom negatywnych i wulgarnych komentarzy odnośnie wyglądu. Mężczyzna z sukcesem – spoko gość, dał radę, samiec alfa, silny facet. Kobieta? Ignorantka do tego samolubna, zaniedbała dzieci, albo nie zdecydowała się na nie, więc nie wie czym jest prawdziwa rola kobiety, wybrała samolubnie karierę, do tego bez makijażu wygląda staro, jak ma makijaż to ma tapetę, jak jest młodziutka to pojawiają się mocno wulgarne i seksualne komentarze. To jest przerażające. Naprawdę nie widziałam artykułu o mężczyznach, pod którym ktoś by skomentował, że na pewno zaniedbał rodzinę robiąc ten swój sukces, albo że sukces nie ważny – pan mógłby zadbać o worki pod oczami bo źle się na to patrzy. Mamy ciągle podwójne standardy odnośnie płci i trzeba o tym mówić głośno.  

Pani książki przepełnione są bardzo osobistą narracją – która z nich jest dla Pani najważniejsza i która była najtrudniejsza do napisania?

MSZ: Każda jest ważna, Zielona sukienka ma specjalne miejsce w moim sercu nie tylko dlatego, że to mój debiut, który wprowadził mnie w świat wydawniczy, ale też dlatego, że to opowieść o moich ukochanych dziadkach, którzy już odeszli, ale dzięki tej książce, ich historia nadal żyje. Uważnik zaś, moja, póki co ostatnia książka, to bardzo osobista opowieść, choć to przewodnik po mądrym i świadomym podróżowaniu, to jest tam wiele osobistych historii, czasami trudnych,  którymi dzielę się, bo wierzę, że może to komuś pomóc.  Obecnie napisałam swoją pierwszą książkę fantasy i czekam na odpowiedź od wydawnictw, czy będą zainteresowane i czy będę mogła zacząć nową przygodę – pisania książek fantasy! Trzymajcie kciuki.

Dziękuję za rozmowę

Foto: użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *