Strona główna / Ciekawostki / 535 dni na planie i reżyser w roli konia. Niezwykłe kulisy i ciekawostki z planu „Potopu”

535 dni na planie i reżyser w roli konia. Niezwykłe kulisy i ciekawostki z planu „Potopu”

Dokładnie 2 września 1974 roku w warszawskim kinie „Relax” odbyła się oficjalna premiera „Potopu” w reżyserii Jerzego Hoffmana. Zbiegiem okoliczności dokładnie 88 lat wcześniej, 2 września 1886 roku, w warszawskim dzienniku „Słowo” ukazał się finałowy odcinek słynnej powieści Henryka Sienkiewicza.

Produkcja ekranizacji okazała się gigantycznym przedsięwzięciem na niespotykaną dotąd w polskiej kinematografii skalę. Prace na planie trwały aż 535 dni, co przekładało się na blisko dwa lata ciągłych zdjęć. Na potrzeby filmu uszyto ponad 23 tysiące strojów z epoki, a przed kamerą stanęło ponad 400 aktorów oraz kilka tysięcy statystów. Z budżetem szacowanym na 100-118 milionów ówczesnych złotych był to najdroższy polski film tamtych czasów, który ostatecznie przyciągnął do kin ponad 27 milionów widzów.

Powstaniu superprodukcji towarzyszyły ogromne emocje i ogólnokrajowe skandale. Kiedy Jerzy Hoffman ogłosił, że rolę Andrzeja Kmicica zagra Daniel Olbrychski, w Polsce wybuchła burza nazwana później „Kmicicogate”. Widzowie kojarzący go z rolą okrutnego Azji Tuchajbejowicza z wcześniejszego „Pana Wołodyjowskiego” zasypywali twórców tysiącami obelżywych listów. Presja była tak ogromna, że Olbrychski rozważał rezygnację, jednak do podjęcia wyzwania osobiście przekonał go Kirk Douglas, legenda Hollywood.

Równie spektakularne i niebezpieczne były same zdjęcia. Słynna walka na szable Kmicica z Wołodyjowskim, w którego wcielił się Tadeusz Łomnicki, do dziś uważana jest za jedną z najlepiej zrealizowanych scen szermierczych w historii kina. Aktorzy nie korzystali z dublerów, trenując miesiącami pod okiem mistrza i walcząc na planie prawdziwymi, ostrymi szablami. Podczas kręcenia scen zimowych dochodziło z kolei do komicznych sytuacji. Gdy ekipa szukała perspektywy z pozycji konia, Jerzy Hoffman sam założył uprząż z kamerą na plecy, a Olbrychski musiał powozić reżyserem. Z kolei słynna kolubryna wysadzana pod Jasną Górą nie była tanią makieta z dykty, lecz w pełni funkcjonalną armatą wykonaną przez Zakłady Mechaniczne „Zamech” w Elblągu.

Dzieło Hoffmana odniosło oszałamiający sukces artystyczny, zdobywając Złote Lwy na pierwszym w historii Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku w 1974 roku. W kolejnym roku „Potop” uzyskał oficjalną nominację do Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny, przegrywając rywalizację minimalnie z kultowym „Amarcord” Federico Felliniego.

Marta Kot, fot. FilmWeb

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *